X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem

Rozmowa dnia: Tomasz Siemoniak

Ostatnia aktualizacja: 16.01.2014 07:15
Audio

Krzysztof Grzesiowski:  Minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. Dzień dobry, panie ministrze.

Tomasz Siemoniak: Dzień dobry panom, dzień dobry państwu.

K.G.: Tak się składa, że wczoraj, kiedy opowiadał pan o planach armii na bieżący rok, w tym samym momencie, tyle że w innym miejscu rozpoczął się proces przed sądem rejonowym, w którym starszy plutonowy Mariusz Saczek, żołnierz ranny w Afganistanie, domaga się 3 milionów złotych tytułem odszkodowania i zadośćuczynienia oraz renty. My mówiliśmy o tym przed godziną 7, rozmawialiśmy z Mariuszem Saczkiem, a kilka minut temu cytowaliśmy opinię naszych słuchaczy na temat, no właśnie, na temat tego, co się należy komuś, kto... żołnierzowi konkretnie rzecz biorąc, kto został ciężko ranny na misji, mając pełną świadomość, że na tę misję jedzie dobrowolnie i także ma świadomość ewentualnych konsekwencji. W końcu pojechał, było nie było, na wojnę.

T.S.: Przede wszystkim jesteśmy winni szacunek temu żołnierzowi, który w służbie naszemu państwu stracił zdrowie. Myślę, że nikt z nas za jakiekolwiek pieniądze nie zamieniłby się na jego sytuację. Niemniej jednak warto tutaj bardzo mocno to powiedzieć, nasze państwo nie zostawia weteranów, także i plutonowego Saczka, bez opieki. Otrzymał on z różnych tytułów: z ubezpieczenia, z Ministerstwa Obrony Narodowej 350 tysięcy złotych, otrzymuje rentę w wysokości 4,5 tysiąca złotych. Jestem trochę zakłopotany mówiąc w tym przypadku o pieniądzach dotyczących konkretnej osoby, ale dla uczciwej rozmowy w tej sprawie myślę, że te dane warto przytoczyć. Sądzę, że jest osobą pod względem materialnym dobrze zabezpieczoną, jego renta jest wyższa niż płaca, którą by miał w tej chwili w wojsku, by zarabiał 3600 złotych, i przedmiotem jego troski, jak rozumiem, w tej sytuacji jest kwestia dalszego leczenia i rehabilitacji. Chcę zwrócić uwagę, że od czasu wejścia w życie ustawy o weteranach 2 lata temu i zgodnie z ustawą pragmatyczną weterani mają prawo do leczenia, do bezpłatnych leków, do rehabilitacji poza kolejnością. Także plutonowy Saczek z tego korzystał, ponieważ gdy zgłosił się do sanatorium w Busku Zdroju bez powiedzenia, że jest weteranem, powiedziano mu, że musi czekać 4 lata, gdy tylko dodał, że jest weteranem, po miesiącu już był rehabilitowany w sanatorium...

K.G.: Ale na wózek inwalidzki czekał prawie 2 lata, mówi.

T.S.: Proszę?

K.G.: Na wózek inwalidzki czekał prawie 2 lata.

T.S.: Nie chcę tutaj dyskutować o szczegółach. Ministerstwo Obrony sfinansowało także ten wózek. Ja uważam, że oczywiście prawem plutonowego Saczka i jego prawników jest pójść do sądu i domagać się dowolnej kwoty. Ja sądzę i przyjmuję to jako zadanie także dla siebie, że musimy pracować nad tym, aby system opieki medycznej nad weteranami był lepszy, sprawniejszy, uwalniający się od biurokratycznych procedur. I myślę, że na to warto wydać więcej publicznych pieniędzy. Mamy 350 rannych po różnych misjach, razem poszkodowanych i rannych to jest ośmiuset i sądzę, że jesteśmy w stanie ten system jeszcze sprawniej zorganizować niż do tej pory, tak, aby opieka medyczna tutaj działała bez zarzutu. Do końca roku tworzymy w Warszawie Centrum Żołnierza Weterana, także i będzie miało ono taką misję, aby w sposób dogodny dla weteranów pomagać im, infolinia, opiekunowie. Tak że sądzę, że staramy się z tej sytuacji wyciągnąć wnioski. Oczywiście prawem każdego obywatela jest pójść do sądu i sąd w tej sprawie rozstrzygnie. Natomiast bardzo jakby takie niepokojące było w tej sprawie tworzenie wrażenia, że państwo zostawia takie osoby bez opieki. To nieprawda.

K.G.: Prawnicy Mariusza Saczka mówili o tym, że pojazdy, Rosomaki konkretnie, powinny mieć dodatkowe ubezpieczenia, bo to w końcu skoro transporter ma właściciela, posiada tablicę rejestracyjną, to można go traktować jako pojazd i domagać się z tego tytułu zadośćuczynienia zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego. To trochę zmienia się spojrzenie na wojnę, tak mówiąc szczerze.

T.S.: To dla mnie jest wątek trochę taki absurdalny. Za te szkody ponosi odpowiedzialność państwo i nie ma najmniej... nie wiem, czy w ogóle znalazłby się ubezpieczyciel, który by zechciał ubezpieczać Rosomaki w Afganistanie. Więc wydaje mi się, że ten wątek jest jakąś taką prawniczą sztuczką i nie chcę go specjalnie rozwijać. Rozmawiajmy o poważnych problemach, a nie szukajmy jakichś sztuczek w postaci oczekiwania, że tak jak samochód w kraju, będzie ubezpieczony kołowy transporter w Afganistanie.

K.G.: Ale są dwa kolejne pozwy skierowane do sądu, mają być wyznaczone terminy rozpraw. Spróbujmy sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby sąd w przypadku Mariusza Saczka przyznał mu rację i kazał wypłacić odszkodowanie.

T.S.: Jest to decyzja sądu. Ja ufam w to, że sąd bardzo starannie rozważy wszystkie aspekty tej sprawy. I wydaje mi się, to jest moja taka opinia trochę bardziej jako obywatela niż jako ministra, że te kwoty, które pojawiły się w przestrzeni publicznej, te 3 miliony złotych, one szkodzą sprawie weteranów i sprawie rannych żołnierzy. Po prostu wydaje mi się, że tutaj prawnicy, którzy formułują tego rodzaju wnioski, powinni też mieć trochę więcej wyczucia. Komentarze, które słyszałem przed kilkoma minutami na państwa antenie ze strony słuchaczy też to pokazują, że trzeba tutaj też widzieć pewne proporcje w tej sprawie.

K.G.: Obowiązku wyjazdu do Afganistanu nie ma żaden żołnierz?

T.S.: Każdy żołnierz wyjeżdża dobrowolnie, podpisując stosowną zgodę.

K.G.: Czy zdarzały się przypadki odmowy?

T.S.: Tak, oczywiście, zdarzają się.

K.G.: Czy były takie jednostki, że zdecydowana większość żołnierzy nie chciała jechać do Afganistanu?

T.S.: W zdecydowanej większości nie, ale były jednostki, że dość poważna liczba żołnierzy odmawiała. Jakichkolwiek konsekwencji z tego powodu nie ponosili, każdy żołnierze ma prawo w takiej sytuacji odmówić.

K.G.: A teraz nie będzie takich sytuacji. Wycofujemy się z Afganistanu, więc nie będą potrzebni nowi żołnierze. To jest ostateczna data 2014 rok, kiedy stamtąd wyjdziemy?

T.S.: Tak, tak jak i całe NATO, misja ISAF się kończy, my dotrzymujemy lojalnie naszych zobowiązań, nie wycofaliśmy się jak wiele innych krajów wcześniej. I do końca 2014 roku wyjdzie nasz ostatni żołnierz. Komunikowałem też wczoraj fakt taki, że wycofujemy się szybciej, to znaczy już za kilka miesięcy będzie nie tysiąc, jak wcześniej planowano, ale zostanie pięciuset żołnierzy. Wycofujemy też ciężki sprzęt...

K.G.: Plus odwód.

T.S.: Tak, i odwód w kraju stale on jest, tak że tutaj... zawsze są w kraju żołnierze gotowi do tego, żeby wesprzeć bądź też przecież i w trakcie zmiany następuje rotacja z różnych powodów, żołnierze chorują, rezygnują, więc zawsze mamy rezerwę w kraju, żeby natychmiast uzupełnić braki.

K.G.: Czyli wycofujemy się. Sprzęt do kiedy wróci do kraju? Ciężki sprzęt.

T.S.: Duża część...

K.G.: I którędy?

T.S.: Korzystamy z tzw. drogi południowej, to znaczy przez Pakistan do Zatoki Perskiej i stamtąd statkami, duża część tego sprzętu, mam na myśli tutaj kołowe transportery opancerzone, została już wywieziona. Przewidujemy, że do maja nie będzie już ciężkiego sprzętu w Afganistanie naszego.

K.G.: A kto za to płaci? Ile to kosztuje?

T.S.: Korzystamy tutaj ze współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, jak również też i sami ponosimy pewne koszty. Wybraliśmy wariant najkorzystniejszy i też najtańszy dla nas.

K.G.: Ale mówimy o milionach złotych czy o dziesiątkach milionów?

T.S.: Podsumujemy to na zakończenie wycofywania sprzętu i na pewno taką informację przekażemy opinii publicznej, tak jak i przekazywaliśmy jakiś czas temu informację w ogóle o kosztach tej misji. To jest w trakcie, więc trudno tutaj mówić o jakichś już dokładnych rachunkach. Zresztą mamy tak dobrą i bliską współpracę ze Stanami Zjednoczonymi, że nie liczymy się tutaj jak aptekarze co do każdej sprawy.

K.G.: Kiedy wczoraj pan mówił o planach na 2014 rok z punktu widzenia wyposażenia polskiej armii, była mowa o systemach obrony powietrznej, była mowa o śmigłowcach. A co będzie z dronami? To taka głośna sprawa z ubiegłego roku za sprawą gen. Waldemara Skrzypczaka. Czy to już zostało zdecydowane, kto dostarczy drony polskiej armii?

T.S.: Nie zostało to zdecydowane, w ubiegłym roku mieliśmy dialog techniczny z potencjalnymi oferentami, analizujemy wyniki tego dialogu i chciałbym, żeby jeszcze w tym roku rozpocząć procedurę pozyskania tych dronów. Tutaj dla nas niezwykle istotnym elementem jest to, w jaki sposób nasz przemysł i nasza nauka, która też ma tutaj pewne osiągnięcia w tym obszarze, będzie do tego włączona. A więc nad tym w tym momencie trwają prace. Zidentyfikowaliśmy wszystkie zasoby w Polsce, jakie są w tym zakresie. Są firmy, które nawet eksportują drony. Są znaczące ośrodki naukowe, które potrafią też takie rzeczy robić. Chcemy po prostu to wszystko dobrze skoordynować. Kto będzie dostawcą technologii, kto będzie dostawcą dronów, za wcześnie, żeby o tym mówić.

K.G.: A jakie znaczenie ma fakt, że sprawy związane z offsetem przy zakupach zagranicznych przechodzą w pełni w gestię resortu obrony z resortu gospodarki?

T.S.: Tutaj musi zmienić się ustawa, ale to jest wspólna wola ministra gospodarki...

K.G.: Czy to upraszcza sprawę.

T.S.: W moim przekonaniu tak, dlatego że istotą offsetu jest to, aby on pomnażał zdolności przemysłu obronnego, żeby przepływały technologie, a nie żeby tylko wykonać plan i pewną kwotę. Z analizy dotychczasowych przypadków wynikało, że często wykonanie tego planu offsetowego bardzo stawało się cywilne. Wydaje mi się, że w ręku ministra obrony narodowej to narzędzie będzie skuteczniej służyło naszemu przemysłowi obronnemu, naszym ośrodkom naukowym. To one powinny dostawać właśnie te korzyści, które wynikają z offsetu.

K.G.: Ci, którzy interesują się tym, co dzieje się w polskiej armii, odnotowali pewne wydarzenie rangi rekordu świata, panie ministrze, nie wiem, czy pan wie.

T.S.: No, proszę powiedzieć.

K.G.: Tak? Otóż 1 stycznia tego roku powstało Dowództwo Sił Specjalnych. Po 10 dniach zostało rozwiązane. Dlaczego?

T.S.: Sprawa jest tutaj bardzo prosta. Od 1 stycznia obowiązuje bardzo duża reforma dowodzenia, która zmieniła cały system kierowania polską armią, powstało Dowództwo Generalne, nowa zupełnie struktura, zlikwidowaliśmy dowództwa rodzajów Sił Zbrojnych, one przestały funkcjonować, działamy w systemie połączonym i w przypadku Wojsk Specjalnych uznaliśmy, że potrzebna jest taka formuła przejściowa na jakiś czas po to, żeby osiągnąć system docelowy po jakimś czasie. Okazuje się, że takiej potrzeby nie było. Pracujemy nad tym, żeby ostatecznie tę strukturę właściwie ukształtować, ale ja uznałem, że skoro jesteśmy gotowi do powołania Centrum Operacji Specjalnych, skoro działa Inspektorat Wojsk Specjalnych, to nie ma potrzeby, żeby ta przejściowa zaplanowana struktura funkcjonowała przez jakiś dłuższy czas. Więc...

K.G.: No, przejściowo funkcjonowała 10 dni.

T.S.: No tak, ale to żeby ładnie wyglądało, mogłaby funkcjonować pól roku, więc ja uważam, że to był taki bezpiecznik, nie ma potrzeby z niego korzystania, a więc podjąłem taką decyzję. Zresztą chciałbym, żeby w ciągu najbliższych tygodni te rozwiązania organizacyjne dotyczące Wojsk Specjalnych już ostatecznie ukształtować i myślę, że te rozwiązania, które ostatecznie przyjmiemy już na tym poziomie pod dowództwami, pod Centrum Operacji Specjalnych i pod Inspektoratem Wojsk Specjalnych dadzą tutaj bardzo mocne miejsce naszej dumie, czyli Wojskom Specjalnym.

K.G.: Tak na koniec, panie ministrze,  bo czas nas trochę goni, ale czy coś nadzwyczajnego szykuje się w związku z 15-leciem Polski w Pakcie Północnoatlantyckim? Bo to w marcu już.

T.S.: No, będzie to na pewno nadzwyczajna rocznica, dlatego że fakt naszego wstąpienia do NATO był jakby bardzo istotnym, historycznym faktem. Więc przewidujemy i uroczystości, i konferencje, i podsumowanie tego 15-lecia, ale chcemy też, żeby ta rocznica była wykorzystana do takiej refleksji o przyszłości NATO. We wrześniu mamy bardzo ważny szczyt w Wielkiej Brytanii, który obok spraw Afganistanu ma też mówić o przyszłości NATO. Więc sądzę, że ta rocznica obok wspomnień, obok podsumowania będzie też ważnym punktem w dyskusji o przyszłości NATO i miejscu Polski w Sojuszu.

K.G.: To jeszcze post scriptum do tematu...

Daniel Wydrych: Tak na koniec...

K.G.: ...z początku naszej rozmowy.

D.W.: Nasza słuchaczka, bo jak panowie wspomnieli, pan minister wspomniał, obowiązku nie ma. Nasza słuchaczka pisze tak: „Jestem żoną oficera emeryta i wiem, co to znaczy odmówić wyjazdu na misję”. Nie będą pana pytał, co miała na myśli, ale warto powtórzyć: czy coś grozi żołnierzowi, który odmówi wyjazdu na misje. Czy jakieś konsekwencje?

T.S.: Oczywiście, że nic nie grozi. I ja tu znam przykład jednostki, w której bardzo dużo osób odmówiło. Oczywiście, mówię tutaj o decyzjach dowódców, o pewnych procedurach. Jasne jest, że jest tak, że koledzy tutaj mogą różnie myśleć o takim żołnierzu, z którym służą, ćwiczą, przygotowują się, a on potem nie jedzie. Więc mówimy raczej o jakiejś takiej, bym powiedział, odpowiedzialności koleżeńskiej. Nie ma takiego przypadku, żeby ktokolwiek wyciągnął konsekwencje od tego żołnierza, który powiedział, że nie pojedzie. Jest to szanowane. Ja znam przykłady... Z różnych powodów, to są...To nie jest, szanowni panowie, szanowni państwo, tak, że to jest jakiś akt tchórzostwa. To są czasami bardzo trudne osobiste sytuacje rodzinne. Zdarzali się dowódcy, którzy nie mogli wyjechać. Więc ja tego w ogóle nie chcę oceniać. Oczywiście, takie decyzje są zapewne jakoś tam komentowane i te komentarze mogą być takie lub inne, ale nie ma takiego przypadku, żeby ktokolwiek poniósł konsekwencje. Wyjazd na misje jest dobrowolny, to jest dla nas święta zasada.

K.G.: Tomasz Siemoniak, minister obrony narodowej, nasz gość. Dziękujemy, panie ministrze.

(J.M.)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak