X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem

Non possumus

Ostatnia aktualizacja: 03.01.2007 08:09
Usłyszałem w tym oświadczeniu taki czysty, moralny głos sprzeciwu (...) wobec tego najbardziej czarnego zjawiska brudnej polityki w dzisiejszej polskiej rzeczywistości.
Audio

Wiesław Molak: W studiu jest już Jan Rokita, Platforma Obywatelska. Dzień dobry, witamy w Sygnałach.

Jan Rokita: Dzień dobry, witam serdecznie. Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim słuchaczom Jedynki, panom redaktorom także.

W.M.: Dziękujemy bardzo.

Jacek Karnowski: Panie pośle, lubi pan testy?

J.R.:
Testy nie, nie przepadam, w testach, na inteligencję zwłaszcza, wypadam bardzo źle, więc nie lubię testów.

J.K.: To nie jest test na inteligencję. Ja spróbuję, zadam panu cztery pytania i bardzo proszę o odpowiedź, cztery tezy i bardzo proszę odpowiedzieć tak lub nie, prawda lub fałsz. „Platforma coraz ostrzej skręca na lewo, o czym świadczą przyjacielskie relacje Tuska z Aleksandrem Kwaśniewskim”.

J.R.:
Czytałem wczoraj w Gazecie Wyborczej artykuł redaktora Czecha, który po raz pierwszy sformułował taką tezę, iż jest potrzebny blok lewicy, który ma doprowadzić Donalda Tuska do prezydentury.

J.K.: Tak lub nie, panie pośle.

J.R.:
Osobiście jestem zaskoczony taką tezą. Ja jestem politykiem i raczej myślę w kategoriach intencji. Nie chciałbym, żeby Platforma w takim kierunku szła i myślę, że przygniatająca większość członków Platformy tego również nie chce.

J.K.: Czyli plus-minus, tak na pół. „Tusk chce budować małą partię liberalną i tworzyć jakiś sojusz z lewicą”.

J.R.:
Nie, nie chcę się wypowiadać o intencjach przewodniczącego Platformy, bo ich nie znam. Z pewnością Platforma jest potrzebna Polsce jako duża partia, która będzie w stanie dokonać tego, czego nie dokonano w ubiegłym roku, to znaczy zasadniczej i głębokiej przebudowy państwa. Innymi słowy, jak pan mnie o to pyta, znów odpowiadam – nie chciałbym zdecydowanie, aby tak się stało.

J.K.: „Tusk dba o realizację własnych celów i nie potrafi być przywódcą dużej partii”.

J.R.:
To już są oceny, co których jako członek Platformy Obywatelskiej zupełnie nie chciałbym publicznie się wypowiadać, zwłaszcza że jak pan wie, w ciągu ostatnich tygodni przez Tuska, Schetynę i ich kolegów zostałem poddany dość brutalnej kampanii publicznej, w związku z tym nie chciałbym odpowiadać złem na zło.

J.K.: „Dla Platformy nastał zły czas, a partia musi zastanowić się nad przyszłością”.

J.R.:
Zastanawianie się nad przyszłością jest zawsze bardzo wartościową rzeczą i warto się nad przyszłością zastanawiać. I Platformie, i PiS-owi jest potrzebne dzisiaj zastanawianie się nad przyszłością, ponieważ chyba coraz większa ilość Polaków uważa, iż polska polityka zabrnęła w ślepą uliczkę. Od wielkich przywódców i od wielkiej polityki oczekuje się przecież nie brnięcia w ślepą uliczkę, tylko znajdowania wyjścia dla kraju z sytuacji. W tym sensie taka teza byłaby słuszna.

J.K.: Nie bez przyczyny postawiłem te tezy. To są właściwie cytaty z oświadczenia Nelly Rokity, pana żony, po tym, jak ogłosiła, że opuszcza Platformę. Pan o tym wiedział?

J.R.:
Dowiedziałem się od mojego sekretarza Karola Walczuka, tego usuniętego z pracy w Platformie Obywatelskiej i pozbawionego środków do życia za współpracę ze mną. Moja żona lubi zaskakiwać swoimi decyzjami. Natomiast ja bym nie traktował tego faktu wczorajszego jako faktu o takim znaczeniu politycznym, o jakim pan redaktor tutaj mówi. Jak usłyszałem publiczne oświadczenie mojej żony, pomyślałem sobie, że to jest raczej akt o charakterze moralnym, to znaczy usłyszałem takie czyste, krystaliczne, moralne słowa niezgody na metody, które zastosowali ludzie z kierownictwa Platformy Obywatelskiej wobec mnie. No i tyle tak naprawdę. Mam wrażenie, że to jest taka „Karta 77” mojej żony, takie non possumus. Bardzo mnie to poruszyło, dlatego że usłyszałem w tym oświadczeniu taki czysty, moralny głos sprzeciwu wobec nagonki wobec instytucji, niszczenia ludzi, wobec tego najbardziej czarnego zjawiska brudnej polityki w dzisiejszej polskiej rzeczywistości. Tak, byłem poruszony i traktuję to, jak mówię, jako akt o charakterze moralnym, a nie politycznym.

J.K.: Ale wiedział pan o tym, czy dowiedział się pan z mediów?

J.R.:
Ja już odpowiedziałem panu redaktorowi na to pytanie. Moja żona jest osobą niezwykle samodzielną w swoich zachowaniach publicznych i w związku z tym nie pyta mnie o to, co ma w życiu publicznym robić. Robi to, oczywiście, sama, ale zawsze robi to właśnie z taką krystaliczną moralną czystością.

J.K.: Robi to też z intencją obrony dobrego imienia, pańskiego imienia. Jak stwierdziła, to właściwie był główny motyw, bo czekała na przeprosiny ze strony Donalda Tuska.

J.R.:
No tak, właśnie o tym aspekcie sprawy myślę i myślałem wczoraj, jak usłyszałem publiczne słowa Nelly. Pomyślałem sobie, że to, czego mogłem oczekiwać od przyjaciół, to znaczy powiedzenia nie wtedy, kiedy kogoś bez żadnego powodu dotykają szykany, represje polityczne, to publicznie zrobiła właśnie Nelly. Zawsze byłem bardzo dumny z takiego jej donkiszotowsko czystego sposobu zachowania się.

J.K.: W świecie polityki pojawiła się taka może nieco spiskowa, ale jednak teoria, że pan wysłał żonę, by wysłać sygnał do władz Platformy, że pan również może odejść.

J.R.:
To nonsens, ja nie jestem człowiekiem, który w polityce wysyła sygnały. Ja jestem człowiekiem, który w polityce jak coś ma do zrobienia bądź powiedzenia, to robi to z podniesionym czołem i otwartą przyłbicą.

J.K.: Jak tak słucham pana, to zastanawiam się, dlaczego właściwie pan jeszcze jest w Platformie. Mówi pan o niszczeniu ludzi, o nagonkach. No, człowiek poddany takim doświadczeniom może powinien opuścić to środowisko, w którym przychodzi mu doznawać takich przykrych rzeczy.

J.R.:
To ponure doświadczenia rzeczywiście i zwłaszcza ponure metody, które miałem okazję w listopadzie i na początku grudnia przeżyć. Takie rzeczywiście z czarnej księgi dziejów polskiej polityki, dziejów polskiej polityki partyjnej. Natomiast jestem przekonany o tym, że Platforma Obywatelska nie jest przecież własnością Schetyny i Tuska; Platforma Obywatelska jest i pozostanie wielkim projektem politycznym, który ma na celu głęboką przebudowę państwa polskiego. Partia polityczna, zwłaszcza duża partia polityczna nie może stawać się własnością jakiejś wąskiej grupy ludzi, którzy stosują brudne metody w polityce. Ta partia polityczna ma przed sobą bardzo wielkie zadanie, a mój wybór i związanie się z nią było wynikiem ideowego poglądu na polską rzeczywistość, przywiązania do konserwatywno-liberalnej tradycji, do konserwatywno-liberalnego dziedzictwa i wiary w to, że właśnie przy pomocy tego, a nie innego dziedzictwa ideowego można głęboko przebudować polską rzeczywistość.

J.K.: Pan mówi „nie może być własnością grupy osób”. Będzie pan chciał odebrać, przynajmniej częściowo Platformę obecnemu przywództwu?

J.R.:
Nie, nie chciałbym takim językiem mówić. Co ja mogę mówić o odbieraniu? Jestem człowiekiem, który wyraża swój pogląd na rzeczywistość i który będzie dążył do tego, ażeby nie dać się „wyciszyć”, jak to wczoraj sugerował redaktor Czech w Gazecie Wyborczej. Nawiasem mówiąc, z pewnym zdumieniem przeczytałem wczoraj ten postulat, iż Rokitę „trzeba wyciszyć” na łamach wielkiego dziennika. Ponieważ – co tu dużo ukrywać – wiem dokładnie jako badacz dziejów komunistycznego MSW, gdzie i kiedy ostatni raz się w polityce spotykałem z tym charakterystycznym słowem – nie „ściszyć” czy „uciszyć”, tylko właśnie „wyciszyć”, z tym przedrostkiem. Tego słowa ostatni raz w Polsce używano na naradach w komunistyczny Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i w Służbie Bezpieczeństwa, wtedy, kiedy planowano napady, podpalenia, szantaże albo pobicia. To jest bardzo ciekawe słowo, które wczoraj padło w odniesieniu do mnie publicznie.

J.K.: Ale ze strony nie członka Platformy.

J.R.:
Ze strony dziennikarza Gazety Wyborczej.

J.K.: Panie pośle, jak pan patrzy z perspektywy na ten czas końca zeszłego roku, gdy ten wielki bój na słowa między panem a Donaldem Tuskiem się toczył, to...

J.R.:
Nie, nie toczył się z mojej strony żaden bój.

J.K.: Wymiana ciosów słownych. To gdzie była przyczyna? Co było właściwą przyczyną?

J.R.:
Nie wiem, bardzo trudno to powiedzieć. Patrzę na to dzisiaj z pewnym spokojem i dystansem. Raczej mam wrażenie, że gdyby chcieć badać rzecz od strony psychologicznej, to zadziałał tu mechanizm zawiści, ale być może nie to jest istotne. Istotniejsza jest polityczna struktura czy polityczne tło tego typu zjawisk, jak to, co mnie spotkało pod koniec ubiegłego roku. Zgadzam się z profesorem Pawłem Śpiewakiem, który parę tygodni temu bardzo ciekawie mówił publicznie o tym, iż partie w Polsce (i to nie jest specyfika Platformy Obywatelskiej tylko) podlegają procesowi oligarchizacji, to znaczy kontrolę nad nimi przejmują stosunkowo wąskie, koteryjnie zorganizowane grupy ludzi. I to jest powód, dla którego potem takie grupy zdobywając władzę w państwie, mają naturalną skłonność do tego, co nazywamy zawłaszczaniem państwa.

J.K.: No to jaki jest sens bycia w Platformie, skoro rządzi nią koteria, oligarchia, dwór? Pewnie się w dziennikarskim świecie mówi... Jaki jest sens bycia w tej partii, skoro potem po dojściu do władzy można założyć – taka jest logika pańskiego wywodu – przełoży te złe mechanizmy na państwo?

J.R.:
To nie jest specyfika Platformy Obywatelskiej. To jest – jak słusznie Paweł Śpiewak mówił – pewne zjawisko, które towarzyszy dzisiaj złym przekształceniom polskiego systemu partyjnego. Myślę, że jak popatrzyć na Prawo i Sprawiedliwość, jak popatrzyć na Samoobronę, są to partie dotknięte bardzo podobnymi zjawiskami. Bez uzdrowienia partii politycznych w Polsce nie nastąpi uzdrowienie państwa, ponieważ to choroby wewnętrzne partii politycznych dzisiaj przekładają się na złą politykę państwową. Kto w partii zdobywa władzę przy pomocy koterii, ten następnie nie jest w stanie od tego mechanizmu uwolnić się w procesie rządzenia państwem. Myślę, że dziś ofiarą tego właśnie zjawiska, tyle że nie w Platformie, a w PiS-ie, są właśnie rządy Polską.

J.K.: Czy przemknęła panu przez głowę myśl, by pójść w ślady żony? To jest realne, możliwe, wyobrażalne?

J.R.:
Pan redaktor już pytam mnie o to kiedyś, jak również pańscy koledzy dziennikarze. Nie, nie mam takiego planu, uważam, że polskie partie polityczne wymagają głębokiej naprawy wewnętrznej, że to jest postulat, który jest warunkiem naprawy polskiej rzeczywistości politycznej. I tak długo, jak długo będę miał po temu siły i tak długo, jak długo nie zostanę uciszony... wyciszony, przepraszam, jak to wczoraj zostało zasugerowane w jednym z dzienników, to będę z otwartą przyłbicą starał się, żeby tak było. Jedyna rzecz, na której mi zależy w dzisiejszej Polsce to to, ażeby powstała sytuacja, w której będzie możliwa głęboka naprawa Rzeczypospolitej, głęboka naprawa państwa. To jest zależne od partii politycznych, a nie od kogo innego. Więc trzeba pracować nad partiami politycznymi w Polsce, a nie porzucać je.

J.K.: Sednem przekazu pana żony jest właściwie ostrzeżenie przed marszem Platformy na lewo. „Dla mnie nie ma miejsca w partii, która chce współpracować z Aleksandrem Kwaśniewskim, budować wspólną jakąś szerszą lewicę”.

J.R.:
Jak mówiłem panu redaktorowi, tę tezę znam wyłącznie z jednego artykułu z Gazecie Wyborczej pana redaktora Czecha, wczoraj opublikowanego. Do tej pory wydawało mi się, że tego typu koncepcja polityczna w Platformie Obywatelskiej nie istnieje. Co więcej, sądzę, że za tego rodzaju koncepcją nie byłaby gotowa opowiedzieć się przygniatająca większość członków Platformy Obywatelskiej. Innymi słowy jak mnie pan pyta, czy ten plan się gdzieś roi się, roi się, skoro o nim po raz pierwszy publicznie napisano wczoraj. Jak mnie pan pyta, czy to jest plan realny, odpowiedź brzmi: nie, to nie jest plan realny.

J.K.: Jeszcze był fakt poparcia przez Aleksandra Kwaśniewskiego Hanny Gronkiewicz-Waltz tuż przed drugą turą wyborów. Cenne wsparcie w kontekście warszawskim.

J.R.:
Nie dziwiłbym się temu. W moim przekonaniu skoro w Warszawie rozgorzała rywalizacja pomiędzy kandydatem Prawa i Sprawiedliwości i kandydatką Platformy Obywatelskiej, obie strony z natury rzeczy szukały wszystkich możliwych sojuszników do tego, ażeby wygrać. Patrzyłbym zatem na wybory warszawskie w kategoriach tego specyficznego sporu ubiegłego roku i nie przenosiłbym tego obrazu na obraz przyszłej polskiej rzeczywistości politycznej. To mało prawdopodobne, żeby takie przeniesienie nastąpiło.

J.K.: Pan jakiś czas temu postawił tezę, że w Polsce lewica nie wróci już do władzy. Ale pojawiają się na początku tego roku takie opinie, tezy, sugestie, że coś wisi w powietrzu. Spotkania czwartkowe Aleksandra Kwaśniewskiego czy jego otoczenia z częścią lewicy, głosy socjologów o tym, że część elit przynajmniej rozczarowana Platformą czy traktująca Platformę jako mniejsze zło, szuka jakiejś nowej formacji.

J.R.:
Na pewno są także wśród dziennikarzy, wśród ludzi opiniotwórczych ludzie, którzy są bardzo zainteresowani tym, ażeby obóz postkomunistyczny czy obóz skupiony wokół Aleksandra Kwaśniewskiego odzyskał swoje siły polityczne. Wielu powiada ostatnio, można o tym także czytać, że kiedy pan prezydent Aleksander Kwaśniewski wróci z amerykańskich wykładów, to założy nową partię polityczną. Jeśli pan redaktor mnie pyta, czy ja w tego typu przewidywania wierzę, odpowiedź brzmi: nie, nie wierzę, wydaje się bowiem, że my, Polacy, jesteśmy bardzo zrażeni do rządów lewicy w Polsce i że jest mało prawdopodobne, ażebyśmy chcieli dać mandat zaufania ludziom z obozu postkomunistycznego. To zresztą potwierdzają wyniki ostatnich wyborów samorządowych. Wbrew pewnej propagandzie tu i ówdzie rozpowszechnionej, wyniki tych wyborów dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej były gorsze niż złe już wcześniej wyniki wyborów parlamentarnych. Innymi słowy, jak patrzymy na fakty, to widzimy raczej zwijający się niż rozwijający się obóz postkomunistycznej lewicy. A ja przywiązuję wagę do faktów.

J.K.: W polityce możliwe jest jednak wszystko. SLD swego czasu było potęgą, potem zmarginalizowane. Strona solidarnościowa... Ale, panie pośle, jak rozmowa z Kazimierzem Marcinkiewiczem, zapowiadana wcześniej, anonsowana odbyła się?

J.R.:
Nie miałem jeszcze okazji ostatnio rozmawiać z panem Kazimierzem. Ponieważ życie publiczne jest pełne rozmów, więc myślę, że do takiej rozmowy dojdzie, ale tak jak wielokrotnie mówiłem, nie sądzę, ażeby była to rozmowa, która zmieni bieg polskiej rzeczywistości politycznej. Mówiąc to, jak pan widzi, się śmieję, dlatego że zdaje się, że zbyt wielu ludzi przywiązuje nadmierne znaczenie do moich dobrych stosunków z Kazimierzem Marcinkiewiczem.

J.K.: Ale coś jest na rzeczy. Kazimierz Marcinkiewicz, który zwołał konferencję, poinformował o tym, że nie wchodzi do rządu, mówił: różni mnie to i to, czy dużo mnie różni z premierem Kaczyńskim, z panią profesor Zytą Gilowską. Tak chyba wyraźnie widać, że właściwie chyba droga powrotu do władzy poprzez ten PiS dla Kazimierza Marcinkiewicza będzie drogą bardzo trudną, mało realną. Pan też w ostrych słowach mówi o swoim przywództwie. W jakiś naturalny sposób to się wszystko łączy.

J.R.:
Trochę żałuję tego, że pan premier Kazimierz Marcinkiewicz zdecydował się na pracę w biznesie, ponieważ praca w biznesie jest jednak pewną dobrowolną abdykacją z udziału w życiu politycznym. Trudno jednocześnie zajmować się sprawami wielkiego banku i być uczestnikiem debaty na temat bieżącej polskiej polityki. Szkoda, ale tak się stało, rozumiem, że to jest świadomy wybór ze strony Kazimierza Marcinkiewicza uchylenia się od udziału w życiu politycznym w najbliższym czasie. Rozumiem, że miał on pewien dyskomfort i że to jest wynikiem tego dyskomfortu, ale jak mnie pan pyta, czy szkoda, odpowiadam: tak, szkoda.

J.K.: Porozmawiajmy jeszcze chwilę o sprawie arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Śledzi pan uważnie to, co się dzieje w tej sprawie? Dla katolików w Polsce to jest chyba moment bardzo szczególny, bardzo trudny także.

J.R.:
No, trudno nie śledzić tej sprawy uważnie, dlatego że to, jak ostatecznie będzie w Polsce wyglądał autorytet biskupa warszawskiego, jest nie bez znaczenia dla przyszłości polskiego katolicyzmu w ogóle przez wiele następnych lat. Na mnie największe wrażenie zrobiły takie bardzo twarde słowa papieża czy raczej jego rzecznika, wskazujące na pełne zaufanie do nowego arcybiskupa warszawskiego. Nie mogę się z tymi słowami nie liczyć, skoro papież takie zaufanie ma, to należy papieżowi wierzyć. Natomiast jako obywatel i członek Kościoła katolickiego bardzo chciałbym też tego, ażeby za tymi słowami rzecznika Benedykta XVI poszła też pełna jawność dokumentów, które dotyczą nowego arcybiskupa warszawskiego zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej. Być może to pozwoliłoby wszystko skończyć tę dość ponurą i przykrą także dla mnie sprawę.

J.K.: A nie jest to taki zwrotny moment w dziejach lustracji w Polsce? Bo to hierarcha, biskup, z zarzutami, ja nie przesądzam o ich prawdziwości, ale z poważnymi zarzutami obejmie, jak wszystko wskazuje, stanowisko. Czyli ta taka sankcja tych zarzutów jakby znika.

J.R.:
Trochę się zgadzam z tym, co mówił publicznie parę dni temu arcybiskup gnieźnieński, arcybiskup Muszyński. Mówił mianowicie, że w Polsce zarzuty są stawiane najpierw bez pokrycia, a potem ktoś musi się z nich tłumaczyć. Tak chyba jest w przypadku nowego arcybiskupa warszawskiego. Rzecz w tym, że tak długo – i to będę powtarzał jak ceterum censeo – tak długo, jak długo materiały IPN-u nie staną się jawne, tak długo będziemy mieli właśnie z taką sytuacją, jaka dzisiaj dotyczy nowego arcybiskupa warszawskiego, nie poparte dowodami zarzuty, osoba stojąca pod sytuacją presji i konieczności tłumaczenia się, a dokumentacja tajna, dla nikogo niedostępna i nie wiadomo w związku z tym, czy chodzi o prowokację, czy chodzi o nienawiść, czy też chodzi o prawdziwe zarzuty. Tylko jawność tej dokumentacji jest w stanie definitywnie rozwiązać tego typu sytuacje. Bez tej jawności będziemy żyć ciągle w kraju niepewności, w kraju pomówień i w kraju tłumaczeń się ze strony różnych ludzi, raz prawdziwych, raz nieprawdziwych. Jawność.

J.K.: Jan Rokita, poseł Platformy Obywatelskiej. Dziękujemy.

J.R.:
Dziękuję.

J.M.

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Nelli Rokita

Ostatnia aktualizacja: 01.04.2009 08:29
Posłanka PiS Nelli Rokita jest zdania, że obecna, stosunkowo dobra kondycja Polski w czasie kryzysu, to zasługa rządów Jarosława Kaczyńskiego.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Jan Rokita dostanie pieniądze za stan wojenny

Ostatnia aktualizacja: 12.01.2010 19:16
25 tys. złotych to zadośćuczynienie za internowanie w czasie stanu wojennego - zdecydował we wtorek krakowski sąd.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Jan Rokita

Ostatnia aktualizacja: 08.10.2009 08:13
"Zajmuję się analizowaniem polityki i jestem osobą prywatną. (...) Interesuje mnie analizowanie życia, a nie czynny w nim udział" - mówi w "Trójce" Jan Rokita, pytany, czy nie chciałby wrócić do politycznej pierwszej ligi i wejść do rządu.
rozwiń zwiń