X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem

Rozmowa dnia: Sławomir Neumann

Ostatnia aktualizacja: 01.07.2014 08:15
Audio

Krzysztof Grzesiowski: Wiceminister zdrowia Sławomir Neumann, dzień dobry, panie ministrze.

Sławomir Neumann: Witam panów, dzień dobry.

K.G.:  Mamy pierwszy dzień lipca, zatem pewne leki dla osób, które korzystają z terapii in vitro będą tańsze, bardzo tańsze, będą refundowane, krótko mówiąc.

S.N.: Będą znacznie tańsze. Rzeczywiście od 1 lipca wchodzą do refundacji leki na procedury in vitro. To zapowiadane przez nas było wcześniej, dzisiaj dzięki tym decyzjom terapia lekowa znacząco się... z znacząco potani dla pacjentów in vitro. To jest ważne dla tych par szczególnie, które są dotknięte niepłodnością i starają się uzyskać jakiekolwiek możliwe wsparcie do tego, żeby mieć dziecko. To były terapie, które kosztowały średnio 4-5 tysięcy złotych, te lekowe. One dzisiaj spadną do znaczniejszych kwot, nawet do...

K.G.:  Mówimy o -set złotych?

S.N.: No, myślę, że niektóre do tysiąca niektóre terapie mogą się zamknąć.

K.G.:  A ile preparatów znalazło się na liście leków refundowanych? Bo są różne informacje.

S.N.: Trzynaście. W różnych wskazaniach, ale to jest 13 preparatów. Te ceny są też bardzo różne, bo to są niektóre leki, które pacjenci kupią za symboliczne kwoty, bo za 3,20, są też takie, które kosztują kilkaset złotych, ale one są już znacznie tańsze, ponieważ te najdroższe, które kosztowały ponad 2100 złotych, to teraz będą kosztować 500 złotych, więc ta różnica jest znacząca. Jak mówię, część kosztuje kilkadziesiąt złotych. Taki, który kosztował prawie 700 złotych, dzisiaj kosztuje 60 złotych dla pacjentów, więc to naprawdę jest spora różnica dla tych wszystkich, którzy brali także udział nie tylko w programie in vitro tym rządowym, ale także prywatnie korzystali z klinik in vitro. Tam musieli pokrywać koszty w całości całych nie tylko zabiegów, ale też leków. Teraz to wyraźnie spadło.

K.G.:  Ale są pewne ograniczenia i o nich przez chwilę porozmawiajmy, czyli te leki będą refundowane paniom do 40. roku życia.

S.N.: To jest tak jak w programie zdrowotnym ministra zdrowia, gdzie mamy tę kwalifikację par do programu, czyli już rok temu uznaliśmy, że program będzie obejmował pary niezależnie od tego, czy są małżeństwem, czy nie, ale jednak te wskazania zdrowotne muszą być pokazane, czyli trwała niepłodność orzeczona przez specjalistów i takie 12-miesięczne leczenie, które nie dało efektu, i ten casus wieku, czyli do 40 lat.

K.G.:  W przypadku kobiet.

S.N.: W przypadku kobiet, tak.

K.G.:  Lekarz będzie mógł wystawić receptę na maksimum 3 cykle leczenia?

S.N.: To też wynika z programu, bo my refundujemy w programie in vitro maksymalnie 3 cykle, więc te warunki zastane pozostawiono tak samo.

K.G.:  Czyli tu się nic nie zmienia. Część preparatów będzie refundowana pod warunkiem, że kobieta stara się o dziecko z tym samym partnerem, czyli to jest też powtórzenie założeń.

S.N.: Tak, uznaliśmy, że program, który już kilkanaście miesięcy funkcjonuje, sprawdził się, mamy efekty...

K.G.:  No właśnie, bo chciałbym o te efekty spytać. Jakieś liczby gdyby pan minister przytoczył.

S.N.: Program się sprawdził, bo już mamy na świecie dzieciaki, które z tego programu... dzięki temu programowi żyją, czyli to są dane na kilka dni wstecz, nie wiem na dziś, ale... bo kobiety rodzą, ale dzisiaj wiemy, że sto dziewięćdziesiąt cztery dzieci przyszło na świat. [sic] To już one są żywe, one rosną. Ciąż mamy na dzisiaj ponad... dokładnie mamy ciąż pojedynczych 2368, natomiast ciąż wielopłodowych 159, więc ten efekt programu już jest, bo jest prawie dwieście dzieciaków na świecie i ponad... prawie dwa i pół tysiąca w drodze, więc to już po tym pierwszym roku działania programu można uznać za sukces. Mamy niezłą skuteczność w tych klinikach, bo to jest skuteczność na poziomie trzydziestu prawie procent. To pokazuje, że polskie kliniki in vitro są na poziomie Europy na najwyższym standardzie, i to też dobrze świadczy, bo to jest kwestia bezpieczeństwa dla pacjentek, kiedy są w dobrych jednostkach leczone czy pomaga im się w dobrych klinikach.

K.G.:  A ile otrzymuje taka klinika za każdą próbę in vitro od rządu? Jaka to jest kwota?

S.N.: To jest... Nie ma jednej, bo to są procedury, które różnie kosztują. One mają inne leki i inne działania, ale to jest kilkanaście tysięcy cała procedura. Nie refundowaliśmy całej, refundowaliśmy część. Na cały projekt w tym roku wydamy 80 milionów, a w przyszłym 131 milionów. W 2013 wydaliśmy 33 miliony. Zakładamy, że 15 tysięcy par w tych kwotach, tych ogólnych będzie mogło skorzystać z tego programu.

K.G.:  Do?

S.N.: Do dwa tysiące... Ona ma trzy lata, więc w 2016 się kończy, w połowie, i razem to będzie 260 milionów podzielone przez 15 tysięcy par, więc tak średnio można sobie tam przyjąć kwotę.

K.G.:  A ile klinik kwalifikuje do leczenia?

S.N.: Do projektu, do tego nowego konkursu wystartowało trzydzieści... inaczej – przeszło 31 klinik, te, które spełniły wszystkie te kryteria, które ministerstwo postawiło, i 31 klinik będzie... zaproponowano im umowy na tę refundację. Z tego, co pamiętam, do wczoraj podpisało chyba 26 takich klinik.

K.G.:  To są kliniki prywatne, publiczne, różne?

S.N.: Są bardzo różne, to są i publiczne, i prywatne, nie mieliśmy tu żadnego ograniczenia. To nie było żadnym kryterium.

K.G.:  15 tysięcy par może być objętych pomocą w ramach program in vitro do końca czerwca 2016 roku, bo tak to obliczamy...

S.N.: Tak, tak.

K.G.:  Jak pan minister powiedział, prawie dwieście noworodków mamy z tego programu, podsumujmy na tym etapie.

S.N.: Już żyje, tak, dwieście dzieciaków, prawie sto dziewięćdziesiąt (...) chyba trzy, jeśli dobrze pamiętam, sto dziewięćdziesiąt cztery dzieciaki już są na świecie i żyją, z czego jesteśmy bardzo szczęśliwi, bo to pokazuje ten efekt pozytywny tych środków, które wydajemy na ochronę zdrowia, w tym przypadku na procedurę in vitro, która pomogła tym parom, które przez wiele, wiele lat starały się o dziecko, a nie mogły.

K.G.:  No i chyba jeszcze o jednej rzeczy trzeba wspomnieć, podkreślić, że partnerzy, którzy chcą korzystać z programu in vitro, muszą udowodnić, że kwalifikują się do leczenia właśnie tą metodą.

S.N.: Tak, to musi być to wskazanie zdrowotne przez specjalistów potwierdzone, że mają trwałą niepłodność, któreś z partnerów i procedura in vitro jest jedyną procedurą, która jest... znaczy daje szansę na zajście w ciążę, że wcześniej przeszli inne badania, inne programy i inaczej starali się leczyć z niepłodności. I te minimum 12 miesięcy udokumentowanego leczenia tej niepłodności musi być wskazane, żeby do procedury się w ogóle zapisać. Dzisiaj mamy, tak dla ciekawości, w tej procedurze zarejestrowanych par prawie 12 tysięcy, a zakwalifikowanych już do procedury 8685 par, czyli to zainteresowanie jest spore, no ale to wiedzieliśmy, że tak będzie, ponieważ refundacja in vitro czy takie parcie na to, żeby państwo częściowo zrefundowało te drogie zabiegi, było od wielu, wielu lat wskazywane i ten projekt spotkał się z dużym zainteresowaniem i z dużą aprobatą. Więc tylko się cieszyć. Mamy nadzieję, że jak ten trzyletni program się zakończy, to kolejne rządy będą go dalej kontynuowały, ponieważ mamy efekt, tutaj to jest to namacalny efekt, można tego dzieciaka dotknąć.

K.G.:  No to tutaj efekt mamy, panie ministrze, namacalny, jeśli można użyć takiego słowa w tym przypadku, ale czekamy na inne efekty, opinia publiczna, chorzy pacjenci i tak dalej. Mówiliśmy o tym przed godziną ósmą, nie wiem, czy pan miał okazję słuchać o tzw. pakiecie kolejkowym i pakiecie onkologicznym. Cytowałem...

S.N.: O tym słyszę od wielu, wielu miesięcy, wie pan... [śmiech]

K.G.:  Cytowałem fragment z dzisiejszego artykułu w Rzeczpospolitej, to są wyniki raportu Onkobarometru Fundacji Watch Health Care. Rzeczpospolita dotarła do tego raportu. Średnio 8,5 miesiąca czekają na rozpoczęcie leczenie chorzy z przewlekłą białaczką, pacjenci z rakiem płuc niemal pół roku, czas oczekiwania na wizytę u onkologa wydłużył się średnio z 27 do 33 dni, od kiedy trzy miesiące temu premier i minister zdrowia zapowiedzieli skrócenie kolejek.

S.N.: No tak, tylko przypomnę, że mamy obecnie w Sejmie projekt ustaw tego pakietu kolejkowego, w którym jest pakiet onkologiczny także. Zapowiadaliśmy, że 1 stycznia ten program, nowy program działania onkologii w Polsce ruszy. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, a mamy obietnicę także członków Komisji Zdrowia w parlamencie, że jeszcze przed wakacjami ten projekt będzie uchwalony, czyli damy całemu systemowi czas, tak jak żeśmy planowali, żeby się przestawił, to jestem przekonany, że od stycznia, kiedy ten projekt będzie już wdrożony, czas, bo to jest nasze kryterium, z którego też będziecie nas państwo oceniali, czy rzeczywiście będzie, czy nie, czas od pierwszego momentu wykrycia czy może nie tyle wykrycia, nawet podejrzenia przez lekarza rodzinnego, że ktoś ma problem z chorobą nowotworową, do podjęcia leczenia będzie oscylował w granicach 9 tygodni. To jest jeden z głównych naszych filarów tego programu właśnie dlatego, że też doskonale wiemy o tym, zresztą to potwierdzają specjaliści onkolodzy, ale chyba każdy z lekarzy to potwierdzi, że im szybciej zaczniemy leczyć pacjenta z chorobą nowotworową, to po pierwsze ma znacznie większą szansę na wyleczenie, po drugie jest to znacznie tańsze w efekcie. Więc dla nas tym kryterium kluczowym, istotnym i ważnym, które pozwala nam na to, że trzeba znieść limity w onkologii, bo z czegoś to trzeba finansować, to jest to, że pacjent, którego lekarz rodzinny zobaczy i uzna, że może mieć chorobę nowotworową, trafi na szybką ścieżkę onkologiczną i w ciągu tych 9 tygodni będzie podjęte leczenie, co by zamknęło ten temat długiego oczekiwania.

K.G.:  A czy te przepisy mają, jak pan wspomniał, obowiązywać od 1 stycznia 2015 roku, czy to nie jest zbyt mało czasu na pracę w Sejmie jeszcze, by to było, no, na tyle precyzyjne, żeby można było to wprowadzać w życie? Z takiej dyskusji, która pojawiła się przy okazji prezentacji tych projektów w Sejmie, poseł Tomasz Latos mówił, że to są pobożne życzenia, wspomniał o tym krótkim czasie, mówił o tym, że brak limitów w onkologii, owszem, to pomysł bardzo dobry, no ale co to oznacza dla innych pacjentów chorujących na inne ciężkie choroby?

S.N.: Dla innych to nie oznacza, bo jest neutralne, bo my mówimy o środkach, które dzisiaj na onkologię wydajemy, to jest prawie 7 miliardów złotych, które chcemy inaczej po prostu kierować. Natomiast opozycja nie musi nas chwalić, na to nawet nie liczymy, natomiast to da się łatwo też sprawdzić. To jest tak jak z in vitro, tu mamy dzieciaki, które przyszły na świat i możemy je dotknąć. Będziemy w 2015 roku mogli ocenić, czy te dane, które Watch Health Care robi dzisiaj w tej swojej sondzie, czas oczekiwania na wizytę czy na leczenie, będzie porównywalne z tym, co my zapowiadamy. Chcemy, żeby ten projekt ruszył 1 stycznia. Pracujemy nad nim już długo, kilka... grubo ponad pół roku. Projekt jest w parlamencie, według wszystkich naszych rozmów, analiz wynika, że przed wakacjami będzie uchwalony przez Sejm. Jeżeli tak będzie, to wtedy i kliniki, i szpitale, i specjaliści, i lekarze rodzinni mają prawie pół roku, żeby się do tego przygotować. Narodowy Fundusz Zdrowia też. To będzie ten okres, gdzie będzie to wykorzystane na też prace i spotkanie między NFZ-em a środowiskiem lekarzy i rodzinnych, i specjalistów, i onkologów po to, żeby 1 stycznia być przygotowanym.

Ja sobie zdaję sprawę, że to jest bardzo ryzykowne, co my mówimy, że te 9 tygodni to jest coś, z czego łatwo nas rozliczyć, ale tu jesteśmy mocno zdeterminowani. Zakładamy, że w 2015 roku, jeżeli będziemy o tym czasie w 2015 roku siedzieć, to będzie można, tak jak w przypadku tych dzieci z in vitro, pokazać, że one są na świecie, to będziemy mogli pokazać, że rzeczywiście kolejki w onkologii i ten brak limitów w onkologii został rozwiązany, i to bez szkody dla innych pacjentów, bo będziemy się obracali w środkach na onkologię, bo te środki są tam potężne, natomiast czasami przez to właśnie, że z jednej strony to leczenie jest w późnym etapie, czyli pacjenci są już w zaawansowanym stadium choroby nowotworowej, to i to leczenie jest dłuższe, i znacznie, znacznie kosztowniejsze. Więc może ten pierwszy miesiąc, dwa, trzy, cztery pięć nie będzie tak łatwy, bo będziemy musieli nadrobić tę stratę, ale potem ci wszyscy nowi pacjenci wchodzący do systemu będą bardzo szybko...

K.G.:  Środowisko lekarzy nie ma żadnych wątpliwości co do tych słów?

S.N.: Mają, mają. My rozmawiamy z onkologami...

K.G.:  Pacjent będzie na końcu, ale (...) będzie lekarz, który...

S.N.: Rozmawiamy o tym i zgłaszają nam zagrożenia. My też to zagrożenie widzimy, bo jeżeli przyjmujemy sobie to kryterium czasu jako jeden z najważniejszych kryteriów i mówimy, że będziemy płacić wtedy, kiedy będzie dotrzymywał terminów na poszczególnym etapie lekarz jeden specjalista rodzinny czy klinika, no to bierzemy też na siebie wielką odpowiedzialność i dlatego rozmawiamy ze środowiskiem o tym. Oni mają świadomość tego, że są pewne ograniczenia i sprzętowe, i ludzkie, i kadrowe, i musimy to wszystko brać pod uwagę, ale ten okres, który daliśmy, naszym zdaniem jest wystarczający na to, żeby pacjent  mógł od tego lekarza rodzinnego przez tego lekarza specjalistę do (...) diagnozy i potem trafi do leczenia w ciągu tych 9 tygodni, jest to możliwe, chociaż jest to termin ambitny, mamy tego świadomość. I pewnie na początku to nie będzie tak chodziło wszystko jak w zegarku, ale wydaje mi się, że jak będziemy ten 2015 rok kończyć, ten system będzie już chodził tak jak powinien, bo uważam, że te prace, które wykonano, to jest gigantyczna robota wykonana przez pracowników ministerstwa, przez onkologów, też pacjentów, którzy z nami współpracują z tych stowarzyszeń pacjentów onkologicznych, bo oni też tam wiele rzeczy wskazali w systemie, które dla pacjenta są jakąś barierą czy dodatkowym utrudnieniem w chorobie, która jest niezmiernie ciężka i obciąża nie tylko organizm, ale też psychikę.

K.G.:  Zapewniał o zmianach, że wejdą w życie i zadziałają, wiceminister zdrowia Sławomir Neumann.

S.N.: Będziecie nas państwo z tego rozliczać, tak jak z in vitro.

K.G.:  Pewnie tak. I tak na koniec – pan minister Neumann preferuje model 2+1.

S.N.: No nie, to jest trochę więcej, bo ja mówiłem tylko i jednym kocie, a ja mam kilka.

K.G.:  A!

S.N.: Nie, kotów mam więcej.

K.G.:  Dwa to psy.

S.N.: Dwa to psy, ale kotów...

Czyli to była informacja niepełna, jak to (...) bywa.

S.N.: To była niepełna, bo... [śmiech] ...pytanie było nie tak do końca precyzyjne, więc...

K.G.:  No tak, wiadomo, nasza wina.

S.N.: Kotów mam pięć.

K.G.:  Uuu!

S.N.: Tak.

Daniel Wydrych: A ile prawdy jest w tym, że czworonogi upodabniają się w swoich zachowaniach do swoich właścicieli?

K.G.:  Z charakteru.

S.N.: Chyba trochę jest. Nie wiem, kto do kogo się upodabnia, bo są różne wersje, wie pan. Czasami jest tak, że są naukowcy, którzy twierdzą, że to człowiek się upodabnia do swojego psa i tak się zachowuje, ale to różnie bywa. Znaczy zdania uczonych są podzielone chyba w tym temacie.

K.G.:  Dwa plus pięć, nieźle. Dziękujemy. Sławomir Neumann w Sygnałach dnia.

S.N.: Dziękuję bardzo.

(J.M.)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak