Sygnały Dnia 11 września 2019 roku, rozmowa z Janem Krzysztofem Ardanowskim

Ostatnia aktualizacja: 11.09.2019 08:15
Audio
  • Jan Krzysztof Ardanowski: wielu Polaków świadomie wybiera wieś (Sygnały Dnia/Jedynka)

Grzegorz Jankowski: Młodzi, zamożni, wykształceni, z wielkich miast, którzy popijacie właśnie café latte na sojowym mleku, dajcie głośniej, bo teraz będzie rozmowa o tych, którzy produkują dla was żywność. W studio jest minister rolnictwa Jan Ardanowski. Witam pana serdecznie.

Jan Ardanowski: Witam serdecznie.

Panie ministrze, młodzi, wykształceni, za to ze wsi, dostaną 150 tysięcy bezzwrotnej pomocy, jeśli przejmą po rodzicach gospodarstwo – to zapowiedział wczoraj premier. Dlaczego?

To jest mechanizm od dawna funkcjonujący, to jest tak zwana premia dla młodych rolników. I tu nie ma w tym nic dziwnego. Ona w krajach Europy Zachodniej nawet jest większa. To ma być taka dodatkowa zachęta, ale również i dodatkowe wsparcie tych młodych rolników, którzy chcą przejąć gospodarstwa. To rośnie, bo to kiedyś było 50 tysięcy, potem 75, 100, ja teraz podniosłem do 150, bo są możliwości finansowe z programów unijnych. To też nie jest kwota, która może zachęcić człowieka do objęcia gospodarstwa...

A młodzi nie chcą przejmować gospodarstw po rodzicach?

Nie, to jest zjawisko w całej Europie. U nas jeszcze może stosunkowo wielu młodych ludzi chce gospodarstwo przejąć, chociaż to starzenie też występuje. W tej chwili jest na przykład ogromny dramat we Francji, brak kobiet, samobójstwa rolników francuskich, oby do tego nie doszło w Polsce, ale...

Brak kobiet jako żon dla rolników, tak?

Jako żon dla rolników. I ci mężczyźni, którzy pozostają na wsi, obłożeni ogromnymi kredytami, bardzo ciężko pracujący, również gospodarstwo to już nawet nie jest praca fizyczna, ale wymagająca ciągłego pobytu w tym gospodarstwie, nie wytrzymują psychicznie, najczęściej się rozpijają, a po jakimś czasie nawet i myśli samobójcze. U nas chodzi o to, żeby stworzyć takie warunki życia na wsi, i nie tylko samym gospodarstwem. Ja czasami mówię rolnikom: „Nie kupisz syna trzecim traktorem czy nowym kombajnem”. Muszą być warunki życia na wsi takie, żeby one nie odbiegały wiele od miasta, żeby młody człowiek, który chciałby założyć rodzinę, miał pewność, że będzie przedszkole, że będzie przyzwoita szkoła, nie tylko w postaci skorupy, nowego budynku, ale szkoła, która kształci dzieci na takim poziomie, że one sobie później dalej w życiu poradzą.

Ale wszyscy i tak uciekają do miast, bo w miastach jest właśnie ta café latte, są knajpy, są kina, są teatry, wysyłamy dziecko do szkoły, mamy święty spokój.

Nie, nie, Polska jest wyjątkiem, ponieważ dane, twarde dane mówią, że wielu Polaków, którzy uzyskali wysoki cenzus majątkowy, właśnie tych z miasta, już nie chce w mieście mieszkać, woli mieszkać na wsi. Oczywiście, odległość jest mierzona w dużej mierze jakością drogi, stąd ten taki bardzo ważny program budowy dróg samorządowych w tej chwili, na który miliardy przeznaczamy, bo liczymy, że rocznie ponad 50 tysięcy osób więcej chce mieszkać na wsi, niż tych, którzy ze wsi wyjeżdżają, czyli jest zjawisko migracji dodatniej na obszary wiejskie. Oni nie będą się zajmowali rolnictwem, to jest oczywiste, bardzo dobrze, bo nie będą konkurencją dla rolników, ale chcą mieszkać na wsi. Więc te warunki życia, które zapowiadamy, które realizuje „Strategia odpowiedzialnego rozwoju” premiera Morawieckiego, wyrównywanie szans rozwojowych, żeby ludzie mieszkając na wsi, obojętnie, jaki zawód wykonują, mogli realizować swoje marzenia, swoje aspiracje życiowe. To jest jedynie słuszny kierunek, inaczej się ludzi na wsi nie zatrzyma.

To w takim razie prezes Kaczyński mówi o pełnych dopłatach dla rolników na poziomie europejskim. (...) znowuż dla tych mieszczuchów. O jakich kwotach mówimy?

Unia Europejska od wielu lat, przechodząc kolejne tak zwane reformy, doprowadziła do tego, że rolnicy otrzymują wsparcie z różnych działów. To jest wsparcie bezpośrednie do hektarów, to jest do poszczególnych gatunków roślin uprawnych, do niektórych zwierząt, są kraje, które otrzymują płatności na uprawy, których w Polsce nie ma, na przykład oliwki, owoce cytrusowe, winogrona do produkcji win, których jest zdecydowanie więcej jak w Polsce. To wszystko się sumuje, te płatności do poszczególnego kraju i dla jakiejś czytelności porównuje się do każdego hektara zgłoszonego do płatności. I my mamy tutaj istotnie mniej niż kraje z Unii Europejskiej. I proszę sobie przypomnieć, jak wchodziliśmy do Unii Europejskiej, ja to bardzo przeżyłem, ponieważ ówcześni negocjatorzy z PSL-u, to był pan Kalinowski, wtedy chyba wicepremier nawet, wrócił z Brukseli i machał banknotem 50 euro: „Patrzcie, Unia daje nam pieniądze! To jest coś genialnego! Unia daje nam pieniądze!”. Zapomniał bidak, że dali wtedy 25% tego, co się Polsce należało, 75% rolnikom dopłacaliśmy w pierwszych latach z budżetu krajowego. A drugie – mechanizm finansowania w Unii Europejskiej nie jest żadnym przywilejem. My jesteśmy krajem, który jest objęty wspólną polityką rolną, który płaci składki, i to bardzo duże, w związku z tym to nam się należy.

To, panie ministrze, pytanie w takim razie. To ile teraz dostaną rolnicy, jakimi banknotami pan będzie machał i od kiedy?

Zmienić finanse można raz na 7 lat tylko i wyłącznie. Teraz będzie perspektywa 21–27. Kuriozum...

Czyli od 21 roku te dopłaty wyższe.

Tak jest. Wyjątkowym łajdactwem w argumentowaniu jest to, co mówią politycy opozycji, głównie PSL-u, przecież chyba wiedzą, przecież ministrowie z PSL-u, czy Sawicki, czy inni, to są ludzie inteligentni i ja ich wysoko oceniam w sensie wiedzy i umiejętności. Dlatego dziwię się, że takie głupoty opowiadają. Mówią: „Dlaczego nie podnieśliście dopłat bezpośrednich w tym roku, w zeszłym roku, dwa lata temu, trzy lata temu, jak przejęliście władzę?”

Dlaczego?

Dlatego że można przejąć tylko raz na 7 lat i mogli to uczynić w 2014 roku, kiedy się zaczynała ta... czy w 13, kiedy były negocjowane...

Czyli to będą pieniądze z budżetu unijnego, nie polskiego, tak?

Tak, płatności bezpośrednie są z budżetu unijnego, one nie obciążają budżetu krajowego. Je trzeba wypłacić wcześniej, czekać wiele miesięcy, aż Unia zrefunduje, ale to są pieniądze unijne. I ta zapowiedź prezesa Kaczyńskiego, najpoważniejszego polityka w Polsce, ale również premiera, że my już nie przyjmujemy żadnych argumentów, że musimy znowu mieć mniejsze dopłaty, bo albo mówiono nam, że mniejsze koszty my mamy... Jakie mniejsze koszty? Nawozy, środki ochrony, paliwo, wszystko jest w cenach europejskich, nie ma nic tańszego. Jeszcze tańsza jest siła robocza, czyli gorzej zarabiamy. To jest jedyny argument.

A macie pewność, że Unia te pieniądze da? Czy Janusz Wojciechowski wam to gwarantuje?

Unia w tej chwili nie wie, jaką politykę rolną przyjąć. Wstrzymano negocjacje na czas wyboru europarlamentu, na ukonstytuowanie się kolegium komisarzy i dopiero teraz, od jesieni, od listopada, grudnia ruszą na poważnie negocjacje. Propozycja, którą zgłosiła poprzednia Komisja Europejska, ta ustępująca, jest absolutnie nie do zaakceptowania nie tylko dla nas, cała nasza część Europy mówi: „Nie, my się na to nie godzimy”. No nie może być sytuacji takiej, że znowu nam się mówi o jakiejś mitycznej drodze dochodzenia do tych płatności i znowu mamy 7 lat przegrywać konkurencję z rolnikami Europy Zachodniej, którzy otrzymują tych pieniędzy więcej.

Ale jeśli prezes Kaczyński obieca to na konwencji, to czy macie gwarancję, że faktycznie Unia się na to zgodzi, od 21 roku te dopłaty będą pełne?

Budżet Unii Europejskiej musi być przyjęty jednogłośnie. To jest...

Ach, czyli weto ewentualnie, tak?

Jest również rozpatrywane weto, ale myślę, że do niego nie dojdzie. Komisja Europejska, również jeżeli będziemy mieli Polaka, to byłoby szczególne wsparcie, nie dlatego, że on Polak. Dlatego że on rozumie to, co się dzieje w naszej części Europy, bo nasz interes to jest podobny jak Grupy Wyszehradzkiej czy krajów nadbałtyckich. One mają jeszcze mniejsze dopłaty niż my w tej chwili, ale są małe, słabe, więc nie mogą o swoje walczyć, dlatego to polskie przewodnictwo, ta rola pierwszego psa w zaprzęgu jest bardzo dobrze przez nie odbierana. Oni mówią... Zresztą ja się spotykam, kilka dni temu spotkałem się z ministrami krajów nadbałtyckich, z Grupą Wyszehradzką, mówią: „Słuchaj, wy macie większy potencjał, jesteście większym krajem, jesteście bardziej się liczący w Europie, wy musicie być jakby na przodzie. My będziemy was popierać”. Więc komisarz, który znałby to wszystko, to jest naprawdę jakiś przełom w podejściu Unii Europejskiej do rolnictwa.

To nie owijając w bawełnę, w takim razie rolą Janusza Wojciechowskiego będzie załatwienie interesu polskich rolników. Tak czy nie?

Komisarz nie załatwia interesów poszczególnego kraju, on ma...

Ale narodowość ma znaczenie.

Tak, ale on ma w taki sposób ukształtować rolnictwo europejskie na następne lata, żebyśmy my się mogli w nim odnaleźć. I ja Janusza znam i jest człowiekiem bardzo kompetentnym. Cenię również to, że ma taką wizję rolnictwa, która dla Polski jest naprawdę obiecująca, czyli rolnictwa nowoczesnego i wydajnego, ale powiązanego z przyrodą, tego zrównoważonego, który nie eksploatuje nadmiernie zasobów przyrody, który dba i o wodę, i o glebę, i o krajobraz, i o bioróżnorodność, o to wszystko, co jest szalenie ważne, czego w Europie Zachodniej nie przestrzegano. Takie rolnictwo mamy w Europie rozwijać. I Wojciechowski, wiedząc to, znając to wszystko, przecież jest politykiem doświadczonym również w polityce polskiej, jest gwarantem, że taki model rolnictwa będzie się rozwijał, a my w takim modelu poradzimy sobie dużo lepiej niż kraje Europy Zachodnie.

Na ostatnie dwie minuty – panie ministrze, kolejny rok susze, ale nie będę teraz pytał, jaka będzie drożyzna, bo to jest pytanie z punktu widzenia mieszczucha. Zapytam o coś takiego: ile straciła na suszy rodzina rolnicza?

To jest różnie w Polsce, bo w niektórych regionach Polski susza się powtarza kolejny rok. Są szczęśliwie regiony, które suszy w tym roku nie miały, są jakieś enklawy, gdzie nawet za dużo padało i były problemy z nadmiarem wody. Ale jest to jakiś jednak istotny uszczerbek dla gospodarstw, które kolejny rok są poszkodowane, dlatego ta pomoc będzie. Zapewniam o tym po raz kolejny. I proszę jednocześnie za pośrednictwem Pierwszego Programu radia, żeby zakończyć wreszcie te szacowania. Ile można czekać za oszacowaniem strat? Docierają do mnie głosy od rolników...

A kto szacuje straty?

Komisje, które powołuje wojewoda, ale z pracowników ośrodka doradztwa i pracowników gminnych.

Czemu zwlekacie w takim razie?

Nie wiem. Docierają do mnie głosy takie, że się powtarza trochę sytuacja zeszłoroczna, gdzie wójtowie z PSL-u nie chcieli w ogóle wtedy powoływać komisji, może bojąc się, że chłopi jeszcze do nich wystąpią o umorzenie podatku, bo jest taki przepis, który na to zezwala. W tym roku trwa to wyjątkowo długo po to, żeby wkurzyć rolników, żeby zdenerwować rolników, mówiąc tak: „No dobrze, ale my jeszcze nie jesteśmy w stanie oszacować, za wolno to idzie...”

Sugeruje pan dywersję polityczną?

Tak, w zeszłym roku absolutnie była dywersja polityczna ze strony PSL-u. Niestety, ona chyba w tym roku ma podobny cel – zniechęcić rolników. Natomiast ja chcę państwu powiedzieć: obojętnie, kiedy będziecie mieli to oszacowane, czy jeszcze we wrześniu, czy dopiero później, to wszystkie pieniądze należne wszystkie trafią, tak jak w zeszłym roku, bo my jesteśmy partią dotrzymującą słowa, partią wiarygodną.

Jan Ardanowski, minister rolnictwa, był naszym gościem. Dziękuję panu serdecznie.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich mieszkańców polskiej wsi i wszystkich Polaków.

JM

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak