Rozmowa dnia: Piotr Guział

Ostatnia aktualizacja: 20.10.2014 08:15
Audio
  • Piotr Guział o wyborach samorządowych, straży miejskiej i ustawie reprywatyzacyjnej (Sygnały dnia/Jedynka)

Krzysztof Grzesiowski: Burmistrz warszawskiego Ursynowa, lider Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej i kandydat na prezydenta m.st. Warszawy, czyli Piotr Guział. Dzień dobry, witamy.

Piotr Guział: Dzień dobry państwu.

K.G.: Jeden z 11 kandydatów?

P.G.: Jeden z jedenastu, to prawda. Kandydatów sporo jest w tym roku.

K.G.: A jak pan swoje szanse ocenia?

P.G.: Ja jestem głęboko przekonany, że jestem realną alternatywą zarówno dla pani prezydent, jak i w ogóle dla partii politycznych, które w samorządzie się nie sprawdzają, o czym świadczą te miasta, w których prezydent nie ma tych uwarunkowań partyjnych i ograniczeń partyjnych. Dlatego mam takie przekonanie, że po pierwsze dojdzie do drugiej tury, no a po drugie w tej drugiej turze zmierzy się zapewne obecna prezydent z, mam nadzieję, Piotrem Guziałem.

K.G.: Hm... Pan tak mówi o odpartyjnieniu, a to przecież najważniejsze, największe partie szukają wśród swoich polityków, w swoich szeregach kandydatów, w tym przypadku czy tam Platforma, czy PiS, czy SLD, czy Twój Ruch, wszystko jedno, kandydaci są mocno partyjni.

P.G.: No tak, ale partie to można porównać do takich dwóch koncernów, te dwie główne nasze partie – Platformę i PiS – które produkują bardzo podobny gazowany, nie zawsze zdrowy produkt, który nie jest skrojony na miarę oczekiwań lokalnych. A ja jestem w odróżnieniu od tych nie zawsze zdrowych globalnych produktów produktem lokalnym, takim przysłowiowym sokiem jabłkowym i wydaje się, że to jest dla mieszkańców istotne, właśnie ta lokalność, to zrozumienie tego... tej przestrzeni, co nas otacza. Człowiek związany z partią przede wszystkim jest nastawiony na karierę w tej strukturze, tam szuka swoich aspiracji, a nie da się dobrze rządzić miastem, pracując na pół etatu. Warszawa wymaga poświęcenia na więcej niż jeden etat, a to może zapewnić tylko i wyłącznie ktoś, kto się wyłącznie temu poświęca.

K.G.: A nie zniechęciło pana do tej polityki na poziomie prezydenta m.st. Warszawy nieudane referendum, w którym miano odwołać Hannę Gronkiewicz-Waltz?

P.G.: Dla jednych nieudane, a dla innych dowód na to, że jest potencjał zmian, że jest ponad 322 tysiące warszawiaków, którzy oczekują, że Warszawa będzie inaczej zarządzana. To przecież był taki największy zryw demokratyczny, największe takie pobudzenie obywatelskie, od kiedy mamy demokrację, od 89 roku w Warszawie. Zatem z tego punktu widzenia to było bardzo udane referendum i to referendum zachęciło mnie do tego, żeby właśnie kandydować na prezydenta, bo skoro połowa tych, którzy biorą aktywny udział w demokracji mówi, że trzeba coś zmienić, no to musi być alternatywa. Mówię połowa, bowiem w Warszawie jest milion trzysta tysięcy wyborców, a frekwencja jest na poziomie 50%, czyli około 650 tysięcy warszawiaków stawi się przy urnach, no a 322 tysiące jednak powiedziało: zmiana.

K.G.: Mówił pan o tym, że taka osoba, jak prezydent miasta to jeden etat wyłącznie, sto procent czasu poświęcane na działalność w samorządzie. A co pan sądzi o kadencyjności w samorządach? Czy należy ją ograniczać?

P.G.: W tej sprawie są różne głosy, ja też miałem przemyślenia, że to jest takie ograniczenie demokracji, natomiast jednak skłaniam się ku refleksji, że ta kadencyjność powinna być ograniczona. Ja bym optował za wariantem takim, że można być dwie kadencje z rzędu i trzeba sobie zrobić przerwę po to, żeby ktoś inny z nowymi pomysłami, z taką świeżością zastąpił osobę, która pełni funkcję wójta, burmistrza, prezydenta, i jeśli się sprawdzi, to będzie dwie kadencje, jeśli się nie sprawdzi, to stary prezydent może stać się następcą tego, który przerwał jego dwie kadencje. Zatem ja bym wyobrażał sobie taki system trochę, można powiedzieć, rosyjski, bo tak się wybiera prezydenta Rosji, skorzystał z tego Władimir Putin. Więc może to nie jest modny przykład, ale wydaje się, że rozsądny.

K.G.: Ale te kadencje w tym kształcie czteroletnim, tak? Czy może dwa razy pięć na przykład?

P.G.: Nie ma sensu eksperymentować, cztery lata to jest taki standard w wielu państwach, więc nie ma powodu, żeby to zmieniać.

K.G.: W dzisiejszym wywiadzie dla Gazety Stołecznej mówi pan, że „rzucam pomysły, nie gotowe rozwiązania”. To dosyć wygodne, mówiąc szczerze, bo to nie wymaga rozliczenia.

P.G.: Ale jakże nowe, przecież bardzo często jest tak, że nawet tych pomysłów brakuje. Boimy się innowacji, nie funkcjonuje kreatywne myślenie, jest sztampa tak naprawdę, czyli wydawanie tego budżetu, który mamy. Przecież nie jest sztuką wydać budżet miasta stołecznego Warszawy. I argumentowanie, że nie możemy zmienić obecnej prezydent, bo przecież wydaje 14 miliardów, to jest nieco bałamutne. Wmawia się nam, że nie ma alternatywy, ale przecież każdy jeden na funkcji prezydenta Warszawy będzie miał taki sam budżet i będzie go wydawał. Pytanie: czy tak samo? W Warszawie nie ma odważnych rozwiązań, choćby komunikacyjnych. Ja rzucam pomysł, który wydaje się być abstrakcyjny, na przykład komunikacja nadziemna, czy szynowa, czy w formie (...) Niektórzy patrzą z sarkazmem na mnie, uśmiechają się ironicznie: kompletnie zwariował. Ale dlaczego? Przecież w Londynie nie zwariowali, nad Tamizą jest kolejka, która przewozi 2,5 tysiąca pasażerów na godzinę. Barcelona też nie zwariowała, Wrocław też nie zwariował, prezydent Dutkiewicz uważany jest za wzór takiego bezpartyjnego polityka samorządowego, a również postawił na taką formę komunikacji, a przynajmniej próbuje. Zatem nie bójmy się nowych rozwiązań. Ja nie jestem inżynierem, więc trudno mi jest powiedzieć, jak np. przejść przed wiaduktem czy nad wiaduktem, natomiast od tego są inżynierowie, od tego są ci, którzy będą opracowywali szczegółową dokumentację. A prezydent jest od tego, żeby kreować wizję miasta.

K.G.: Czyli pan byłby takim prezydentem od pomysłów, gdyby panu udało się  wygrać wybory, tak?

P.G.: Mam takie wrażenie, że boimy się pomysłowości, ale przecież najwybitniejszym prezydentem Warszawy, za takiego jest przynajmniej uważany, był prezydent Stefan Starzyński, a jego pamiętamy przecież nie z niezliczonych inwestycji, które zrealizował, tylko które zaplanował, bowiem jego kadencja była zaledwie 5-letnia i w tym czasie zrobił bardzo wiele, choćby pobudził budownictwo mieszkaniowe, powszechnie dostępne na kieszeń każdego, czego nie mamy podczas rządów obecnych, obecnej pani prezydent. Powstało wówczas, przed wojną sto tysięcy mieszkań, niekoniecznie za pieniądze miasta, natomiast prezydent Starzyński przede wszystkim to był wizjoner. Do dziś realizujemy jego wizje, np. zbliżenie Warszawy do Wisły, bulwary, zresztą opóźnione znacznie, bulwary nad Wisłą to jest wizja prezydenta Starzyńskiego. Podobnie zresztą jak metro.

Ale są i konkrety poza tymi pomysłami takimi rzucanymi, bo i chce pan likwidować straż miejską, zamieniać ją w straż obywatelską, wydłużyć pracę urzędów od 7 do 19-ej. Swoją drogą, gdy ten pomysł się pojawił, ktoś od razu napisał w komentarzu w Internecie: „A co z 8-godzinnym dniem pracy w takim razie?”.

P.G.: No tak, ale to jest takie zderzanie się z pytaniami, które albo są złośliwe, albo wynikają z niewiedzy, bo przecież nikt nie mówi, że ktoś ma pracować dłużej niż 8 godzin. W sklepach całodobowych to nie jest tak, że pracownik pracuje całą dobę 7 dni w tygodniu, po prostu jest zmianowość. Urzędy powinny być czynne od 7 do 19-ej, bowiem nie  powinno być standardem w cywilizowanym społeczeństwie, że trzeba zwolnić się z pracy, żeby załatwić swoją sprawę w urzędzie. Powinno być tak, że ten czas pracy powinien być dostosowany do klientów urzędu, czyli do mieszkańców 7-19.

Skąd wziąć urzędników? W Warszawie jest najwięcej urzędników w przeliczeniu na mieszkańca w Polsce, także najdroższa administracja, i z tym trzeba skończyć. Nie da się tego zrobić z dnia na dzień, nie o to chodzi, żeby zwalniać urzędników, broń Boże, chyba  tych tylko, którzy nie z powodu kompetencji objęli swoje funkcje, natomiast można ich przeorganizować. W Warszawie jest przerost administracji na poziomie centralnym wokół pani prezydent, tam jest potężny dwór urzędników, którzy są samowystarczalni, służą głównie sobie, a nie mieszkańcom. Ja bym ich przekierował na pierwszą linię frontu od obsługi właśnie mieszkańców, właśnie po to, żeby mieszkańcom żyło się wygodniej, by byli przyjaźniej obsługiwani. Jeśli chodzi o same urzędy, to też uważam, że obsługa przedsiębiorców całkowicie leży, dlatego bo urzędnik nie rozumie przedsiębiorcy, więc chciałbym, żeby ci, którzy są właśnie przeznaczeni do obsługi podmiotów gospodarczych, których w Warszawie mamy ponad 300 tysięcy, żeby byli przeszkoleni także i praktycznie – staże w małych i średnich firmach obligatoryjne właśnie dla wszystkich tych urzędników.

Straż miejska, no znamy przypadek bodajże z wczoraj ze Szczecinka, pobity młody człowiek przez strażników miejskich. To nie jest przypadek odosobniony, do straży miejskiej idą osoby bardzo często przypadkowe, to sito selekcji jest bardzo luźne, więc to nie jest tak, że to są najlepsi z najlepszych, ale często osoby o głębokich pokładach frustracji, choć wśród strażników też są zapewne i pozytywne jednostki. W Warszawie...

K.G.: Skoro chce pan zamienić straż miejską w straż obywatelską, to znaczy, że ta straż obywatelska nie będzie biła, jak by co.

P.G.: Straż obywatelska z pewną przenośnią. Oczywiście ustawa o strażach miejskich u może być oczywiście tylko straż miejska, nie ma innej formacji, która mogłaby tutaj pilnować porządku, chyba że firmy ochroniarskie, ale one nie miałyby kompetencji ustawowych. Więc straż miejską w Warszawie należy rozwiązać. Kosztuje blisko 130 mln zł rocznie, te pieniądze powinny być przeznaczone w dużej mierze na doposażenie policji, patrole ponadnormatywne, to po pierwsze. Po drugie – na zajęcia pozalekcyjne w szkołach uczące kreatywności, uczące przedsiębiorczości. Nie każdego rodzica stać na takie zajęcia, a dlaczego one są ważne? Burmistrz Wiednia w latach 60. powiedział: jeśli chcemy zburzyć więzienia, czyli poprawić bezpieczeństwo, zbudujmy młodzieży pałace, czyli dajmy im szansę na to, żeby ta młodzież się rozwijała systemowo, a nie spędzała czas na ulicach. Więc zamiast wydawać tyle pieniędzy na straż miejską, zainwestujmy w edukację, a straż miejska niech zostanie, ale jako formacja przyjazna obywatelowi, gdzie nagroda czy dodatek motywacyjny nie zależą od liczby wypisanych mandatów, tylko od skutecznego, przyjaznego działania, a skuteczne działanie to jest na rzecz mieszkańców, a nie przeciwko nim. Więc ja nie jestem przeciwnikiem mandatów, bo gdzieś na końcu, jak ktoś parkuje na miejscu dla niepełnosprawnych, a nie jest do tego uprawniony, powinien mandat otrzymać, ale to jest wszystko ostateczność, a nie norma, a tak naprawdę ta straż miejska dzisiaj jest formacją, która kojarzy się z katowaniem obywateli, a nie z pomaganiem im.

K.G.: Jeszcze temat, który poruszaliśmy dziś na naszej antenie przed godziną 8, czyli brak ustawy reprywatyzacyjnej i konsekwencje, jakie z tego tytułu ponosi Warszawa, zwłaszcza w tym obrębie obiektów publicznych. Roszczenia do budynków, roszczenia do działek powodują, ot, choćby taki przykład najprostszy stosunkowo niedawny, mianowicie boiska tracą warszawskie licea ogólnokształcące.

P.G.: O, boiska, jest oczywiście budynek gimnazjum przy ul. Twardej, który...

K.G.: Przy Twardej gimnazjum, zgadza się. Natomiast co z tym fantem zrobić? Czy pan ma pomysł?

P.G.: Jak najbardziej, tutaj oburzający był wywiad dyrektora gospodarki nieruchomościami, który powiedział, że można kupić roszczenie do kamienicy od staruszki za 70 złotych, a potem odzyskać mienie warte wiele milionów. Jest to coś nieprawdopodobnego, ja się dziwię, że jeszcze...

K.G.: To nie wywiad był oburzający, tylko takie są realia, panie burmistrzu.

P.G.: Moim zdaniem nie ma takich realiów. Moim zdaniem te realia... czy wmawia nam się, że są takie realia, a realia są zgoła odmienne, bo jeżeli osoba kompletnie obca może wystąpić jako kurator osoby nieżyjącej i powiedzieć: ja występuję w jej imieniu, i sądy to uznają nie wiadomo, dlaczego, to równie dobrze tym kuratorem może być urzędnik miejski i działać w imieniu miasta. Więc po prostu mam takie wrażenie, że stworzyło się pewną patologiczną praktykę i się w to brnie. W sumie nie dziwię się, bo przecież znane są przykłady odzyskiwania właśnie mienia z tytułu reprywatyzacji przez osoby związane bezpośrednio z urzędem miasta, prasa to przecież opisywała, więc być może jest tak, że nikomu nie zależy na tym, żeby tą ustawę zmienić, bo czymś dziwnym jest, jeżeli wiceprzewodniczący...

K.G.: No właśnie, czy ma pan swoją teorię, dlaczego przez 25 lat takiego dokumentu nie przygotowano?

P.G.: No właśnie być może...

K.G.: Jedna próba była, prezydent Kwaśniewski ówczesny zawetował ją.

P.G.: Być może dlatego, że jest część establishmentu, polityków rządzących, którzy się zmieniają w swoich rolach, ale wciąż są decydentami w tym państwie, w różnych kadencjach różni, którzy są z jakiegoś powodu zainteresowani, żeby to się nie zmieniało. Bo proszę spojrzeć na przykład: jeżeli wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz, którą tak zaciekle bronił prezydent Komorowski i premier Donald Tusk przy okazji referendum, jeśli składa projekt ustawy, to ja rozumiem, że partia nic innego nie robi, tylko proceduje ten projekt ustawy w parlamencie, no bo to w końcu złożyła druga osoba w partii. Co się dzieje? Mija 8 lat prezydentury i ten projekt nie przeszedł nawet pierwszego czytania. Pani prezydent mówi, że nie ma inicjatywy ustawodawczej. No, premier i prezydent też nie mieli jakby formalnego powodu, żeby bronić panią prezydent przed referendum i namawiać do niewzięcia udział w tym demokratycznym akcie, a jednak to robili, czyli nie zawsze te formalne kompetencje to jest jedyny instrument. Można też właśnie wpływać, wykorzystując swoją bardzo mocną funkcję. Tak się nie dzieje.

Ja proponuję  jedną ważną rzecz – tzw. małą ustawę reprywatyzacyjną. Polegałoby to na tym, że z dnia na dzień, praktycznie w ciągu tygodni jesteśmy w stanie przez parlament przeprowadzić zapis, że nie ma zwrotów w naturze nieruchomości, które służą społeczeństwu, są zabudowane np. obiektami użyteczności publicznej, czyli szkoły, urzędy, czyli obiekty kultury...

K.G.: Obiekty służby zdrowia i tak dalej.

P.G.: Tak jest. To jest jedno zdanie, jedno zdanie, ale jakże bardzo nam ułatwi działanie, a jednocześnie nie skrzywdzi wszystkich tych, którzy zgodnie z prawem ubiegają się o zwrot zagrabionego mienia, bo oni będą mogli otrzymać odszkodowanie bądź działkę zamienną. Zatem jednych nie krzywdzimy, ale za to pomagamy wielu tysiącom warszawiaków, którzy dzisiaj tak naprawdę funkcjonują na tykającej bombie, bo nie wiadomo, która kolejna szkoła będzie zwrócona, który kolejny obiekt, a jednocześnie jest to bardzo mało transparentne. Jest wiele tysięcy wniosków złożonych, nie wiemy, kiedy, nie wiemy, przez kogo, nie wiadomo, w jakiej kolejności jest to rozpatrywane. Dlatego prawo do informacji to jest też jeden z punktów mojego programu. Mamy prawo wiedzieć, dlaczego ta nieruchomość jest zwracana, a nie inna, który to wniosek był złożony znacznie, znaczenie wcześniej.

K.G.: Wybory samorządowe już za niespełna miesiąc. Jak zdrowie?

P.G.: Coraz lepiej, choć czeka mnie po wyborach operacja. To ten mój niefortunny skok ze spadochronem, gdy na wysokości 4 km wywichnąłem bark sobie po prostu, układając się do pozycji, więc całe szczęście bez gipsu, ale operacja.

K.G.: Planuje pan następne skoki?

P.G.: Jak najbardziej, ja biegam maratony, strzelam, skaczę, więc jestem bardzo aktywny i uważam, że polityk, jeżeli nie uprawia sportu, czynnej rekreacji, nie może podejmować klarownych decyzji.

Daniel Wydrych: Tak jak Mel Gibson w Zabójczej broni. Pamięta pan, też miał problem z barkiem.

P.G.: On uderzył o framugę zdaje się.

K.G.: On potrafił go sobie sam nastawić.

P.G.: Mi nastawiono w pełnej narkozie, więc jeszcze mi trochę do Mela Gibsona brakuje.

K.G.: Dziękujemy bardzo. Piotr Guział, burmistrz Ursynowa, lider Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej.

P.G.: Dziękuję, miłego dnia.

(J.M.)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak