Kto jest psujem w Polsce?

Ostatnia aktualizacja: 08.05.2009 09:10
W każdej rodzinie, w każdej społeczności jest zawsze jakiś psuj, który psuje wszystko, co się da.
Audio

Henryk Szrubarz: Czas na rozmowę z naszym gościem – Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Dzień dobry panu.

 

Bronisław Komorowski: Dzień dobry, witam wszystkich. A jeśli można, to się wtrącę do tej dyskusji, w której nie uczestniczyłem. Pamiętajmy, że to wcale nie jest specjalność tylko i wyłącznie biurokracji unijnej, że i w Polsce swego czasu na przykład okazało się, że nie można mówić na przykład dozorca, tylko gospodarz domu. I to było oficjalnie i lansowane, i nakazywane. Więc specjalizuje się świat współczesny w tym dużo szerzej niż (...)

Jacek Karnowski: A naród jeszcze inaczej mówi, ani dozorca, ani gospodarz domu, ale nie będziemy...

B.K.: No właśnie.

J.K.: ...bo to obraża...

B.K.: I tak jest chyba... i tak jest zawsze.

J.K.: Panie marszałku, premier przeniósł obchody, polityczną część obchodów 4 czerwca roku 89 z Gdańska do Krakowa. „Chcę chronić gości przed zadymiarzami” – tak szef rządu tłumaczy swoją decyzję. „To nas obraża” – odpowiadają działacze Solidarności. Jak pan ocenia tę decyzję? Bo dużo komentarzy, dużo emocji, część polityków mówi, że premier stchórzył, że okazał słabość, że to rodzaj ucieczki. Jakie jest pańskie zdanie?

B.K.: No, myślę, że właśnie od ostatniej sprawy bym zaczął, wie pan. Jedni oczekują od premiera, że będzie twardy i przyłoży tym związkowcom, prawda, a drudzy uważają... oczekują, że się ugnie. Wszyscy są niezadowoleni w związku z tym, bo jedni chcieliby widzieć premiera twardszego, mocniejszego, zdecydowanego, który pogoni cała tą, prawda... właśnie tych zadymiarzy tak zwanych, a inni chcieliby, żeby szukał kompromisu, porozumienia, cofnął się, a jeszcze inni żeby w ogóle skapitulował i przyjął warunki związkowców. Więc ci, którzy są niezadowoleni, stanowią bardzo różne, że tak powiem, grupy. Natomiast na pewno to dla premiera była i jest decyzja niesłychanie bolesna i trudna, to jest miasto pana premiera i na pewno z bólem serca rezygnuje, ale rezygnuje nie z uroczysto... z części politycznej obchodów, natomiast pozostawia w Gdańsku ogromną część obchodów, które są związane z takim przeżyciem wspólnym społeczeństwa – te koncerty, różne wydarzenia, one mają być w dalszym ciągu w Gdańsku, natomiast...

J.K.: Panie marszałku, bo komentatorzy dość zgodnie podkreślają, że ta decyzja ma taki oto wydźwięk, że ci z wysoka, elity, politycy, królowie, różnie to można nazywać, bawią się na Wawelu, a lud w Gdańsku, że to jest coś, co podkreśla podział na tych na górze, na tych na dole.

B.K.: Wie pan, ci przywódcy związkowi niewiele mają wspólnego z ludem, jeszcze z tym ludem ciężko pracującym i ciężko walczącym...

H.S.: Nie reprezentują ich interesów?

B.K.: Nie, według mnie w coraz mniejszym stopniu. W coraz większym stopniu swoje interesy i jakby... jak się zajrzy w PIT–y, wie pan, to widać, że to niewiele ma wspólnego z proletariatem.

J.K.: No ale to nie przywódcy związkowi przychodzą na demonstracje, które są ostatnio coraz żywsze...

B.K.: Ma pan rację, tak.

J.K.: One mają realne podłoże – stocznie padają.

B.K.: Ma pan rację. No tak, tylko że stocznia padła, została sprywatyzowana przez poprzedni rząd Jarosława Kaczyńskiego. Oczywiście, jest pytanie, czy została sprywatyzowana dobrze czy niedobrze, kiepsko, prawda, czy bardzo sprawnie, tyle że nie można się zgłaszać z pretensjami o to do obecnego rządu, bo to po prostu jest nielogiczne. To jest pierwsza sprawa. Druga...

J.K.: No tak, ale czym innym jest prywatyzacja, czym innym zaprzestanie produkcji stoczniowej, która to przypada...

B.K.: Przez prywatyzację...

J.K.: ...która to przypada na...

B.K.: Jarosław Kaczyński sprywatyzował Stocznię Gdańską. I teraz prywatny właściciel, ten, na którego się zgodził rząd Jarosława Kaczyńskiego, podejmuje decyzje o swojej stoczni. Mądre, głupie, ale podejmuje ten, którego wybrał Jarosław Kaczyński. A oni przychodzą, związkowcy, z pretensjami do Tuska.

J.K.: Á źródło kłopotów stoczni, panie marszałku, wynika z decyzji Unii Europejskiej o zwrocie pomocy.

B.K.: No bo proszę... Ale oczywiście, że tak, no bo wszyscy wiemy, że jest... był protest Unii grożący w ogóle daleko idącymi karami za nieprawidłowe udzielanie pomocy publicznej, prawda? No i dzisiaj wiemy jedno – że do wyborów parlamentarnych Komisja Europejska w tej sprawie nie podejmie decyzji. To znaczy ani na tak, ani na nie. No i możemy tylko i wyłącznie awanturami popsuć sobie realną możliwość uzyskania pozytywnej decyzji Komisji Europejskiej po wyborach, nowej Komisji.

J.K.: Panie marszałku, czy możliwa jest pańskim zdaniem zmiana decyzji premiera? Apeluje o to między innymi Bogdan Lis, legendarny działacz Solidarności, także Janusz Palikot, czyli człowiek z waszych szeregów, mówi: „To był błąd, premier powinien się wycofać”.

B.K.: Z ciekawością będę obserwował, jak się na przykład politycy PiS-u albo ci dziennikarze, którzy Janusza Palikota potępiali w czambuł, teraz będą go cytowali i będą się na niego powoływać, no, klasyk. Natomiast chciałbym powiedzieć tak, że Solidarność to nie tylko Gdańsk. Solidarność to cała Polska, a 4 czerwca akurat powiedziałbym głównie Warszawa. I w Warszawie będą miały miejsce obchody związane z... będą organizowane przez parlament, sejm i senat, pierwszy także senat demokratyczny, będą tutaj przedstawiciele wszystkich parlamentów europejskich, będą różnego rodzaju wydarzenia, a w Gdańsku będzie to... w Krakowie będzie to, co premier chce zrobić, żeby to było powodem splendoru Polski. W Gdańsku – tak jak w całej Polsce – będą różnego rodzaju wydarzenia.

J.K.: Tyle że przeniesienie tych uroczystości z Gdańska do Krakowa ono już zdejmuje trochę splendoru, bo już jest w innym kontekście...

B.K.: Z Gdańska.

J.K.: Z Gdańska.

B.K.: Zdejmuje splendor z Gdańska na pewno tak. 

J.K.: Gdyby tam były zadymy, no to, oczywiście, święto też byłoby zaburzone. Ale przeniesienie też już zaburza to święto, też już...

B.K.: Tu nie ma dobrego wyjścia, oczywiście, że tak. Jeżeli jest wybór taki między ryzykiem, że będzie zadyma, prawda, i kompromitacja na oczach całego wielkiego świata, który miał przyjechać tam... 

J.K.: Jak są szczyty gdzieś G20, są zadymy i nikt nie mówi, że tam wielka kompromitacja.

B.K.: Nie, to jest szczyt gospodarczy. Tam co innego, tam to rzeczywiście przyjeżdżają ci, do których w globalizującym świecie mają pretensje różne grupy pracownicze. Tu miało być święto narodowe. Święto narodowe, święto wspólne, święto całego naszego pokolenia ludzi Solidarności, to miała być okazja do pokazania się także od tej strony całemu światu. No a niewątpliwie ktoś to popsuł, ktoś to popsuł.

J.K.: A nie obawia się pan płonących opon tuż przed wyborami do Europarlamentu?

B.K.: Wie pan, wszystko razem, bo płonące opony pod Stocznią Gdańską byłyby rzeczą fatalną...

H.S.: No tak, panie marszałku...

B.K.: I powiem więcej, wie pan. Tak jak fatalną zachowaniami były awantury... bo przecież demonstracja jest przecież możliwa, ale awantury były w Warszawie, kiedy w Sali Kongresowej było też pół ważnego świata z całej Europy, po to, żeby podkreślić wagę Polski w ramach Europejskiej Partii Ludowej, no, był kanclerz Niemiec, przeróżne postacie, prawda, Berlusconi i tak dalej, wszystko było, a tutaj właśnie robiono awanturę. I to nie to, że demonstrowano, tylko bito policjantów i tak dalej. No, to było ze stratą dla Polski.

H.S.: Ale związkowcy chcieliby wykrzyczeć w twarz chociażby przewodniczącemu Komisji Europejskiej: „Proszę, pomagacie bankom, pomagacie stoczniom w innych krajach, a nam nie chcecie pomóc, odbieracie pomoc publiczną”. Mieli do tego prawo, panie marszałku.

B.K.: Ale widzi pan właśnie, nie o to chodzi, że się coś zademonstruje, bo demonstracja jest prawem wynikającym z demokracji. Tylko jeżeli się robi burdę, a jeżeli się bije policjantów, łamie się bariery, które zabezpieczają, to się łamie prawo. I łamie się dobry obyczaj demokratyczny i psuje się święto. Wie pan, w każdej rodzinie, w każdej społeczności jest zawsze jakiś psuj, który po prostu psuje wszystko, co się da zepsuć, także nastrój świąteczny, także popsuje, nie wiem, imieniny cioci popsuje.

J.K.: Panie marszałku, a pan nie obawia się, że Platforma używając tego języka właśnie, mówiąc „psuj”, no właśnie zwiększa alienację, buduje podział my – oni. To się może kojarzyć.

B.K.: Wie pan, psujem czasami jest związkowiec, czasami jest polityk, i to z różnych ugrupowań. No, ja widziałem tam, widziałem ewidentnie,na filmach jest to pokazywane, będzie zdaje się prezentowane opinii publicznej – pan Jacek Kurski włożył okulary, udaje, że go nie ma, jednocześnie szczuje, szczuje związkowców pod Pałacem Kultury. No, jeżeli pan powie, że to jest w porządku i że to jest działanie związkowe, to ja się nie zgodzę.

J.K.: Ale politycy Platformy w „białym miasteczku” też dość intensywnie odwiedzali.

B.K.: Ale nikt nikogo nie szczuł i nikt nikogo... i nie było...

J.K.: No, przychodzili, no, wzmacniali protest.

B.K.: Nie, przychodzić można, tylko nie ma... Jeżeli efektem jest bicie policjantów i łamanie barier, to już nie jest zupełnie w porządku.

J.K.: Panie marszałku, jeszcze jedna sprawa...

B.K.: I dlatego takie zachowania mam... mówię „psuj”, to mam tego rodzaju zachowania, a nie że ktoś sobie demonstruje (...) 

H.S.: Czy Solidarność teraz jest psujem w Polsce?

B.K.: Pan mnie na namówi na tego rodzaju deklaracje, bo to nie ma sensu. Tylko są w polskim życiu publicznym są psuje, różne psuje.

J.K.: Panie marszałku, chorąży Służby Wywiadu Wojskowego Stefan Zielonka wyszedł, zniknął. Przełożeni nie wiedzieli, że żołnierz mający ściśle tajne... znający ściśle tajne operacje, szyfrant, miał problemy osobiste, nie szukali go. No, teraz słyszymy zapewnienia, że nie zagraża to bezpieczeństwu państwa, że ponoć sprawy osobiste zdecydowały o jego... o takim wyjściu i zniknięciu. Co pan wie o tej sprawie? Jaka jest pańska ocena?

B.K.: Nie wiem nic więcej ponad to, co pisze prasa, i nie chcę wiedzieć, bo zasady są takie, że byli ministrowie nie powinni, ministrowie obrony nie powinni jakoś utrzymywać kontaktów także ze służbami wojskowymi. Natomiast jedno wiem, to jest moja obserwacja wcześniejsza, że służby wywiadu wojskowego, kontrwywiadu zostały głęboko rozbite, zniszczone także w sensie moralnym. Ja nie wiem, czy ma to związek ze sprawą pana szyfranta Zielonki, czy nie, być może nie ma, ale ogólnie stwierdzam, że stan polskiego wywiadu po okresie rządów pana Antoniego Macierewicza i tej grupy, i kontrwywiadu jest zatrważający. I to 20 lat trzeba będzie odbudowywać, zarówno jeśli chodzi o struktury, także jeśli chodzi o morale. 20 lat.

J.K.: Pańskim zdaniem Platforma popierając likwidację WSI...

B.K.: Ale jeszcze raz chciałbym, żeby było jasne – że nie będzie... nie jestem, nie wiem, nie mam wiedzy, czy tu ma w ogóle sprawa pana Zielonki cokolwiek wspólnego z jakimiś problemami innymi niż problemy osobiste, nie mam zielonego pojęcia.

J.K.: A pańskim zdaniem Platforma popierając likwidację WSI, popełniła błąd z dzisiejszej perspektywy?

B.K.: Wie pan, nie starczyło nam wyobraźni, że likwidacja może oznaczać zniszczenie, bo likwidacja WSI w moim przekonaniu, dałem temu wyraz wielokrotnie wcześniej, także w formie pisemnej i pisząc program Platformy Obywatelskiej, miała oznaczać rozdzielenie wywiadu i kontrwywiadu czy zlikwidowanie WSI, ale nie zlikwidowanie, nie zniszczenie wywiadu i kontrwywiadu. To jest zasadnicza różnica.

J.K.: Ten człowiek, Stefan Zielonka, dwa lata był w takim zamrażarce, no bo przerwano prace, obecna ekipa przerwała prace Komisji Weryfikacyjnej, no i on ani był zweryfikowany pozytywnie, ani negatywnie, był w takiej zamrażarce. Może likwidacja tej komisji była błędem? Przerwanie jej pracy.

B.K.: Ja myślę, że raczej powoływanie tej komisji było źródłem katastrofy całego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego, a już jeśli chodzi o praktykę działania tej komisji, to obawiam się, że jeszcze będziemy nie raz ze smutkiem konstatowali różnego rodzaju zjawiska.

H.S.: A co chce pan przez to powiedzieć?

B.K.: To, że to było źródłem poważnej katastrofy polskiego wywiadu i kontrwywiadu.

J.K.: Panie marszałku, nowelizacja budżetu. Premier potwierdza, że w lipcu, opozycja mówi też, że chodzi o eurowybory, że to jest celowa decyzja odwlekana. Czy te cięcia... Inaczej – wówczas te cięcia w lipcu, w połowie roku będą dość głębokie, bo jeżeli w połowie roku się nowelizuje budżet, to trzeba w pół roku ściąć to z całego roku.

B.K.: Wie pan, to jest kwestia dokonania wyboru przez rząd, kiedy po pierwsze nie ma sensu dokonywania korekty za wcześnie, bo jest taki moment, w którym widać, że są wyższe albo niższe spływy do budżetu, prawda? I to rozumiem jest na ogół gdzieś właśnie późną wiosną się ujawnia, to trzeba wyciągnąć... i trzeba opracować wnioski. I myślę, że ten czas wakacyjny jest akurat dobrym momentem. Widać, że większość krajów, które przecież przeżywają w tej chwili kryzys gospodarczy, też podejmuje decy... dopiero zaczyna podejmować decyzje w tym zakresie. Przykładem są Stany Zjednoczone, pan prezydent Obama przecież też zapowiedział korektę budżetu Stanów Zjednoczonych. Więc Polska się tu niczym szczególnym nie wyróżnia, no. Nie ma sensu się spieszyć do korekty budżetu in minus, bo może się okazać, że to może być o wiele płytsze, prawda, zjawisko. My, Polska jest... sytuacja w Polsce jest pochodną tego, co się dzieje w Niemczech głównie, w gospodarce. I trochę... I w związku z tym my też musimy podejmować decyzje o korektach ewentualnych po zaobserwowaniu tego i ocenie tego, co się wydarzyło w Niemczech.

J.K.: Ale już dziś widać, że zapisany w budżecie wzrost na poziomie 3,7 jest zupełnie nierealny. Jak będzie na plusie, to będzie dobrze.

B.K.: No, prawdopodobnie trzeba będzie dokonać właśnie korekty. I tak robią wszystkie kraje i w tym nie ma nic dziwnego.

J.K.: Nie lepiej szybciej?

B.K.: Nie, bo może się okazać, że to niekoniecznie. Po co, że tak powiem, ciąć głębiej niż to jest konieczne?

J.K.: No bo później trzeba będzie ciąć jeszcze głębiej.

B.K.: A to, wie pan, według mnie kompletnie nie ma to związku z wyborami parlamentarnymi, bo odwrotnie, gdyby tak było, to premier by nic nie mówił i nikt by nic nie mówił o korekcie, bo to jest niepopularne. A uważam, że to trzeba zapisać premierowi na ogromny plus, że ma odwagę powiedzieć, zapowiedzieć to dzisiaj, właśnie przed wyborami.

J.K.: Panie marszałku, to na koniec jeszcze pytanie: jak pan ocenia (już informacja sprzed kilku dni) – Lech Wałęsa na zjeździe Libertasu? Roman Giertych mówił wczoraj w wywiadzie prasowym, że być może nawet były przywódca Solidarności mógłby poprowadzić Libertas, mógłby stać się twarzą tego ugrupowania, że szuka swojego miejsca, że chce coś znaleźć, gdzieś się odnaleźć i tak z Platformą mu coraz mniej po drodze.

B.K.: Rozumiem, że pan Roman Giertych, nawet jak to jest nierealne, to przynajmniej stara się zrobić wrażenie, że prawie że Lechem Wałęsą dysponuje, prawda, już mu wyznacza rolę. Hola, hola! Jeszcze, panie były wicepremierze, niech pan się tak bardzo nie spieszy. Aczkolwiek myślę, że Lech Wałęsa – tak przynajmniej ja sądzę – świadomie troszkę wspiera... Kiedyś wspierał lewą nogę, teraz prawą nogę, na prawo od PiS-u. No bo niewątpliwie Libertas jest głównie konkurentem dla PiS-u wyborczym, prawda, i być może Lech Wałęsa sobie po prostu tego życzy, żeby, że tak powiem, PiS osłabiła Platforma w centrum, a na prawo od PiS-u właśnie Libertas.

H.S.: Panie marszałku, jeszcze jeden sms: „Nawiązując do porównania marszałka Komorowskiego: kiedyś był dozorca, a teraz gospodarz domu, powiem więcej: kiedyś był pastuch, teraz kierownik stada”.

B.K.: [śmieje się] Więc wszyscy jakoś nobilitujemy wszystkich. No, takie są tendencje, no. Ale myślę tak – prosty lud i tak mówi po swojemu zawsze.  A niektórzy politycy mówią tak jak społeczeństwo, przynajmniej w domu.

H.S.: Dziękujemy. Bronisław Komorowski, Marszałek Sejmu, gościem Sygnałów Dnia.

B.K.: Dziękuję bardzo.

(J.M.)

 

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Politycy o rocznicy 4 czerwca

Ostatnia aktualizacja: 09.05.2009 10:13
Prezydent jeszcze nie zdecydował, czy pojawi się na oficjalnych obchodach rocznicy wyborów z 4 czerwca, które odbędą się w Krakowie.
rozwiń zwiń

Czytaj także

4 czerwca – brama do wolności

Ostatnia aktualizacja: 04.06.2009 07:49
To była brama do wolności, ten dzień pierwszych wolnych wyborów to naprawdę był pierwszy dzień wolności i ostatni dzień komunizmu.
rozwiń zwiń