Sygnały Dnia 23 listopada 2020 roku, rozmowa z Szymonem Szynkowskim vel Sęk

Ostatnia aktualizacja: 23.11.2020 07:15
Audio
  • Szymon Szynkowski vel Sęk o możliwym zawetowaniu unijnego budżetu ("Sygnały dnia"/Jedynka)

Grzegorz Jankowski: Pierwszym gościem Sygnałów Dnia jest dzisiaj pan Szymon Szynkowski vel Sęk, wiceminister spraw zagranicznych. Dzień dobry.

Szymon Szynkowski vel Sęk: Dzień dobry, panie redaktorze, dzień dobry państwu.

Panie ministrze, Polska i Węgry wetują unijny budżet. Jaki dalej scenariusz?

Panie redaktorze, to jest po pierwsze zapowiedź potencjalnego weta, jeżeli nie będzie (...) mechanizmu warunkowości. Na razie jeszcze formalnie nie. Odbyło się głosowanie w łonie Rady Europejskiej, natomiast sygnalizujemy wcześniej wraz z naszymi partnerami z Węgier, że tego rodzaju pakiet budżetowy, który zawierałby mechanizm, w którym de facto to nie państwa już, tylko instytucje europejskie wedle bardzo niejasnych kryteriów mają decydować, czy danemu państwu, choć wpłaciło ono składkę budżetową, należy się wypłata z budżetu, czy się nie należy, jest dla nas nie do zaakceptowania. To jest po prostu sprzeczne z traktatami, ale też niezgodne z duchem solidarności, z zasadami, które legły u podstaw Unii Europejskiej.

A co oznacza zawetowanie budżetu? Czy to oznacza, że od stycznia nie będzie wypłat dla Polski i Węgier?

To jest rzecz, którą warto bardzo zdecydowanie zdementować. I o tym też mówił premier w ubiegłym tygodniu z mównicy sejmowej. Jeżeli budżet nie zostanie przyjęty, będziemy działać na zasadach rocznego prowizorium budżetowego i oczywiście Polska żadnych pieniędzy z budżetu unijnego nie straci. Byłaby to konstrukcja trudna sobie do wyobrażenia w sytuacji, w której nie przyjmuje się budżetu, nagle Unia Europejska nie miałaby swoich finansów. Każdy kraj przewiduje taki mechanizm, również polski ustrój przewiduje taki mechanizm, że w przypadku nieprzyjęcia budżetu, bo to zawsze się może zdarzyć, działamy na podstawie prowizorium budżetowego, tak jest i w tym przypadku. Więc tutaj jakiekolwiek suflowanie przez opozycję takiej teorii, że Polska nagle po prostu nie będzie miała dostępu do środków unijnych, jest jakimś wielkim nieporozumieniem czy mówiąc wprost, dezinformacją.

Opozycja mówi również, że to wszystko oznacza wyjście Polski z Unii Europejskiej. To prawda?

Ja o tym jasno mówiłem z mównicy sejmowej w ubiegłym tygodniu. Nie planujemy wyjścia Polski z Unii Europejskiej, mówienie o polexicie jest political fiction. Natomiast jest oczywiście szkodliwe z punktu widzenia Polski suflowanie tego jako możliwy scenariusz na arenie międzynarodowej. Natomiast mówienie o tym, że dzisiaj Unia Europejska swoje propozycje wprowadzenia mechanizmu warunkowości instytucje europejskie i część państw Unii Europejskiej popełnia błąd i że ten błąd, jeżeli miałby zostać utrzymany, przyniesie daleko idące skutki również dla samej Unii Europejskiej, to jest rzecz, do której mamy prawo i o czym będziemy głośno mówić, bo też nam zależy na silnej Unii Europejskiej. Także mówił o tym premier w ubiegłym tygodniu, że jeżeli tego rodzaju mechanizmy miałyby zostać wprowadzane, to w dalekiej perspektywie to oznacza nie tylko osłabienie, ale i możliwy rozpad Unii Europejskiej. Ja się w pełni z tego rodzaju perspektywą i przewidywaniami potencjalnymi i ostrzeżeniami zgadzam.

Panie ministrze, dzisiejsza okładka Do Rzeczy, widzimy na niej Ursulę von der Leyen, czyli szefową Komisji Europejskiej, kontra Jarosław Kaczyński, polski wicepremier. Tytuł brzmi: „Unii trzeba powiedzieć: dość. Polexit – mamy prawo o tym rozmawiać”. Proszę o komentarz.

Publicyści mają prawo do tego, żeby prowokować do dyskusji, czasami żeby niektórymi okładkami szokować, przyciągnąć czytelnika do tego, żeby kupił dany tytuł i przyciągnąć jego uwagę. Inne jest zadanie polityków. Mam wrażenie, że czasami politycy opozycji tych dwóch zadań nie rozróżniają. Zadaniem polityków jest odpowiedzialność, stanowienie prawa i także na arenie międzynarodowej reprezentowanie państwa w taki sposób, żeby jego interesy, żeby interesy Polski po prostu były jak najlepiej na arenie międzynarodowej reprezentowane. Politycy opozycji czasami mam wrażenie, że bliżsi są publicystom i ucieszyli się bardzo, niektórzy przynajmniej, z tej okładki, próbując jakoby przypisać dziennikarzom intencje, które miałby mieć rządzący obóz polityczny. To jest, oczywiście, wielkie nieporozumienie. Publicyści mają prawo dyskutować, mają prawo dyskutować także o scenariuszach, które dzisiaj wydają się zupełnie nierealne. My jako politycy mówimy jasno: polexit to jest dzisiaj political fiction, Polska nie planuje wyjścia z Unii Europejskiej, dzisiaj nasze miejsce w Unii Europejskiej, ale dzisiaj też nadzym zadaniem jest Unię Europejską zmieniać, kształtować tak, żeby ona za kilka lat mogła stanowić o naszej sile, a nie stanowić dla nas zagrożenie.

Jeśli Niemcy oddadzą prezydencję z końcem roku, to sytuacja się zmieni? Czy to jest to, na co liczy polski rząd?

My liczymy na przyjęcie wieloletnich ram finansowych, ale w rozsądnym kształcie. Można powiedzieć, że w 95% one są uzgodnione, bo one są uzgodnione i na bardzo dobrym poziomie w kwotach dla Polski. To jest też znamienne, że w lipcu, kiedy premier Morawiecki przyjechał z tym uzgodnionym pakietem po Radzie Europejskiej, to opozycja mówiła, że to jest klęska negocjacyjna i zły budżet. Dzisiaj, kiedy okazuje się, że ten sam przecież budżet, tylko z chęcią dodania mechanizmu warunkowości, na który my się nie zgadzamy, kwotowo w ocenie opozycji jest bardzo dobrym budżetem, który należy natychmiast przyjąć. Zwracam uwagę na tą hipokryzję. Więc w 95% kwotowo ten budżet jest uzgodniony i jak chodzi o zasady jego funkcjonowania, te 5% jest (...) bardzo ważne, zadecyduje o tym, czy Polska będzie miała wpływ na ostateczne decyzje w sprawie pozyskiwania środków z Unii Europejskiej. I ten obszar pozostaje przedmiotem negocjacji. Czy uda się to wyjaśnić jeszcze za czasu prezydencji niemieckiej, to będziemy musieli poczekać na prezydencję portugalską. To jest kwestia oczywiście ważna, ale kluczowe jest to, żeby ten budżet został przyjęty bez mechanizmu, który jest dla nas groźny.

Panie ministrze, czy Polska i Węgry mogą na kogoś liczyć w Europie? Czy nas ktoś wspiera, na przykład państwa Grupy Wyszehradzkiej? Nie słyszałem żadnych wypowiedzi przedstawicieli rządu Słowacji czy Czech w tej sprawie. A może Włosi? A może Hiszpanie? Jak to wygląda, jeśli chodzi o sojuszników?

Wiemy o wsparciu ze strony Słowenii w tej sprawie. Wiemy też o tym, powiedzmy, z zamkniętych kuluarowych rozmów, że jest szereg państw wyrażających zrozumienie dla polskiej postawy. Ja też to wiem z rozmów z moimi odpowiednikami i partnerami w innych krajach. Natomiast te państwa nie chcą się przyłączać w pierwszym froncie do walki o ten mechanizm, bo patrzą na to przez pryzmat własnego interesu finansowego, który skalkulowały w ten oto sposób, że uważają, że na dzień dzisiejszy dla nich ważniejsze jest szybkie pozyskanie tych pieniędzy, a nie ta perspektywa długofalowa. To są po części mniejsze państwa z Unii Europejskiej, które swoją politykę zagraniczną opierają też na takiej postawie wpisywania się w politykę zagraniczną tych dużych w ten główny nurt. My jako państwo nie chcemy sobie pozwalać na politykę zagraniczną, która rezygnuje z części zasad bardzo ważnych z punktu widzenia właśnie perspektywy długoterminowej po to tylko, żeby – jak to mówiłem w Sejmie w ubiegłym tygodniu – jak taki klient wygłodniały pieniędzy do banku szybko podpisywać jak leci umowy, kolejne podtykane dokumenty po to tylko, żeby dostać pieniądze. My jednak wczytujemy się w to, co jest napisane drobnym druczkiem, zwracamy uwagę, jeżeli ktoś coś chce nam (...) na ostatni moment...

I tu, panie ministrze, niestety muszę...

...bo to leży w naszym interesie.

...muszę panu wejść w słowo, musimy kończyć naszą rozmowę. Szymon Szynkowski vel Sęk, wiceminister spraw zagranicznych, był pierwszym gościem Sygnałów Dnia. Dziękuję panu bardzo.

Dziękuję, panie redaktorze, dziękuję państwu, dobrego dnia.

JM