„Przecieraliśmy ze zdumienia oczy”

Ostatnia aktualizacja: 03.11.2008 09:07
Wprowadzono mechanizm wręcz zachęcający, aby w 2009 zwalniać ludzi mających uprawnienia i zatrudniać innych, którzy już tego uprawnienia nie będą mieć
Audio

Wiesław Molak: Naszym gościem w gdańskim studiu Sygnałów Dnia jest Janusz Śniadek, Przewodniczący Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Dzień dobry, witamy w Sygnałach.

Janusz Śniadek: Dzień dobry, witam.

W.M.: Czytał pan dzisiejszą Rzeczpospolitą?

J.Ś.: Niestety.

W.M.: „Stocznie bez statków, jeśli polski rząd zgodzi się na  plan zaproponowany przez Komisję Europejską, przekreśli szanse na dalszą produkcję statków w Gdyni i Szczecinie”. Do dziś ma się zgodzić, bo dziś mija termin.

J.Ś.: No więc ja przyznam, że ciągle z niesłychanym niepokojem przyglądam się temu, co się dzieje. Jak na razie nie będę publicznie komentował, co o tym myślę, przyjdzie na to pora, na razie wszyscy w Polsce myślę trzymamy kciuki za to, żeby się udało.

W.M.: Unijna komisarz Nelly Kroes  podkreśla, że przy sprzedaży majątku zakładów rząd nie powinien się kierować tym, by utrzymać tam produkcję stoczniową. Przetarg ma być otwarty, bez preferencji dla inwestorów z branży, a najważniejszym kryterium ma być cena.

J.Ś.: Panie redaktorze, tym, czym się powinien kierować rząd i myślę również Unia Europejska powinno być dobro tych społeczeństw i Unii Europejskiej, i Polski. I to powinno być absolutnie priorytetowe kryterium. Natomiast elementy ekonomiczne są ważne. To, co nas niesłychanie niepokoi, to rozdrobnienie stoczni na drobne składniki i sprzedaż oddzielnie jest też wyrokiem śmierci, a więc tylko wyborem sposobu umierania. Więc tutaj wypowiedzi pani komisarz raczej niesłychanie nas niepokoją.

W.M.: Ale czy Unia może, Komisja Europejska może się cofnąć z tego zdania?

J.Ś.: Okazuje się, że nie ma niezłomnych zasad, że w sprawach dofinansowania czy pomocy publicznej w tej chwili w obliczu tego ogromnego kryzysu ta pomoc jest monstrualna, w kontekście której pomoc dla stoczni wydaje się zupełnie śmieszna.

W.M.: A czy jest jeszcze szansa na rozmowy, jeszcze jest szansa na dyskusje, jeszcze jest szansa na przekonywanie?

J.Ś.: Uważam, że dopóki stocznie żyją, jest czas na wszystko.

W.M.: „Związki zbroją się na wojnę z rządem” – taki tytuł przeczytałem w jednej z gazet. Chodzi o to, że w środę będzie pikieta przed sejmem. Uda wam się coś osiągnąć? Chodzi o emerytury pomostowe.

J.Ś.: Panie redaktorze, przyznam, że myślę... znaczy jednym z niedobrych elementów naszej rzeczywistości są te różne epatujące publiczność, przyciągające uwagę tytuły w sprawie naszego pobytu w Ministerstwie Pracy. Myśmy na piśmie wydali komunikat i trzeba było nie umieć czytać albo nie chcieć czytać, w którym jasno mówiliśmy, że nie ma mowy o żadnej okupacji i że przebywamy tam chwilowo, uprzejmie czekamy na pana premiera. Nie doczekaliśmy się, wyszliśmy. Myślę, że również i teraz mowa o jakiejś wojnie... Podjęliśmy kampanię informacyjną również i po to... informacyjno–protestacyjną, również po to, żeby się przełamać przez ten pewien mur blokady informacyjnej, żeby premier i wiele innych osób przestało rozmawiać sami ze sobą, a wreszcie odpowiedzieli na nasze pytania, nasze obawy, nasze wątpliwości, które wyrażamy, artykułujemy i na które odpowiedzi mamy prawo i nie tylko prawo się domagać, ale powinniśmy ją uzyskać.

W.M.: 250 tysięcy – tyle osób ma zachować prawo do emerytury pomostowej. W tej chwili to jest ponad milion osób. Pan powiedział w jednym z wywiadów, że będziecie walczyć „do upadłego”. Co to znaczy?

J.Ś.: No więc ja pytam z kolei, co to znaczy – raz się słyszy 130, kiedy indziej 250, potem jeszcze inne liczby, skoro z drugiej strony się twierdzi, że to kryteria medyczne i w oparciu o nie komisje lekarskie mają uznawać te uprawnienia i znajdować osoby, które się kwalifikują, a więc to powinna być pewna liczba wynikowa. Stąd domagamy się, żeby rzeczywiście kryteria medyczne były zastosowane po pierwsze.

Natomiast o tej walce do upadłego mówiłem w kontekście troszkę innym. Otóż ta ustawa, która w tej chwili jest wprowadzana, niesie ze sobą dwie sytuacje, którą nikt ani ze względów jakichś oczywistych, racjonalnych, ale również etycznych zaakceptować nie powinien. Przede wszystkim wprowadza się wygasanie świadczeń w zależności od daty. Nie likwiduje się warunków szkodliwych, które się funkcjonuje, natomiast wygasa się świadczenie. To jest pierwsza sytuacja nie do przyjęcia.

I druga, którą z najwyższym zdumieniem odkryliśmy w tej ustawie, która trafiła do parlamentu, że tam wprowadzono mechanizm pozwalający, wręcz zachęcający pracodawców, aby przez ten kolejny rok 2009 zwalniali ludzi mających uprawnienia po to, żeby nie płacić żadnych składek, i w to miejsce zatrudniać innych, którzy będą pracowali dokładnie w tych samych warunkach, ale już tego uprawnienia nie będą mieli. Więc przyznam, że to jest tak niewiarygodne, że nie mogliśmy uwierzyć, przecieraliśmy oczy, kiedy znajdowaliśmy to w tej ustawie.

W.M.: Kolejarze zapowiedzieli już strajk. Czy przyłączą się  do nich także inne grupy zawodowe? Czy jest jakiś plan?

J.Ś.: Nie ma żadnego planu. Z całą pewnością poszczególne grupy zawodowe, które boleśnie dotykane są tą ustawą, będą takie akcje protestacyjne prowadzić, będą miały na pewno poparcie nas wszystkich i będziemy oczekiwali, że premier – zamiast antagonizować różne grupy społeczne pomiędzy sobą – będzie wyjaśniał, tłumaczył, że nie mają racji, nie opowiadał o tym, nie przeciwstawiał sobie nawet jakichkolwiek mniejszości.

W.M.: Premier powiedział, że będzie twardy dla związkowców i się nie ugnie i że projekt jest rzetelny, a w sejmie ma większość.

J.Ś.: Niech pan  premier będzie twardy, jeśli tego potrzebuje, natomiast ma obowiązek szanować wszystkich obywateli, wszystkich Polaków i odpowiadać na stawiane pytania. Nie dyskutować, nie prowadzić dialogu samemu ze sobą, tylko odpowiadać na te pytania, które my stawiamy, na które odpowiedzi oczekujemy. Pan premier – tu, nad tym ubolewam – nie znalazł czasu w sierpniu na to, żeby się spotkać z pracownikami, również teraz z przedstawicielami związków...

W.M.: Ale zaprosił was do Centrum Dialogu.

J.Ś.: Został zaproszony przez nas na spotkanie z komisją trójstronną kilka dni wcześniej. We środę, kiedy dowiedzieliśmy się ze zdumieniem, że pan premier nie znalazł dla nas czasu, postanowiliśmy uprzejmie zaczekać, czekaliśmy blisko 24 godziny. Również i wtedy nie znalazł czasu. Ubolewamy nad tym. Pan premier doskonale wie, że to zaproszenie do Centrum Dialogu trójki liderów w sytuacji, kiedy w Ministerstwie Pracy czekało nas dwadzieścia parę osób, było niesłychanie niegrzeczne wobec wszystkich pozostałych ludzi. Nie mogliśmy tego zaproszenia przyjąć. Przekazywaliśmy to drogą, powiedzmy, pisemną w mniejszym gronie, dzisiaj mówimy to publicznie.

W.M.: Co pan sądzi o takim pomyśle: „kilkuletni płatny urlop przedemerytalny”? Taką propozycję szykuje rząd dla nauczycieli, by ustąpili w sporze o wcześniejsze emerytury?

J.Ś.: Ja, panie redaktorze, powiem w ten sposób: z jednej strony sam sygnał, że być może poszukuje się jakichś dobrych rozwiązań, jest pozytywny, natomiast jak na razie nie wiem, czy to jest jakaś konfabulacja medialna, czy to jest faktem. I dopiero do kiedy przekonam się, że to jest autentycznie propozycja rządu, będę się do tego poważnie odnosił w oparciu o opinie kolegów z oświaty, koleżanek i kolegów z oświaty.

W.M.: Kolejny projekt,  propozycja: emeryci będą mieli wypłacane świadczenia, nawet jeśli nie rozwiążą stosunku pracy ze swoim pracodawcą. Opozycja i eksperci domagają się całkowitego zniesienia limitów dorabiania dla emerytów. Czy związkowcy są też za takimi rozwiązaniami?

J.Ś.: Generalnie, panie redaktorze – i na tym opierały się nasze rozmowy już od miesięcy, żeby nie powiedzieć lat – jest poszukiwanie rozwiązań jakby miękkich, pośrednich, łagodzenie tej trudnej sytuacji, a więc każde takie rozwiązanie, pod warunkiem że będzie akceptowane społecznie, akceptowane przez samych zainteresowanych, na pewno będzie pożądane.

W.M.: A może by zrobić w ten sposób, że albo wszyscy mają prawo do emerytur pomostowych, albo nikt nie ma takiego prawa, bo zawsze znajdą się ci, którzy powiedzą: a ja ciężko nie pracuję? Nie chciałbym pójść na wcześniejszą emeryturę?

J.Ś.: Panie redaktorze, gdyby przyjąć i uchwalić, że wszyscy jesteśmy jednakowo zdrowi i że pracujemy w jednakowo szkodliwych, niedogodnych, niesprzyjających zdrowiu warunkach, to można by o takich rzeczach rozmawiać. Ponieważ tak nie jest, w oczywisty sposób zupełnie, nie muszę tego udowadniać, takiej równości, podobnie jak równości w zarobkach, wprowadzić nie można.

W.M.: Wymienię panu kilka zawodów i proszę powiedzieć, komu by pan przyznał emeryturę pomostową – dżokej, nurek, kierowca tira, drwal. To ciężkie zawody.

J.Ś.: Panie redaktorze, no więc właśnie, w taki sposób prowadząc rozmowy, dialog, konfliktujemy się. Ja uważam, że te sprawy, skoro powiedzieliśmy: kryteria medyczne i komisje lekarskie, to zgódźmy, pozostańmy przy tym i przestańmy robić publiczne igrzyska, wymieniając zawody, osoby, skłócając ludzi ze sobą.

W.M.: Tylko kryteria medyczne, prawda? I opinia lekarza.

J.Ś.: Tak, takie stanowisko przyjął Związek. W każdym razie nie do przyjęcia dla nas jest to, żeby publicznie rozgrywać jak gdyby tych ludzi między sobą, żeby to urzędnicy administracyjnymi decyzjami albo politycy w sejmie głosując rozstrzygali kwestie, które wymagają naprawdę wielkiej kompetencji opinii i decyzji ekspertów.

W.M.: Bardzo dziękuję za rozmowę. Janusz Śniadek, Przewodniczący Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, był gościem Sygnałów Dnia.

J.Ś.: Dziękuję.

(J.M.)

Czytaj także

Niepokoi mnie, czy debata nie ma ukrytego celu

Ostatnia aktualizacja: 18.05.2009 09:44
Powstrzymywałbym się od udziału w jednej konkretnej debacie, póki nie będę miał pewności, że to nie jest tylko swego rodzaju spektakl polityczny.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Naprawiamy to, co chore

Ostatnia aktualizacja: 15.11.2008 10:01
Gdyby np. w KGHM zlikwidować płacenie bossom związków zawodowych, każdy pracownik otrzymałby 588 zł rocznie dodatku. Lepiej dać ludziom te pieniądze.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Walczymy już o bezpieczeństwo publiczne

Ostatnia aktualizacja: 19.11.2008 09:36
Żonglowanie liczbami 250 tysięcy, 700 tysięcy jest nieprawdziwe. Będziemy w Europie kuriozum, w którym w tych zawodach likwiduje się tzw. pomostówki.
rozwiń zwiń