Consensus w sprawie komisarza Warszawy

Ostatnia aktualizacja: 30.01.2007 07:15
Pan Donald Tusk wyraźnie powiedział, że nie ma mowy o tym, żeby komisarzem została pani Gronkiewicz-Waltz, co ja potwierdziłem, znaczy stwierdziłem, że takiego planu nie mamy, nie jesteśmy w stanie mianować pani Gronkiewicz-Waltz komisarzem.
Audio

Jacek Karnowski: Gościem Sygnałów Dnia jest premier Jarosław Kaczyński. Dzień dobry, panie premierze.

Jarosław Kaczyński: Dzień dobry.

Jacek Karnowski: Ręka na temblaku po niedzielnym upadku, wypadku. Jak zdrowie, panie premierze?

Jarosław Kaczyński:
Poprawia się, chociaż te pierwsze dni z takim złamaniem są niemiłe, bo boli.

Jacek Karnowski: Panie premierze, przejdźmy do rzeczywistości politycznej. Raport o likwidacji Wojsk Służb Informacyjnych, duże oczekiwanie na ten raport, a minister Zbigniew Wasserman ogłosił, że dopiero w połowie lutego. Jak pan się odnosi do takiego przewlekania tej sprawy?

Jarosław Kaczyński:
To nie jest przewlekanie, takie są możliwości ustawowe, a lepiej trochę później i lepsza jakość raportu, niż gorsza jakość i wcześniej. Ale ja nie potrafię w tej chwili powiedzieć, kiedy raport zostanie ostatecznie ogłoszony. Na pewno do 15 lutego, ale czy akurat piętnastego, czy nie bliżej pierwszego, to jeszcze nie jest rozstrzygnięte.

Jacek Karnowski: A pan zna ten raport?

Jarosław Kaczyński:
Nie. Nie, pan patrzy na mnie z uśmiechem, ale naprawdę nie znam.

Jacek Karnowski: Panie premierze, a zapowiadał pan ocenę pracy ministrów na ten tydzień właśnie. Kiedy dowiemy się?

Jarosław Kaczyński:
Nie wiedziałem, że złamię rękę, tak że nie wiem, czy w tym tygodniu dokonam zmian w rządzie, ale jeśli nie w tym, to w przyszłym, to po prostu siła wyższa.

Jacek Karnowski: A czy zainteresowani już wiedzą? Bo oni najpierw mieli się dowiedzieć, że stracą...

Jarosław Kaczyński:
Sądzę, że się mogą domyślać, ale jeszcze nie zostali o tym oficjalnie powiadomieni.

Jacek Karnowski: A liczba ministrów, która straci pracę?

Jarosław Kaczyński:
Nie chciałbym jej w tej chwili wymienić, na pewno więcej niż jeden.

Jacek Karnowski: Opozycja zapowiada wotum nieufności wobec ministra transportu Jerzego Polaczka. Czy on będzie wśród tych, którzy stracą pracę? A może mu pomoże takie wotum nieufności ze strony opozycji?

Jarosław Kaczyński:
Nie będę tego w tej chwili komentował. Opozycja na pewno nie będzie miała wpływu na moje decyzje, ale ten zarzut, który postawiono ministrowi Polaczkowi, ja go dobrze znam, jest tylko i wyłącznie dowodem na oddziaływanie różnych lobbystycznych sił, bo w tej sprawie minister Polaczek, jak zresztą wielu innych, ma całkowitą rację.

Jacek Karnowski: Mówimy o autostradzie A1.

Jarosław Kaczyński:
Tak, oczywiście.

Jacek Karnowski: A co pan rozumie pod pojęciem „siły lobbystyczne”?

Jarosław Kaczyński:
Tam przecież w gruncie rzeczy chodzi o metodę budowy autostrad, która była skrajnie nieefektywna i niesłychanie kosztowna, a umowy w związku z nią zawarte wymagają co najmniej poważnej oceny ze strony także organów ścigania.

Jacek Karnowski: Czwartkowe spotkanie z Donaldem Tuskiem prawie dwie godziny i słowa z obu stron o miłej atmosferze. To dość zdumiewające po tym długim bardzo okresie ostrego konfliktu politycznego.

Jarosław Kaczyński:
Rozmawialiśmy ze sobą w ten sposób, że – jak słusznie powiedział Donald Tusk – to nie była randka, ale też ja przynajmniej nie jestem człowiekiem, który nie potrafi rozmawiać także z osobami, z którymi byłem w konflikcie. I bardzo się cieszę, że Donald Tusk też najwyraźniej do takich osób, które nie potrafią, nie należy. To dobry objaw.

Jacek Karnowski: A czy, panie premierze, z tej rozmowy może wyniknąć jakieś porozumienie między Platformą a PiS-em w sprawach kluczowych, polityka zagraniczna czy choćby fundamenty reform?

Jarosław Kaczyński:
Jeśli chodzi o politykę zagraniczną, to znów ten wypadek uniemożliwił na razie, ale to jest tylko odłożenie o dwa czy trzy, czy może siedem dni spotkanie z opozycją w sprawie tarczy, bo z całą pewnością to jest temat, który powinien być omówiony przez wszystkie partie polityczne, wszystkie partie parlamentarne, natomiast jeśli chodzi o inne kwestie, cóż, my jesteśmy otwarci, ale to przecież PiS był przedmiotem niezwykle ostrego ataku ze strony Platformy Obywatelskiej i w związku z tym do Platformy dziś należy inicjatywa w tych sprawach.

Jacek Karnowski: W czwartek rozmawiał pan z Donaldem Tuskiem o Warszawie przede wszystkim. Czy gdyby to od pana zależało, wprowadziłby pan komisarza do stołecznego Ratusza? Zakładamy, że ta cała ścieżka proceduralna jest już wyczerpana.

Jarosław Kaczyński:
Panie redaktorze, w trakcie tej rozmowy w jednej sprawie była zgoda – pan Donald Tusk wyraźnie powiedział, że nie ma mowy o tym, żeby komisarzem została pani Gronkiewicz-Waltz, co ja potwierdziłem, znaczy stwierdziłem, że takiego planu nie mamy, nie jesteśmy w stanie mianować pani Gronkiewicz-Waltz komisarzem. Więc tutaj rozwiązanie tego typu jest niemożliwe. Natomiast jakby zgodziliśmy się co do tego, że prawnie rzecz biorąc, możliwość wprowadzenia komisarza, czy nawet konieczność wprowadzenia komisarza w pewnej sytuacji może zajść, natomiast w jakim momencie procedury to będzie następowało, to ja nie chciałbym w tej chwili rozstrzygać, a to z tego względu, że moje wyciągnięte z kontekstu zdania bywają nadużywane. To po prostu będzie decyzja zgodna z prawem. Tyle mogę tylko w tej sprawie powiedzieć.

Jacek Karnowski: A skąd pojawił się pomysł Hanny Gronkiewicz-Waltz jako komisarza? Czy Donald Tusk go zgłosił, czy pan, panie premierze?

Jarosław Kaczyński:
Myśmy rozmawiali o tym, żeby sprawę rozwiązać w możliwie spokojny sposób, bez konfliktów i w związku z tym mówiłem, że tam, gdzie chodzi o pomyłkę, a nie o niechęć do złożenia oświadczenia i nie ma jakichś innych szczególnych przesłanek, na przykład wyjątkowa wrogość osoby, która pełniła funkcję prezydenta, burmistrza czy wójta, to tam jest możliwe mianowanie komisarzami dotychczasowych wójtów, burmistrzów czy prezydentów, że my takiej możliwości nie wykluczamy, choć nie dotyczy to Warszawy, a nie dotyczy to Warszawy i dlatego, że sądziliśmy, że pani Gronkiewicz tego nie przyjmie, a poza tym dlatego, że pani Gronkiewicz ma wręcz obsesyjny stosunek do naszego rządu i naszej władzy i jakby niezauważanie tego byłoby już po prostu politycznym błędem i swego rodzaju przyznaniem, że ona ma rację, a w najmniejszym stopniu nie ma racji, zarzuty, które nam stawia w różnych sprawach są całkowicie nieprawdziwe, często po prostu wyssane z palca.

Jacek Karnowski: Czy ta surowa zasada, egzekwowanie tego prawa zapisanego w ustawie, będzie dotyczyła również tych burmistrzów, tych wójtów, tych radnych, którzy kandydowali z ramienia Prawa i Sprawiedliwości? Czy pan będzie pilnował, by była to zasada...?

Jarosław Kaczyński:
Tak, już pilnuję, już wezwałem ministra Gosiewskiego, żeby przypadkiem nie próbowano uczynić niczego, co by było odejściem od tej zasady w sprawie prezydenta Skarżyska Kamiennej, gdzie władze samorządowe, czyli Rada podjęła sprzeczną z prawem uchwałę o tym, by nie wygaszać mandatu. Otóż to jest uchwała nielegalna, musi być uchylona, musi być dane postanowienie zastępcze, choć wiem, że dla Skarżyska to nie jest dobrze, bo wiem, że tam nastąpił pewien przełom, bo rządziły tam przedtem siły, powiedzmy sobie, w najwyższym stopniu wątpliwe. I tu już nie chodzi o ich barwę polityczną, tylko o ich powiązania. Ale trudno, prawo jest prawem.

Jacek Karnowski: Panie premierze, ale pańska partia – przyznają to politycy – nie ma kandydata na prezydenta Warszawy. Wstępne sondaże, wstępne, ale jednak, pokazują, że nawet tak popularni politycy, jak Zyta Gilowska czy Zbigniew Ziobro nie mają szans w starciu z Hanną Gronkiewicz-Waltz.

Jarosław Kaczyński:
Panie redaktorze, naprawdę nikt nie myślał o takiej sytuacji, nikt nie przygotowywał takich planów. Ja przyznaję, że w tej chwili kandydata nie mamy, ale przecież to nie jest tak, żeby naszym celem były wybory. Naszym celem jest przestrzeganie prawa i tego prawa będziemy przestrzegali. I nie będziemy go zmieniać ad personam, bo tak naprawdę nikt nie robił tutaj żadnej sprawy, póki rzecz nie zaczęła dotyczyć pani Gronkiewicz-Waltz. Kiedy zaczęła dotyczyć pani Gronkiewicz-Waltz, to padło ileś tam propozycji, żeby od prawa odejść w ten czy inny sposób, nawet poprzez nową ustawę. Otóż naprawdę nie można robić ustaw ad personam, nie można uchwalać ustaw dlatego, że jedna pani czegoś, co z łatwością mogła zrobić w ciągu dwóch minut, nie zrobiła w ciągu miesiąca. Nie wiem, dlaczego nie zrobiła, nie chcę tutaj snuć żadnych domysłów, ale nie zrobiła i z tego wynikają pewne konsekwencje. Kiedy te konsekwencje będą wyciągnięte, czy pani Gronkiewicz będzie odwoływała się do sądu, to tego po prostu nie wiem. Wiem, jakie jest prawo i wiem, że należy go przestrzegać. Jeżeli prawnicy, sędziowie uznają, że jest inaczej, to, oczywiście, my to przyjmiemy.

Jacek Karnowski: Czy PiS – to pytanie do prezesa Prawa i Sprawiedliwości – podejmie walkę o Warszawę, o władzę nad stolicą, czy w tym wyścigu trochę odpuści?

Jarosław Kaczyński:
Nie, my podejmiemy walkę, to jest oczywiste, to jest nasz obowiązek, można powiedzieć, wynikający z istoty partii politycznej, a my jesteśmy dużą partią polityczną, rządzącą partią polityczną. Natomiast nie odpowiem w tej chwili panu na pytanie, jaką formę ta walka przybierze i kto będzie kandydował.

Jacek Karnowski: „Jeżeli w tym tygodniu rząd nie zgodzi się na uruchomienie skupu żywca, Samoobrony w tym rządzie nie będzie” – to cytat z Andrzeja Leppera. Czy będzie ten skup?

Jarosław Kaczyński:
Ja nie rozumiem tej wypowiedzi, ona padła właśnie wtedy, kiedy ja byłem troszkę nie w formie.

Jacek Karnowski: Andrzej Lepper ma duże kłopoty, rolnicy wygwizdali go nawet w Lesznie, zdaje się.

Jarosław Kaczyński:
No, to jest prawda, że go wygwizdali, ale też i ma być uruchomiony skup i wydaje mi się, że premier Lepper o tym wie, więc zupełnie nie rozumiem, dlaczego składa tego rodzaju oświadczenia. To jest robienie bardzo niedobrej atmosfery, bo to robi wrażenie, że my pod naciskiem czy zgoła szantażem podejmujemy tego rodzaju decyzje. Ta sprawa była omawiana raz na posiedzeniu rządu, później drugi raz na posiedzeniu rządu, wszystko zostało wyjaśnione i skup się ma odbyć. Pieniądze będą przesunięte, bo na to nie trzeba nowych pieniędzy, tylko trzeba dokonać pewnych przesunięć w ramach budżetu państwa i te 70 czy 80 tysięcy ton ma być skupione przez rezerwy państwowe.

Jacek Karnowski: Jeden z tygodników porównuje Polskę do Rosji, pana do Władimira Putina, instrumentalne traktowanie prawa, autorytarny styl, lekceważenie woli wyborców, gra na nacjonalistycznej strunie. To zjawiska, które zdaniem tego tygodnika są wspólne rządzącym i w Warszawie, i w Moskwie. Jak pan przyjmuje takie porównania? Bo wygląda na to, że w oczach przynajmniej części mediów pański rząd jest zagrożeniem dla demokracji.

Jarosław Kaczyński:
O tym słyszymy od początku. Nic żeśmy jeszcze nie zrobili, a już się okazało, że jesteśmy zagrożeniem dla demokracji. To jest po prostu absurd, ale sądzę, że warto odpowiedzieć na to pytanie tak: nie tak dawno pismo tego samego wydawnictwa, które wydaje Newsweek, czyli Springera, zostało zmielone w Rosji, w Moskwie, dlatego że na pierwszej stronie były jakieś niemiłe uwagi o żonie burmistrza Moskwy, czyli bardzo wpływowego tam polityka. Nie sądzę też, żeby ten teren był (mówię o Rosji) miejscem, gdzie na przykład Springer mógłby mieć duży tygodnik, duży dziennik popularny i dużą gazetę poważną. I jeszcze ma, jak wiem, dalsze ambicje. Krótko mówiąc sądzę, że warto, by wydawcy się zastanowili, czy warto pisać tego rodzaju bzdury, bo to oczywista nieprawda, chorobliwa agresja.

Przypomnę też może jeszcze jedno – kiedy jedna lokalna gazeta, co prawda berlińska, ale bez znaczenia ogólnokrajowego, miała być w Niemczech przejęta przez obcego wydawcę, to kanclerz Schroeder się osobiście angażował w to, żeby nie została przejęta. W Polsce ogromna część prasy jest niemiecka, a to jest sytuacja, nad którą w ogóle się warto w skali Unii Europejskiej zastanowić, czy to powinno tak być, czy nie, należy jednak postawić tamę tego rodzaju mechanizmom. Ja osobiście uważam, że należy, ale w każdym razie proszę choćby tylko na ten jeden aspekt tej sprawy spojrzeć.

Powtarzam – każdy może napisać, co chce, ja jestem przyzwyczajony od niemalże siedemnastu, no, może szesnastu lat, bo to może się zaczęło w 1990 roku, piszą na mój temat bardzo wiele niedobrych rzeczy. I jest bardzo charakterystyczne, że to jest taki dziwny sojusz, gdzie z jednej strony występują ci, którzy chcą się prezentować czy prezentują się całkiem niesłusznie jako reprezentacja polskiej inteligencji, a z drugiej strony też piszą ludzie z pism przeznaczonych dla tych najniższych półek społecznych i ludzie, którzy sami te najniższe półki społeczne reprezentują i skądinąd rzeczywiście wywołują niechęć u swoich czytelników, u ludzi tak bardzo specyficznego typu, do mnie, do mojego brata, do mojej partii. Ja to odczuwałem jeszcze za czasów PC i po dziś dzień odczuwa. Powtarzam – bardzo dziwny sojusz tych, którzy udają intelektualistów, choć w ogromnej większości nimi nie są. No i tych ze społecznego dna, zgoła z lump.

Jacek Karnowski: Czy pańskie słowa, panie premierze, o tym, że powinien się wydawca zastanowić, nie boi się pan, że one zostaną odebrane jako rodzaj pośredniego nacisku?

Jarosław Kaczyński:
To nie jest żaden nacisk, to jest tylko po prostu pewien apel, przecież wiadomo, że w Polsce nie ma cenzury, nie ma żadnej możliwości oddziaływania, pan Kaczorowski może sobie pisać co chce, jeszcze w dodatku ma podobne do mojego nazwisko. Ale powtarzam – może pisać, ja nie mam na to żadnego wpływu. Natomiast rzeczywiście warto, żeby się wydawca zastanowił nad tym (czy kierownictwo tej gazety, skądinąd pan Kaczorowski do niego należy), czy warto pisać tego rodzaju bzdury, czy warto, żeby w tygodniku, który chce uchodzić za poważny, stawiać tego rodzaju idiotyczne, całkowicie oderwane od rzeczywistości tezy.

Jacek Karnowski: Ale czy nie niepokoi pana, panie premierze, to, że w oczach części opinii publicznej, bo tego typu tezy powtarzają się w różnej formie, nie tak może wprost, ale one się pojawiają, jednak pański rząd jest tak właśnie postrzegany? Czy to pęknięcie... wydaje się od początku roku, że ten klimat polityczny trochę się ocieplił, ale że to pęknięcie jest dziś bardzo głębokie, jakby dwie Polski istniały?

Jarosław Kaczyński:
Wie pan, być może, że istnieją rzeczywiście dwie Polski, ale jeżeli na przykład przez jakiś czas, a może i po dziś dzień istnieją dwie Francje, to któraś z nich rządziła i w związku z tym nie ogłaszano, że to koniec francuskiej demokracji, to po pierwsze.

A po drugie – ja nie sądzę, żeby istniały dwie Polski, sądzę po prostu, że myśmy nie zrobili na początku lat 90. czy nawet jeszcze w samym końcu lat 80. tego, co należało zrobić, co u naszych sąsiadów, w krajach ościennych zrobiono i mamy tego po dziś dzień fatalne skutki w różnych dziedzinach życia, w tym w ogromnej mierze właśnie w dziedzinie medialnej. Ludzie, którzy, powiedzmy sobie, powinni w tej nowej Polsce dokonywać ekspiacji, to już tak najłagodniej mówiąc, ze względu na swoje poprzednie czyny, znaleźli się na szczytach różnego rodzaju hierarchii i można powiedzieć na szczytach różnego rodzaju możliwości, także w mediach.

No cóż, to jest proces, który dopiero dzisiaj pokazujemy i mam nadzieję, że społeczeństwo w końcu to dostrzeże, dostrzeże, dlaczego bez żadnego powodu rząd, który ma dobre wyniki gospodarcze, który w najmniejszym stopniu nie ogranicza niczyich wolności, który jest nieustannie furiacko wręcz atakowany w mediach, uchodzi za rząd, który ogranicza demokrację, a rządy, które miały nieporównanie więcej władzy, bo taki Leszek Miller miał nieporównanie więcej władzy niż ja choćby dlatego, że aparat państwowy postpeerelowski nieporównanie łatwiej mu się podporządkowywał, niż mojemu rządowi, miał ogromne wpływy w gospodarce, w mediach, także wśród prywatnego biznesu (my takich wpływów nie mamy), ten rząd jakoś, na przykład przez Gazetę Wyborczą o to, że zagraża demokracji nie był oskarżany. No, chyba że w Polsce jest tak – jak ktoś jest w dobrych stosunkach z niektórymi redakcjami i popija z niektórymi redaktorami, to nie zagraża demokracji; jak nie jest w dobrych stosunkach i nie popija, to wtedy zagraża. Jeśli tak to definiować, to rzeczywiście zagrażamy, bo ja z niektórymi panami nie popijam i doceniając ich dawne zasługi uważam, że dzisiaj już po prostu nie wypada popijać.

Jacek Karnowski: Dziękuję bardzo. Premier Jarosław Kaczyński był gościem Sygnałów Dnia. Ręka na temblaku, ale już poza szpitalem. Dziękuję, panie premierze.

Jarosław Kaczyński:
Dziękuję bardzo.

J.M.

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Tarcza uderzy w WSI

Ostatnia aktualizacja: 20.08.2008 10:00
Czy WSI ma wpływ na decyzję o budowie w Polsce elementów tarczy antyrakietowej?
rozwiń zwiń

Czytaj także

Warszawa to „gorący kartofel” w rękach Platformy

Ostatnia aktualizacja: 14.07.2008 10:29
Stoją przed prezydent Warszawy gigantyczne wyzwania, które będą miały przełożenie na notowania partyjne, bo to w końcu wiceprzewodnicząca tej partii.
rozwiń zwiń