Sygnały Dnia 4 kwietnia 2018 roku, rozmowa z Jarosławem Sellinem

Ostatnia aktualizacja: 04.04.2018 07:15
Audio
  • Jarosław Sellin o zarobkach w rządzie (Sygnały dnia/Jedynka)

Piotr Gociek: Jarosław Sellin, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego. Dzień dobry, panie ministrze.

Jarosław Sellin: Dzień dobry.

Ale nie od kultury i od dziedzictwa narodowego chciałem zacząć, tylko od polityki, i nawet od polityki lokalnej, bo też miasto duże, a zjawisko ciekawe i trochę symboliczne. Oto Kazimierz Michał Ujazdowski, który do Europarlamentu trafiał jeszcze jako kandydat z list Prawa i Sprawiedliwości, został ogłoszony kandydatem Platformy na prezydenta Wrocławia. Pan współpracował swego czasu z Kazimierzem Ujazdowskim, jeszcze w Polsce XXI, w Polsce Plus. Dobry kandydat na prezydenta Wrocławia pana zdaniem?

Współpracowałem przede wszystkim w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego w latach 2005–2007. Muszę powiedzieć, że ta decyzja trochę mnie zdziwiła, dlatego że biorąc pod uwagę ewolucję ideową albo bezideową Platformy Obywatelskiej, to za bardzo nie widzę przestrzeni dla odnalezienia się w tym środowisku politycznym ludzi o konserwatywnych przekonaniach. Pamiętam dobrą definicję Kazimierza Michała Ujazdowskiego Platformy Obywatelskiej sprzed kilku lat, który mówił, że... i to jest jeden z bardziej trafnych opisów tej partii, że to jest środowisko polityczne, to jest partia, gdzie bardzo nisko jest ustawiony poziom instynktu państwowego. I myślę, że z tego się brały poważne kłopoty polityki polskiej w latach 2007–2015. Sami politycy Platformy zdefiniowali państwo, którym zarządzali, państwem czysto teoretycznym i wcale im to nie przeszkadzało. Więc trochę nie wiem, co człowiek o konserwatywnej wrażliwości może w tym środowisku robić, zwłaszcza że nawet w ostatnich tygodniach jakąś taką resztówkę osób o konserwatywnej wrażliwości, którzy się odważyli na przykład w głosowaniu dać wyraz swoim przekonaniom związanym z ochroną życia, zostali wyrzuceni z tej partii.

A czy z owych słynnych taśm, na których padło sformułowanie o państwie teoretycznym i parę jeszcze innych takich mniej nadających się do cytowania, to przypadkiem PiS nie zapomniał się czegoś nauczyć? Bo tak patrzę na pierwsze tytuły dzisiejszej na przykład Wyborczej, mówimy o wydatkach PiS na piarowców, na ochronę Jarosława Kaczyńskiego, w Polityce „Powrót do nagród” na pierwszej stronie, „Należało się”, tytuł: „Jak pazerność doprowadziła do kryzysu władzy”. Bo Platformie Obywatelskiej, odnoszę wrażenie, zaszkodziło swego czasu nawet mniej to, że nisko, jak pan cytował Ujazdowskiego, ta poprzeczka instynktu państwowego była ustawiona, ale bardzie ośmiorniczki, bardziej te nawet nie bardzo wielkie kwoty, ale przemawiające do wyobraźni wyborcy, słynna wypowiedź Elżbiety Bieńkowskiej, że za mniej niż sześć tysięcy pracuje tylko głupek albo złodziej. Czy PiS nie odrobił lekcji?

Ja się zgadzam z tymi poglądami, które w moim środowisku są wygłaszane i prezes Kaczyński często o tym mówi, że my przede wszystkim możemy przegrać sami z sobą. Dzisiaj opozycja jest mało przekonywująca, myślę, że czasami groteskowa, natomiast można przegrać z samym sobą i trzeba zawsze na to uważać, żeby tak nie było. A tutaj jeśli chodzi o to, to jesteśmy przede wszystkim oceniani w kategoriach moralnych, czy jesteśmy uczciwym środowiskiem i trzeba to brać zawsze pod uwagę.

Ale to oznacza, że PiS-owi wolno mniej, no bo to PiS szedł do wyborów z hasłem: po władzę nie idzie się dla pieniędzy, cytuję znowu Jarosława Kaczyńskiego.

Tak, ja się z tym zgadzam, dlatego mimo że uważam, że sprawy wynagradzania władzy generalnie i tu jeżeli ktoś mówi inaczej, to jest hipokrytą albo jeśli jest politykiem albo dziennikarzem, który to obserwuje i mówi inaczej, to jest hipokrytą, bo jest postawiona sprawa na głowie, jeśli chodzi o wynagradzanie władzy, i dużo tutaj jest populizmu. Ja sobie czasem żartuję, że tą częścią budżetu państwa, która jest dedykowana wynagradzaniu administracji, wynagradzaniu władzy, rządzą tabloidy i one wokół... one tak naprawdę tą częścią budżetu państwa rządzą i wokół tego wytwarzają atmosferę właśnie totalnego populizmu, to jednak trzeba się z tym liczyć. Taki jest odbiór społeczny i tak to jest oceniane i trzeba tutaj uważać. Więc jakieś systemowe rozwiązania tego, co jest postawione na głowie, na przykład tego, że właśnie prezydent średniego miasta w Polsce zarabia więcej niż prezydent Rzeczpospolitej albo że minister zarabia dużo mniej niż kilkudziesięciu podległych mu dyrektorów departamentów bądź dyrektorów instytucji, których on jest organizatorem albo zarządzającym, no to to nie jest zbyt normalne. Ale też rozumiem, że to jest obserwowane właśnie przez tabloidy, a więc przez ludzi i ludzi to denerwuje, jeśli się okazuje, że pojawia się jakaś pazerność.

I 14 kwietnia konwencja Zjednoczonej Prawicy. To rzeczywiście początek już kampanii samorządowej, nowe otwarcie, nowe hasła, nowe pomysły programowe? Czego możemy oczekiwać?

Myśmy zapowiadali dawno, że po ósmej rocznicy katastrofy smoleńskiej już za 6 dni będzie jakby nowe otwarcie polityczne, jeśli chodzi o naszą aktywność, związane już z rokiem wyborów samorządowych, więc zasadnicze przemówienia naszych liderów na tej konwencji za 10 dni i plan rozjechania się po Polsce właściwie wszystkich, również przywódców naszego środowiska, po to, żeby się spotykać z Polakami, bilansować to, co udało nam się już zrobić w ciągu ponad dwóch lat władzy i przedstawiać plany na kolejne miesiące, na kolejne lata.

Przyspieszenie w sprawie powołania komisji śledczej do spraw VAT, bo w czwartek lub piątek już ma trafić do Sejmu stosowna uchwała, tak zapowiadał wczoraj w telewizji publicznej poseł Waldemar Buda, to jest też element tego nowego otwarcia?

Uważam, że najbardziej bulwersujące rzeczy z przeszłości należy wyjaśnić, a jeśli chodzi o straty, które państwo poniosło, a w tym społeczeństwo poniosło, bo po prostu pieniędzy na wiele rzeczy pożytecznych, korzystnych dla ludzi nie było, to tutaj straty z tytułu właśnie VAT-u były największe. I to trzeba wyjaśnić, dlaczego było takie zezwolenie na to, żeby mafie vatowskie prawie z całej Europy przerzucały się do Polski, żeby to właśnie tutaj można było uprawiać ten proceder białych kołnierzyków przestępczy i dlaczego państwo tak dużo każdego roku w ciągu 8 lat rządów Platformy musiało tracić i dlaczego nic nie robiono, żeby ten proceder zatrzymać. Naprawdę słyszeliśmy wtedy, w czasach rządów Platformy, że na wiele rzeczy brakuje pieniędzy, że programy są nierealne, zwłaszcza te społeczne, socjalne, się okazało, że są realne, tylko trzeba było po prostu te pieniądze dla państwa, dla narodu odzyskać. Myśmy to zrobili i pokazujemy, jak można dobrze budżetem państwa zarządzać. Wczorajsze też informacje są bardzo optymistyczne, jeśli chodzi o zmniejszenie długu publicznego, jeśli chodzi o deficyt budżetowy. I wszystko idzie w bardzo dobrym kierunku, tylko trzeba było woli politycznej do tego, żeby z tym zjawiskiem walczyć i żeby te pieniądze, które się należą państwu i narodowi odzyskać.

Czasem nawet, jak już wszystko idzie w dobrym kierunku, to okazuje się, że i tak musi zająć odpowiednio wiele czasu. Ja tutaj już przechodzę do Muzeum Historii Polski. Wielokrotnie w ostatnich ładnych kilku latach rozmawiałem z Robertem Kostro, także w czasach, kiedy jeszcze rządziła Platforma Obywatelska, przeprowadzałem wywiady z dyrektorem Muzeum Historii Polski, to jeszcze były czasy, kiedy tak buksowało w miejscu wszystko, co działo się wokół Muzeum, nie było w ogóle wiadomo, czy będzie jego stała siedziba, kiedy będzie, nie było pieniędzy, lokalizacji. To się zmieniło po tym, jak PiS doszedł do władzy, i były na początku takie nadzieje, że w 2018 roku na setną rocznicę odzyskania niepodległości uda się już coś pokazać, może budynek w stanie surowym, może coś więcej. Na jakim etapie w tej chwili jesteśmy, jeśli chodzi o Muzeum Historii Polski?

Muzeum Historii Polski jako instytucja działa od 2006 roku, ale jest, oczywiście, mzeum bez siedziby, bez ziemi można powiedzieć...

Organizuje wystawy, konkursy na to, jak ma wyglądać ekspozycja

Tak, tak, znakomite zresztą...

...ekspozycja, bardzo ciekawe. No ale budynku jeszcze nie ma.

Ale budynku w sensie budynku, gdzie będzie można wystawę stałą zwiedzać, jeszcze nie mamy. I znowu, niestety, przez osiem lat rządów Platformy nie podejmowano decyzji, gdzie to Muzeum ma się budować, podjęto ją w ostatniej chwili i myśmy przyszli do władzy w momencie, kiedy właściwie dopiero zapadła decyzja, gdzie ono ma być ulokowane. W związku z tym, że ma to być największe muzeum w Polsce, jeśli chodzi o przestrzeń wystawienniczą, najdroższa inwestycja chyba w polskiej kulturze od czasów drugiej wojny światowej, i tak powinno być, bo to jest muzeum, które w tym narodzie, gdzie mamy taką znakomitą, piękną historię, gdzie mamy co opowiadać, to muzeum musi być muzeum ambitnym, dopiero udało się po pierwsze skonstruować projekt w roku 2016 i kawałek siedemnastego tego wielkiego muzeum, dokonać przetargu na wykonawcę tego muzeum, ten przetarg się niedawno rozstrzygnął i dopiero teraz zaczyna się budowa. Więc, oczywiście, że 18 rok w związku z tym nie jest realny, nie można tak wielkiego muzeum zbudować w ciągu jednego sezonu budowlanego. To się na pewno przeciągnie na rok 19–20, ale jakieś odsłony pierwsze tej inwestycji będą wcześniej, no i działalność Muzeum Historii Polski jako muzeum, oczywiście, będzie trwała też w najbliższych miesiącach.

Wicepremier i minister kultury Piotr Gliński zapowiedział przeznaczenie pieniędzy na nowe muzeum w Warszawie, także mówię o Muzeum Getta. Wiemy nawet, gdzie ma się znajdować – Szpital Dziecięcy przy Siennej. Pan się nie obawia trochę jako wiceminister odpowiedzialny za politykę historyczną, że to muzeum może się zamienić w takie miejsce, w którym podobnie jak w Muzeum Polin bardzo często opowieści sprzeczne z polską narracją historyczną się pojawiają, no to w Muzeum Polin ostatnio głównie o polskim antysemityzmie, o tym, kto co pisze na Twitterze można poczytać.

Przede wszystkim umówmy się na tezę i zgódźmy się z nią, że opowieść o polskich obywatelach, którzy byli narodowości żydowskiej, ale podkreślam: polskich obywatelach zamkniętych w części Warszawy murem, półmilionowe prawie miasto złożone z polskich obywateli zamkniętych za tym murem, którzy byli przeznaczeni na zagładę i stopniowo tę zagładę wykonywano najpierw głodem, potem chorobami, potem właśnie zakazem opuszczania tego miejsca, rozstrzeliwaniem i tak dalej, i tak dalej, że taka opowieść się tym polskim obywatelom należy, bo to było najważniejsze getto w okupowanej przez Niemców Europie, największe. Tych gett było kilkaset, w tym na ziemiach polskich, w całej Europie, ale ta opowieść się po prostu tym polskim obywatelom należy. Więc to jest obowiązek państwa polskiego, żeby o tym nieszczęściu, które dotknęło polskich obywateli pochodzenia żydowskiego opowiedzieć. I mamy materiały, mamy znakomite artefakty, mamy znakomite świadectwa, które mogą to zrobić. Dlatego zdecydowaliśmy, że takie muzeum powstać musi. Pamiętajmy, że Warszawa była przed wojną największym miastem i w sensie liczebnym, gdzie ludność żydowska żyła, w świecie, chyba więcej niż w Nowym Jorku i jeszcze wówczas w Jerozolimie, mieszkało ludzi pochodzenia żydowskiego w Warszawie właśnie i to byli polscy obywatele, podkreślam, i dlatego państwo polskie musi o ich nieszczęsnym losie opowiedzieć bardziej szczegółowo.

Mówił Jarosław Sellin, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego, gość Sygnałów Dnia i radiowej Jedynki. Dziękuję, panie ministrze.

Dziękuję.

JM

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak