X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem

Sygnały Dnia 2 listopada 2018 roku, rozmowa z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim

Ostatnia aktualizacja: 02.11.2018 07:15
Audio
  • Ks. Waldemar Chrostowski o kulcie zmarłych w chrześcijaństwie (Sygnały dnia/Jedynka)

Katarzyna Gójska: Gościem Sygnałów Dnia jest ksiądz profesor Waldemar Chrostowski, biblista. Witam bardzo serdecznie, szczęść Boże, proszę księdza.

Ks. prof. Waldemar Chrostowski: Szczęść Boże, dzień dobry pani i dzień dobry państwu.

Proszę księdza, trudno w dzisiejszy dzień po wczorajszym dniu nie zapytać o genezę tych świąt, czyli jaka jest historia Dnia Wszystkich Świętych.

Dzień Wszystkich Świętych właściwie sięga ukrzyżowania Jezusa Chrystusa, sięga Kalwarii, sięga Golgoty, kiedy to ukrzyżowany Jezus mówi do dobrego łotra: „Dziś ze mną będziesz w raju”. Oczywiście, ta świadomość nie pojawiła się od razu wśród pierwszych chrześcijan. Pojawiała się stopniowo, ale bardzo systematycznie. Przede wszystkim karmiona była pamięcią o męczennikach, dlatego że pierwsze wieki chrześcijaństwa, zwłaszcza pierwsze trzy stulecia, przymnożyły bardzo wielu męczenników i wiadomo było, że ktoś, kto poniósł śmierć męczeńską za wiarę, za wiarę w Jezusa Chrystusa, podziela również jego wieczny los. Później ta świadomość kształtowała się także pod wpływem tych chrześcijan, którzy dawali w życiu wiarygodne świadectwo Chrystusowi poprzez swój dobry sposób, styl życia, żyjąc czy to na drodze niewinności, czy to na drodze nawrócenia, tak jak święty Augustyn, a więc rosła świadomość, że tych, którzy osiągnęli pełne zjednoczenie z Bogiem, jest coraz więcej. Kościół ustanowił więc uroczystość Wszystkich Świętych, aby uczcić nie tylko tych, których osobno wspomina się w kalendarzu liturgicznym jako błogosławionych czy kanonizowanych, czyli świętych, ale wszystkich, którzy osiągnęli chwałę Nieba. I tego właśnie dotyczy ta wczorajsza uroczystość.

A proszę powiedzieć, jak przed wiekami... mówimy tutaj o pierwszych wiekach po Chrystusie, w jaki sposób wspominano osoby... tutaj ksiądz szczególnie skupił się na męczennikach, ale osoby, które zmarły w świętości, czy to było tak, że pielgrzymowano, nawiedzano ich groby, czy takiego zwyczaju nie było, a jeżeli nie, to kiedy ten zwyczaj się narodził?

Przede wszystkim zaczęło się od męczenników, dlatego że pamięć o męczennikach, o ich śmierci, o ich heroizmie ich wiary i heroizmie tego świadectwa, które dawali Chrystusowi, była bardzo żywa i bardzo potrzebna tym, którzy żyli, ona była spoiwem wspólnoty chrześcijańskiej. Bardzo wcześniej pojawiło się powiedzenie, które w języku polskim brzmi: „Krew męczenników nasieniem chrześcijan”. Zatem upamiętniano to męczeństwo poprzez pielgrzymowanie do ich grobów, te groby były wyraźnie zaznaczane, a także poprzez modlitwę wstawienniczą do Boga za ich właśnie pośrednictwem. Otóż w rozmaitych rejonach Śródziemnomorza, gdzie chrześcijaństwo pojawiło się, rozwinęło się najwcześniej, znajdujemy świadectwa archeologiczne, między innymi choćby tak zwane ostraka, czyli pozostałości glinianych skorup czy mozaiki z napisami do konkretnego świętego: „Módl się za nami, wstawiaj się za nami”. To wszystko było bardzo wcześnie. Natomiast stopniowo, zwłaszcza od IV i V wieku, pojawiał się również kult wyznawców, czyli wzgląd na tych, którzy nie ponieśli śmierci męczeńskiej, ale przez całe życie dawali wierne świadectwo Chrystusowi.

A w takim razie jaka była tradycja wspominania zmarłych w czasach wcześniejszych, w czasach Jezusa Chrystusa, przed Jezusem Chrystusem? Jak to było w historii i w kulturze wówczas?

Przed Jezusem Chrystusem możemy mówić przede wszystkim o historii i kulturze biblijnego Izraela. Otóż była cześć wobec zmarłych, szacunek wobec zmarłych, nie było jednak tak żywej świadomości zmartwychwstania i życia wiecznego. Aczkolwiek ona też jest wyraźna na kartach Pisma Świętego Starego Testamentu, ona pojawia się coraz wyraziściej. Jej ślady odnajdujemy choćby w starotestamentowej Księdze Hioba, ale przede wszystkim odnajdujemy w ostatnich dwóch wiekach w starotestamentowej Księdze Mądrości oraz w Pierwszej i Drugiej Księdze Machabejskiej, gdzie zalecona jest w II wieku w związku z ofiarami, które ponieśli Żydzi w konfrontacji z Seleucydami, zalecana jest modlitwa za zmarłych. Juda Machabeusz tam wyraźnie powiada, że ci, którzy umarli, a którzy przed śmiercią z całą pewnością dopuścili się jakichś win, jakichś grzechów, potrzebują modlitwy tych, którzy żyją.

No to w takim razie zapytam teraz o święto dzisiejsze, bo dzisiaj jest Dzień Zaduszny. Jaka jest tradycja tego święta?

Ona ma bardzo ciekawą historię, dlatego że jego początki sięgają klasztorów, wczesnośredniowiecznych klasztorów. Gdzieś w wieku V, VI, VII, gdy zaczęło się kształtować życie zakonne, życie mnisze, pojawiła się świadomość, że potrzebna jest modlitwa za współbraci. I właśnie w tych najbardziej czcigodnych, najstarszych klasztorach pojawił się zwyczaj modlitwy za zmarłych współbraci. Wiedziano, że nie wszyscy oni osiągnęli świętość, że nie wszyscy oni mogą być zakwalifikowani jako ci, którzy znaleźli się w chwale Nieba...

I potrzebują wsparcia tych, którzy są cały czas na Ziemi, tak?

Dokładnie tak.  I ta tradycja utrwaliła się na dobre w IX wieku, następnie w X wieku w zasadzie została przyjęta we wszystkich klasztorach. Co ciekawe, na teren Polski, na teren ziem polskich przeniosła się do Lądu nad Wartą, tam mamy najstarsze świadectwa, tam był klasztor cystersów i mamy najstarsze świadectwo o tej właśnie modlitwie za zmarłych współbraci, natomiast na początku XIV wieku, bodaj w roku 1311, została przez papieża rozciągnięta na cały Kościół Katolicki.

No to w takim razie też pytanie chyba zupełnie kluczowe: w jaki sposób możemy pomóc właśnie w tym dniu i naszym bliskim, i tym, których znaliśmy, i być może tym, o których słyszeliśmy, pomóc w dostaniu się do Nieba?

Ja myślę, że możemy pomóc na dwa sposoby. Pierwszy to ten, że powinniśmy pomóc samym sobie, to znaczy powinniśmy ożywić naszą wiarę w życie wieczne, w zmartwychwstanie, powinniśmy zastanowić się, jaki jest sens naszego życia, wtedy nasze spojrzenie będzie głębsze, dlatego że nie chodzi o jakiś rodzaj magii czy jakiś rodzaj przesądów, ale chodzi o świadectwo żywej wiary, która wynika z mojego wnętrza, z mojego sumienia, z mojego przekonania, z siły tej wiary, która jest we mnie. I dopiero  wtedy, gdy ożywimy wiarę w życie wieczne, w zmartwychwstanie ciała, w tę moc zbawczą męki i śmierci Jezusa Chrystusa, dopiero wtedy będziemy mogli głęboko i skuteczniej modlić się za zmarłych. Ta właśnie modlitwa karmiona naszą własną wiarą ma większą siłę, większą moc, bo ona pozwala i nam spojrzeć na nasze życie w nowy sposób, a jednocześnie pozwala nawiązać duchową więź z tymi, którzy nas poprzedzili. W ten sposób buduje się właśnie dzisiaj w szczególny sposób łączność między Kościołem, który pielgrzymuje na Ziemi, a Kościołem, którzy oczyszcza się, oczekując pełnego zjednoczenia z Bogiem, Kościołem w tym stanie w teologii katolickiej, w wierze katolickiej nosi nazwę czyściec.

To jeszcze zapytam księdza na koniec naszej rozmowy o cmentarze, bo w tych dniach miliony Polaków odwiedzają, nawiedzają cmentarze, nawiedzają groby swoich bliskich. Ja mam wrażenie, że my w dzisiejszych czasach nie do końca zdajemy sobie sprawę, że cmentarz to jest miejsce uświęcone, święte. Ono kiedyś było miejscem takim szczególnym zupełnie. Jeżeli cofniemy się wieki, wieki w czasie do tyłu, to no cmentarz był też takim miejscem bezpiecznym, na którym można było znaleźć schronienie. Również ci, którzy żyli, mogli znaleźć to schronienie, bo to bardzo ważne.

Tak, dokładnie tak, był miejscem azylu. „Cmentarz” to jest słowo polskie, słowiańskie, natomiast takim słowem ogólnym, które funkcjonuje w kulturze europejskie i światowej, jest nekropolia od „necros” – zmarły, „polis” – miasto, „necropolis”, nekropolia, miasto umarłych, tak jak mamy miasta żywych, żyjących, których częścią jesteśmy, to cmentarze, nekropolie są właśnie miastami umarłych. Otóż przenoszą nas one w inny świat, jeżeli tak można powiedzieć. Bym to ujął mniej więcej tak: o ile my żyjemy w tym świecie, który jest osadzony w doczesności, o tyle cmentarze, czyli nekropolie, ukierunkowują nas i przypominają nam o wieczności. I właśnie te dwa wymiary na cmentarzu się spotykają. Mamy tam większą świadomość tego, kim jesteśmy i ku czemu zmierzamy, większą świadomość naszego ostatecznego przeznaczenia.

Bardzo dziękuję. Gościem Sygnałów Dnia był ksiądz profesor Waldemar Chrostowski, biblista.

Bardzo dziękuję.

JM

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak