X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem

„Pokazano mi oryginały akt «Bolka«”

Ostatnia aktualizacja: 25.06.2008 22:02
Gdybym to ogłosił publicznie, zostałbym zdezawuowany i uznany za człowieka niezrównoważonego psychicznie, nie mówiąc o zdradzie tajemnicy państwowej.
Audio

Jacek Karnowski: W Sygnałach Dnia pierwszy gość – były Premier, Prezes PiS Jarosław Kaczyński. Dzień dobry, panie premierze.

Jarosław Kaczyński: Dzień dobry.

Jacek Karnowski: Panie premierze, na Podkarpaciu odbyły się wybory uzupełniające do Senatu. Wygrał kandydat PiS Stanisław Zając z bardzo dużą przewagą nad kandydatem Platformy. PiS, co zrozumiałe, ogłosił sukces, pytanie jednak: czy to jest sukces miarodajny dla całego kraju, czy to nie jest takie zbyt łatwe uspokajanie się, że PiS potrafi wygrywać, bo jednak mobilizacja pańskiej partii była wyjątkowa.

Jarosław Kaczyński: Była znaczna, ale trzeba pamiętać, że te opowieści o twierdzy PiS-u nie są prawdziwe. Jeżeli podsumować wyniki z 2007 roku PO i PSL–u, a kandydat miał poparcie obydwu partii, pan Lewicki, to to było 42,5% głosów, myśmy mieli 44%, czyli krótko mówiąc były to zupełnie porównywalne zakresy poparcia i to żeśmy w tych szczególnych okolicznościach, kiedy Platforma jest tak wysoko i w sondażach była przed nami także na tym terenie, wygrali tak zdecydowanie przy bardzo dużej jak na tego typu wybory frekwencji, to jest dla nas informacja bardzo ważna, a sądzę, że wszyscy analitycy polityczni powinni przyjąć do wiadomości to, co powiedział pan Migalski, to znaczy że teoria o niewybieralności PiS-u jest całkowicie nieprawdziwa.

Jacek Karnowski: To był sygnał potrzebny Prawu i Sprawiedliwości, partii, strukturom?

Jarosław Kaczyński: Panie redaktorze, no przecież my naprawdę szczerze bolejemy nad tym, że odszedł nasz młody, zasłużony i naprawdę nieprzeciętny przyjaciel, jakim był senator Mazurkiewicz, więc to nie jest tak, że my mamy tego rodzaju plany. Natomiast kiedy do tego nieszczęścia doszło, to uważaliśmy, że wygranie tam jest dla nas bardzo ważne i zrobiliśmy wiele rzeczywiście, żeby wygrać i wygraliśmy, i wygraliśmy bardzo zdecydowanie. I to też dla nas jest sygnał dobry, tym bardziej że rosną sondaże także ogólnopolskie, przekraczają już po raz pierwszy od wyborów 30%. Mamy także nasz sondaż, naszą własną pracownię, która  nam daje już nawet troszeczkę więcej niż 30%.

Jacek Karnowski: To znaczy ile?

Jarosław Kaczyński: 33%, przy podobnym poparciu dla Platformy, jak w tych sondażach, które ostatnio ogłoszono. Krótko mówiąc, mamy sytuację lepszą, chociaż jeszcze dalece nie taką, jakiej byśmy sobie życzyli. Ale nie od razu Kraków zbudowano.

Jacek Karnowski: Pan, panie premierze, gdzie widziałby przyczyny tego sondażowego wzrostu PiS-u? Bo rzeczywiście w sondażu opublikowanym w Gazecie Wyborczej wczoraj przewaga Platformy.

Jarosław Kaczyński: Przewaga Platformy. Nad tym boleję, ale jednak. Otóż ja sądzę przede wszystkim, że społeczeństwo coraz intensywniej konfrontuje zapowiedzi Platformy z faktami. No i to jest konfrontacja, która już pewną część wyborców Platformy zniechęca do swojej partii. Bo tutaj mamy takie przesunięcia – my w górę, oni w dół i to się może zgadza, może to jest to tylko domysł, bo to trzeba by dokładnie sprawdzić (...).

Jacek Karnowski: Bo była obawa, że PiS nie konsumuje spadku Platformy. Znaczy obawa... głosy części publicystów.

Jarosław Kaczyński: Zawsze jest tak, że pewna część ludzi zawiedzionych przechodzi najpierw to niezdecydowanych, a dopiero później do partii konkurencyjnej, ale teraz wydaje się, że mamy do czynienia z tego rodzaju przesunięciami. Ja nie chcę, oczywiście, w tej chwili zapowiadać jakiegoś okresu wielkich sondażowych zwycięstw, my tylko jesteśmy dziś na przyzwoitym poziomie i gdyby dzisiaj była kampania wyborcza, to ja mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że mielibyśmy wynik pewnie trochę lepszy niż ten z 2007 roku i być może, że różnica między nami a Platformą byłaby mniejsza niż w roku 2007. Mam nadzieję, że za rok będę mógł przekazać naszym zwolennikom jeszcze dużo bardziej optymistyczną prognozę.

Jacek Karnowski: Panie premierze, na Podkarpaciu startował Marek Jurek, zajął trzecie miejsce. Głośno słychać o tym, że Marek Jurek może być jedną ze składowych takiej listy do Europarlamentu na prawo od PiS.

Jarosław Kaczyński: To byłoby rozbijanie prawicy. Przy czym ten eksperyment, jakby wykorzystanie tego poligonu nie bardzo się udało, bo biorąc pod uwagę pewne dodatkowe okoliczności związane ze szczególnymi możliwościami Marka Jurka właśnie na tym terenie, to ten wynik jest jednak bardzo skromny i wydaje się, że taka partia miałaby bardzo niewielkie szanse, no, poza tym, że by nam zaszkodziła. Sądzę, że żaden ośrodek, który nie jest bezpośrednio zainteresowany w sensie osobistym wręcz w takim przedsięwzięciu nie będzie tego popierał.

Jacek Karnowski: A ruch przełomu narodowego powołany przez część środowisk skupionych wokół Radia Maryja to ma być ruch, a nie partia, ale twórcy zapowiadają start w wyborach samorządowych, co jest jednak aktem politycznym i co może doprowadzić do wielogłosu na prawicy.

Jarosław Kaczyński: To jest kwestia jakby zawsze ta sama, to znaczy to jest kwestia odpowiedzialności zarówno samych inicjatorów tego rodzaju przedsięwzięć, jak i tych, którzy ich popierają. I w szczególności na tych drugich liczę. Liczę na to, że nikt poważny nie będzie chciał doprowadzić do tego, ażeby zwyciężyła Platforma, bo tak naprawę to jest to praca dla Platformy, a nie dla prawicy w Polsce. Platforma jest formacją zwykle kojarzoną z prawicą, ale, powiedzmy sobie, to jest prawica bardzo szeroko pojęta. W istocie jest to centroprawica z pewnymi elementami sięgającymi aż po co najmniej centrolewicowość, jeżeli wręcz nie po lewicowość. Więc krótko mówiąc, można, oczywiście, głosić, że jest się prawicowcem, ale tak naprawdę wspierać formację liberalno–konserwatywno–lewicową. Dziwna konstrukcja, ale to tak troszkę wygląda z Platformą Obywatelską. Wierzę, że wyborcy się na to po prostu nie dadzą nabrać.

Jacek Karnowski: A rozmawiał pan, panie premierze, z ojcem Tadeuszem Rydzykiem? No bo on jednak jest dysponentem tej realnej siły medialnej, która jest warunkiem sukcesu czy szansy przynajmniej tego ruchu nowego.

Jarosław Kaczyński: Ja jakiś czas temu byłem w Toruniu na zjeździe Polonii i przy tej okazji rozmawiałem także z ojcem dyrektorem, ale my nie prowadzimy rozmów politycznych. Panie redaktorze, w Polsce pewne stereotypy działają z taką siłą, że niezmiernie trudno im się przeciwstawić, ale to są jednak stereotypy często zupełnie oderwane od rzeczywistości. I to dotyczy między innymi relacji między ojcem Rydzykiem a politykami. Nie chcę mówić o innych, wolę mówić o sobie i o swoich kolegach. Otóż to są relacje wynikające z naszego przeświadczenia, że Radio Maryja jest głosem pewnej istotnej części opinii publicznej, to po pierwsze, a po drugie – że realizuje to, co jest istotą demokracji i istotą wolności, to znaczy realizuje realny pluralizm, a nie pluralizm polegający na tym, że można mieć takie poglądy, dajmy na to, jak pan Żakowski i ewentualnie tak jak pan Wołek. No więc jeżeli między tym a tym ma się polska scena polityczna czy w każdym razie ta medialna polityczna obracać, to tego rodzaju różnice, a nawet większe można by znaleźć także w prasie peerelowskiej. Czy w mediach peerelowskich.

Jacek Karnowski: Panie premierze, wciąż gorąca dyskusja wokół książki „SB a Lech Wałęsa” autorstwa historyków IPN. W debatach wokół tej sprawy bardzo często pojawia się pewien zarzut pod pańskim adresem, a mianowicie dlaczego ta sprawa uwikłań Lecha Wałęsy z początku lat 70. nie przeszkadzała panu czy nie podnosił jej pan w początkach lat 90., czyli w tym okresie dochodzenia Lecha Wałęsy do prezydentury i w czasie, kiedy pan był szefem Kancelarii Prezydenta. Dlaczego to wtedy nie wyszło?

Jarosław Kaczyński: Panie redaktorze, no przecież ja ani, sądzę, nikt poza stroną komunistyczną nie miał wtedy takiej wiedzy. I to są wmówienia. Tak samo jak jest wmówieniem to, że to myśmy inicjowali tę książkę. No, trudno z tym dyskutować, bo w Polsce są dwie reguły – może być książka tak poważnie udokumentowana, jak właśnie ta, o której mówimy i ona nie jest żadnym dowodem na nic, a z drugiej strony można rzucać na ludzi różnego rodzaju oskarżenia, nie dysponując nawet cieniem dowodu i mimo wszystko to funkcjonuje  w obiegu publicznym całkiem poważnie.

Jeśli chodzi o tamte lata, to ja w żadnym razie nie mogę zaprzeczyć, że ja słyszałem o takich oskarżeniach. O tym słyszałem jeszcze chyba nawet przed Sierpniem 80 roku. Natomiast późniejsza działalność Lecha Wałęsy przy wszystkich kontrowersjach, jakie wzbudzał, także w tzw. okresie karnawału w żadnym wypadku nie weryfikowała tego rodzaju tezy i dlatego też ona później jakby zamarła. Wróciła, kiedy Lech Wałęsa był kandydatem na prezydenta i wtedy z różnych bardzo stron tego rodzaju wieści do mnie dochodziły, także z tej strony, która dzisiaj tak niezwykle zaciekle Lecha Wałęsę broni. Nie wiem, jakby to wyglądało, gdyby druga tura ówczesnych wyborów była w innym składzie niż była, ale w każdym razie miałem prawo podchodzić do tego z dystansem. Później zostałem poinformowany już jako szef Kancelarii o pewnych szczegółach i mogłem nawet pewne dokumenty zobaczyć. Mówię to, chociaż wiem, że ten, który mi te dokumenty pokazał, dzisiaj się wyprze, ale pokazał mi.

Jacek Karnowski: A kto,  panie premierze?

Jarosław Kaczyński: No, chodzi o pana Milczanowskiego. Ale cóż ja mogłem wtedy zrobić? Gdybym to ogłosił publicznie, zostałbym zdezawuowany i uznany za człowieka niezrównoważonego psychicznie, już nie mówiąc o zdradzie tajemnicy państwowej (...).

Jacek Karnowski: A pan, panie premierze, widział oryginału dokumentów, czy te kopie tylko?

Jarosław Kaczyński: Ja widziałem teksty, które pan Milczanowski przedstawiał mi jako oryginalne.

Jacek Karnowski: Doniesienia TW „Bolek”.

Jarosław Kaczyński: Tak, jako oryginalne, sprawdzone grafologicznie i wtedy wywiązała się, pamiętam, między nami taka dyskusja, gdzie ja broniłem Lecha Wałęsy, mówiąc (nie będę przytaczał, z jakich względów), że nie bardzo wierzę, żeby to było jego autorstwa. No, on mi przedstawiał bardzo mocne argumenty za tym, że to jednak mogło być jego autorstwa i że było jego autorstwa. Zresztą najwyraźniej nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości. Powtarzam: wiem, że on dzisiaj będzie temu przeczył, ale to jest fakt, który zna przynajmniej kilka osób, bo jakiś czas po tym tym osobom, którym mogłem, które miały dostęp do tajemnicy państwowej, to relacjonowałem, ale nie byłem wtedy w stanie w sensie politycznym pójść dalej, już nie mówiąc o tym, że też nie miałem stuprocentowej pewności i też nie miałem stuprocentowej pewności, jaką politykę będzie prowadził Lech Wałęsa. Bo to, co jest kwestią najważniejszą, to jest to, jaki był finał. Finałem była skrajnie nieudana, szkodliwa dla Polski prezydentura Lecha Wałęsy, który robił będąc prezydentem dokładnie co innego, znaczy coś przeciwnego niż zapowiadał i umacniał w Polsce – i to bardzo intensywnie umacniał – system postkomunistyczny.

Jacek Karnowski: Panie premierze, czy Andrzej Milczanowski przyszedł do pana, pokazał: to są dokumenty TW „Bolek”? Identyfikował TW „Bolek” z Lechem Wałęsą wówczas?

Jarosław Kaczyński: Andrzej Milczanowski podczas wspólnego obiadu w restauracji sejmowej (byłem wtedy szefem Kancelarii, oczywiście, znaliśmy się dobrze z czasów podziemia), zaproponował mi, żeby do niego przyjść, do gabinetu szefa UOP, i ja – nie pamiętam, czy następnego dnia, czy po kilku dniach – przyszedłem, pokazał mi tam różne dokumenty, dotyczące zresztą nie tylko tej jednej osoby, i doszło do tej dyskusji, o której wspomniałem. Ja mogłem się z tym zapoznać. To tyle. Była też rozmowa na temat innych osób. Ta słynna lista Milczanowskiego, która została mi wtedy pokazana, była, powiedzmy sobie, nieporównanie dłuższa niż lista Macierewicza czy te inne listy, które później publikowano jako listę Milczanowskiego. To nie była ta sama lista. Nie wiem, oczywiście, czy była jedna lista Milczanowskiego, być może kilka różnych dokumentów (...).

Jacek Karnowski: Jaka była intencja Andrzeja Milczanowskiego?

Jarosław Kaczyński: A, tego po dziś dzień nie potrafię powiedzieć. Nie potrafię, oczywiście, też powiedzieć, czy wiedział o tym Lech Wałęsa, czy też nie wiedział, ale to w tej chwili jest nie do wyjaśnienia i nie ma znaczenia. Więc powtarzam: ja wtedy... ja najpierw, kiedy forsowałem rzeczywiście Lecha Wałęsę (chociaż tak przy okazji warto wspomnieć, że nie uczestniczyłem w kompanii wyborczej, bo wtedy już między nami był ostry spór, ale to tylko na marginesie), to miałem tylko taką wiedzę, jaka krążyła po kraju, a kiedyś krążyła po Solidarności, krążyła także po warszawskich salonach opozycyjnych jeszcze w latach 80–81, a w szczególności na jesieni 81 roku. Natomiast pierwszy raz dokumenty zobaczyłem wtedy. No, później było to, co przygotował zespół ministra Macierewicza. No, to była jakby weryfikacja tego, co wtedy zobaczyłem, tylko jeszcze pogłębiona. Ale przede wszystkim była praktyka Lecha Wałęsy, praktyka, która pokazywała, że coś musiało być. Jeżeli to wszystko zestawić, jeszcze teraz to, co zgromadzono w tej książce, to jest naprawdę bardzo solidny wywód. Ja wczoraj usłyszałem ocenę profesora historii, specjalisty od źródeł, kierownika Katedry Źródłoznawstwa, że to wyjątkowo wręcz rzetelnie zrobiona praca. (...)

Jacek Karnowski: Kto jeszcze, panie premierze, był w tym gronie, które wówczas widziało te oryginalne dokumenty?

Jarosław Kaczyński: Z tego co wiem, to tylko ja. No i, oczywiście, miał z tym wszystkim ścisły związek ich dysponent, a tym dysponentem był właśnie Andrzej Milczanowski.

Jacek Karnowski: Panie premierze, dlaczego pan dopiero teraz mówi o tym fakcie, że pan widział oryginały?

Jarosław Kaczyński: Wie pan, gdyby pan przyjrzał się moim wypowiedziom w ciągu ostatnich lat, wtedy, kiedy jeszcze się w ogóle Lechem Wałęsą zajmowałem, bo ja po utracie przez niego władzy niechętnie bardzo wypowiadałem się na jego temat, to by pan zobaczył, że to już kiedyś mówiłem.

Jacek Karnowski: Panie premierze, czas już nasz dobiega końca. Jeszcze chciałem pana zapytać o sprawę stoczni. Wczoraj pan zarzucił rządowi, że nic nie robi w tej sprawie, że to rząd zaniedbał kwestię stoczni. Platforma odpowiada, że to pański rząd zmarnował czas, ponieważ Komisja Europejska dała Polsce czas do końca czerwca zeszłego roku na załatwienie tej sprawy i że tego terminu nie dotrzymano, że to jest źródło kłopotów.

Jarosław Kaczyński: Po pierwsze przy końcu mojej władzy, a rzeczywiście trzeba było tutaj prolongat, bo sprawa była niezwykle wręcz trudna z różnych względów, także społecznych, odnoszących się do związków zawodowych, otóż za moich rządów rozdzielono dwie stocznie, tak jak obiecaliśmy – gdańską i gdyńską. Załatwiono prywatyzację gdańskiej i załatwiono środki, które miały wesprzeć gdyńską po to, żeby można było przeprowadzić prywatyzację. I gdybyśmy rządzili dalej, to w tej chwili sprawa byłaby załatwiona, już nie mówiąc o tym, że nikt inny jak ja sam załatwiłem we wrześniu albo to chyba był jeszcze sierpień roku 2006, z przewodniczącym Barroso, że klamka nie zapadła już przed przeszło dwoma laty, bo już wtedy właściwie Komisja postanowiła podjąć takie decyzje, które w efekcie musiałyby przynieść zniszczenie stoczni. Ja przekonałem przewodniczącego, że w Polsce to ma bardzo różne wymiary...

Jacek Karnowski: Symboliczne także.

Jarosław Kaczyński: ...także te symboliczne i że to byłoby coś niesłychanie niszczącego i na pewno zmieniałoby stosunek Polaków do Unii Europejskiej. I dzięki temu w ogóle ten okres przeszło już dwuletni dzisiaj czy prawie dwuletni dzisiaj został nam darowany. I naprawdę okres władzy Platformy Obywatelskiej zupełnie wystarczał, żeby te wszystkie operacje dokończyć, tylko że o to trzeba było zabiegać. Ja o to zabiegałem i w tych pierwszych rozmowach, i później także w innych kontaktach, a miałem ich sporo bezpośrednio z panem Barroso. No, minister Woźniak co miesiąc był w Brukseli. No, pan Grad się wybrał tam po raz pierwszy, o ile mi wiadomo, po to, żeby załatwiać tę sprawę. Więc tutaj mamy po prostu do czynienia po prostu z biernością, z takim przekonaniem Platformy Obywatelskiej, że jak my jesteśmy przy władzy, to po prostu wszystko się samo załatwi. No to gołym okiem widać, że ci ludzie uwierzyli we własną propagandę. No, tyle tylko, że trudno o cięższy zarzut w polityce niż właśnie tego typu wiara.

Jacek Karnowski: A pańskim zdaniem, panie premierze, te doniesienia włoskiej prasy o tym, że odebranie Polsce i Ukrainie organizacji następnych Mistrzostw Europy jest już bliskie, pan daje im wiarę, czy traktuje tak jak część opinii publicznej, że to są wymysły włoskich dziennikarzy, sezon ogórkowy?

Jarosław Kaczyński: No, mam nadzieję, że to są wymysły włoskich dziennikarzy. Wierzę w to, że to są wymysły włoskich dziennikarzy, bo nie widzę w tej chwili podstaw do takiej decyzji, bo chociaż jak we wszystkich sprawa i tu idzie to niesłychanie ślamazarnie i przy pani minister Jakubiak na pewno by te sprawy były dużo bardziej zaawansowane. Po drugie zresztą były te wpadki ze zmianami miejsca, gdzie ma być stadion i tak dalej, i tak dalej, ale w końcu jest jeszcze  sporo czasu i to, co jest prawdziwym wymogiem UEFA to jest przygotowanie stadionów i przygotowanie miejsc zakwaterowania, czyli w istocie hoteli bardzo wysokiej klasy dla piłkarzy, przy czym muszą być w pobliżu trzy boiska do treningu i musi być odnowa biologiczna. I to jest do zrobienia. To nie jest tak, że tego w tej chwili nie można zrobić, nawet gdyby to było w tej chwili zupełnie w lesie. Więc ja wierzę, że ten rząd nie jest tak nieodpowiedzialny i wręcz szalony, żeby tego nie zrobił.

Jacek Karnowski: Wczoraj w Sejmie doszło do takiego ciekawego incydentu – poseł PiS Tadeusz Cymański pojawił się na konferencji prasowej SLD i zadawał pytania, chociaż to była konferencja SLD, a Tadeusz Cymański nie jest dziennikarzem. Sporo dyskusji na ten temat. Lewica zapowiada skargę. To jest jakaś nowa taktyka czy samodzielna decyzja posła?

Jarosław Kaczyński: To była zupełnie samodzielna decyzja pana posła. Ja muszę sobie to obejrzeć, bo ja o tym usłyszałem, ale nie ukrywam, że przy pierwszym opowiadaniu o tej sprawie nie dałem wiary i myślałem, że ktoś się pomylił...

Jacek Karnowski: Poprosił mikrofon i zaczął polemizować.

Jarosław Kaczyński: ...że ktoś się po prostu pomylił. Porozmawiam na ten temat dziś jeszcze z moim kolegą. Zobaczę, z jakich przesłanek tego rodzaju decyzja wynikała. Być może został czymś po prostu sprowokowany, może nie znam jakiegoś drugiego dna.

Jacek Karnowski: Panie premierze, rząd zapowiada, że latem ministrowie będą pracowali i że nie będzie długich urlopów, no, najwyżej dwa tygodnie, a i to w wyjątkowych przypadkach. Czy opozycja w związku z tym pójdzie na urlop, czy pójdzie w ślady rządu?

Jarosław Kaczyński: Panie redaktorze, no, to jest przecież bardzo łatwa do przejrzenia gra. Temu rządowi – i słusznie – zarzuca się lenistwo, nieróbstwo i w tej chwili przy pomocy takiego taniego chwytu, który byłby bardzo szkodliwy, gdyby ci ministrowie rzeczywiście ciężko pracowali, bo człowiek musi kiedyś wypocząć, próbuje się odwrócić tę sytuację i doprowadzić to tego, żeby pan mi stawiał takie pytanie. Otóż, panie redaktorze, my mamy za sobą okres niezwykle ciężki sprawowania władzy wśród nieustannych ataków i różnego rodzaju szarpaniny, a później od razu bez żadnej przerwy przeszliśmy do tego wszystkiego, co trzeba było czynić w nowej sytuacji, no bo przecież próbowano nas wyeliminować, próbowano nas zmarginalizować. To wymagało też ogromnej pracy i  po prostu zasłużyliśmy na to, by odpocząć, tak jak wszyscy dobrze pracujący Polacy. Sądzę, żeśmy dobrze i ciężko pracowali i nie mamy powodu się wzorować tutaj na Platformie, której nieróbstwo staje się już po prostu przysłowiowe.

Jacek Karnowski: Z  pańskiego tonu wnioskuję, że pan uważa, że PiS najcięższe czasy ma już za sobą.

Jarosław Kaczyński: Wie pan, ja jestem już zbyt starym człowiekiem, żeby tak łatwo przyjmować, że coś już na pewno minęło. Zobaczymy, ale na pewno w tym momencie słońce trochę jaśniej świeci.

Jacek Karnowski: Bardzo dziękuję. Jarosław Kaczyński, były Premier, Prezes PiS, był gościem Sygnałów Dnia. Dziękuję, panie premierze.

Jarosław Kaczyński: Dziękuję.

(J.M.)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

"Przemek był człowiekiem na dobre i złe czasy"

Ostatnia aktualizacja: 21.04.2010 20:38
Na warszawskim Cmentarzu Wojskowym na Powązkach spoczął poseł PiS, Przemysław Gosiewski. W ostatniej drodze politykowi towarzyszyła najbliższa rodzina, przyjaciele, znajomi, prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński oraz działacze Solidarności z Ziemi Kieleckiej.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Szef PiS ma największe szanse na walkę z Komorowskim

Ostatnia aktualizacja: 20.04.2010 19:04
Prezes Prawa i Sprawiedliwości ma największe szanse zmierzyć się z Bronisławem Komorowskim w drugiej turze wyborów prezydenckich – wynika z sondażu przeprowadzonego na zlecenie „Rzeczpospolitej”.
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Jarosław Kaczyński wykorzysta wszystkie środki"

Ostatnia aktualizacja: 24.04.2010 12:12
Prawo i Sprawiedliwość w poniedziałek poinformuje, kto będzie kandydatem tej partii w wyborach prezydenckich. Politycy nie mają wątpliwości, że po śmierci Lecha Kaczyńskiego w wyborach wystartuje jego brat - Jarosław.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Duży wzrost zaufania do Jarosława Kaczyńskiego

Ostatnia aktualizacja: 28.04.2010 11:54
Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, premier Donald Tusk i szef MSZ Radosław Sikorski wciąż zajmują czołowe miejsca w rankingu zaufania do polityków - wynika z sondażu CBOS. W kwietniu znacząco poprawiła się pozycja prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego - ufa mu o 13 punktów proc. więcej osób niż przed miesiącem.
rozwiń zwiń