Sygnały Dnia 7 października 2021 roku, rozmowa z Marcinem Horałą

Ostatnia aktualizacja: 07.10.2021 07:15
Audio
  • Marcin Horała: każdy z nas jest wolnym obywatelem, może uważać, że dana ustawa mu się nie podoba, niemniej, póki dana ustawa jest w porządku prawnym, nie została uchylona, to obowiązuje i trzeba się do niej stosować (Sygnały Dnia/Jedynka)

Krzysztof Świątek: Gościem Sygnałów Dnia Marcin Horała, wiceminister infrastruktury. Dzień dobry, panie ministrze.

Marcin Horała: Dzień dobry, panie redaktorze, dzień dobry państwu.

Panie ministrze, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wczoraj orzekł, że sędziego nie można przenieść z wydziału do wydziału bez jego zgody, nawet jeżeli prezes sądu widzi braki kadrowe w określonym wydziale. Jakie są granice ingerencji Unii Europejskiej pana zdaniem w wewnętrzne sprawy Polski?

Te granice wyznaczają ratyfikowane przez Polskę traktaty europejskie. Tam, gdzie oddaliśmy kompetencje na rzecz instytucji europejskich, to tam one te kompetencje mają, a tam, gdzie nie oddaliśmy, na przykład w zakresie organizacji ustroju sądów, no to tych kompetencji nie mają, a...

Kompetencji nie ma, ale TSUE i tak się wypowiada.

To rzecz normalna i taka bym powiedział naturalna w polityce, że różne organy, różne instytucje, różne urzędy wolą mieć więcej kompetencji niż mniej i czasem takim prawem kaduka próbują je sobie uzurpować. Natomiast tu sprawa jest jasna, traktaty są jasne, w tych akurat sprawach kompetencji nie mają, a ten wyrok no to jeszcze jest merytorycznie dosyć absurdalny. Dość powiedzieć, że do roku 2017 prezes sądu mógł dowolnie przesuwać sędziów między wydziałami i wtedy to ich niezawisłości nie naruszało. Teraz, kiedy to zostało ograniczone tak naprawdę i jest prawie wyliczony katalog przypadków, wyłącznie w których można przenosić, to to akurat ma tę niezawisłość naruszać, już nie wspominając o tym, że sędzia jest sędzią danego sądu, a nie danego wydziału.

Panie ministrze, no ale to orzeczenie jest już interpretowane w różny sposób, na przykład cytowany w Gazecie Wyborczej dr hab. Maciej Taborowski, zastępca rzecznika praw obywatelskich, mówi tak: „Mamy do czynienia z sądem, tutaj chodzi o Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, który nie został prawidłowo ustanowiony. Sądy mogą pomijać orzeczenia wydane przez nowych sędziów Sądu Najwyższego”. Co pan na to?

To jest próba jakiejś całkowitej anarchizacji systemu prawnego, tego, że ktoś ma taką ocenę, ma prawo, jest każdy z nas wolnym obywatelem, może uważać, że mu się dana ustawa nie podoba, niemniej póki ta ustawa jest w porządku prawnym, nie została uchylona, to obowiązuje i trzeba się do niej stosować. A organem powołanym do oceny konstytucyjności ustaw w Polsce, do ewentualnego podważenia, że jakaś ustawa z Konstytucją jest niezgodna, jest Trybunał Konstytucyjny polski, a nie żaden organ, a już zwłaszcza organ międzynarodowy. A Konstytucja polska jest najwyższym źródłem prawa w Polsce, co jest rzeczą wręcz oczywistą i potwierdzoną przez orzecznictwo również Trybunału Konstytucyjnego polskiego wiele, wiele lat temu, w tym takiego, w którym zasiadał pan Safjan, który obecnie jest sędzią Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jak był w Trybunale Konstytucyjnym, to sam orzekał zgodnie z tą linią, zresztą oczywistą, że polska Konstytucja jest nadrzędnym i głównym źródłem prawa.

Panie ministrze, jeśli Trybunał Konstytucyjny orzeknie, być może dzisiaj w końcu, o tym, że Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczpospolitej, to będzie można zignorować tego typu orzeczenia TSUE?

Konstytucja po prostu jest najwyższym prawem Rzeczpospolitej i to nawet nie wymaga orzekania Trybunału Konstytucyjnego...

No ale czekamy, czekamy na to orzeczenie na wniosek premiera.

Bardziej chodzi o wyklarowanie i pewne powtórzenie, skoro część sędziów zdawała się orzekać, nie patrząc na to i pomijając hierarchię źródeł prawa, no to o hierarchii źródeł prawa trzeba przypomnieć. Najwyższym źródłem jest Konstytucja, następnie ustawy i ratyfikowane umowy międzynarodowe, i tu rzecz oczywista, jeżeli coś jest w traktacie europejskim, umowie międzynarodowej ratyfikowanej, to obowiązuje, jest źródłem prawa w Polsce. Natomiast takie prawo powielaczowe, czyli jakieś decyzje, postanowienia o zabezpieczeniu, rozporządzenia Komisji Europejskiej, jeżeli one nie wynikają wprost z kompetencji przyznanych w traktacie, wyraźnie, nie jakiejś dorozumianej, nie na jakichś klauzulach, generalnych zasadach, tylko wprost przyznana w traktacie, wyraźnie przewidziana kompetencja, no to wykraczają poza prawo i właściwie w ogóle nie są źródłem prawa, a co dopiero mówić o tym, że miałyby być źródłem prawa wyższego rzędu niż na przykład polska ustawa.

Ale wczoraj premier mówił, komentując to orzeczenie, że to jest podważenie w ogóle sytuacji stanu prawnego, w ogóle systemu prawnego obowiązującego w Polsce, i to mogłoby skutkować także dla obywateli podważaniem wyroków, które zapadały w ostatnich latach. Czy pan dostrzega takie niebezpieczeństwo, czy właśnie to orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego spodziewane przetnie tego typu rozważania?

Niebezpieczeństwo zawsze jest, ponieważ mamy do czynienia z takim pełzającym rokoszem części środowiska sędziowskiego. To zawsze trzeba podkreślać, że części, żeby tu tych sędziów, którzy zachowują się w sposób racjonalny, nie krzywdzić, nie wrzucać do jednego worka. Ale jest taka grupa sędziów, pewna grupa, która zaczęła nie uznawać obowiązującego w Polsce prawa, orzekać według swojego uważania i jak im się na przykład inny sędzia nie podoba, to uważają, że wyrok, który on... tak sobie po prostu przyjmują, że ten wyrok, który on wydał, jest obciążony jakimiś wadami czy na przykład nieobowiązujący. I oczywiście na dłuższą metę taka sytuacja grozi dużą anarchizacją i naruszaniem porządku prawnego, że obywatel, który dochodzi jakiejś ważnej dla niego sprawy, nie wiem, nawet spadkowej na przykład czy jakiejś innej majątkowej, w zależności od tego, jakie będzie miał szczęście i na jakiego sędziego trafi, czy na sędziego normalnego, który zachowuje się jak sędzia, czy na sędziego upolitycznionego, który zachowuje się jak polityk opozycji, no to będzie mógł mieć pewność, że ten wyrok w jego sprawie obowiązuje lub nie obowiązuje. Tak sytuacja byłaby niezwykle szkodliwa i musimy zrobić wszystko, żeby do niej nie dopuścić.

Eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości Jacek Saryusz-Wolski wczoraj w TVP Info powiedział, że Polska powinna zrezygnować z europejskiej części Funduszu Odbudowy, poszukać pieniędzy na rynku, zacząć bardziej stanowczo rozmawiać z Komisją Europejską i właściwie pociągnąć Komisję Europejską do opłacania odsetek za niewypłacony Fundusz Odbudowy. Czy sądzi pan, że takie rozwiązanie jest możliwe?

Różne rzeczy można sobie wyobrazić i to nawet obowiązkiem jest każdego, kto zajmuje się sprawami publicznymi, żeby rozważać różne scenariusze i mieć otwartą głowę, a nie tylko takie widzenie tunelowe, że istnieje tylko jedna opcja, natomiast w tym momencie myślę, że to nie jest ten moment, kiedy musimy się nad takimi scenariuszami zastanawiać. Ta procedura trwa, wszystkie wątpliwości Komisji Europejskiej zostały wyjaśnione w sensie merytorycznym polski plan, Krajowy Plan Odbudowy czeka na zatwierdzenie...

To dlaczego Polska wciąż czeka, panie ministrze?

To jest pytanie do Komisji Europejskiej tak naprawdę, dlaczego Polska wciąż czeka, bo nie powinna już czekać, ten okres się niepotrzebnie przedłuża. Ja rozumiem, że to jest próba budowania jakiegoś takiego politycznego nacisku na Polskę i tego, żeby Polska, obawiając się utraty tych pieniędzy, zaczęła się słuchać władz, które w Polsce nie zostały wybrane i nie mają demokratycznej legitymacji polskiego wyborcy (...)

Panie ministrze, ale padają nawet takie sugestie wprost, że na przykład jeżeli Polska uzna, że prawo unijne stoi ponad Konstytucją, to wtedy te środki zostaną uruchomione. Takie wypowiedzi się pojawiały.

Tak, wypowiedzi się pojawiały, tylko znów te wypowiedzi nie mają żadnego oparcia w traktatach europejskich, w kompetencjach na przykład Komisji Europejskiej. Komisja Europejska po prostu takiej kompetencji nie ma i kompetencji uzależniania jednego od drugiego, czyli wypłaty tych środków od złamania polskiego prawa i naruszenia polskiej Konstytucji też nie ma. Więc mimo wszystko nadal ja osobiście chciałbym wierzyć, że mamy do czynienia z ludźmi poważnymi, którzy przestrzegają prawa, które ich obowiązuje, czyli przede wszystkim traktatów, i mamy tu do czynienia z pewną grą polityczną, ale przyjdzie ten moment wkrótce, kiedy ta gra się skończy i po prostu zostanie zastosowane prawo europejskie i te środki zostaną uruchomione. Oczywiście, gdyby miało tak się nie stać, no to różne scenariusze trzeba przewidywać, ale – tak jak mówię – to jeszcze nie jest ten moment.

Panie ministrze, wczoraj w Rzeczpospolitej można było przeczytać, że ta inicjatywa wezwania ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce przez wiceministra spraw zagranicznych Szymona Szynkowskiego vel Sęka było jego osobistą inicjatywą i nie będzie głębszej interwencji MSZ w sprawie Rafała Ziemkiewicza, czyli w sprawie niewpuszczenia go na terytorium Wielkiej Brytanii. Czy pan nie uważa, że ponieważ jednak pogwałcono podstawowe prawa i wolności polskiego obywatela, ta interwencja nie powinna być pogłębiona?

Tylko że ta informacja w Rzeczpospolitej już została zdementowana czy raczej skorygowana. Po pierwsze nie mamy do czynienia z wezwaniem, tylko z zaproszeniem pani ambasador na rozmowę, szanując to, że Wielka Brytania jest suwerennym państwem i może decydować, kogo chce wpuścić na swoje terytorium, kogo nie chce. Być może w tej sprawie doszło do naruszenia praw polskiego obywatela, dlatego że zostało uszczelnione, znaczy gdyby Wielka Brytania powiedziała: nie wpuszczamy Ziemkiewicza, bo go nie lubimy, to paradoksalnie byłaby to czysta sytuacja. Natomiast skoro mówi, że nie wpuszczamy Ziemkiewicza, bo on jest tam antysemitą, zaprzecza holokaustowi i tak dalej, a tak mogliśmy usłyszeć, trzeba zweryfikować, czy to prawda, no to tu faktycznie prawo polskiego obywatela zostało naruszone, bo (...)

I do tej sprawy wrócimy za moment...

...kimś takim nie jest, bo został oczerniony po prostu (...)

Do tych spraw wrócimy. Marcin Horała, wiceminister infrastruktury, jest gościem Sygnałów Dnia. Ciąg dalszy na portalu Polskiego Radia i w mediach społecznościowych radiowej Jedynki.

*

Panie ministrze, sam Rafał Ziemkiewicz usłyszał od urzędnika na lotnisku, że nie zostaje wpuszczony za poglądy polityczne. Za tą sprawą ma stać także posłanka Partii Pracy Rupa Huq, która sama zresztą ma problemy, była oskarżana o antysemityzm. Stąd pytanie w takim razie jak ta sprawa powinna być procedowana, żeby nie było za chwilę takiej sytuacji, że inni dziennikarze, publicyści, naukowcy, którzy na przykład wygłaszają poglądy, na przykład nie zgadzając się na ideologię LGBT, będą mieli problemy z wjazdem do Wielkiej Brytanii, a być może do jakiegoś innego kraju europejskiego?

Tak jak powiedziałem, niestety tak to jest, że każdy kraj, również Polska, ma prawo decydować, kogo wpuszcza. Jeżeli Wielka Brytania by chciała prowadzić taką cenzurę prewencyjną i represjonować za poglądy, to może, bo jest suwerennym krajem, natomiast...

No dobrze, panie ministrze, ale każdy kraj ma rzeczywiście tę możliwość, ale dotyczy to zwykle osób, które na przykład prowadzą jakąś działalność, która może być interpretowana antypaństwowo, są członkami organizacji terrorystycznych albo są po wyrokach sądowych, na przykład skazani za jakieś ciężkie przestępstwa. My mamy do czynienia z publicystą, pisarzem Rafałem Ziemkiewiczem.

Tak, który jeszcze co więcej, przede wszystkim nie głosi takich poglądów i nie jest kimś, za kogo został tam uznany w Wielkiej Brytanii i co zostało prawdopodobnie, bo tu trzeba zasięgnąć informacji u źródła, bo cała sprawa ma ten wątek, że tam właściwie tylko ustnie różne rzeczy ci funkcjonariusze mówili i nie ma takiego oficjalnego dokumentu, który by wprost wyjaśnił, jakie dokładnie to rzekome poglądy były tą przyczyną. Więc tak jak mówię, prawdopodobnie został po prostu oczerniony i to wymaga wyjaśnienia i to wymaga interwencji, że polski obywatel za swoimi plecami został oczerniony, nie miał możliwości ustosunkować się do tych zarzutów, nie miał możliwości na nie odpowiedzieć i został poddany pewnej dolegliwości polegającej na niewpuszczeniu do państwa, a pani ambasador została zaproszona na rozmowę w MSZ, teraz ta rozmowa właśnie się odbędzie, zobaczymy, jakie wyjaśnienia przedstawi i pewnie w zależności od tego będzie dalsze procedowanie, postępowanie w tej sprawie.

Panie ministrze, pan jest posłem z Pomorza. Wczoraj ważna opinia biegłych w sprawie Stefana W., czyli mordercy prezydenta Pawła Adamowicza. Biegli ostatecznie orzekli, że Stefan W. w chwili popełnienia morderstwa miał częściowo zniesioną poczytalność, tak to dokładnie brzmi. To oznacza, że będzie odpowiadał przed sądem, ale będzie mógł sąd skorzystać z nadzwyczajnego złagodzenia kary. To oczywiście będzie decyzja sądu. Ale ta sprawa jest wciąż wykorzystywana politycznie. Czy sądzi pan, że ta ostateczna opinia biegłych ukróci pewne wypowiedzi, które są związane z politycznym wykorzystywaniem tej sprawy?

Chciałbym w to wierzyć, ale nie wierzę, to znaczy jestem pesymistą. Te wypowiedzi, w których chodziło o takie polityczne wykorzystywanie tej tragedii, myślę, że jednak u większości ich autorów jest to absolutnie cyniczne i nie chodzi o to, że oni naprawdę tak uważają i jeszcze potwierdzenie faktu, że mieliśmy do czynienia z osobą, co tu dużo mówić, niespełna rozumu, ze zbrodniczym szaleńcem, osobą chorą, którą należałoby przede wszystkim leczyć, choć to orzeczenie też nie wyklucza tego, że i ukarać, bo jak najbardziej tu biegli to potwierdzają, że kara jest tutaj przynajmniej potencjalnie możliwa. No ale w każdym razie że nie miało to podłoża politycznego, że nie był to jakiś mord polityczny. No to osoby, które próbują tę narrację tworzyć, nie czynią tak dlatego, że z dobrej woli tak uważają, że było, tylko mają niestety swoje polityczne cele. To jest chyba jednak nieskuteczne, mam nadzieję, ludzie dostrzegają tę potworną hipokryzję, żeby na tej wielkiej tragedii politykę uprawiać, ale cóż, tak jest i pewnie niestety będzie.

Panie ministrze, to dwa krótkie pytania personalne. Kamil Bortniczuk, rozumiem, przesądzony ministrem sportu, bo wczoraj jako kandydat się spotkał już z prezydentem. Łukasz Me0jza jego zastępcą. To już przesądzone pewnie w rządzie zmiany.

Cóż, mogę powiedzieć, że prawdopodobnie tak, ale z pozycji wiceministra infrastruktury nie jestem upoważniony, żeby tego rodzaju komunikaty twardo komunikować. To premier, szef naszej formacji politycznej będzie informował o zmianach w rządzie.

A to jeszcze zapytam w takim razie, czy mówi się w rządzie o tym... jeszcze jeżeli pan nie może potwierdzać, ale czy mówi się o tym, że Adam Bielan będzie wicepremierem?

Panie redaktorze, no, proszę wybaczyć, ale to już bym plotki komentował. Oczywiście, różne rzeczy się mówi w kuluarach sejmowych, rządowych różne scenariusze są przekazywane, analizowane, ale to nadal są plotki. Jak przyjdzie moment dokonywania zmian w rządzie, to prezes Prawa i Sprawiedliwości, czyli szef największej formacji tworzącej koalicję, pan premier będą te informacje przedstawiali.

Panie ministrze, pan jest pełnomocnikiem rządu do spraw budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. Mieliśmy spotkanie Międzynarodowego Stowarzyszenia Transportu Powietrznego, które zdecydowało, że linie lotnicze do 2050 roku zobowiązują się osiągnąć neutralność klimatyczną. Członkiem tego Stowarzyszenia jest także LOT. Dyrektor generalny tego Stowarzyszenia Willie Walsh powiedział, że kluczowym czynnikiem będzie system kompensacji redukcji emisji CO2. System kompensacji to jest włączenie linii lotniczych do handlu emisjami CO2. To nieuchronnie odbije się na cenach dla konsumentów.

Prawdopodobnie tak. I przecież też przede wszystkim wymiana floty w takiej fazie projektowej czy nawet prototypowej, są samoloty elektryczne, są samoloty wodorowe, ale to jest pieśń przyszłości. Rok 2050 też jest jednak dosyć odległy. Ja myślę, że branża tu musi wyznaczać pewne cele, bo jest trochę chłopcem do bicia, niesłusznie atakowanym jako taki dla niektórych sztandarowy przykład tych, którzy są odpowiedzialni za zmianę klimatu, za emisję, podczas gdy ta emisja transportu lotniczego to jest tam bardzo niewielki procent całkowitej emisji transportu w ogóle, a co dopiero mówić o emisji globalnej...

Czy tego typu decyzje takiego Stowarzyszenia jednak istotnego, w którym LOT jest zrzeszony, wpływają w jakiś sposób na plany związane z CPK?

Nie, to – tak jak mówię – jest daleko idąca pieśń przyszłości. Mamy teraz rok 2021, za 29 lat to faktycznie może być tak, że na przykład samoloty o napędzie wodorowym będą w powszechnym użyciu i będą tanie, łatwe w produkcji i będziemy z nich korzystali. Jeżeli mówimy o planach dotyczących CPK, no to one patrzą na to, co będzie w roku 27, 28, 30 i później. Wszystkie analizy ekspertów pokazują, że po tej pandemii covidowej ruch lotniczy będzie się odbudowywał, są pewne spory czy różnice, w jakim tempie, w którym roku, czy w 25 wróci do poziomu sprzed pandemii, czy w 26, ale że wróci, to wszyscy eksperci, analitycy są zgodni. Polacy chcą latać, to już to lato, poprzednie lato, nawet lata pandemiczne pokazały, że ten ruch, kiedy tylko trochę były obostrzenia poluzowane, sytuacja była trochę lepsza, to ruch lotniczy dynamicznie wzrastał. Mamy tu ogromny potencjał wzrostu taki organiczny, bo statystyczny Polak przed tym kryzysem latał mniej więcej raz do roku, podczas gdy mieszkaniec Europy Zachodniej dwa razy, dwa i pół raza, trzy razy. To pokazuje, że tu, nawet gdyby powstały takie czynniki, które spowodują, że to tempo wzrostu będzie nieco spowolnione czy wyhamowane, no to nadal ten wzrost, który jest przed nami, jest ogromny i potrzebujemy infrastruktury, która będzie w stanie go (...)

Panie ministrze, ale włączenie linii lotniczych do tego handlu emisjami to jest postulat, który może się pojawić już za kilka lat. Nawet były takie analizy czynione przez naukowców brytyjskich, żeby na przykład w Wielkiej Brytanii zamknąć wszystkie lotniska w perspektywie 10 lat poza Heathrow. Czy pan się nie obawia, że za chwilę może być tak, że owszem, jest głód duży lotów, ale ceny biletów będą tak wysokie, że loty lotnicze, tak jak na przykład 30 lat temu, staną się dobrem luksusowym?

Po pierwsze musimy też sobie uświadomić, że już teraz linie lotnicze płacą za emisję i jest taki system kwot, jest pewna kwota darmowa, którą linia lotnicza może wykorzystać, zużycia paliwa, a powyżej pewnej kwoty musi opłaty uiszczać za tę emisję. Co więcej, te kwoty były tak pomyślane, że właśnie niestety Polskie Linie Lotnicze LOT bardzo na nich traciły, bo były linią dynamicznie się rozwijającą, więc to zużycie paliwa przez akurat LOT rosło szybciej i bardziej, niż tych linii, które po prostu utrzymywały pewien stały poziom. Więc tak jak mówię, oczywiście nie możemy tych zjawisk i planów bagatelizować, tu jesteśmy aktywni. Sam niedawno podpisywałem instrukcję dla polskiego przedstawiciela, który przy instytucji europejskiej zajmującej się transportem tam miał rozmawiać na temat chociażby przeniesienia tych kwot, które były niewykorzystane w roku pandemicznym, no bo linie mniej latały, więc tych swoich praw do spalenia, do emisji nie wykorzystały w pełni, że mogły je wykorzystać w następnych latach, to jeden z przykładów takich działań.

Ale tak jak mówię, ruch lotniczy pozostaje niezagrożony przynajmniej w Polsce, przynajmniej w Polsce, gdzie jest jeszcze ogromna rezerwa i wzrost tak duży, że gdyby ten wzrost nawet miał się okazać nieco mniejszy, niż wcześniej zakładany, to on nadal będzie ogromny. A CPK też adresuje tego rodzaju problemy. Cały program inwestycyjny CPK po swoim zrealizowaniu doprowadzi do znaczącego spadku emisji w Polsce, chociażby dlatego, że będzie możliwość przeniesienia większej części transportu na szyny, wybudujemy 1800 km nowych linii kolejowych, a transport szynowy od transportu kołowego jest znacznie, znacznie mniej emisyjny.

Panie ministrze, i ostatnie pytanie, prośba o krótką odpowiedź, chociaż problem jest skomplikowany. Przekop Mierzei Wiślanej, dzisiaj duży materiał w Gazecie Wyborczej i wypowiedzi na przykład prof. Włodzimierza Ryckowskiego z Katedry Polityki Transportowej Uniwersytetu Gdańskiego, cytuję: „Rachunek ekonomiczny wskazuje jednoznacznie na absurdalność i niecelowość tej inwestycji. Nie ma ładunków masowych ani drobnicowych podatnych do przewozu żeglugą do i z Elbląga przez przekop”, że to ma być inwestycja widowiskowa, ale niezasadna, nieracjonalna. Co pan na to?

Po pierwsze tworzenie takiego prostego modelu biznesplanu do publicznej infrastruktury transportowej jest absurdalne. To proszę mi pokazać takie wyliczenie, nie wiem, dla odcinka autostrady A1 między Gdańskiem a, powiedzmy tam, nie wiem, Tczewem na przykład. Infrastruktura publiczna służy gospodarce i sprzyja gospodarce, natomiast nie jest prosto przeliczane, to nie jest przedsięwzięcie takie biznesowe, że to jest jakaś firma, która będzie czerpała jakieś przychody i z tego się finansowała.

A druga sprawa jest taka, że takich ładunków nie ma i nie będzie tam, gdzie nie będzie komunikacji. Nie wiemy tego, czy gdyby w teoretycznym scenariuszu ten kanał żeglugowy był już, nie wiem, 15 lat temu dostępny, to 10 lat temu na przykład gdzieś w Elblągu powstałaby fabryka, międzynarodowy koncern by fabrykę tam swoją umieścił i sprowadzał do niej produkty lub eksportował jej produkty drogą morską, ale nie umieścił, bo widział, że tam nie ma komunikacji, więc poszedł gdzie indziej. Te plany uruchomienia portu w Elblągu, umożliwienia mu dostępu do światowego handlu drogą morską to są plany właściwie odwieczne, można powiedzieć, i je trzeba po prostu było zrealizować.

Bardzo dziękuję...

I jeszcze ostatnia sprawa – ważny aspekt polityczny i geopolityczny, zamykanie Cieśniny Piławskiej to jest instrument nacisku na Polskę przez Rosję i ten instrument musimy stosunkowo tanim kosztem, bo to jest ułamek ułamka przecież rocznego budżetu Polski koszt budowy przekopu, jako poważne państwo nie możemy sobie pozwolić, żeby taki instrument nacisku na Polskę był.

Marcin Horała, wiceminister infrastruktury, był gościem Sygnałów Dnia. Dziękuję, panie ministrze.

I ja bardzo dziękuję.

JM