Sygnały Dnia 23 sierpnia 2018 roku, rozmowa z Jarosławem Gowinem

Ostatnia aktualizacja: 23.08.2018 08:15
Audio
  • Jarosław Gowin o przyspieszeniu prac KRS nad wyborem sędziów (Jedynka/Sygnały dnia)

Piotr Gociek: Jarosław Gowin, wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego, jest gościem Sygnałów Dnia i radiowej Jedynki. Dzień dobry, panie premierze.

Jarosław Gowin: Witam serdecznie.

Ale nie od spraw nauki zaczniemy, tylko jeszcze od kwestii wymiaru sprawiedliwości. Tu też się będę odwoływał do pana doświadczenia również z czasu, gdy był pan ministrem sprawiedliwości. Krajowa Rada Sądownictwa zdążyła już przesłuchać kandydatów na wakujące miejsca w Sądzie Najwyższym i dziś rozpoczęła kolejne posiedzenie, na którym już ma wydać rekomendacje dla prezydenta Andrzeja Dudy. Skąd to przyspieszenie? Tak jak tłumaczy minister Ziobro, że trzeba jak najszybciej sprawić, żeby izby, między innymi ta dyscyplinarna, nowa, zaczęła działać, czy jakieś jeszcze inne tu jest ukryte ostrze?

To jest autonomiczna decyzja Krajowej Rady Sądownictwa, natomiast ja mogę powiedzieć tylko jako obywatel, że cieszę się z tego przyspieszenia, bo rzeczywiście – tak jak mówi pan minister Ziobro – zmiany w wymiarze sprawiedliwości nie powinny czekać. Jeżeli są wakaty w tych istniejących izbach, to trzeba je jak najszybciej uzupełnić. No i warto powołać tę nową izbę dyscyplinarną. Od dawna, jeszcze jako minister sprawiedliwości, uważałem, że potrzebna jest jakaś forma zwiększenia nadzoru dyscyplinarnego, takiego etyczno-dyscyplinarnego, nad stanowiskiem sędziowskim. Nie może być tak, że sędziowie w swoich sprawach są nomen omen sędziami.

Ale na razie to jest tak, że to środowisko sędziowskie czy też mówię o adwokatach, o notariuszach, stara się porządkować, ale w inną stronę i z innego powodu, swoje szeregi, chociażby ten głośny przykład: bydgoski adwokat Grzegorz Hawryłkiewicz ukarany przez okręgową radę adwokacką usunięciem z jej szeregów za to, że zgłosił swą kandydaturę do Sądu Najwyższego.

Dla mnie to jest na dwa sposoby znamienne. Po pierwsze nasuwa się pytanie, kto tutaj naprawdę ma ciągoty autorytarne: czy my, przedstawiciele obozu rządowego, czy właśnie przedstawiciele szeroko rozumianego obozu naszych oponentów, a większość korporacji prawniczych sytuuje się po tej drugiej stronie i bardzo mocno również w niektórych przypadkach sami sędziowie angażują się już w bieżącą politykę.

Drugi sposób czy drugi powód, dla którego uważam te sytuacje za znamienne, ma związek z moimi wspomnieniami. Ja próbowałem reformować wymiar sprawiedliwości w taki sposób, w jaki w tej kadencji skutecznie reformuję naukę i szkolnictwo wyższe. Zaprosiłem środowisko naukowców do dialogu, dialog trwał 2,5 roku, wypracowaliśmy rozwiązania, które popierane są przez wyraźną większość środowiska.

Podobnie chciałem reformować w kadencji 2011–15 sądownictwo. Tam natrafiłem na kompletny mur niechęci. I odchodząc ze stanowiska ministra sprawiedliwości, przestrzegałem środowisko sędziowskie, że jeżeli będą tak zamknięci na jakiekolwiek reformy, a te reformy są niezwykle potrzebne, to wcześniej czy później zamiast operować skalpelem, trzeba będzie operować młotkiem. I, niestety, teraz przyszedł czas na bardzo radykalne, głębokie zmiany. Ja mogę powiedzieć z nutką żalu i rozczarowania, że w ogóle w środowisku sędziowskim nie widzę jakiejkolwiek refleksji na temat tego, jak powinien wyglądać docelowy model wymiaru sprawiedliwości, bo jeżeli sędziowie mówią, że żyjemy na najlepszym z możliwych światów i że trzeba zachować status quo albo wrócić do rozwiązań sprzed roku 2015, to mało kogo w Polsce taka postawa satysfakcjonuje.

A ta refleksja na temat reformy wymiaru sprawiedliwości po stronie rządzącej, to po którym etapie się zatrzymała? Bo jest zgoda co do tego bardzo wielu środowisk, że zmiany personalne były potrzebne, ale jednocześnie bardzo wielu wskazuje, że nie może na tym się skończyć, że są potrzebne bardzo daleko idące zmiany instytucjonalne, a rozpoczęto to wszystko od góry, tymczasem to, co tak naprawdę dotyczy zwykłego obywatela, to jest to, co dzieje się niżej, najniżej, tam ta sytuacja najgorzej wygląda, bo tam są najdłuższe kolejki, tam najczęściej są skargi na samowolę sędziów, na dziwne decyzje.

Na pewno konieczne są takie usprawnienia obecnego modelu wymiaru sprawiedliwości, które ograniczą tę największą plagę polskich sądów, czyli przewlekłość, długość trwania spraw. Natomiast ja mam też świadomość, że te zmiany, które wprowadzamy obecnie, one w pewnym sensie mają charakter taki pomostowy, przejściowy, dlatego że potrzebujemy nowej Konstytucji, to jest rzecz bezdyskusyjna, i w tej nowej Konstytucji powinien zostać zaprojektowany docelowy model wymiaru sprawiedliwości.

Ja też pamiętam, że jeszcze na samym początku kadencji tej 2015–2019 minister Ziobro mówił o tym, że też daleko idąca reforma na przykład, która mogłaby znieść jeden szczebel samorządów, też była planowana, potem o tym ten temat zupełnie ucichł.

Ja też byłem jako minister sprawiedliwości zwolennikiem likwidacji jednego ze szczebli, bo ta struktura jest bardzo skomplikowana, nadmiernie rozbudowana, przez to bardzo niewydolna. Bijemy światowe rekordy, jeżeli chodzi o liczbę sędziów funkcyjnych, prezesów, wiceprezesów, przewodniczących wydziałów. Natomiast pan minister Ziobro natrafił na to, o czym już mówiłem, na to samo, z czym ja się zderzyłem – na ten mur niechęci do jakichkolwiek reform – i skoncentrował się na zmianach, które pan redaktor określił jako zmiany od góry. Natomiast na pewno, jeżeli Zjednoczona Prawica wygra najbliższe wybory, będziemy kontynuowali tę reformę wymiaru sprawiedliwości i wtedy trzeba wrócić na przykład do pytania, czy rzeczywiście jeden ze szczebli sądownictwa nie powinien być zlikwidowany. Ja uważam, że powinien.

Teraz o budżecie na rok 2019. Innowacja i nauka – jest pan zadowolony z tego, ile pieniędzy zostało w tym projekcie na te potrzeby przygotowane, jako minister nauki i szkolnictwa wyższego?

Każdy minister chciałby więcej, ale w przyszłym roku na naukę i szkolnictwo wyższe rząd przewiduje wzrost nakładów o miliard 350 milionów oraz dodatkowo wydamy też obligacje skarbu państwa tym razem adresowane do uczelni publicznych w łącznej wysokości 3 miliardów, czyli ten wzrost nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe będzie bardzo zdecydowany. Osobna sprawa to kwestie podwyżek. Ustawa, którą kilka tygodni temu podpisał pan prezydent...

Mówi pan o Konstytucji dla nauki...

Mówię o Konstytucji dla nauki.

Zapowiadał pan przy tej okazji, że będą podwyżki dla wykładowców akademickich od początku roku 2019.

I tak będzie. Po pierwsze ta ustawa przesądza o tym, że minimalne wynagrodzenia wzrastają w przypadku adiunktów. To jest wzrost o około 20%. Oczywiście, mówię o wynagrodzeniach minimalnych. Ale akurat jeżeli chodzi o doktorów, to, niestety, duża część z nich zarabia na tym minimalnym dopuszczalnym przez prawo poziomie, więc wielu z nich odczuje realny wzrost wynagrodzeń w sposób bardzo wymierny. Wzrosną też wynagrodzenia minimalne dla profesorów i pozostałych grup. Natomiast chcę powiedzieć, że z tego miliarda 350 milionów, o które udało mi się powiększyć budżet mojego resortu, w przyszłym roku dla wszystkich pracowników uczelni, zarówno tych akademickich, jak i nieakademickich, przewidujemy wzrost wynagrodzeń średnio o 7%. Liczę na to, że w kolejnych latach będziemy ten wzrost wynagrodzeń kontynuować.

Za mniej niż dwa miesiące już mogę powiedzieć, bo skoro dziś 23 sierpnia, a wybory 21 października, za mniej niż dwa miesiące Polacy będą wybierać władze samorządowe, ale szczerze mówiąc, jakoś nie odczuwa się gorączki kampanijnej jeszcze. No, może wyjąwszy Warszawę, gdzie ten pojedynek Trzaskowski–Jaki bardzo rzeczywiście mocno rozpala emocje i mediów, i myślę części obserwatorów polityki. Taki późny trochę chyba start nas czeka kampanii samorządowej. Kto może na tym zyskać, kto może na tym stracić?

Nie zastanawiałem się nad tym, ale jako polityk z parunastoletnim stażem rzeczywiście mam wrażenie, że to będzie rekordowo krótka kampania, niespełna dwumiesięczna. Na razie wszystkie partie jeszcze trochę stoją w blokach, obóz Zjednoczonej Prawicy od początku września bardzo intensywnie zaangażuje się w tę kampanię. Mam na myśli przede wszystkim zaangażowanie ze strony samych kandydatów, ale zorganizujemy też konwencję krajową, na początku września przedstawimy nowe rozwiązania programowe. Czy ktoś na tej krótkiej kampanii zyskuje? Trudno powiedzieć, ja nie poważyłbym się dzisiaj na jakiekolwiek spekulacji.

To jeszcze dwa słowa o pana Krakowie ulubionym. Małgorzata Wassermann prowadzi... no, wyprzedza o jeden punkcik procentowy w sondażach Estymatora dla portalu Do Rzeczy.pl, jeśli chodzi o bój o stanowisko prezydenta Krakowa, 40 do 39. To jest sensacyjny wynik? Zaskakujący wynik? Czy spodziewał się pan takiego wyniku?

Nie jestem zaskoczony tym wynikiem z dwóch powodów. Po pierwsze nie są tajemnicą rozmaite kłopoty pana prezydenta Majchrowskiego i wewnątrz jego zaplecza. Przypomnę niedawną dymisję jednej z pań wiceprezydentów, no ale też Jacek Majchrowski ze względów, których nie wyjaśnia, jest bardzo mało aktywny w Krakowie. Ale z drugiej strony nie jestem zaskoczony tym bardzo dobrym wynikiem pani poseł Wassermann, bo parokrotnie uczestniczyłem z nią w różnych uroczystościach, ostatnio w dożynkach nowohuckich czy w dożynkach w kolejnej z dzielnic Krakowa, w Kantorowicach, i widziałem, jak znakomicie jest przyjmowana i jak świetny jest kontakt między nią a mieszkańcami Krakowa. Nie wykluczam, że ten bardzo dobry odbiór jej kandydatury przełoży się na dużą niespodziankę, jaką byłby w Krakowie triumf kandydatki Zjednoczonej Prawicy.

To zaskoczę pana na koniec, bo o piłkę nożną jeszcze chciałem zapytać. Rozmawia pan o piłce nożnej czasem z ministrem sportu, a może i z premierem Morawieckim? Ja już państwu wyjaśnię, dlaczego. Bo tak mi się w głowie składa – fatalne wyniki polskiej reprezentacji, ale jeszcze gorsze wyniki polskich klubów w eliminacjach do europejskich pucharów, wołanie o rozszerzenie... o wprowadzenie nowego systemu szkolenia, nowe boiska dla młodzieży i tak dalej, i tak dalej. W Belgii, kiedy rozpoczął się ten cud, który doprowadził Belgów na tegorocznych mistrzostwach świata, to był taki program, w którym brał udział i związek piłkarski, i również rząd tamtejszy, i tamtejsze akademie. No, tak się składa, że akademie wychowania fizycznego to w pana gestii, ministra nauki. Bardzo jestem ciekawy, czy w rządzie w ogóle ktoś zauważył ten problem – polska piłka, innowacje, szkolenie, szkoły wyższe i tak dalej.

A teraz ja pana zaskoczę, bo proszę sobie wyobrazić, że rozmawiałem z panem premierem po tej niesławnej klęsce Legii Warszawa w potyczce z mistrzem Luksemburga, rozmawialiśmy na temat tego, że trzeba próbować pomóc środowisku piłkarskiemu, bo ono jest, oczywiście, autonomicznym, my możemy pomóc, nie możemy niczego narzucać, ale trzeba wyjść z taką ofertą pomocy. Na razie czekamy na ruch ze strony władz polskiej piłki nożnej, z jednej strony PZPN-u, tu akurat myślę, że do działań pana prezesa Bońka nie można mieć żadnych zastrzeżeń, ale z drugiej strony liczę teraz jako kibic, to mogę powiedzieć, jako były piłkarz, liczę na wreszcie jakąś refleksję po stronie władz Ekstraklasy, bo reprezentacji rzeczywiście nie udały się te mistrzostwa, ale generalnie w ostatnich latach idziemy wyraźnie w górę. Natomiast to, co się dzieje w polskiej Ekstraklasie, to jest, niestety, degrengolada.

Mówił Jarosław Gowin, wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego, gość Sygnałów Dnia w radiowej Jedynce. Dziękuję, panie premierze.

Dziękuję.

JM

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak