Sygnały Dnia 13 grudnia 2016, rozmowa z Kornelem Morawieckim

Ostatnia aktualizacja: 13.12.2016 07:15
Audio
  • Kornel Morawiecki o stanie wojennym i polskiej drogi do demokracji (Jedynka/Sygnały dnia)

Piotr Gociek: W naszym studiu Kornel Morawiecki, założyciel i przewodniczący Solidarności Walczącej, marszałek–senior Sejmu VIII kadencji. Witam, panie marszałku, dzień dobry.

Kornel Morawiecki: Dzień dobry, dzień dobry panu, słuchaczom.

To proszę dołączyć się do wspomnień naszych słuchaczy i opowiedzieć, jak zaczął się pana 13 grudnia.

Mój 13 grudnia zaczął się tak, że rano przyszedł kolega do mieszkania, w którym nocowałem, i powiedział, że stan wojenny, żeby mnie powiedziała pani, znaczy moja przyjaciółka, u której nocowałem, żebym nie wracał do domu. Ale ja nie wracałem do domu, bo nie byłem w stanie w nocy wrócić, bo mi nie zapalił samochód, bo akumulator mi wysiadł. Ale może to, jak dla mnie się zaczął. Dla mnie zaczął się z takim uczuciem oburzenia, takiej złości, no bo 13 grudnia, panie redaktorze, i szanowni słuchacze, to był dzień zdrady, to był właściwie taki dzień zdrady narodowej. Nie tylko dzień, który niszczył polską nadzieję, uderzał w nas, ale wtedy komuniści, ci, co rządzili Polską – generał Jaruzelski, Kiszczak – oni przecież wcześniej podpisali uroczyście Porozumienia Sierpniowe, oni zagwarantowali, że będzie wolny związek zawodowy, że te niezależne związki zawodowe będą miały miejsce. A potem tych działaczy związkowych wsadzali do więzień właśnie po 13 grudnia i grożąc te wszystkie konsekwencje łącznie z życiem, zagrożeniem jakby największych takich wartości. To było takie zaprzaństwo, narodowe zaprzaństwo.

Od Sierpnia 80 roku do Grudnia 81 roku wiele było negocjacji z władzą, wiele było różnych porozumień podpisywanych. Jak było, jeśli chodzi o ten element zaskoczenia 13 grudnia? To było tak, że wyście się spodziewali tego, że prędzej czy później takie siłowe rozwiązanie będzie?

Panie redaktorze, żadne z tych porozumień, które były w trakcie, nie miały takiego charakteru, jak właśnie to Porozumienie S0ierpniowe, które było takim zaczynem tego karnawału i tego czasu Solidarności i właściwie ono spowodowało, ono umożliwiło tą naszą polską Solidarność...

Ja tego nie kwestionuję, tylko też pamiętam tamte czasu, choć nie byłem zbyt duży, ale też pamiętam, jak na wszystkie przypadki, na wszystkie sposoby było odmieniane słowo, też przez władze, „porozumienie”, „dialog”, „porozumienie”, „dialog”, stąd właśnie moje pytanie o to, w którym momencie działacze Solidarności, tak jak pan, zaczęli podejrzewać, że kwestia, jak mówię, rozwiązania siłowego to jest kwestia czasu, że prędzej czy później do niego dojdzie, czy też rzeczywiście wprowadzenie stanu wojennego to było dla was kompletne zaskoczenie?

Nie, dla mnie to zaskoczeniem nie było, ale jeżeli podejrzewaliśmy, to bardziej interwencję zewnętrzną, uważaliśmy... nie przypuszczaliśmy, że ten atak nastąpi od wewnątrz, że to polskie wojsko, chociaż należało się tego spodziewać, bo wprowadzano komisarzy do zakładów pracy, bo przedłużono wtedy służbę wojskową temu rocznikowi, który nie znał w ogóle czasów Solidarności, o parę miesięcy, żeby go jakby rzucić potem przeciwko narodowi. Tak że należało się tego spodziewać. I ja rzeczywiście mam taką skromną tutaj... przyczynek w tym względzie, bo w programie Solidarności, w tym programie I Zjazdu Solidarności jest takie zdanie, że należy związek i jego struktury krajowe i regionalne przygotować do stanu, jak to się wtedy mówiło, wyjątkowego albo do interwencji z zewnątrz. Więc w jakimś stopniu my, koledzy wokół mnie myśmy się spodziewali jakiegoś uderzenia.

Ale to, co się stało, dla ogółu społeczeństwa, dla narodu było jednakże poważnym takim zaskoczeniem i było takim wiarołomstwem, bezpośrednim wiarołomstwem, bo pojawił się wtedy i strach, i zgroza pewna taka, co będzie z nami, nie wiadomo było, czy oni tych ludzi będą wywozić gdzieś do Związku Sowieckiego, bo traktowani często robotnicy byli bardzo brutalnie, było zimno, byli przetrzymywani w takich warunkach bardzo dla nich trudnych do zniesienia, bo bez pożywienia, bez kontaktu ze światem, właśnie w zimnie, w chłodzie, w głodzie. No i to było coś takiego, że to było uderzenie też w cały naród, bo część nawet tego układu, która rządziła Polską, czyli partyjni... te struktury poziome, które się wtedy pojawiały w zakładach pracy, oni też byli zaskoczeni tym uderzeniem i też oni chcieli być razem. Ten naród wtedy się naprawdę łączył. Mieliśmy wtedy szansę na odrodzenie, na stworzenie nowej rzeczywistości, a to było zduszenie tej właśnie takiej nadziei, odłożenie jej o dekadę, no i to była straszna krzywda wyrządzona, straszna zbiorowa krzywda wyrządzona polskiemu społeczeństwu, polskiemu narodowi.

Naród się łączył, potem przyszło to straszliwe uderzenie, uderzenie, którego tak naprawdę skutki dzielą Polaków do dziś. W najnowszych badaniach opinii publicznej można poczytać, że ponad 40% Polaków uważa, że wprowadzenie stanu wojennego było słuszne. To jest...

No, panie redaktorze, ale to jest... Jak po Okrągłym Stole pan Jaruzelski został prezydentem Polski, legalnym prezydentem Polski wybranym, to co się dziwić badaniom opinii publicznej? No przecież to jeszcze bardziej jakby zgłupieli, tak można powiedzieć, ludzie na świecie, no bo jak to? T Polska, która była taką forpocztą antykomunizmu, bo rzeczywiście miała różne instytucje, miała tą właśnie Solidarność zwłaszcza, jak to ta Polska, potem, jak dochodzi do porozumienia z komunistami i dochodzi do rzekomego upadku komunizmu, to prezydentem wybiera Jaruzelskiego? No to jest po prostu niezrozumiałe, cała pedagogika tych dwudziestu paru lat tak ukształtowała myślenie społeczne, Okrągły Stół, gruba kreska i tak dalej, żeby właśnie takie były wyniki badań opinii publicznej. Nie dziwmy się temu, to jest naturalne.

I ta pedagogika mówiła, zresztą sam Wojciech Jaruzelski to wielokrotnie powtarzał, że bez stanu wojennego nie byłoby sukcesu z roku 89...

Nie, nie, ja myślę...

...nie byłoby Okrągłego Stołu, wyborów.

Wie pan, panie redaktorze, ja akurat rozmawiałem parę lat temu jeszcze, bo on teraz umarł, z wicepremierem Kopciem. Wicepremier Kopeć, to był jeszcze rządu komunistycznego. I on mnie mówił, że on proponował wtedy Jaruzelskiemu okrągły stół na wiosnę 81 roku. Tak że to nie jest tak, że... On proponował wtedy porozumienie, wtedy byłoby autentyczne porozumienie. A tak to porozumienie Okrągłego Stołu to było troszeczkę takie sztuczne, bo oni sobie dobrali swoich agentów w jakimś stopniu, oczywiście wypromowali te osoby, które potem miały to porozumienie zawrzeć w imieniu narodu. Ten stan, który zdarzył się po Okrągłym Stole, rzeczywiście jest wyjątkowy, no bo to upadł komunizm, znaczy rozpadł się Związek Sowiecki dwa lata po tym Okrągłym Stole, w 91 roku. Więc to są rzeczywiście wielkie, epokowe wydarzenia, ale one zostały przygotowane właśnie przez tą narodową Solidarność, przez tą naszą taką jedność, przez to nasze takie bratanie się, które było właśnie brutalnie ugodzone 13 grudnia 81 roku i ono zatrzymało właśnie transformację. To nie jest tak, że transformacja byłaby niemożliwa. Panie redaktorze, przecież to nie jest tak, że jak by nie było stanu wojennego, jak by nie było Okrągłego Stołu, to komunizm by trwał wszędzie do dzisiaj. No, tak nie można mówić, bo to był system kłamliwy, niewydajny, on w jakimś sensie dogorywał. On upadł, generalnie on upadł w swojej centrali, Rosjanie nie chcieli komunizmu już dłużej cierpieć. No i to taka była konsekwencja. Zło na długą metę nie ma szans, a to było zło.

Czyli tym, którzy mówią, że bez stanu wojennego nie byłoby transformacji, trzeba przypominać, że transformacja to się zaczęła w Sierpniu 80 roku i została przerwana przez Grudzień 81.

Można powiedzieć, że transformacja, jeśli chodzi o Polskę, ona cały czas, nawet ta Polska zduszona, nawet podporządkowana temu komunizmowi, podporządkowana w tych strasznych, ciężkich, mrocznych bardzo czasach stalinowskich, ona cały czas miała w sobie te elementy wolności, elementy takiej niezgody na ten układ komunistyczny. No i one narastały i wreszcie wybuchnęły właśnie w Sierpniu nieoczekiwanie dla wielu, dla nas samych, z radością wybuchnęły wtedy, w ten fenomen Solidarności. Tak że to była taka nasza polska rzeczywistość, taki wkład właściwie w skarbnicę ogólnoludzkiej kultury, można powiedzieć, ta Solidarność. To jest wielkie dokonanie, to nie jest tylko dokonanie polityczne, jak się na to patrzy. To jest dokonanie właściwie takie... taka nasza wielka oryginalność polska się tu zaznaczyła. I to, że nie wyrośliśmy właśnie... nie wzięliśmy się jednego dnia, tylko cała tradycja tej walki o niepodległość, ofiar, tych strat olbrzymich drugiej wojny światowej, Powstania Warszawskiego, potem tych czasów Stalina, to wszystko zaowocowało jednakże, to wszystko miało swój finał w tej wielkiej Solidarności. A potem, niestety, taki okres przerwy, okres dylatacji, takiego odłożenia w czasie tych przemian właśnie przez stan wojenny i przez Okrągły Stół. No i teraz dopiero właściwie mamy powrót do szansy do solidarnościowego w rzeczywistości rządu.

Tymczasem pana dawny kolega z Solidarności Władysław Frasyniuk w filmie zamieszczonym w Internecie przez Komitet Obrony Demokracji wzywa do tego, żeby iść demonstrować pod siedzibę Prawa i Sprawiedliwości 13 grudnia „przeciwko państwu autorytarnemu”. Co pan może powiedzieć Władysławowi Frasyniukowi w tym momencie?

Bym powiedział: Władek, czy ci rozum odebrało? No, tak bym powiedział. No przecież przepraszam, 13 grudnia, gdzie ty tu widzisz jakieś analogie? Gdzie ty tu widzisz w sytuacji, w której do więzień wsadzono tysiące ludzi, gdzie zagrożono karą śmierci, gdzie straszono nas wszystkich, gdzie obezwładniający strach padł na naród, gdzie ty tu widzisz analogię teraz z tym, że demokracja rządzi, że parlament uchwala ustawy w sposób taki, jak naród to sobie życzył w tym znaczeniu, że ta większość, która jest w Sejmie i ona reprezentowana jest przez rząd, przez pana prezydenta, że to jest autentyczna demokratyczna większość. No przecież tak nie można mówić. Demokracja to nie są też rządy tylko większości, ale to jest zgoda na rządy większości. Jak ci ludzie nie godzą się na rządy większości, no to oni nie są demokratami, to nie wiem, kim oni są. To oni są raczej forpocztą jakiejś autokracji, a nie ci, co rządzą. No przecież to jest jakieś kompletne pomieszanie pojęć. Kompletne.

Mówił Kornel Morawiecki, założyciel i przewodniczący Solidarności Walczącej, marszałek–senior Sejmu bieżącej kadencji.

Bardzo dziękuję za rozmowę panu i za uwagę słuchaczom.

JM