Sygnały Dnia 13 grudnia 2018 roku, rozmowa z Janem Krzysztofem Ardanowskim

Ostatnia aktualizacja: 13.12.2018 07:15
Audio
  • Jan Krzysztof Ardanowski o proteście na autostradzie A2. (Jedynka/Sygnały dnia)

Piotr Gociek: Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi, jest gościem radiowej Jedynki i Sygnałów Dnia. Dzień dobry, panie ministrze.

Jan Krzysztof Ardanowski: Witam serdecznie.

Ile godzin pan wczoraj spędził na autostradzie A2, rozmawiając z protestującymi?

Ponad trzy godziny, tyle ile było trzeba. Wszystkie sprawy wydaje się wyjaśniliśmy.

To i tak krócej niż sami protestujący, bo tam ta blokada prawie 9 godzin trwała. Domagali się przybycia premiera Morawieckiego, dostali pana. Jak się rozmawiało z protestującymi?

Wie pan, ja cenię i szanuję wszystkich rolników, jestem przecież jednym z nich, i jeżeli chcą rozmawiać o każdym temacie, to jestem w każdej chwili otwarty. Zaproponowałem, żeby przenieść się tam do po sąsiedzku położonego Centrum Doradztwa Rolniczego w Brwinowie czy do starostwa ewentualnie w Pruszkowie. Miejsca były przygotowane. Nie, chcieli rozmawiać na autostradzie, więc rozmawialiśmy. Te postulaty, mówiąc wprost, pomieszane. Jedne takie rzeczywiście wynikające z troski o sytuację z ASF-em, czy skutecznie to zwalczamy. Co prawda też nie dostrzegają tego, że właściwie w Polsce choroba powoli ustępuje. Zgłaszamy kolejne gminy, gdzie już choroby nie ma. Ostatni przypadek w chlewni był w połowie września, czyli 3 miesiące już nie ma. Owszem, jest padłych dzików i tutaj myśliwi przede wszystkim powinni być bardziej aktywni. Nie tłumaczę tego tym, że nie podlega mnie Polski Związek Łowiecki, ale rzeczywiście sprawa zbiórki padłych dzików i odstrzału musi być przyspieszona. Teraz jest dobry czas, bo nie ma kukurydzy, nie ma liści na drzewach i krzakach, widać, że te dziki ewentualnie są. Natomiast to rozumiem i tutaj pewne działania będą dodatkowo podjęte. Ja muszę mieć absolutną pewność, że służby weterynaryjne wykonują wszystko, co do nich należy.

A których postulatów pan nie rozumie?

Na przykład postulatu, który przecież nie do ministra rolnictwa powinien być adresowany – otwarcia się z polityką na wschód. Bo tam w wypowiedziach, bo postulaty były napisane tak, że z niektórych niewiele wynikało, no to mi dopowiadano, o co chodziło – że trzeba zwiększyć wymianę handlową z Rosją, tak jakby to od Polski zależało. Rosja jest wielkim producentem również żywności, nie tylko szantażuje nas choćby Nord Streamem, ale również stała się wielkim producentem żywności, czego nie rozumieją ludzie wspominający Rosję sprzed 30–40 lat. Rosja jest drugim na świecie eksporterem zboża, a kiedyś była uzależniona od zboża amerykańskiego. Jest producentem również jabłek, które kiedyś kupowała, teraz zakłada wielkie sady. Więc Rosja po pierwsze – stosuje wymianę handlową wyłącznie jako element swojej polityki, tylko to robi, co jej w sensie politycznym pomaga, drugie – jest krajem produkującym duże ilości żywności i nie jest zainteresowana jakimś wielkim importem, a trzecie – przecież o relacjach handlowych z Rosją decyduje Unia Europejska, embargo to jest unijne, a nie polskie. Więc ja tego postulatu, mówiąc wprost, nie rozumiem.

A jeszcze następne – żeby Polska w sprawie internetu, w sprawie Acta 2 zajmowała jakieś stanowisko. Czy to są postulaty rolników? Tam było wielu ludzi, których szanuję, bo rzeczywiście martwią się ceną świń na przykład, ale wydaje mi się, że ten cały protest miał głównie na celu zamanifestowanie, że powstała nowa organizacja, organizacja, która się nazywa Agro Unia ze swoim liderem. Zresztą to, co zostało sformułowane, to się nie nazywało postulaty, tylko dyspozycje Agro Unii, dyspozycje dla rządu.

Ale to też nie był pierwszy protest, na którego czele stanął Michał Kołodziejczak. Ja tak się przyglądałem temu, co wczoraj pokazywały kamery – kilkadziesiąt osób blokujących autostradę. Tytuły w gazetach dzisiaj, zupełnie jakby żółte kamizelki z Francji pojawiły się nagle w Polsce, bo w takim duchu utrzymane: „Nowy Lepper blokuje Polskę”. Tymczasem jak sobie popatrzymy na te zdjęcia, na te kilkadziesiąt osób blokujących autostradę, to raczej taki iwent, powiedziałbym, medialny, bo Michał Kołodziejczak cały czas był bardzo mocno obecny w mediach społecznościowych, on tam na bieżąco relacjonował wszystko, co się dzieje, rozmawiał na snapczasie, wysyłał tweety, wysyłał zdjęcia. Więc zastanawiam się właśnie, czy to bardziej iwent medialny czy rzeczywiście protest.  Ale pana koledzy z Polskiego Stronnictwa Ludowego z kolei to też jakoś specjalnie radośnie na działalność Michała Kołodziejczaka nie patrzą. Czyli co, taka walka w tej chwili o to, kto, jeśli miałoby dojść do protestów na polskiej wsi, będzie ich liderem?

Panie redaktorze, ja współpracuję ze wszystkimi organizacjami rolniczymi, nie dzielę ich na lepsze, gorsze, stare, nowe, spotykam się ze wszystkimi. Natomiast organizatorzy tego protestu, ten pan, który się nazywa liderem w tej chwili ruchu jakiegoś społeczno–politycznego, bo nie ukrywa również swoich ambicji politycznych, to ma być ruch, który zmiecie innych ze sceny (...)

Ja też przypominam sobie z poprzednich protestów bardzo ostre słowa pod adresem Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych...

Tak.

I ja się też zastanawiałem, co to jest za inicjatywa polityczna, jeżeli tak krzyczy o tym, że powinniśmy poprawiać relacje z Rosją, a Unia Europejska jest niedobra i Stany Zjednoczone są niedobre.

Czyli postulaty absolutnie polityczne, niezwiązane z rolnictwem. Natomiast chłopcem do bicia są istniejące organizacje rolnicze, bo tam się cały czas przewija zresztą w tych dyspozycjach, które... nie postulatach, a dyspozycjach, było bardzo silne przywalenie izbom rolniczym, organizacjom rolniczym, często się wymienia... Ja jestem człowiekiem Solidarności, dla mnie 13 grudnia jest szczególnym tutaj też i czasem traumy, ale Solidarność rolników jest zła, wszystkie inne organizacje branżowe są złe, teraz powstanie nowa, która odsunie wszystkie dotychczasowe organizacje – i społeczne, i w domyśle również polityczne – i stanie się nową siłą, która będzie tutaj broniła obywateli. Czyli raczej nie rolnicze sprawy, które w dużej mierze się udaje załatwiać. To jest skomplikowany obszar, to nie jest tak, że nie było też i błędów. Zresztą w rolnictwie w Europie, nie tylko w Polsce, za wesoło nie jest, choćby susza, która w tym roku była, problem załamania na rynku trzody chlewnej.

Ale trzeba też patrzeć realnie, ile Polska ze swojego przecież nie za bogatego budżetu wspiera rolnictwo. Dla mnie było i odkryciem, i pewnego rodzaju zdziwieniem, kiedy przeanalizowałem wydatki budżetu najbogatszego państwa w Europie – Niemiec – na suszę, pomoc rolnikom niemieckim w zakresie suszy, a była w większym stanie, bo państwo większe, niż w Polsce. Wypłacili 340 milionów euro pomocy, a my już ponad pół miliarda euro. Ten biedny kraj wysila się i pomaga rolnikom.

Również inne działania – sprzedaż bezpośrednia... Nie ma czasu, by o tym mówić. Ja zwróciłem uwagę moim szanownym kolegom rolnikom, mówię tak: „Oczekujecie, by społeczeństwo rozumiało wasze oczekiwania, żeby godziło się na wspieranie finansowe rolnictwa, żeby pomagało wam również w rozwoju obszarów wiejskich, żeby ludzie kupowali waszą żywność, żeby była pewna życzliwość wobec wsi, która jest niezbędna, bo przecież to nie politycy, to reszta społeczeństwa de facto decyduje o tym, jaka będzie polityka wobec wsi. To pomyślcie, co sobie te parę tysięcy ludzi na autostradzie, wściekłych, bo nie dojechali do pracy, na lotnisko na Okęcie, do szpitala czy inne swoje sprawy musieli całkowicie pozywać, co oni sobie pomyśleli o rolnikach. Co o was pomyśleli? Czy oni z sympatią będą się odnosili do rolników?”.

O polityce i pieniądzach teraz dwa słowa, bo usłyszałem tak nieoficjalnie kilka tygodni temu od polityków PSL, że czekają na ten moment, kiedy wieś zbuntuje się przeciwko PiS-owi po tym, jak pójdą w górę ceny prądu. No bo wiemy, rząd obiecuje, że indywidualnie odbiorcy więcej za prąd nie zapłacą, no ale na wsi  wielu po prostu prowadzi działalność gospodarczą. Nie obawia się pan, że tutaj ta podwyżka może mocno uderzyć w rolników polskich?

Wie pan, w większości gospodarstw to zużycie prądu nie jest jakieś bardzo silne. Oczywiście, jest większe niż tylko gospodarstwo domowe. I tym się trochę martwię. Z tym, że jaki to będzie miało wpływ na koszty żywności, to jest trudno ustalić. Ceny zależą od wielu innych elementów – od zaopatrzenia w środki do produkcji, które też jakoś tak dziwnie rosną, wtedy kiedy rolnicy otrzymują pieniądze, nagle nawozy, wszystko inne rośnie. No ale to już tak na rynku zawsze było. Ja przede wszystkim staram się, żeby rolnicy otrzymali wszelką możliwą pomoc, jakiej czy z Unii Europejskiej, czy z Polski mogą spodziewać. Również ten ogromny transfer 2,2 miliarda złotych na suszę, o tym muszę mówić. Do rolników wpłynęło w 6 tygodni od połowy października do końca listopada prawie 10 miliardów złotych na kontach rolników z płatności bezpośrednich. Trwają w tej chwili wypłaty tej końcówki, to jest około 15 miliardów rocznie. Staram się, żeby również udrożnić rynki, żeby rolnicy mogli sprzedawać, bo moją wręcz ideą jest to, że nie transfery finansowe, nie tylko pieniądze unijne czy krajowe, te dopłacane, płatności różnego rodzaju mają być podstawą dochodów rolniczych, ale dobrze funkcjonujący rynek i sprzedaż tego, co rolnicy wytwarzają. Czyli przepisy dotyczące sprzedaży bezpośredniej, tworzenia MOL-i, nie ma czasu, by wyjaśniać, takiej pośredniej formy przetwórstwa. To jest odtwarzanie tego wszystkiego, co zostało zmarnowane, zniszczone w latach 90, te małe masarnie, ubojnie, zakłady owocowo–warzywne, piekarnie, to wszystko, co było wtedy siłą polskiego rolnictwa, a przy wchodzeniu do Unii zostało zmarnowane. Chcę to wszystko odtwarzać, żeby rolnicy również mieli gdzie sprzedawać i mieli przyzwoite dochody. Na przyszły rok myślę, że już nie będzie tych wielkich napięć związanych z owocami miękkimi, jabłkami, które śnią mi się po nocach, bo również będzie działała ta państwowa grupa spożywcza, która podejmie stabilizację rynku. Więc to są działania, na których się koncentruję. I tutaj oczekuję szczerej, uczciwej rozmowy z rolnikami, również podpowiedzi, co jeszcze ja mam dalej robić.

Na koniec do historii wróćmy. Mówił pan wcześniej, że jest człowiekiem Solidarności, 13 grudnia to dla pana data szczególna. Proszę się podzielić z nami wspomnieniami z tamtych dni. 13 grudnia i początek zaraz stanu wojennego.

Ja byłem przewodniczącym, szefem NZS-u, czyli tej studenckiej Solidarności, na Akademii Techniczno–Rolniczej w Bydgoszczy. Byłem młodym człowiekiem wtedy. Koledzy wybrali mnie również szefem komitetu strajkowego dużego strajku, który tę uczelnię... przez kilka tygodni walczyliśmy. Trzynastego akurat pojechałem do domu po – za przeproszeniem – ciepłe kalesony i bieliznę jakąś, bo idzie zima, więc SB, które przyszło do akademika, żeby mnie aresztować, czekali i nie znaleźli. Następnego dnia wróciłem do akademika, portierka mówi: „Proszę pana, tutaj czekali, niech pan ucieka”, więc gdzieś tam się przez parę dni ukrywałem. Zostałem aresztowany w domu rodzinnym po trzech dniach dopiero, i to też ojciec chory, matka robiąca obiad i tu z długą bronią wpadają towarzysze, kajdanki, przesłuchania. No, takie życie.

I trafił pan później do internowania, do ośrodka internowania?

Nie, ja miałem 20 lat i esbek, który mnie przesłuchiwał, bawiąc się kajdankami i pistoletem cały czas, mówi  tak: „Gdybyśmy cię złapali pierwszego dnia, to byś trafił do interny, natomiast tutaj może nie byłeś taki najostrzejszy z tych wszystkich...”. Nie wiem, czy to była pochwała czy przygana, miałem dozór milicyjny, codziennie przyjeżdżał radiowóz do gospodarstwa moich rodziców, musiałem wyjść na drogę, pokazać się, że jestem, tak że w ten sposób władza ludowa, że tak powiem, nie przetrąciła mi życia, bo prawdopodobnie gdybym trafił do internowania, pewnie wyjechałbym z Polski. A tak to mogę działać tutaj.

Mówił Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi, gość Sygnałów Dnia i radiowej Jedynki. Dziękuję, panie ministrze.

Dziękuję, pozdrawiam serdecznie.

JM

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak