Sygnały Dnia 24 maja 2019 roku, rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim

Ostatnia aktualizacja: 24.05.2019 07:15
Audio
  • Jarosław Kaczyński o słowach Grzegorza Schetyny ws. walki z powodzią (Sygnały dnia/Jedynka)

Katarzyna Gójska: Gościem Sygnałów Dnia jest pan Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości. Witam bardzo serdecznie.

Jarosław Kaczyński: Dzień dobry pani, dzień dobry państwu.

Panie prezesie, ta rozmowa ma być o wyborach i o Unii Europejskiej, o przyszłości Unii Europejskiej, ale trudno nie zacząć od tego, co dzieje się w tej chwili na południu, szczególnie na południu Polski. Jest wiele miejscowości, które walczą z powodzią, są domy podtopione, zatopione nawet, sytuacja jest bardzo niepokojąca. Ja przeczytam może panu fragment wypowiedzi lidera Koalicji Europejskiej w Chorzowie, pan Grzegorz Schetyna mówił wczoraj: „To, co robi PiS w sprawie powodzi, to polityczny kabaret, a nie prawdziwe państwo”. Dodał później, że wszyscy teraz walczą z powodzią, kto bardziej zaangażowany w kandydowanie, tym bardziej walczy.

Po pierwsze rzeczywiście mamy do czynienia z sytuacją niedobrą, z sytuacją, która może przynieść jeszcze gorsze skutki niż dotychczas. Trzeba z tym walczyć, państwo z tym walczy, walczą z tym wszystkie służby, walczą z tym ludzie, obywatele, którzy są zagrożeni, ale także ci, którzy nie są zagrożeni, którzy pomagają. I wyśmiewanie się z tego i wyśmiewanie się z tego, że osoby pełniące kierownicze funkcje publiczne się w to angażują, niektóre z nich kandydują, ale niektóre nie kandydują, nie rezygnują te, które kandydują, z kampanii, tylko po prostu zajmują się tym, co do nich należy, jest po prostu skandalem, ale jest też pokazaniem, jaki jest sposób myślenia, jaki jest stosunek do społeczeństwa, do ludzkich interesów, do ludzkiego życia nawet (chociaż – odpukać  – na razie nie ma tutaj śmiertelnych wypadków) Platformy Obywatelskiej, no bo wydaje mi się, że pan Schetyna jakoś wyraża szerszy pogląd swojej partii, chociaż być może i tam są ludzie, którzy jednak aż tak nie są oderwani od społeczeństwa i tak bardzo zwykłymi ludźmi nie pogardzają, bo to jest też... wyrasta z takiej bardzo głębokiej pogardy, pogardy dla zwykłych ludzi.

Idzie drogą Włodzimierza Cimoszewicza sprzed lat?

No, można powiedzieć, że...

Nawiązuję do wypowiedzi o tym, że mogli się ludzie ubezpieczać, wtedy by niczego nie stracili w powodzi.

Otóż można powiedzieć, że poszedł o kilka kroków dalej, że w tej chwili pan Cimoszewicz jest tutaj dopiero na drugim miejscu, a pierwszy jest pan Schetyna. W tej konkurencji zwycięstwa nie przynoszą mu może wielkiej chwały, ale trzeba przyznać, że jeżeli lubi zwyciężać, to tutaj zwyciężył.

A tak przy okazji to jeżeli chodzi o sprawy ubezpieczeń, to też pod naszymi rządami ta główna firma ubezpieczeniowa, która jest przecież w wielkiej mierze państwowa, działa doskonale. Jeżeli chodzi o tę trąbę powietrzną, to w ciągu jednego dnia wszystko załatwiono. Mam nadzieję, że w podobnym tempie, no, może nie aż tak szybkim, bo tego jest dużo więcej, będzie się to załatwiało i tym razem, jeżeli chodzi o osoby, które poniosły straty z powodu powodzi. To też jest jakiś fragment funkcjonowania państwa, tylko tego państwa bardzo szeroko rozumianego, bo oczywiście sensu stricte PZU nie jest częścią aparatu państwowego, ale sensu largo. Ale jest częścią takiego szerszego związku organizacji, które tworzą podstawy życia społecznego i tutaj dobrze wywiązuje się ze swoich obowiązków z tego co wiem. I dobrze wywiązują się ze swoich obowiązków służby, funkcjonariusze, żołnierze, obywatele, no i wreszcie ci, którym powierzono władzę. To jest dobry przykład tego, co trzeba w takich sytuacjach robić.

No ale cóż, Platforma Obywatelska jest taka jaka jest, dobrze, że czasem sama siebie, można powiedzieć, oświetli tak mocno, żeby można było zobaczyć to z bliska i bardzo dokładnie, ze szczegółami.

Panie prezesie, do tej pory wybory europejskie dużych emocji w Polsce nie budziły. Teraz jest inaczej, z tymi wyborami jest inaczej. Dlaczego?

To są dwie sprawy. Ta, która dotyczy wyborów europejskich bezpośrednio, to znaczy można powiedzieć o ich autonomicznej wartości, po prostu jest pewna szansa na zmianę w Europie, zmianę w Parlamencie Europejskim na sytuację, w której ten stary sojusz, który już od wielu, wielu lat tam rządził i w gruncie rzeczy nikogo innego nie dopuszczał, to znaczy tak zwani chadecy, bo już tutaj trzeba użyć tego określenia, i socjaliści, zawierali sojusz, mieli większość, o wszystkim decydowali. Teraz może być inaczej. To jest dosyć skomplikowana sprawa, nie będę jej tutaj w tej chwili omawiał, ale na pewno wiem, że formacje z EPP, przynajmniej niektóre, ale takie bardzo znaczące, biorą pod uwagę jednak inną konstrukcję, to znaczy biorą pod uwagę także konstrukcję razem z tymi umiarkowanymi konserwatystami, czyli między innymi z EKR-em, z nami.

Czyli z tą frakcją, w której jest właśnie Prawo i Sprawiedliwość.

Tak, tak, tak. To jest sprawa bardzo ważna, bo to może w Europie dużo zmienić.

A co to może dla nas oznaczać?

To może dla nas oznaczać też i to, że Polska będzie inaczej traktowana. To by było bardzo ważne, bo do tej pory jak było, to wszyscy żeśmy widzieli  – albo pełne podporządkowanie w typie Donald Tusk i koledzy, albo też razy, które nieustannie żeśmy otrzymywali, bez jakichś większych skutków, ale jednak zawsze nieprzyjemne. Ale to może też być początek pozytywnych przemian w Unii Europejskiej w kierunku, który by jakoś nawiązał przynajmniej do początków i do źródeł, źródeł ideowych, aksjologicznych źródeł Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, czyli późniejszej Unii Europejskiej. A to byłoby bardzo, bardzo ważne, chociaż nie ukrywam, że to też jest bardzo trudne. Ale zawsze od czegoś trzeba zacząć. Czyli krótko mówiąc, te wybory mogą rzeczywiście coś zmienić i na to liczymy. No, jest ta druga sprawa, to znaczy...

Wybory krajowe.

...wybory, które są początkiem cyklu trzech wyborów, które zdecydują o tym, jak to będzie dalej w kraju, czy dobra zmiana będzie mogła być kontynuowana, czy też wróci to, co było przedtem, czyli...

No właśnie, o to też chciałam pana zapytać, bo podczas kampanii wielokrotnie mówił pan i zresztą inni politycy Prawa i Sprawiedliwości również, że polityczni konkurenci, czyli przede wszystkim Koalicja Europejska, zrezygnują z programów społecznych wprowadzanych przez Prawo i Sprawiedliwość. Już teraz powstały nawet takie publicystyczne wyliczenia, ile na tym mogłaby stracić taka przeciętna polska rodzina. Z tych wyliczeń wynika, że około 100 tysięcy złotych w  czasie jednej kadencji, to są 4 lata. Naprawdę uważa pan, że Platforma czy po prostu szerzej Koalicja Europejska poszłaby tą drogą? No bo przecież zapłaciłaby za to ogromną cenę, ogromną część swojej popularności.

Uważam to za w najwyższym stopniu prawdopodobne. Po pierwsze to jest kwestia ich rzeczywistych poglądów i poglądów z ich z tego bliskiego zaplecza, ich uwikłań różnego rodzaju. A po drugie to jest kwestia ich umiejętności, bo żeby prowadzić taką politykę, jaką my prowadzimy, to trzeba umieć zapanować nad finansami publicznymi, trzeba umieć prowadzić politykę gospodarczą, która sprzyja stosunkowo szybkiemu, a biorąc pod uwagę dzisiejszy świat, to nawet bardzo szybkiemu (to jest dzisiaj trzecie, czwarte miejsce na świecie, jeżeli chodzi o tempo wzrostu) rozwojowi gospodarczemu, a oni z całą pewnością tego nie potrafią. Czyli krótko mówiąc, nawet gdyby ze względów taktycznych uznali: zostawmy to albo – co dużo bardziej prawdopodobne – część tego zostawmy, to jednak nie będą w stanie na dłuższą metę tego zrobić. I polskie rodziny rzeczywiście poniosą bardzo ciężkie straty.

Do tego dochodzi jeszcze sprawa ich planu przyjęcia euro. No to już nawet gdyby wszystko inne było zostawione, to po pierwsze będą to straty dla polskich gospodarstw domowych i dla całej naszej gospodarki, będzie to wejście w strefę zastoju, a po drugie to bardzo szybko, nawet gdyby oni inne sprawy jednak robili lepiej niż ja przewiduję, to samo wejście do strefy euro uniemożliwi kontynuowanie tej polityki, no bo po prostu różne mechanizmy, właśnie te rozwojowe, staną. Krótko mówiąc, można być zupełnie pewien, że ich dojście do władzy oznaczałoby po prostu załamanie się całego tego mechanizmu, który myśmy stworzyli, i wszelkiego rodzaju konsekwencje społeczne. Ja nie potrafię ich wyliczyć, nie wiem, czy te publicystyczne wyliczenia są dokładne, ale na pewno byłyby to straty bardzo odczuwalne dla zdecydowanej większości gospodarstw domowych. Tylko te najbogatsze, ale to jest kilka procent wszystkich, mogły tu by suchą nogą przez to przejść.

Jeżeli nawet weźmiemy pod uwagę, nie wiem, rodzina, dwoje dzieci i sam program społeczny, czyli 500+ i Wyprawka, no to już przez 4 lata to jest około 50 tysięcy złotych, to jest mniej więcej taka strata, jeżeli chodzi...

To już jest z całą pewnością, ale tego byłoby więcej, no bo jeszcze też są emeryci, są te trzynastki, są wzrosty. Na przykład w tej chwili będziemy podwyższać nie o 96 złotych, jak by to wynikało z przepisów prawa, tylko o 200 złotych pensję minimalną zgodnie z naszym programem. To będzie oznaczało, że w ciągu naszych rządów, nawet już licząc od 1 stycznia 2016 roku, to był wzrost czy będzie wzrost o 600 złotych, czyli wzrost w stosunku do tego, co było pierwotnie, o prawie jedną trzecią, a to jest naprawdę dużo.

Natomiast oni ograniczyliby się pewnie do tego, co jest wynikiem obowiązywania takich czy innych przepisów, natomiast nie jest także wykluczone, że te przepisy pod hasłem zbyt wysoka płaca minimalna oznacza bezrobocie, chociaż nie ma żadnych dowodów na to, że tak jest, ale taki bardzo często pada, po prostu bez tych przepisów o wzroście płacy minimalnej, obligatoryjnym wzroście płacy minimalnej, zrezygnowali. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że to, co było polityką prowadzoną z krótkimi przerwami, te przerwy to nasze rządy, od roku 90, to znaczy polityką głęboko antyspołeczną, by nie zerwali, oni by po prostu do niej wrócili. Ta polityka doprowadziła do tego, że udział płac liczonych netto w polskim PKB jest mniej więcej na poziomie 33% i to jest naprawdę bardzo mało. Są kraje, gdzie to przekracza 50%. Kiedyś, to już nie w tej chwili, ale w Korei Południowej bardzo szybko się rozwijającej to dochodziło nawet do 66%, tak jakby przy obecnym PKB ludzie zarabiali dwa raz więcej.

Dobrze, ale ja jeszcze nawiążę do tego, co pan powiedział o wprowadzeniu waluty euro, bo PiS mówi: „Euro tak, ale w przyszłości wiele, wiele lat w przyszłości, wtedy, kiedy nasza gospodarka, polska gospodarka będzie na tyle silna, na tyle zasobna, co gospodarki najbardziej bogatych państw Unii Europejskiej”. No ale Platforma i Koalicja Europejska odpowiada na to, że receptą właśnie na szybki rozwój gospodarczy jest wprowadzenie waluty euro, mówi nawet: „Jak najszybciej”.

Pani redaktor i proszę państwa, liczby nie kłamią. My się w tej chwili rozwijamy w tempie około 5%, może się nawet uda przekroczyć 5% rocznie, Niemcy 0,7, ostatnio im obniżono prognozę z 1,1 do 0,7. Cała strefa euro 1,1, to jest strefa zastoju. Kraje słabsze gospodarczo, te z Południa, straszliwie zapłaciły za wejście do strefy euro. Jest cała biblioteka książek, które mówią, jak powinna wyglądać strefa obejmująca zasięg jednej waluty. I Unia Europejska tych warunków wyraźnie nie spełnia i takie przykłady, jak Grecja, to jest najbardziej skrajny przykład, ale także inne kraje południowe, nawet Francja, to jest weryfikacja tej tezy, za którą stoją nobliści, bo nie jeden noblista, tylko więcej osób, które otrzymały Nagrodę Nobla, w ten sposób to analizowały.

To był pomysł polityczny, którego efekty gospodarcze były i są bardzo dobre dla Niemiec, chociaż też nie pod każdym względem, ale być może gdyby była marka, to Niemcy by się rozwijały jeszcze wolniej z tego względu, że marka byłaby po prostu dużo silniejsza niż euro, więc byłby trudniejszy eksport niemiecki. No, Holandia może jeszcze na tym skorzystała. No, może, chociaż nie wymienia się jej, Austria, może jeszcze jeden czy dwa te najbogatsze kraje. Austria jest bogatsza, Holandia też, od Niemiec, licząc na głowę mieszkańca. Wszyscy inni na tym stracili. Krótko mówiąc, nie ma najmniejszych powodów, żebyśmy wprowadzali euro.

To jest po prostu poszukiwanie przez zewnętrznych, no, nazwijmy to tak, protektorów naszych opozycjonistów totalnych kolejnego zasobu, no bo polska gospodarka po wprowadzeniu euro byłaby, można powiedzieć, łatwiejsza do wykorzystania jako zasób dla tych silniejszych od nas. I taki jest sens tego wszystkiego. I nawet ja osobiście jestem przekonany, chociaż nie jestem w stanie tego udowodnić, że ci, którzy tak mówią, którzy głoszą to wejście do euro, po prostu to wiedzą, tylko że oni się kierują zupełnie innymi interesami niż tymi, którymi powinni się kierować.

Panie prezesie, zmieńmy temat. Włodzimierz Cimoszewicz, to jest jedynka Koalicji Europejskiej w Warszawie, powiedział w kontekście amerykańskiej ustawy 447, że Polacy mają tę przywarę, że nie chcą oddać tego, co zabrali. Jak pan ocenia te słowa? No, w końcu to były polski premier, były minister.

Marszałek Sejmu, wicepremier, minister sprawiedliwości, pełnił bardzo wiele ważnych funkcji.

Jedna z kluczowych postaci III Rzeczpospolitej.

No, z całą pewnością. No cóż, to pokazuje po prostu w takim iluminacyjnym oświetleniu III Rzeczpospolitą i jakość ówczesnych elit, to, czym one się kierowały, bo tam pani to zacytowała tak niezupełnie dokładnie, tam było jeszcze gorzej. Krótko mówiąc, mamy tutaj do czynienia z taką ojkofobią, niechęcią czy zgoła nienawiścią do własnej ojczyzny, do własnego narodu. Z czego ona wynika? No, w wypadku pana Cimoszewicza to sądzę, że to dosyć łatwo wyjaśnić, ale nie będę snuł rozważań na ten temat, bo to zawsze jest sprawa trudna przenosić pewne sprawy z ojca na syna. Natomiast jeżeli chodzi o innych ludzi z tego środowiska, no to tutaj odpowiedź jest już może trudniejsza, ale sądzę, że to jednak jest wszystko wynik tej sytuacji, w której znalazła się pewna część polskiego społeczeństwa w okresie komunistycznym. Postawienie na ten system zgodnie, tylko zgoda, bo wszyscy się musieli zgodzić w tym czy w innym sensie, ale postawienie na ten system, uczestnictwo w tym systemie wydawało pewnego rodzaju zmiany w sposobie myślenia.

A pan się obawia ustawy, amerykańskiej ustawy 447?

To na pewno nie jest dobre wydarzenie dla Polski, chociaż ono w sensie prawnym, oczywiście, żadnych obowiązków dla Polski nie tworzy i w sensie prawnym rzecz jest całkowicie rozwiązana przez porozumienie z 1960 roku, jeżeli sobie dobrze przypominam. Natomiast tworzy to pewien problem polityczny. I mogę powiedzieć jedno: jest jedna gwarancja, taka prawdziwa gwarancja, że my nie będziemy płacić za niemieckie zbrodnie, bo w gruncie to do tego się sprowadza...

A później za działania komunistów w Polsce.

No tak, plus później za działania komunistów, które były też zresztą efektem tych zbrodni, tego najazdu na Polskę. Tą gwarancją jest władza Prawa i Sprawiedliwości. Innej gwarancji tak naprawdę nie ma. Jeżeli my będziemy rządzić, to nie będziemy płacić, bo to byłoby niczym nieuzasadnione obciążenie, ale to byłaby też zbrodnia moralna, no bo my byśmy się w ten sposób jakby przyznawali do odpowiedzialności za zbrodnie niemieckie, no i bolszewickie, także, komunistyczne rosyjskie, a nie ponosimy za to żadnej odpowiedzialności. Nie będę tutaj snuł wywodów prawnych o mieniu bezspadkowym, bo to jest jakby inna kwestia. Prawnie to też jest całkowicie nieuzasadnione.

Panie prezesie, Konfederacja mówi, że po wyborach parlamentarnych wejdzie w koalicję z Prawem i Sprawiedliwością. Czy pan w ogóle rozważa taką możliwość?

Pani redaktor, to jest formacja, łagodnie mówiąc, prorosyjska, a my, jak pani pewnie wie, jesteśmy formacją prozachodnią. Pomijając już inne cechy tej formacji. Natomiast ta prorosyjskość jest ewidentna, można powiedzieć, że transparentna. My często chcemy, żeby coś było transparentne, więc w tym wypadku jest transparentne i dlatego nie ma o czym mówić.

Definitywnie pan wyklucza taką możliwość.

Tak, oczywiście.

Dobrze. Panie premierze, właśnie, pan ostatnio mówił, że tak Polskę zna dobrze, jak nie jeden zawodowy kierowca ciężarówki. A był pan kiedyś w Pleszewie?

Byłem w Pleszewie, ale jeszcze może jedno dodam – że popieranie takiej formacji, jak Konfederacja, to jest w gruncie rzeczy popieranie Koalicji Europejskiej, czyli Platformy Obywatelskiej. To też warto wiedzieć. Ale jeżeli chodzi...

A dlaczego?

No bo po prostu to zabiera głosy nam, te głosy bardzo być może w ogóle nic nie będą znaczyły, a poza tym będą tworzyły taką strefę, która jest właśnie rosyjska, nie jest w żadnej mierze zdolna do koalicji i co za tym idzie, ułatwi to sytuację drugiej strony, tych totalnych opozycjonistów, z którymi musimy tak ciężko walczyć. W Pleszewie byłem, byłem na spotkaniu...

Ja pytam o ten Pleszew, bo ostatnio, dosłownie kilka...

...chyba nie jeden raz. No, Pleszew jest dzisiaj już symbolem, symbolem po prostu sprawnego sposobu rozumienia polityki.

No właśnie, ale powiedzmy też... Ja może przypomnę, bo pan Rafał Grupiński dosłownie kilka dni temu na marszu Koalicji Europejskiej w Warszawie mówił do jednego ze swoich rozmówców i ta rozmowa została zarejestrowana, że Platforma nic o legalizacji małżeństw chociażby homoseksualnych czy związków partnerskich nie może mówić, dlatego że właśnie między innymi w tym Pleszewie by Platforma została przepędzona.

Ja sądzę, że gdyby Platforma Obywatelska mówiła wszystko, co chce zrobić w Polsce, tak zupełnie szczerze, to w bardzo wielu innych miejscach byłaby przepędzona, nie wyłączając wcale z tego wielkich miast. Ale Pleszew bez swojej winy, bez najmniejszej winy...

Ale po wypowiedzi pana Grupińskiego jest symbolem prowincji, no bo tak to ustawił pan Grupiński.

Stał się symbolem prowincji, ale stał się też symbolem polityki rozumianej jako jedna wielka manipulacja. Albo po prostu, mówiąc prościej, jako jedno wielkie oszustwo, wielkie oszustwo polegające na tym, że się nie mówi obywatelom, o co naprawdę chodzi i do czego się naprawdę dąży. A wtedy przy takiej polityce demokracja traci sens. Gdyby wszystkie formacje robiły to samo, no to by w gruncie rzeczy akt wyborczy nic nie znaczył, byłby tylko takim formalnym aktem ludzi, którzy się zgadzają na to, żeby ich oszukiwać. A mam nadzieję, że Polacy się na to jednak nie będą chcieli zgadzać. A nasza formacja pokazała, że można zapowiadać, że się coś zrobi i następnie to robić. My wszystkie nasze zapowiedzi albo wykonaliśmy w pełni, albo idziemy ku ich wykonaniu.

Panie prezesie, jeszcze na koniec chciałam w ogóle powrócić do tematu postrzegania przez Polaków wyborów europejskich, bo ja mam wrażenie, że dla bardzo wielu osób te wybory są nieistotne, dlatego że one się mało wiążą z konkretnymi działaniami politycznymi, które są w Polsce, po prostu z polską polityką. A tymczasem PiS podczas tej kampanii europejskiej mówił o sprawach bardzo konkretnych i takich można wręcz powiedzieć, że życiowych, choćby o niższej jakości produktach oferowanych Polakom, te słynne proszki do prania, one już stały się symbolem, zresztą chyba takim rozpoznawalnym dla Polaków od wielu lat. To jest też tak, że te wybory są właśnie jakby... Przepraszam, inaczej, czy te wybory dotyczą też spraw takich życiowych, bardzo konkretnych?

Dotyczą tych, o których mówiłem. Euro to jest coś, co będzie miało dla każdego Polaka znaczenie, i to znaczenie negatywne. Sprawa polityki społecznej, to też będzie miało tutaj bardzo duże znaczenie, no bo wynik tych wyborów będzie tworzył lepszą pozycję startową, zwycięstwo w tych wyborach, do wyborów tych polskich. Sprawa tej równości, o której pani mówiła, sprawa bezpieczeństwa, sprawa prawa do wychowania dzieci, uniknięcia całej tej ofensywy ideologicznej, tej seksualizacji, tego wmawiania, że dla dwunastolatka pornografia może być czymś, co rozwija. Krótko mówiąc, całej tej choroby, którą próbuje się w Polsce zaszczepić, a jest to choroba naprawdę niezwykle groźna w tym wymiarze ideowym, wychowawczym, ale także niezwykle groźna w wymiarze odnoszącym się do spraw ekonomicznych, do spraw jak najbardziej codziennych, do spraw poziomu naszego życia.

 Jeżeli chcemy, a możemy gonić Unię Europejską i nawet te bogate kraje (dla nas takim krajem porównawczym są przede wszystkim Niemcy), to musimy zapewnić, by Polską rządzili ci, którzy chcą dogonić, czyli naprawdę uzyskać poziom europejski, którzy jeszcze do tego potrafią to robić. Ja sądzę, że myśmy w ciągu tych kilku lat udowodnili, że chcemy i że potrafimy. I to jest jedyna gwarancja.

Tamci, czy chcą, to nie wiem, bo oczywiście gdyby jakąś cudowną metodą można im było to zapewnić, to pewnie by chcieli, ale praktycznie rzecz biorąc, to tak naprawdę są nastawieni na coś zupełnie innego i wydaje mi się, że dla tych formacji, które się dzisiaj zjednoczyły przeciw nam, taka Polska peryferyjna, Polska, która w gruncie rzeczy jest właśnie zasobem tańszej siły roboczej, gdzie można sprzedawać towary gorszej jakości, czyli którą można na różne sposoby eksploatować, to jest Polska zupełnie do zaakceptowania pod jednym warunkiem: że oni będą tutaj rządzić i że będą tą grupą uprzywilejowaną, że będą sobie palili te bardzo dobre cygara, pili te bardzo dobre wina, no i w różnych Sowach i Przyjaciołach załatwiali różne sprawy. No, wszystko trzeba zrobić, żeby tak więcej w Polsce nie było.

Bardzo dziękuję. Gościem Sygnałów Dnia był pan prezes Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Dziękuję bardzo.

JM

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak