Sygnały Dnia 11 kwietnia 2018 roku, rozmowa z Mariuszem Błaszczakiem

Ostatnia aktualizacja: 11.04.2018 07:15
Audio
  • Mariusz Błaszczak o obchodach rocznicy katastrofy smoleńskiej i odsłonięciu pomnika ofiar (Jedynka/Sygnały dnia)

Piotr Gociek: Mariusz Błaszczak, minister obrony narodowej, jest gościem Sygnałów Dnia i radiowej Jedynki. Dzień dobry, panie ministrze.

Mariusz Błaszczak: Dzień dobry.

Wczoraj podczas odsłonięcia pomnika ofiar tragedii smoleńskiej Jarosław Kaczyński mówił: „Jest wyrazem odrzucenia lęku i przywrócenia godności”. Z kolei prezydent Andrzej Duda wzywał do pojednania, mówił o pojednaniu. Myśli pan, że coś się zmieni w polskiej polityce po tej rocznicy, po tym 10 kwietnia?

Jeżeli chodzi o postawę tych, którzy siebie nazywają totalną opozycją, nie sądzę, dlatego że oni przyjęli taki sposób działania. To jest konsekwencja, którą wprowadzili kilka lat temu. Ona prowadzi w moim przekonaniu na margines, no ale bardzo dobrze.

Natomiast jeżeli chodzi o wydarzenie wczorajsze, to jest to bardzo ważne wydarzenie. Premier Kaczyński podkreślał także, że ten pomnik nie jest skierowany przeciwko komukolwiek, chodzi o to, żeby rzeczywiście doszło do pojednania, chodzi o godność, chodzi o to, żeby państwo polskie upamiętniło tych, którzy tragicznie odeszli osiem lat temu, stąd 96 nazwisk alfabetycznie ułożonych na pomniku bez podpisu dotyczącego funkcji. Oni rzeczywiście wspólnie zdążali do Katynia, żeby uczcić pamięć ludobójczo pomordowanych polskich oficerów przez Sowietów, a więc to ich jednoczyło. Premier Kaczyński zresztą też podkreślał, że gdyby nawet byli to ludzie, którzy nie mieli funkcji, nie piastowali funkcji państwowych, to też powinni być upamiętnieni ze względu na tragiczne okoliczności tego wydarzenia. Zresztą nawet w 2010 roku obie izby polskiego parlamentu przyjęły uchwałę, w której stwierdzono jednoznacznie, że tragedia smoleńska była największą tragedią po drugiej wojnie światowej.

Ale jednocześnie na pewno z kilku innych powodów to, co wydarzyło się wczoraj, będzie jakąś cezurą, będzie jakimś zamknięciem tych ośmiu lat, no bo tak: zmieni się to, co każdego dziesiątego miesiąca będzie się działo na Krakowskim Przedmieściu, bo już bez przemarszy, zostają tylko uroczystości religijne, tak zapowiedziano i tak najprawdopodobniej się stanie, aczkolwiek mówił Jarosław Kaczyński o tym, że te doroczne marsze jeszcze smoleńskie będą przeprowadzane. Jest pomnik, o który walka trwała bardzo długo, wiemy, że 10 listopada będzie odsłonięcie kolejnego pomnika, chodzi tutaj o pomnik Lecha Kaczyńskiego. To jest rzeczywiście zamknięcie chyba już jakiegoś etapu, jeśli chodzi o żałobę, tak myślę, możemy powiedzieć po 10 kwietnia.

Celem tych spotkań comiesięcznych było, oczywiście, upamiętnienie tych, którzy tragicznie odeszli 10 kwietnia 2010 roku, ale celem było też stworzenie miejsca pamięci, a więc pomnika, pomników, bo tu chodzi o pomnik, który wczoraj został odsłonięty, poświęcony, pomnik ofiar, wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej, i jeszcze pomnik prezydenta Rzeczypospolitej profesora Lecha Kaczyńskiego, który mamy nadzieję, że zostanie odsłonięty 10 listopada tego roku. Premier Kaczyński podkreślał, że chodzi nam o jedność, ale jedność wokół dobra, bo przecież i nawet wczoraj byli ci, którzy w imię czego... to jest właśnie zasadnicze pytanie: w imię czego protestowali? Którzy nie godzą się na to, żeby upamiętnić tych, którzy tragicznie odeszli 10 kwietnia 2010 roku, którzy przecież przez miesiące blokowali uroczystości...

Ale są i tacy, którzy mówili: pomnik tak, ale dlaczego przy pomocy sztuczek prawnych czy triku prawnego? Niektórzy nawet mocniejszych używali tutaj sformułowań.

Zgodnie z prawem, chciałbym to bardzo mocno podkreślić, pomnik powstał zgodnie z obowiązującym prawem. Inna sprawa, że rządzący Warszawą politycy Platformy Obywatelskiej z Gronkiewicz-Waltz na czele robili wszystko, żeby zatrzeć pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej. Tak jak Donald Tusk i jego ekipa nie chciała wyjaśnić przyczyn katastrofy smoleńskiej, tak rządzący Warszawą robili wszystko, żeby tylko nie powstał pomnik, z taką zaciekłością, z zajadłością blokowali wszystkie inicjatywy społeczne. Przecież to były inicjatywy społeczne, po katastrofie setki tysięcy zniczy postawiono, ludzie, zwykli ludzie postawili na Krakowskim Przedmieściu.

Opozycja wczoraj i w ostatnich dniach najczęściej wskazywała natomiast na Antoniego Macierewicza i mówiła: niech PiS zamiast świętować tłumaczy się z kontrowersyjnych tez Antoniego Macierewicza, pytała o to, kiedy będzie raport końcowy komisji, której pracami kieruje były minister, pyta o to, kiedy kosztowało już wyjaśnianie tragedii smoleńskiej. Jestem pewien, że i dzisiaj jak za godzinę będzie tutaj siedział Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący PO, to te pytania powrócą. To teraz może pan już awansem spróbować na nie odpowiedzieć.

Tak, oni ciągle pytają. Dlaczego? Dlatego że oni przyjęli kłamstwo smoleńskie, kłamstwo przedstawione przez Rosjan, przez panią Anodinę za prawdę. Oni tak zdecydowali. Oni konsekwentni są w tym swoim działaniu. Gdyby nie poseł Antoni Macierewicz, gdyby nie zespół, który powstał w Sejmie, gdyby nie – tak jak to określił wczoraj premier Kaczyński – stalowa wola Antoniego Macierewicza, to wszystko byłoby zostawione na boku, kłamstwo smoleńskie by obowiązywało. Przecież do tego zmierzano. Taka bardzo charakterystyczna, symboliczna chwila – kiedy Anodina prezentowała swój raport, wtedy ówczesny premier Donald Tusk był na nartach, zlekceważył. A dlaczego zlekceważył? Czy dlatego, że uważał, że to jest... że nie ma znaczenia, co wydarzyło się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku? Czy dlatego, że chciał, żeby właśnie pamięć po prezydencie profesorze Lechu Kaczyńskim została zatarta?

Co będzie dalej, panie ministrze, z ustawą degradacyjną? Inicjatywa jest teraz po stronie pana prezydenta po wecie, takiego spotkania możemy oczekiwać, bo prezydent Andrzej Duda mówił o tym, że będzie zapraszał przedstawicieli partii politycznych do tego, żeby dyskutować o nowym pomyśle. Portal wpolityce.pl natomiast informuje o tym, że podobno w Pałacu Prezydenckim nowy pomysł się pojawił, żeby zamiast ustawą degradacyjną wprowadzić taką zasadę, żeby wprowadzić termin „generał Ludowego Wojska Polskiego” obowiązkowy jako tytuł tych, którzy uczestniczyli w tworzeniu i w rządzeniu Polską komunistyczną zamiast takiej ogólnej ustawy degradacyjnej. I podobno ten pomysł do MON został przekazany. Może pan potwierdzić tą informację?

Ja rzeczywiście rozmawiałem z ministrem Solochem, mówił mi o takim pomyśle, ale to była rozmowa, która nie miała charakteru oficjalnego, w związku z tym oficjalnie nie zostałem poinformowany o takim pomyśle. W moim przekonaniu sprawa została już zamknięta decyzją prezydenta Rzeczypospolitej, prezydent miał, oczywiście, prawo...

I co, i nie będzie nowej ustawy degradacyjnej po prostu?

Z całą pewnością Ministerstwo Obrony Narodowej nie będzie wychodziło z nowym projektem, prezydent ma konstytucyjne uprawnienia związane z inicjatywą ustawodawczą. Nie wiem, co pan prezydent w tej sprawie zdecyduje, natomiast z naszej strony uważamy, że sprawa jest zamknięta. Ten projekt, który został przedstawiony, koncentrował się na generałach, koncentrował się na dowódcach, którzy w naszej ocenie sprzeniewierzyli się Polsce, polskiej racji stanu. Chodzi o Wojskową Radę Ocalenia Narodowego, WRON-ę, chodzi o tych, którzy występowali w imieniu Moskwy, a nie w imieniu Polski, chodzi o ich postawę, chodzi o ich decyzje, o to, co nawet Sąd Najwyższy w 2012 roku (myślę o stanie wojennym) uznał za działania nielegalne, a samą WRON-ę nazwał organizacją o charakterze przestępczym. A więc chodzi o symbole, chodzi o przyszłość Polski, młodych pokoleń Polaków, którzy (tak jak mówiłem o tym w Sejmie) powinni odróżniać Orła Białego od WRON-y.

Inicjatywa ustawodawcza po stronie prezydenta Andrzeja Dudy. Czekamy na informacje w tej sprawie. Czy czeka nas też czas, kiedy ministrów będzie trochę trudniej zastać w resortach, bo też będą brali udział w rozmaitych wyjazdach zapowiadanych po 14 kwietnia? 14 kwietnia konwencja Zjednoczonej Prawicy, a od piętnastego wizyty już w terenie związane przede wszystkim z przygotowaniem do kampanii wyborczej, ale też z celami na drugą część kadencji. Zastanawiam się, czy ministrowie też będą takie dodatkowe obowiązki brali na siebie z związku z tym?

Przede wszystkim podstawowym obowiązkiem każdego ministra jest praca w ministerstwie, to też jest moja aktywność zasadnicza. A, oczywiście, jesteśmy politykami staramy się przekonywać społeczeństwo do tego, że nasze projekty, nasze pomysły są uzasadnione, dbamy o poparcie społeczne, przecież nie wprowadzilibyśmy na przykład 500 złotych plus, gdyby nie poparcie społeczne, nie cofnęlibyśmy wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn, gdyby nie poparcie społeczne, o poparcie społeczne trzeba dbać, nie lewarowalibyśmy pozycji Polski na arenie międzynarodowej, gdyby nie poparcie społeczne. Wielu jest niezadowolonych z tego zarówno w Europie, jak i na świecie, jak i w Polsce, tu ci z totalnej opozycji też zagryzają zęby...

Ale odwoływanie się do poparcie społecznego i do vox populi, vox Dei, jak mówił Jarosław Kaczyński przy okazji projektu obcięcia pensji posłom, senatorom, prezydentom miast, no to jest trochę ryzykowne, bo ktoś może powiedzieć: to w takim razie gdzie jest ta granica między tym, w którym wypadku vox populi ma decydować? Czemu nie w wypadku na przykład referendum aborcyjnego i kilku innych kwestii?

Ta granica jest w wartościach. Otóż powiem za świętym Janem Pawłem II, że demokracja nieoparta o wartości zmienia się w jawny albo w ukryty totalitaryzm, a więc tu chodzi o wartości, o te wartości, które skonsolidowały nas jako naród, które są istotą naszej tożsamości narodowej, a sprowadzają się do chrześcijaństwa. A więc to jest ta granica.

Mówił Mariusz Błaszczak, minister obrony narodowej, gość Sygnałów Dnia w radiowej Jedynce. Dziękuję, panie ministrze.

Dziękuję, miłego dnia.

JM

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak