Sygnały Dnia 11 lipca 2017 roku, rozmowa z Ryszardem Czarneckim

Ostatnia aktualizacja: 11.07.2017 08:40
Audio
  • Ryszard Czarnecki komentuje wyniki sondażu na temat zeszłotygodniowej wizyty prezydenta USA w Warszawie (Sygnały Dnia/Jedynka)

Piotr Gociek: Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, wprost z Brukseli. Dzień dobry, panie przewodniczący, witam serdecznie.

Ryszard Czarnecki: Witam pana, witam państwa. Rzeczywiście wprost z Brukseli.

Dziś Rzeczpospolita przynosi ciekawe wyniki sondażu, w którym pytano Polaków o to, jak oceniają wizytę Donalda Trumpa. Wśród zadanych pytań także i takie: „Czy po wizycie amerykańskiego prezydenta pozycja Polski w Unii Europejskiej wzrośnie, czy też będzie słabsza?”. Zdecydowanie przewagę mają ci, którzy mówią, że wzrośnie – 50% tak odpowiada, 25% jest przeciwnego zdania, też ponad połowa Polaków jest przekonana, że ta wizyta przyniesie nam korzyści, i prawie 60% mówi, że rację miał prezydent Stanów Zjednoczonych podkreślając, że warunkiem przetrwania świata zachodniego są wartości chrześcijańskie, których strażnikiem jest Europa. Optymistyczne wyniki, ale przecież w Parlamencie Europejskim, kiedy ktoś mówi: wartości chrześcijańskie i cywilizacja europejska, to częściej spotyka się z buczeniem i drwiną niż z aplauzem.

Te wyniki można skomentować bardzo starym powiedzeniem: vox populi, vox Dei. Polacy mają rację, pozycja Polski w Unii ulega wzmocnieniu, wzmacnia się i wyraźnie widać i słychać, że wizyta czterdziestego piątego już prezydenta USA ten proces jeszcze bardziej pogłębia. Przy czym to nie jest tak, że nas w Unii będą wszyscy zawsze lubić i chwalić. Chodzi o to, że z nami będą musieli się liczyć. I coraz bardziej się liczą. Jeżeli prezydent USA przyjeżdża do Polski jako do pierwszego kraju europejskiego z wizytą bilateralną, dwustronną, bo wcześniej był w Belgii i we Włoszech, ale w związku ze szczytem NATO i w związku ze szczytem G7, to o czymś świadczy. Nawet trochę Brytyjczycy są zazdrośni.

Natomiast co do Parlamentu Europejskiego, no to ja pamiętam taką sytuację, gdy Parlament Europejski ujął się, słusznie oczywiście, za losem Ujgurów, czyli muzułmańskiej mniejszości w Chinach, i wtedy zgłosiliśmy poprawkę, aby przy tej okazji również bronić chrześcijan w Chinach, ta poprawka została odrzucona. No, to świadczy o tym, że takie ideologiczne i zupełnie nieracjonalne i po prostu głupie, mówiąc wprost mało dyplomatycznie, ale w sposób adekwatny do sytuacji, podejście różnych lewaków, liberałów, lewicowców różnej maści, po części Zielonych, no, rzeczywiście nie chcę powiedzieć, że dominuje, ale jest czasem w sposób spektakularny demonstrowane.

Trzeba robić swoje, nie należy się przejmować. Wydaje mi się, że coraz więcej ludzi, także polityków w Europie, rozumie, że nie należy odwracać się od własnej przeszłości, dziedzictwa, że należy – przeciwnie – te tradycje pielęgnować, ponieważ to jest pewien fundament i nie wolno własnych korzeni amputować. Polacy to wiedzą, inni sobie to uświadamiają. Myślę, że jest to proces.

W wielu kwestiach opinie sporej części europejskich elit politycznych i wyborców w poszczególnych krajach Unii są bardzo, bardzo różne. Ale problemy nie znikają. Włosi dziś na forum Frontexu będą domagali się zmiany polityki, jeśli idzie o imigrantów, mówią, że nie są już w stanie sobie poradzić sami z tym problemem. Była groźba ze strony Włoch zawracania statków, które będą przybijały do włoskich portów, przywożąc kolejnych przybyszów. Tymczasem inne kraje Unii Europejskiej się w tej sprawie od nich odwracają i – uwaga – wcale nie mam na myśli tutaj sprzeciwu polskiego, węgierskiego, Francuzi nie chcą przyjmować większej liczby imigrantów z Włoch. Wygląda na to, że Unia, która jest podobno tak bardzo solidarna, zostawia Włochów z tym problemem samym sobie.

Po pierwsze trzeba mówić nie tylko o skutkach, ale o genezie. Myśmy od dawna mówili, że trzeba przede wszystkim problem leczyć na miejscu, a nie przychodzić z pomocą, kiedy ci ludzie zjawią się w Europie. Mówiliśmy na przykład to w kontekście Afryki Północnej, ale także Egiptu, który jest taką tykającą bombą demograficzną, jest to olbrzymi kraj z niebywałym wzrostem demograficznym. I trzeba to przewidywać. I trzeba robić wszystko, aby w krajach Maghrebu, czyli Afryki Północnej – Maroko, Tunezja, Algieria, ale właśnie także Egiptu czy w innych – tak współpracować, tak działać, aby tą potencjalnie inwazję imigrantów, nie waham się użyć tego słowa, inwazję imigrantów, głównie muzułmańskich, żeby było jasne, akurat Koptowie, chrześcijanie z Egiptu chcą tam być, chcą tam mieszkać i bezpiecznie swoją wiarę, którą wyznają od wieków, dalej wyznawać, natomiast głównie do Europy chcą przyjeżdżać muzułmanie, trzeba robić wszystko, żeby zapewnić tym ludziom lepsze warunki tam. Cieszę się, że przewodniczący Parlamentu Europejskiego, włoski polityk, a więc akurat rozumiem, że powodowany sytuacją we Włoszech, w końcu powiedział, że trzeba tą wędrówkę ludów, jak to określił, powstrzymać. No, lepiej późno niż wcale. Polscy politycy, Prawo i Sprawiedliwość mówiło o tym od paru lat.

A jednocześnie niemieccy analitycy...

A że inne kraje (...)

Jednocześnie niemieccy analitycy przestrzegają przed kolejną falą uchodźców, tym razem wykorzystujących łączenie rodzin, bo ci, którzy już w tej chwili są w Niemczech, a to jest olbrzymia liczba niemal milion imigrantów, będą wykorzystując europejskie prawo chcieli ściągnąć kolejnych, właśnie wykorzystując przepisy o łączeniu rodzin chociażby. Więc widać, że ten problem nawet wtedy, kiedy nowe łodzie nie będą przybijały do brzegów włoskich czy greckich, będzie narastał.

Oczywiście tak, przy czym w tym kontekście pojawiają się bardzo konkretne pytania. Ostatnio, gdy w Berlinie miałem okazję uczestniczyć w konferencji, tam również przemawiać i był tam obecny z długim referatem urzędnik najwyższego szczebla w Szlezwiku–Holsztynie odpowiedzialny za emigrację, on dostał pytanie: a co zrobić w sytuacji łączenia rodzin, gdy muzułmanin ma parę żon i wszystkie chce je sprowadzać? No to jest bardzo konkretne pytanie, prawda? I na to pytanie nie było odpowiedzi, bo rzeczywiście niemieckie, ale także elity nie tylko niemieckie, ale z innych krajów europejskich chowają głowę w piasek, bo nie chcą uświadomić sobie, że spełnianie wymogów prawa międzynarodowego, a rzeczywiście takie prawo międzynarodowe jest, że trzeba te rodziny przyjmować, niesie za sobą bardzo poważne perturbacje. No i Europa musi tą politykę imigracyjną w sposób istotny zmienić. A Polska nie powinna importować błędów polityki niemieckiej, francuskiej, belgijskiej, holenderskiej czy brytyjskiej w tym względzie. I tego robić nie będzie. Natomiast to jest charakterystyczne, że na pytanie, co robić, gdy muzułmanin chce sprowadzić parę swoich żon, a nie jedną, co należy czynić, taka ucieczka od odpowiedzi na to pytanie po stronie osób odpowiedzialnych za to na poziomie poszczególnych krajów czy krajów związkowych, jak w przypadku tego przykładu, o którym mówiłem, jest bardzo charakterystyczna. Na zasadzie mówiąc tytułem książki Józefa Mackiewicza, nie wolno głośno mówić czy nie trzeba głośno mówić.

Rzeczywiście elity europejskie wolą tą cykającą bombę z imigracyjnym zapłonem odsuwać, zamiast ją po prostu rozbroić. Pan tu wspomniał wcześniej, że była groźba, że Włochy te statki zaczną odsyłać. No, Australia to robiła i dzisiaj Australia nie ma takiego problemu, jaki ma Europa. A więc kraje, które przez lata, a nawet dekady całe w Europie prowadziły błędną politykę imigracyjną, a często było to efektem tego, że były to kraje, które kiedyś przez wieki swoją potęgę gospodarczą budowały na fakcie takim, że miały kolonie, teraz te kraje, kiedy trzeba płacić cenę za te kolonie, odsetki z tego tytułu, mówiąc językiem ekonomicznym, teraz się przeciwko temu buntują i namawiają kraje, które nigdy nie miały kolonii, jak Polska, żeby teraz w ramach europejskiej solidarności rzekomej żebyśmy też za to słono płacili. A Polska płacić nie będzie.

Panie przewodniczący, dziękuję za tę rozmowę. Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki był gościem Sygnałów Dnia w radiowej Jedynce. Do usłyszenia.

JM

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak