Konieczny jakiś kontrakt z nauczycielami

Ostatnia aktualizacja: 20.11.2008 09:48
Jeżeli nauczyciel czuje się wypalony i już czekał na wcześniejszą emeryturę i nagle się dowiaduje, że nie, no to rząd zrobił mu niezłego psikusa.
Audio

Jacek Karnowski: Naszym gościem jest Marek Borowski, były Marszałek Sejmu, obecnie Koło Polskie SDPL Nowa Lewica. Dzień dobry, panie marszałku.

Marek Borowski: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.

J.K.: Panie marszałku, o co chodzi w tej rozgrywce wokół pomostówek pańskim zdaniem? No bo PSL zgłosiło wczoraj projekt utrzymujący część przywilejów nauczycielskich, a potem zaraz Platforma wycofała się z tego. Jak pan odczytuje tę grę?

M.B.: No, zacząć trzeba od tego, że nauczyciele to jest podstawowa grupa, która była objęta i jest jeszcze objęta emeryturami wcześniejszymi i to jest gdzieś chyba 40% całości. I jakiś kontrakt z nimi był absolutnie konieczny, jeżeli rząd chciał i nie tylko rząd, społeczeństwo generalnie chciało jakoś wyjść z twarzą z tego całego nagłego zahamowania, wyeliminowania emerytur pomostowych. Ja zresztą wypowiadając się w imieniu koła Socjaldemokracji Polskiej, a  także Demokratycznego Koła Poselskiego nad emeryturami pomostowymi, powiedziałem, że rozumiejąc potrzebę ograniczenia liczby stanowisk, miejsc pracy i tak dalej, to jest oczywiście konieczne i to akceptujemy, jednakże uważamy, że jakiś kontrakt z nauczycielami jest absolutnie konieczny i że od tego właściwie uzależniamy swoje stanowisko. No, potem się okazało, że rząd mimo takiej twardości postawy, że tu z nikim ani guzika i tak dalej, i tak dalej, no, jednak też zrozumiał, że tej sprawy tak nie można zostawić i zaczęto przygotowywać jakieś projekty, jakieś projekty przejściowe, jakieś częściowe i tak dalej. I wydaje mi się, że w tej sprawie w rządzie po prostu nastąpiła rywalizacja, kto z takim projektem wyjdzie, no bo on jest jednak pozytywny dla nauczycieli...

J.K.: Minister Jolanta Fedak, która nie wygląda na osobę...

M.B.: A właśnie.

J.K.: ...z najszybszym refleksem w rządzie, jednak okazało się, że to ona pierwsza wystąpiła, a nie Michał Boni na przykład.

M.B.: Proszę pana, wielokrotnie przekonałem się, że kobiety potrafią nas zaskoczyć pozytywnie i właśnie PSL uznał, że w końcu jest to ich resort. Jest to ich resort i pani minister ma prawo z projektem wystąpić. No, Platforma prawdopodobnie chciała, żeby wyszło to z jakichś rozmów pana Boniego i w efekcie żeby to był sukces Platformy. No, wyszło z tego to, co wyszło, tzn. projekt, który został zakwestionowany przez Platformę. Z całą pewnością jakiś się pojawi, ja jestem przekonany, ta sprawa... już mleko się wylało...

J.K.: Być może premier osobiście ogłosi...

M.B.: Coś musi powstać w tej sprawie i zresztą uważam, że powinno zdecydowanie. Tu...

J.K.: To jest taktycznie ryzykowne, no bo jeżeli mamy naprzeciwko siebie kilkadziesiąt grup społecznych, które protestują i jednej ustępujemy, no to pozostałe tym bardziej czują się zobowiązane bronić przywilejów do końca.

M.B.: Oczywiście, że jest, ale też ja uważam, że rząd źle podszedł do tych pomostówek, dlatego że proszę państwa, wyobraźmy sobie osobę, która przepracowała wiele lat, jeszcze powiedzmy sobie troszkę jej brakuje do tego limitu, który powinna osiągnąć, no i nagle się dowiaduje, że no właśnie kończy się ten system i będzie musiała pracować jeszcze 5 lat dłużej. Powiedzmy sobie, że w przypadku zawodu nauczycielskiego może to być szczególnie nawet niebezpieczne i szkodliwe. Przecież nauczyciel pracuje z młodzieżą. To nie jest człowiek, który na taśmie produkuje jakieś wylewki czy jakieś proste rzeczy, tylko pracuje z młodymi ludźmi i musi być, że tak powiem, psychicznie i fizycznie do tego przygotowany. Jeżeli nauczyciel czuje się wypalony, jeżeli już męczy go po prostu ta praca z młodzieżą i on już czekał na ten moment, że odejdzie na tę wcześniejszą emeryturę i nagle się dowiaduje, że nie, no to trzeba powiedzieć, że rząd zrobił mu niezłego psikusa. I dlaczego tak się stało? Trudno mi powiedzieć, wydaje mi się, że tutaj zawiodło trochę takie wyczucie społeczne w rządzie, a może była też taka pogoń za jakby zrobieniem wreszcie jakieś reformy...

J.K.: Bo to jest taka potrzeba, rok siedzimy w rządzie, prawda...

M.B.: ...ponieważ cały czas zarzucano rządowi, że nic nie robi, no to my zrobimy. No ale to trzeba zrobić z głową.

J.K.: Panie marszałku, gdyby pan był w rządzie, jakby pan się zachował w obliczu kryzysu gospodarczego, i – to już jest pewne – konieczności zmiany budżetu? Będzie korekta, minister Rostowski wczoraj powiedział, że 3,5% wzrostu gospodarczego, że tak przewiduje na przyszły rok.

M.B.: No, to może być też założenie optymistyczne, chcę powiedzieć. W tej chwili jeśli chodzi o przewidywania ekspertów, to one w tym takim podstawowym przedziale wahają się między 2,5 a 3,5, czyli tutaj jeśli minister zaproponuje 3,5, tzn. że przyjmuje ten górny pułap, ten najbardziej optymistyczny pułap. Oby tak było. Korekta wydaje się w tej chwili już konieczna. Ja zresztą nie tak dawno miałem możność rozmawiać z wysokimi urzędnikami w Ministerstwie Finansów i, oczywiście, były dwie możliwości – można czekać i dokonywać takiej korekty w przyszłym roku przypuśćmy, ale to jest niebezpieczne, dlatego że pewne wydatki idą od stycznia i albo się je od razu przykróci, albo potem jest strasznie trudno je zmniejszyć, więc...

J.K.: A dla  pana deficyt budżetowy jest świętością na obecnym poziomie?

M.B.: Nie, nie jest świętością, aczkolwiek nie można przesadzać. Ja uważam, że... my zaczęliśmy rozmowę o euro. Jeśli poważnie mamy to potraktować, to oczywiście tzw. kryterium fiskalne, czyli te maksimum 3% produktu krajowego brutto, deficyt budżetowy w wysokości maksimum 3% produktu krajowego brutto powinien być utrzymany, przy czym nie na poziomie 2,90. To musi być wyraźnie niżej, czyli w związku z tym jakiś ruch jeśli chodzi o deficyt może być dokonany, ale niewielki. No i tu trzeba będzie zmniejszać wydatki.

J.K.: Gdzie?

M.B.: A, to będzie problem, bo też ja uważam, że tutaj nie ma jakichś takich oczywistych rezerw, to tak czekają... no, chyba że rząd coś tam ukrył i jest w stanie to zrobić, ale to na pewno nie na wielką skalę. Natomiast trzeba się zdecydować, jakie są priorytety rządu. Ja np. uważam, że trzeba by się zastanowić nad, powiedzmy sobie, tempem wzrostu wydatków na wojsko, na obronność. W tym budżecie, który w tej chwili jest, to jest chyba najwyższy wskaźnik, prawie najwyższy wskaźnik, ponad 10%, natomiast chodzi o to, żeby jak najbardziej oszczędzić edukację na przykład, naukę, żeby te dziedziny nie poniosły uszczerbku.

J.K.: Panie marszałku, czy śledzi pan obrady komisji śledczej ds. nacisków? Afera gruntowa teraz jest badana, no i postaci takie barwne, znane – Janusz Kaczmarek, Andrzej Lepper, dziś Zbigniew Ziobro.

M.B.: No, od niektórych się już odzwyczaiłem i nie żałuję tego, powiem szczerze, tak że niespecjalnie mnie one przyciągają przed telewizor. Jeśli chodzi o barwne wypowiedzi, to można powiedzieć, że Polska jest w czołówce z całą pewnością europejskiej i tego mi też nie brakuje. Natomiast tak patrzę od czasu do czasu, oczywiście, i czytam, czytam, tak że można powiedzieć jakiś wybór co ciekawszych wypowiedzi. No i ja myślę tak, że raczej w tej sprawie, podobnie jak w innych, do niczego się nie dojdzie specjalnie. Może tam gdzieś na marginesie będą jakieś nieprawidłowości. Generalnie rzecz biorąc, cała ta sprawa pokazuje, jak działał rząd trójpartyjny, czyli PiS-u, Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony, że była to koalicja, która gniła, właściwie od samego początku była nieporozumieniem, a potem gniła coraz bardziej i to, co się wewnątrz działo, to był horror po prostu zwyczajnie i tam żadnych świętych nie ma.

J.K.: Na koniec jeszcze jedno  pytanie: kiedy na lewicy coś się wyklaruje? Bo mamy SLD i, nazwijmy to, nie chcę urazić, plankton, czyli mniejsze partie, no, w tym SDPL. Kiedy będzie wiadomo właściwie, kto gra na lewicy i czy powstanie jakaś nowa partia? Bo o tym się mówi przecież od tak dawna.

M.B.: No, mówi się, mówi się i dyskutuje się i czasami się podejmuje jakieś inicjatywy, jak np. konferencja w Krakowie. Wydaje mi się, że w tej chwili jeszcze jakiejś zgody tych wszystkich środowisk, które są poza SLD, jeszcze pełnej nie ma, aczkolwiek klaruje się pewien kierunek myślenia, mianowicie kierunek taki, że Polsce potrzebna jest nie tyle obudowa lewicy na bazie jednej partii, którejkolwiek zresztą, obojętne, czy jakaś prosta koalicja partyjna, międzypartyjna, ale potrzebny jest pewien ruch społeczny, który by przyciągnął także osoby, ludzi, którzy nie chcą się utożsamiać z żadnymi partiami, ale którzy mają poglądy lewicowe, centrowo–lewicowe i że to powinien być ruch szeroki w tym sensie, że nie zamykający się tylko w takim lewicowym getcie, tak bym to określił...

J.K.: Centrolew...

M.B.: ...ale sięgał również do tych, z którymi już praktykowano współpracę. Kiedy to się wykluje? No, ja myślę, że w styczniu są kongresy, jest kongres Partii Demokratycznej, jest kongres Socjaldemokracji Polskiej, będziemy się zbliżać do wyborów parlamentarnych europejskich, w związku z tym styczeń, luty to są ostatnie terminy, kiedy coś się może zdarzyć.

J.K.: Ja też myślę, że wraz ze zbliżaniem się wyborów ta zgoda na jakiś kształt będzie rosła. Bardzo dziękuję.

M.B.: Dziękuję.

J.K.: Marek Borowski, były Marszałek Sejmu, SDPL Nowa Lewica, bardzo dziękuję.

(J.M.)

  

Czytaj także

Waldemar Pawlak o rządowych planach

Ostatnia aktualizacja: 05.02.2010 07:51
Wicepremier Waldemar Pawlak uważa, że rządowy plan dochodzenia do wymogów pozwalających na przyjęcie euro musi zostać zmieniony.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Sytuacja budżetowa jest poważna

Ostatnia aktualizacja: 29.10.2009 07:45
Musi zostać przedstawiony plan, który ma doprowadzić do redukcji długu publicznego. Ale trzeba przedstawić odpowiedni projekt
rozwiń zwiń

Czytaj także

Prezydent raczej podpisze ustawę

Ostatnia aktualizacja: 20.11.2008 09:35
Wtedy [gdy nie podpisze] w ogóle nie będzie żadnej ustawy i emerytury pomostowe wygasają, ale także z tego, co słyszę, prezydent rozumie sytuację.
rozwiń zwiń

Czytaj także

463 miliony na podwyżki dla nauczycieli znalazły się w budżecie

Ostatnia aktualizacja: 10.01.2007 07:46
To jest już pewna gra polityczna, którą prowadzi Roman Giertych. PiS musi się z tą grą liczyć, bo koalicjant jest to potrzebny.
rozwiń zwiń