Pielgrzymka do celu

Ostatnia aktualizacja: 23.07.2007 10:14
Każda pielgrzymka, również ta, pokazuje nam, jaki jest ten cel ostateczny naszego pielgrzymowania.
Audio

Jacek Karnowski: Nasz gość to ojciec Marek Blaza, jezuita.

O. Marek Blaza:

Dzień dobry, szczęść Boże.

J.K.: Szczęść Boże, niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Proszę ojca, „Śmierć pielgrzymów” – tak gazety tytułują relacje. To, że to byli pielgrzymi, jakoś wstrząsa szczególnie, no bo oni pojechali z potrzebą religijną, pojechali prosić być może o łaski dla siebie, dla swoich rodzin i to najbliższych, a tymczasem taka niesłychana tragedia.

O. M.B.: Właśnie. Ale z drugiej strony popatrzmy, czym jest pielgrzymowanie w życiu chrześcijanina. Mówi się właściwie, Kościół naucza, że Kościół pielgrzymujący to są wszyscy ci żyjący, którzy są tu, na ziemi, to znaczy w sensie takim szerokim każdy chrześcijanin jest pielgrzymem. I ci ludzie faktycznie również jako pielgrzymi udawali się do sanktuarium we Francji, w La Salette, ale z drugiej strony tak naprawdę może nawet nie wiedzieli, że udają się na pielgrzymkę tę ostateczną, do domu Ojca. Czyli każda pielgrzymka, również ta, pokazuje nam, jaki jest ten cel ostateczny naszego pielgrzymowania.

J.K.: No właśnie. Oni rano uczestniczyli we mszy, było z nimi trzech kapłanów, trzech księży. Są relacje, że wszyscy przyjęli komunię świętą.

O. M.B.: Właśnie, czyli to pokazuje, jakby ta komunia święta, chociaż nieświadomie z ich strony, stała się niejako wiatykiem. Przypomnijmy „wiatyk” – słowo pochodzenia łacińskiego – dosłownie „dróżnik” przez ó zamknięte, czyli właśnie to zaopatrzenie, sakrament, który przygotowuje na spotkanie z samym Bogiem już po tamtej stronie, po przekroczeniu progu śmierci. Czyli można powiedzieć, że Pan Bóg tutaj pokierował faktycznie losem tych ludzi i pokazał w ten sposób również, jak człowiek miał jakieś swoje plany, myślał właśnie, że będzie pielgrzymować, że wróci do domu. Okazało się, że Pan Bóg wobec tych ludzi miał inny plan.

J.K.: Jak pocieszyć rodziny choćby, prawda? Bo nawet w gazetach mamy relacje, jeden z członków rodziny, która wysłała pielgrzymów, z której pochodzili pielgrzymi, mówi: „To jest przerażające. Jedno dziecko miałem i posłałem na tę wyprawę, tak jakbym wysłał w ostatnią drogę”.

O. M.B.: Popatrzmy przede wszystkim tutaj na przykład Chrystusa. Pan Bóg, Bóg Ojciec też daje jedynego swego syna, po to, aby nas zbawić. Czyli sam Bóg pokazuje nam, że nie jest Mu obojętny los człowieka cierpiącego, ponieważ sam Bóg również współczuje człowiekowi. To jest ten pierwszy przykład. A co my możemy uczynić, to przede wszystkim być z tymi ludźmi. Co jest najważniejsze? Współczuć. To jest bardzo ważne właśnie, można powiedzieć, to słowo „współczucie”, bo my nigdy nie będziemy odczuwać tego, co ci ludzie sami czują, to jest jasna sprawa, natomiast trzeba uczynić wszystko, aby pokazać, że jesteśmy z tymi ludźmi i że chcemy ich pocieszyć w tym sensie, żeby pokazać również, chociaż jest to trudne, oczywiście, że oni po tamtej stronie, Pan Bóg wobec tych ludzi, którzy przeszli przez ten próg śmierci, że ten próg śmierci nie jest czymś strasznym, smutnym, beznadziejnym, tylko właśnie – tak jak sami wierzymy – istnieje nadzieja zmartwychwstania, istnieje w ogóle zmartwychwstanie. I teraz, można powiedzieć, ta wiara nasza została trochę wystawiona na próbę, czy ja wierzę w to. Przypomnijmy sobie wskrzeszenie Łazarza, kiedy Chrystus mówi: „Ja jestem Zmartwychwstanie i Życie”. Czyli to jest właśnie ważne.

J.K.: Kościół z nimi jest, z tymi rodzinami – otworzono kościoły od razu wczoraj, msze, spontaniczne msze. My, Polacy, w jakiejś mierze umiemy sobie radzić. To życie chrześcijańskie wciąż jest w Polsce żywe. Na szczęście.

O. M.B.: Tak. I to jest przykład właśnie tego, że jednak mimo tego, że jest to takie doświadczenie traumatyczne dla tych rodzin, tych osób, które zginęły albo zaginęły, ale z drugiej strony właśnie jest to współczucie. Myślę, że we Francji też, sami Francuzi, wątpię w to, żeby Francuzi przeszli też wobec tego obojętnie, zwłaszcza ci z tamtych okolic, gdzie ten wypadek się wydarzył, czy nawet to, że w Katedrze Notre Dame była też odprawiana msza święta w intencji właśnie tych osób, które zginęły, tych, które są ranne. To znaczy, że nie chodzi tutaj tylko o solidarność samą narodową, oczywiście, to jest ważne, ale również samych Francuzów, czyli ludzi, gdzie właśnie ten wypadek się wydarzył.

J.K.: To była niespodziewana śmierć, a są modlitwy o wybawienie od niespodziewanej śmierci.

O. M.B.: Tak, ale z drugiej strony też widzimy, że ci ludzie... Może ta śmierć była niespodziewana, ale byli przygotowani, byli przygotowani przez to, że uczestniczyli we mszy, że w ogóle sam kontekst przecież tego, że oni jechali po to, żeby spotkać się z Bogiem. To było właśnie w wymiarze religijnym. Czyli z jednej strony po ludzku rzecz biorąc można powiedzieć, że to była śmierć niespodziewana, ale z drugiej strony byli zaopatrzeni na tę śmierć.

J.K.: Powiedzmy może coś o miejscowości La Salette. Oni odwiedzali poprzedniego dnia tę maleńką wioskę w pobliżu Grenoble we francuskich Alpach i tam Matka Boża ukazała się w roku 1846, dwoje dzieci, pastuszków ujrzało płaczącą piękną panią z zawieszonymi na szyi narzędziami męki – młotkiem i obcęgami. Kościół katolicki uznał prawdziwość tego objawienia pięć lat później.

O. M.B.: Tak. I jest to jedno z najważniejszych sanktuariów na pewno, oprócz Lourdes, w samej Francji, właśnie ze względu na te objawienia prywatne. Przypomnijmy, że objawienia prywatne nie należą do tego, powiedzmy, depozytu wiary, który jest obowiązkowy do wierzenia, podany do wierzenia, ale, oczywiście, można jak najbardziej korzystać z tych objawień. Tak jak pan wspomniał, Kościół zatwierdził te objawienia. I na pewno każde sanktuarium, również to w La Salette, jest taką okazją, aby właśnie zbliżyć się do Boga. Nie wszystkie sanktuaria związane są z objawieniami, na przykład Częstochowa, gdzie objawień nie było. Czyli istotą nie są same objawiania prywatne, tylko różnie. Z historycznego punktu widzenia gdzieś tam kiedyś to dane sanktuarium stało się bardzo ważne dla danego narodu, dla jakiegoś regionu i w ten sposób ludzie zaczęli pielgrzymować.

J.K.: Przy tej okazji, przy okazji tej tragedii wraca taka refleksja, która pojawia się przy innych tego rodzaju zdarzeniach, że współczesny człowiek jakoś gorzej radzi sobie ze śmiercią, niż człowiek poprzednich epok. Ojciec potwierdza taką refleksję?

O. M.B.: Trudno powiedzieć. Często stwarza się taki stereotyp, że w dzisiejszych czasach człowiek sobie z czymś nie radzi albo że dzisiejsze czasy są bardziej zlaicyzowane. Trudno powiedzieć, dlatego że w tamtych czasach nie było internetu ani nie było telewizji ani radia i nie było tyle informacji. To jest pewne, że nie było wymiany informacji, więc trudno powiedzieć tak naprawdę, czy sama mentalność człowieka, czy radzenie sobie czy nieradzenie ze śmiercią się zmieniło. Wydaje się wręcz, że w przeszłości było więcej zabobonów związanych ze śmiercią. Więc tutaj trzeba...

J.K.: A nie było większej pokory także wobec losu?

O. M.B.: Na pewno było więcej choćby z tego względu, że medycyna strasznie poszła...

J.K.: Dziś mamy duże oczekiwania, prawda? Liczymy, że będziemy młodzi bez końca i sprawni bez końca.

O. M.B.: Właśnie, na pewno jak popatrzymy, średnia wieku kiedyś jaka była przeciętnego człowieka na ziemi, a teraz, no to faktycznie widać, że prawdopodobnie była większa pokora wobec śmierci. Ale to nie oznacza, że sama śmierć była przeżywana inaczej. Wydaje się, że na to trzeba zwrócić uwagę, że właśnie bardziej trzeba by było zapytać, czym dla człowieka współczesnego i dla człowieka nawet, powiedzmy, z zeszłego stulecia czy z XIX wieku nawet, czym była śmierć i jak ona była przeżywana. Tak jak wspomniałem, było wiele zabobonów. Jeszcze o tym właściwie przypomina sakrament, który niegdyś nazywano ostatnim namaszczeniem, inaczej sakrament namaszczenia chorych, kiedy niegdyś przyjmowano go tylko właściwie już przed śmiercią i to było takie zaopatrzenie na śmierć. Były również takie zabobony, że ten namaszczony, jeżeli przeżył, to wtedy prześcieradło na przykład, nie można go było ani prać, ani spalić. Czyli było wiele zabobonów związanych na przykład z tym sakramentem, uważano, że człowiek, który po ostatnim namaszczeniu przeżył, to jest człowiek, który wręcz przybył z powrotem z zaświatów, więc powinien się zachowywać nieco inaczej niż ludzie tutaj, na ziemi, ponieważ jakoś udało mu się umknąć jeszcze tej śmierci.

J.K.: Ale to był prawdziwy szacunek dla sakramentów, można powiedzieć.

O. M.B.: No, też można tak powiedzieć, owszem, ale z drugiej strony było w tym też trochę zabobonności. Czyli różnie to było, trudno tutaj odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie, gdzie ludzie mają większy szacunek do sakramentów. Na pewno było to inaczej przeżywane.

J.K.: Ojciec wspomniał o telewizji. No, przez to, że śledzimy na bieżąco takie zdarzenia, tutaj widzieliśmy wszyscy te sceny – autokar płonący, rozbity – właściwie jesteśmy współuczestnikami wszyscy tego zdarzenia.

O. M.B.: Oczywiście. I jesteśmy na bieżąco informowani, wiemy, ile osób zginęło, ile osób jest rannych, w jakim one są stanie. To jest też ważne w kontekście tego współczucia, o którym mówiliśmy, właśnie tego bycia z tymi ludźmi, którzy, no, owszem, w pewnej mierze są dla nas anonimowi, bo my nie widzimy twarzy tych ludzi najbliższych albo tylko jakoś tam wyrywkowo widzimy te twarze, ale z drugiej strony chcemy jednak z nimi być. I na pewno tutaj środki masowego przekazu mogą spełniać tę dobrą funkcję, rolę właśnie tego, aby wszyscy rodacy mogli współczuć tym ludziom.

J.K.: Dziękuję bardzo. Ojciec Marek Blaza, jezuita, był moim i państwa gościem.

O. M.B.: Dziękuję bardzo.

[transkrypcja: J. Miedzińska]  

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Pierwsza od 40 lat pielgrzymka duchownych

Ostatnia aktualizacja: 01.05.2010 18:46
Około pięciu tysięcy kapłanów z całej Polski uczestniczyło w sobotę w uroczystościach pierwszej od 40 lat pielgrzymki polskiego duchowieństwa na Jasną Górę.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Papież mówi o prześladowaniu Kościoła

Ostatnia aktualizacja: 12.05.2010 13:11
Benedykt XVI oświadczył, że prześladowania nie pochodzą z zewnątrz, ale są wynikiem grzechów wewnątrz Kościoła.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Jedność i misja Kościoła zaczyna się w parafiach

Ostatnia aktualizacja: 08.03.2007 08:13
Chciałbym przez pozytywne pójście do przodu, przez pracę duszpasterską z księżmi, ze świeckimi w parafiach budować jedność Kościoła. I to jest chyba najważniejsze.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Kościół zawsze był po stronie praw człowieka

Ostatnia aktualizacja: 15.03.2007 07:15
Tu nie może być innego stanowiska i biskupi to przypominają. To jest w moim przekonaniu też bardzo silny protest przeciwko zastępowaniu magisterium Kościoła swego rodzaju magisterium medialnym.
rozwiń zwiń