Sygnały Dnia 22 września 2020 roku, rozmowa z Krzysztofem Gawkowskim

Ostatnia aktualizacja: 22.09.2020 08:15
Audio
  • Krzysztof Gawkowski: przyspieszone wybory nie są prawdopodobne

Piotr Gociek: Gościem Sygnałów Dnia w Programie 1 Polskiego Radia jest teraz Krzysztof Gawkowski, szef klubu parlamentarnego Lewica. Witam, panie pośle, dzień dobry.

Krzysztof Gawkowski: Dzień dobry, panie redaktorze, witam państwa. I piękny wiersz, taki rozgrzewający emocje pozytywne.

A, właśnie. A to pan wyobraża sobie siebie jeżdżącego do Sejmu oklep na przykład zamiast samochodem?

Wyobrażam siebie jeżdżącego samochodem elektrycznym albo w przyszłości na inne jakieś paliwa, które nie będą truły powietrza (...) na wyciągnięcie ręki, ale wiersz przepiękny.

Czyli trzyma pan kciuki za program, wielki program narodowy budowy samochodów elektrycznych Mateusza Morawieckiego i Jarosława Gowina.

Wierzę, panie redaktorze, że kiedyś osiągniemy taki właśnie stan, ale nie sądzę, żeby to był program Morawieckiego.

Na razie pytanie o przedterminowe wybory – czy Lewica jest przygotowana na takie rozwiązanie?

Szybciej, panie redaktorze, będziemy mieli w Polsce więcej samochodów elektrycznych niż samochodów, które są na paliwa obecnie używane, niż będą przyspieszone wybory. To, co się dzieje w Zjednoczonej Prawicy, można powiedzieć, że to jest taka kłótnia w rodzinie o wpływy, o pieniądze, o zaplecze, o to, kto jaką funkcję będzie miał. I nie wierzę w to, że Jarosław Kaczyński zdecyduje się na przyspieszone wybory, szczególnie że ma doświadczenie roku 2007, kiedy wygrywając wybory w 2005 roku,  po dwóch latach została skrócona kadencja i Jarosław Kaczyński oddał władzę na 8 lat.

A wierzy pan w to, że może się zdecydować na jakiś czas Jarosław Kaczyński na to, żeby w Polsce był rząd mniejszościowy?

Wierzę, bo myślę, że Jarosław Kaczyński musi w odpowiedni sposób upokorzyć albo przynajmniej wskazać miejsce w szeregu Zbigniewowi Ziobrze, któremu skrzydła podrosły i trzeba je przyciąć po to, żeby wiedział, kto jest liderem na prawicy, i żeby wiedział, że nie zawsze jest tak, że można liderowi się sprzeciwić bezkarnie. Więc taki rząd jest możliwy, ale przypuszczam, że maksymalnie 6 miesięcy, to znaczy do ostatniej daty uchwalenia budżetu, więc można powiedzieć, to by był taki przejściowy rząd, który pozwoliłby na to, żeby od nowa ułożyć stosunki na Zjednoczonej Prawicy.

To jest ciekawa kwestia, bo na przykład godzinę temu, kiedy Piotr Müller był gościem radiowej Jedynki, rzecznik rządu, to przypominał o tym, że ponad połowa właściwie inicjatyw ustawodawczych w parlamencie była przyjmowana nie tylko głosami Zjednoczonej Prawicy albo nawet czasami w takiej sytuacji, kiedy niektórzy posłowie Zjednoczonej Prawicy się wstrzymywali, a posłowie innych ugrupowań udzielali swojego poparcia, i sugerował wyraźnie, że rząd mniejszościowy może mieć łatwiej, niż niektórym by się wydawało, tym niektórym patrzącym tylko na to strasznie brzmiące słowo „mniejszościowy”.

No to dużo w tym jest racji, bo przecież w Polsce rządy mniejszościowe nie były rzadkością – i rząd Leszka Millera, i rząd Marka Belki, pojawiły się też w jakimś czasie rządy Jarosława Kaczyńskiego przy rządzie mniejszościowym. I to wszystko trwało. Był też bez takiego pełnego zaplecza rząd pana premiera Buzka. Więc to się da zrobić, szczególnie że jak patrzę na ustawy, które zgłasza PiS, to często to są ustawy z programu lewicowego, które my wcześniej zgłosiliśmy do parlamentu, które pokazywaliśmy w programie wyborczym, chociażby jak ochrona zwierząt czy sprawy dotyczące wyższej płacy minimalnej, czy sprawy dotyczące wieku emerytalnego, czy ustawa stażowa, którą PiS zapowiada, a Lewica już złożyła, czy sprawy dotyczące służby zdrowia, konieczności (...)

Oj, proszę uważać, panie pośle, bo za chwilę wyjdzie Borys Budka albo Sławomir Neumann i powie, że jesteście nieformalnym funkcjonalnym koalicjantem Prawa i Sprawiedliwości.

Lewica nie była i nie będzie totalną opozycją, dlatego że Lewica wie, gdzie PiS trzeba karcić, to jest ustrój, to jest demokracja, to są sprawy dotyczące Trybunału Konstytucyjnego, ale też nie będzie stała po stronie totalnej opozycji, tam, gdzie mamy najważniejsze z elementów życia ludzi, to znaczy opiekę zdrowotną, edukację, tam, gdzie mówimy o gospodarce, tam, gdzie szukamy odpowiedzi, jak powinna być zorganizowana Polska, jeśli chodzi o zielony ład i ochronę środowiska. No to dlaczego mamy nie popierać ustaw, które wpisują się w nasz program? To byłoby po prostu nierozsądne.

Wedle sondaży, między innymi takiego, który dziś można znaleźć na pierwszej stronie Rzeczpospolitej, niemal 70% Polaków popiera rozwiązania z piątki dla zwierząt. Marszałek Senatu Tomasz Grodzki zapowiada, że bardzo uważnie będzie Senat się zajmował tą ustawą, że bez wątpienia potrzebne są poprawki. Z punktu widzenia klubu Lewicy, jeżeli poprawki, to jakie byłyby potrzebne w piątce dla zwierząt jeszcze?

Zgłosiliśmy kilka poprawek już podczas posiedzenia Sejmu, ale na pewno będziemy chcieli je powtórzyć. Ustawa bez wątpienia daje poczucie godności zwierzętom i my w takim kształcie będziemy ją popierali. Uważamy, że fundamentalnie nic nie powinniśmy zmieniać. Potrzebne są korekty, powinniśmy spojrzeć na to, że powinna być instytucja, która będzie dawała szansę, że zwierzętami się będzie opiekowano naprawdę porządnie. I też funkcja rzecznika praw zwierząt, uważamy, że taka ustawa, takie poprawki powinny funkcjonować. Kolejna rzecz to jest sprawa dotycząca takiej odpowiedzialności za przedsiębiorców i pracowników w tych branżach, które mogą stracić. Więc tutaj też złożymy takie poprawki, które odszkodowania będą zapewniały, bo przedsiębiorcy też powinni czuć stabilność prawa (...) biznesu z dnia na dzień nie zamyka, ale jednak (...)

Ale nie prościej zamiast odszkodowań byłoby wprowadzić po prostu dłuższy okres przystosowawczy, vacatio legis?

Nie, dlatego, panie redaktorze, że to jest też kosztem zwierząt. Ja uważam, że państwo odpowiedzialne to państwo, które widzi interes przedsiębiorcy, pracownika, który tam pracował, wypłaca mu odszkodowanie i dba o zwierzęta. Więc wolałbym taką drogę niż dłuższe vacatio legis.

To jeszcze teraz o sytuacji w Sejmie, ale nie tej po stronie większości rządzącej, tylko wracając do tego, co się niedawno wydarzyło – przejście Hanny Gill-Piątek w szeregi ugrupowania Szymona Hołowni. Huczą kuluary od tego, że kolejne transfery się szykują i z Lewicy, i z Koalicji Obywatelskiej. Drobnym, cynicznym cwaniactwem pan nazwał działalność Szymona Hołowni całkiem niedawno. Liczycie, ile szabel utracicie na jego rzecz w parlamencie?

Myślę, że okres transferów zakończył się, i to na długo, dlatego że wszyscy widzą, że Szymon Hołownia startował z poziomu sondażowego 22%, już jest na poziomie 9,8%. Każda nowa inicjatywa przyciąga ludzi. Ja cieszę się, że jeżeli ktoś miał odejść, to miał odejść na początku kadencji, i oczywiście jestem smutny, że to się stało w klubie Lewicy. Ale z drugiej strony nikt nikogo na siłę nie będzie trzymał. Jeżeli ktoś uważa, że po roku kadencji poglądy się zmienia, to jego sprawa. Każdemu, kto podejmuje taką drogę, życzę powodzenia, ale wiem doskonale, że polityka to bardzo długi, cierpliwy okres oczekiwania na to, jak będzie wyglądało poparcie wyborców. W polskiej polityce do wyborów zostały 3 lata, a 3 lata w polskiej polityce to są lata świetlne. Jeżeli ktoś tego nie rozumie, to znaczy, że nie zdaje sobie sprawy, że polityka w Polsce psikusy wielu sprawiła, nawet tym, którzy uważali, że już wygrali wybory.

Panie pośle, a pan także tęskni za Grzegorzem Schetyną na czele Platformy? Ja się tu odwołuję do słów Anny Marii Żukowskiej, rzeczniczki Lewicy, która w ten sposób komentuje to, co w Koalicji Obywatelskiej się dzieje, a dopytywana, dlaczego formułuje taką opinię, mówi, że no, z Grzegorzem Schetyną jak się na coś umawiano, no to te umowy były dotrzymywane.

Wie pan co, Platforma Obywatelska ma, myślę, swoją drogę i swoją drogą podąża. Ja mogę powiedzieć, że z Borysem Budką rozmawiam, zdarza nam się ustalać pewne funkcje czasu czy programu w Sejmie, ale to nie jest tak, że dzisiaj jest czas na współpracę na opozycji, jeśli chodzi o wspólne listy czy budowanie odpowiedzialności. Ja jestem zwolennikiem tego, żeby każda partia szła swoją drogą i nie będę nikomu wybierał lidera. Mogę powiedzieć tyle: z PSL-em jesteśmy przyjaciółmi, z Kosiniakiem umiemy rozmawiać, tak samo z Budką i z Platformą. Jeżeli gdzieś się różnimy, to w sprawach programowych i dopóki będziemy się różnili, to znaczy, że w Polsce jest szeroki wachlarz wyboru dla społeczeństwa i Lewica powinna iść swoją drogą.

To jeszcze krótko na koniec à propos własnej drogi Lewicy. Zapowiadana dwa tygodnie temu ofensywa legislacyjna Lewicy będzie troszkę opóźniona? Dopytuję dlatego, że ciekawy tekst w Dzienniku Gazecie Prawnej dzisiaj zatytułowany opozycja ogląda rekonstrukcyjny serial i wątpi w wybory, w którym różni politycy opozycji mówią, że nie ma sensu wychodzić teraz z własnymi inicjatywami, żeby nie przesłaniać tego, co dzieje się w koalicji rządzącej, w domyśle, że dlatego, że to jej szkodzi, prawda?

Lewica idzie swoją drogą i tak jak zapowiedzieliśmy w ostatni weekend, rozpoczęła się inicjatywa taka można powiedzieć ofensywy programowej Lewicy. Mieliśmy w sobotę, a później w niedzielę zjazdy we Wrocławiu, później w Opolu. Tam pojawiło się bardzo ciekawych wiele propozycji i będziemy składali projekty ustaw w najbliższych tygodniach i miesiącach, dotyczące i gospodarczego rozwoju Polski, i odpowiedzi na COVID, ale i edukacji czy spraw związanych ze służbą zdrowia i polityką społeczną, nie zapomnimy o zielonym ładzie i o ochronie klimatu. Więc te wszystkie elementy będą się pojawiały, więc nie czekając (...)

I każdy idzie swoją drogą po prostu, tak. Krzysztof Gawkowski, szef klubu parlamentarnego Lewica, był gościem radiowej Jedynki Sygnałów Dnia. Bardzo dziękuję.

Dzięki, dobrego dnia.

JM

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak