Jutro podpisanie Deklaracji berlińskiej

Ostatnia aktualizacja: 24.03.2007 07:15
Jeżeli budujemy wspólnotę, która jest wspólnotą wartości, a nie wyłącznie jakimś związkiem gospodarczym, powinna być oparta na tym fundamencie, który właśnie ją tworzył, ją konstytuował. Takim fundamentem przez setki lat było chrześcijaństwo. I wielka szkoda, że ta prosta prawda nie została uwzględniona w Deklaracji.
Audio

Paula Michalik: W studiu witamy naszego pierwszego gościa – poseł Paweł Zalewski, Przewodniczący Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych.

Paweł Zalewski:
Dzień dobry państwu.

Marek Mądrzejewski: Witamy serdecznie, pani pośle. Po 50 latach integracji europejskiej i powiększeniu z sześciu do dwudziestu siedmiu członków Unia Europejska chce dać wyraz przywiązaniu do europejskich wartości, jak wolność czy solidarność, szukając nowej politycznej formuły i trudnych kompromisów, by osiągnąć nowe cele. Rozumiem, że to określa cele przyświecające tym uroczystościom, które rozpoczynają się dziś, kontynuowane będą jutro w mieście, które symbolizowało przez dziesięciolecia sztuczny podział Europy.

P.Z.: To prawda, Deklaracja berlińska, która zostanie podpisana jutro, jest bardzo ważnym, symbolicznym sygnałem. I również ważnym dla nas, dlatego że tam znajdzie się odniesienie do dwóch dróg, którymi szły narody, państwa europejskie do takiej Unii, jaką mamy dzisiaj, jaką chcemy budować jutro, czyli do Unii wartości, wspólnoty, takich wartości, jak demokracja, prawa człowieka. I będzie w tej Unii tak naprawdę odniesienie, iż była ona budowana równolegle. Polacy, inne narody Europy Środkowej należały do niej jak gdyby przez serce...

Marek Mądrzejewski: Duchem i marzeniem.

P.Z.:
Duchem. I budowały tę Unię walką o demokrację i prawa człowieka przez wiele dziesiątków lat, podczas gdy kraje zachodnie miały to szczęście, iż nie doszły do nich wojska sowieckie i mogły budować tę wspólnotę instytucjonalnie. Ale dzisiaj jesteśmy razem i to jest w moim przekonaniu największe osiągnięcie Unii Europejskiej, dlatego że ono przekroczyło podziały, które istniały od wieluset lat. I to jest ta perspektywa, z którą należy tak naprawdę podchodzić do tego historycznego wydarzenia.

M.M.: Innym ważnym osiągnięciem jest półwiecze bez wojny, przynajmniej bez wojny, no bo nie można zapominać o paroksyźmie bałkańskim, bez wojny między członkami Unii Europejskiej.

P.Z.:
To prawda. Europa Środkowa, która była takim miejscem, od którego rozpoczynały się wojny, która była takim miejscem, w którym ogniskowały się konflikty, była przez te 50 lat jednak miejscem, w którym wojen nie było, co nie oznacza, że nie było konfliktów. Przypomnijmy tutaj chociażby bardzo poważny konflikt, który mógłby się zakończyć wojną, konflikt o Berlin Zachodni. Natomiast Bałkany to jest wielki problem. Nie tylko zresztą Bałkany. Musimy pamiętać o tym, co się dzieje na granicy Unii Europejskiej w Mołdawii, gdzie mamy do czynienia z secesją Naddniestrza, również na innej granicy europejskiej, w Gruzji. To są zamrożone konflikty, które jednak dotyczą Europejczyków.

M.M.: Zamrożone konflikty, przed którymi Unia chce uciec, zamykając się przed rozszerzeniem?

P.Z.:
Sądzę, że to nie jest dobra diagnoza. W tej Deklaracji, o której mówimy będzie odniesienie do otwarcia Unii Europejskiej i to jest w moim przekonaniu nasz wielki sukces, bo Polacy właśnie na to bardzo silnie naciskali, natomiast w moim przekonaniu brak zaangażowania tego, które jest absolutnie wymagalne od Unii Europejskiej, aby rozwiązać zamrożone konflikty w Naddniestrzu, Abchazji Południowej czy w Górnym Karabachu w największym stopniu, szczególnie jeżeli chodzi o to pierwsze, związane jest z brakiem wspólnej polityki wobec Rosji i brakiem polityki wobec Rosji w ogóle. To jest powód, dla którego Unia Europejska nie realizuje swojego podstawowego zadania, którym jest rozszerzanie strefy stabilności i pokoju poza swoje granice.

M.M.: Zważywszy na odstępstwa, a w każdym razie na odmienność spojrzenia na rzecz całą przez choćby właśnie Polskę czy sąsiadów, czy Rosji, czy te państwa były w sferze jej wpływów, a z drugiej strony koncepcje Niemców czy Francuzów, to trudno sobie wyobrazić postulowaną wspólną politykę zagraniczną Unii Europejskiej w najbliższej przyszłości.

P.Z.:
To prawda, to jest w moim przekonaniu największe wyzwanie. Dzisiaj istnieją możliwości traktatowe znacznie większego zacieśnienia polityki zagranicznej pomiędzy państwami członkowskimi. Że to się nie dzieje, wynika z braku woli politycznej i rzeczywiście tutaj są różne koncepcje. Ale ja mam wrażenie, iż jest przekonanie o tym w Europie, iż ta wspólna polityka powinna istnieć. Ważne jest to, aby to była polityka Unii Europejskiej. To oznacza, aby każdy kraj był ją przynajmniej w minimalnym stopniu, ale jednak usatysfakcjonowany, żeby ona była tym wspólnym mianownikiem. Nie żeby była czymś takim, co jest tak naprawdę emanacją polityki największych krajów Unii Europejskiej. Z tym nam by się było trudno zgodzić.

M.M.: Pięćdziesiąt lat bez wojny to, oczywiście, wielki sukces jednoczenia Unii, ale bez wojny to również bezpieczeństwo dla Unii gwarantowane z zewnątrz, spoza niej, czyli najkrócej mówiąc, ogromna rola Stanów Zjednoczonych, ta strategia tarczy i miecza przez wiele dziesięcioleci obowiązująca i tak dalej. No i trzeba jedno jeszcze dodać w tym momencie, znowuż przypominając sobie ambicje Francuzów czy też wzrastające wyzwolonych już z tego odium II wojny Niemców, że nastroje antyamerykańskie w Europie są bardzo silne.

P.Z.:
Jest duży resentyment antyamerykański, który łatwo jest poruszyć, tutaj pan ma rację. Dowodem na to są reakcje na wystąpienie prezydenta Putina w Monachium, reakcje na przykład w Niemczech. I rzeczywiście tak to dziś wygląda. Natomiast ja sądzę, że w takich krajach, które tradycyjnie prowadziły politykę bardzo dużego dystansu wobec Stanów Zjednoczonych, jak Francja, sądzę, że narasta przekonanie o potrzebie zmiany tej polityki. I jak rozmawiam z politykami, szczególnie z otoczenia jednego z faworytów tych wyborów, pana – obecnego ministra – Sarkozy’ego, to mam przekonanie, że jest w tym środowisku widoczna świadomość potrzeby zmiany, większej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, a zarazem zacieśnienia współpracy europejskiej, ale nie po to, aby konfliktować się ze Stanami. Wręcz przeciwnie, po to, żeby z nimi współpracować, ale na partnerskich zasadach i to jest dobre.

M.M.: Myślę, że pewien problem nasz, polski polega na tym, że dawno dojrzeliśmy do tego, iż tego rodzaju rozwiązanie – zacieśnienie współpracy z Amerykanami – jest dla nas njlepszą gwarancją bezpieczeństwa, a nie we wszystkim jesteśmy rozumiani dobrze przez Unię Europejską czy jej liderów. Problem, który stoi przed nami, to uczestniczenie Polski w projekcie tarczy antyrakietowej i różnego rodzaju propozycje próbujące to storpedować.

P.Z.:
To prawda i jest na ten temat dyskusja szczególnie w Niemczech. SPD, która jest taką partią tradycyjnie pacyfistyczną i w dużej mierze wsłuchującą się w głos Moskwy, wrażliwą na argumenty rosyjskie, krytykuje bardzo silnie tej projekt. Ale ja mam takie przekonanie, że to jest taka krytyka na użytek wewnętrzny, takie pozycjonowanie się na wewnętrznym rynku politycznym, bowiem jest to projekt tak naprawdę korzystny dla Europejczyków. Europejczycy, nie wkładając w ten projekt ani jednego euro, będą przez tę tarczę chronieni.

M.M.: Nawiasem mówiąc cecha bardzo charakterystyczna dla europejskiej polityki obronnej – wkładać jak najmniej euro, ściągać jak najwięcej dolarów, a potem mieć pretensję do Amerykanów.

P.Z.:
To prawda, to rzeczywiście tak można to określić, natomiast ja sądzę tak, że tutaj obok tej krytyki – słusznej – stanowisk w gruncie rzeczy takich bardzo dwuznacznych, trzeba pamiętać o tym, że NATO rozwija swój własny projekt tarczy antyrakietowej, ale dotyczącej innego rodzaju rakiet, nie rakiet balistycznych dalekiego zasięgu, międzykontynentalnych, bo tym projektem jest właśnie projekt tarczy antyrakietowej, o której rozmawiamy z Amerykanami, ale mówimy tutaj o projekcie tarczy przeciwko rakietom krótkiego i średniego zasięgu. I tutaj akurat wkład Niemców jest bardzo duży i technologiczny, i finansowy, i mam nadzieję, że ten projekt w ramach NATO będziemy rozwijać i mam nadzieję, że te dwa projekty po prostu będą ze sobą kompatybilne, będą ze sobą współdziałały i to zwiększy również nasze bezpieczeństwo.

M.M.: Wczoraj kanclerz Merkel w wywiadzie dla Bilda opowiedziała się za utworzeniem w przyszłości wspólnej europejskiej armii.

P.Z.:
To jest dobry projekt. Przypomnę, że taki pomysł, taką ideę zaprezentował pan premier Kaczyński w rozmowie z panią kanclerz w październiku ubiegłego roku i właściwie to była najbardziej czy też najdalej idąca, najbardziej odważna koncepcja. Europejczykom potrzebna jest wspólna armia chociażby po to właśnie, żeby móc aktywnie brać udział w stabilizowaniu sytuacji na granicach kontynentu, na granicach Unii Europejskiej. Ważne jest jednak to, aby ten wysiłek militarny Unii Europejskiej odbywał się we współdziałaniu i w ramach NATO, aby nie tworzył czegoś alternatywnego, bo to po prostu nie miałoby sensu.

M.M.: Ważne jest też o tym, aby głośno mówić prawdę i docierać do tych, których umysły są manipulowane. Otóż okazało się wczoraj, iż większość Rosjan uważa, że rozmieszczenie elementów amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej w Polsce i Czechach zagrozi bezpieczeństwu Rosji.

P.Z.:
No, to jest wynik propagandy Kremla. Taka jest opinia pana prezydenta Putina, generałów rosyjskich, w oczywisty sposób nieprawdziwa z tego względu, że tarcza będzie dysponowała zbyt niewielką ilością rakiet, aby móc w jakikolwiek sposób przechwytywać setki, a nawet ponad tysiąc rakiet rosyjskich, które mogą być (...).

M.M.: Poza tym ona ustawiona jest w złym punkcie, żeby (...) rosyjskie przejmować i tak dalej, i tak dalej, właściwie w kontekście...

P.Z.:
Właściwie leciałyby tak naprawdę przez Arktykę, tak że to zupełnie inaczej działa.

M.M.: W kontekście tego, o czym pan mówił, to bardziej już, jeżeli to poczytywać w kategoriach zagrożenia, niebezpieczne byłyby te rakiety, o których myślą Niemcy i Europa poza systemem amerykańskim, te taktyczne, te broniące przed atakiem z bliska.

P.Z.:
Tak, to prawda. Tak że tutaj rzeczywiście... Ale nie mamy jakiegoś wpływu na opinię publiczną rosyjską, nie mamy żadnych instrumentów, media rosyjskie są pod olbrzymim wpływem, pod olbrzymią kontrolą władz rosyjskich. To jest system de facto państwowej kontroli prasy, telewizji i radia i jest to system zdalnie sterowany. Tutaj musimy mieć świadomość, z jakim systemem mamy do czynienia.

M.M.: Jutro podpisanie Deklaracji berlińskiej. Jeszcze okaże się przez kogo, czy tylko przez trzy osoby, czy też przez przywódców 27 państw tworzących obecnie Unię. Pytanie następujące, nad którym zastanawiamy się przynajmniej od wczoraj: będzie w Berlinie prezydent Kaczyński, nie będzie minister Anna Fotyga, to dobrze, źle?

P.Z.:
Jeżeli chodzi o pierwszą kwestię, którą pan poruszył – otóż od dawna Niemcy mówili, może niezbyt wyraźnie, może rzeczywiście powinni to postawić w sposób bardziej otwarty, zgodnie z ich planami Deklaracja miała być podpisana przez trzech przywódców europejskich, czyli przez...

M.M.: Przewodniczącego Parlamentu...

P.Z.:
...przez przewodniczącego Parlamentu, Komisji Europejskiej oraz przez przedstawiciela prezydencji. To było przygotowywane już od dawna. Natomiast wiadomo było również, że gośćmi będą szefowie rządów bądź państw, a nie ministrowie spraw zagranicznych. Także wiadomo już było również od pewnego czasu, że pani minister spraw zagranicznych tam nie pojedzie, bo mówiąc krótko nie miałaby własnej roli do odegrania, podobnie jak żaden inny minister spraw zagranicznych, byłaby jedynym ministrem spraw zagranicznych. Tak że akurat tutaj wiadomo było, że w tej konwencji wyjazd ministra spraw zagranicznych się nie mieści.

M.M.: „My, ludy Europy, jesteśmy świadomi, że Europa jest naszym szczęściem” – tak ma brzmieć fragment tej Deklaracji. Czy jest naszym szczęściem, skoro nie dostrzega się przy tym dążeniu do kompromisu w każdej sprawie, nie dostrzega się jej chrześcijańskich korzeni?

P.Z.:
To jest wielki problem, dlatego że jeżeli budujemy wspólnotę, która jest wspólnotą wartości, a nie wyłącznie jakimś związkiem gospodarczym, powinna być oparta na tym fundamencie, który właśnie ją tworzył, ją konstytuował. Takim fundamentem przez setki lat było chrześcijaństwo. I wielka szkoda, że ta prosta prawda nie została uwzględniona w Deklaracji, ale cóż, Unia Europejska jest tym miejscem, w którym decyzje podejmuje się na zasadzie kompromisu. Jeżeli w tej sprawie nie można było osiągnąć porozumienia, poczekajmy, może w przyszłości to się uda. W innych sprawach w moim przekonaniu osiągnęliśmy sukces.

M.M.: W sprawach elementarnych, wartości elementarnych kompromisów nie ma. Dziękuję bardzo.

P.Z.:
Dziękuję bardzo.

J.M.

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Chrześcijaństwo za burtą?

Ostatnia aktualizacja: 25.12.2008 07:49
Obecny sekularyzm opanowany jest duchem chrystofobii, czyli nienawiści do chrześcijaństwa - mówi prof. Ryszard Legutko.
rozwiń zwiń

Czytaj także

20 lipca - Współczesna Europa wobec religii, wobec chrześcijaństwa.

Ostatnia aktualizacja: 17.07.2008 19:08
.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Zachód powinien powrócić do chrześcijaństwa

Ostatnia aktualizacja: 25.04.2010 11:48
W najbliższych tygodniach Benedykt XVI powoła nowy urząd w Watykanie odpowiedzialny za ewangelizację na Zachodzie - twierdzi "Il Giornale". Według gazety na jego czele stanie obecny przewodniczący Papieskiej Akademii Życia arcybiskup Rino Fisichella.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Chrześcijaństwo to sposób rozumienia świata

Ostatnia aktualizacja: 06.04.2010 11:08
Wielkanoc to połączenie tradycji z przeżyciem duchowym i rozważaniami nad życiem.
rozwiń zwiń