Rozmowa z Markiem Sawickim

Ostatnia aktualizacja: 17.06.2011 07:15

Krzysztof Grzesiowski: Witamy naszego gościa: minister rolnictwa i rozwoju wsi, pan Marek Sawicki w Sygnałach Dnia. Dzień dobry, panie ministrze.

Marek Sawicki: Dzień dobry.

K.G.: Wicepremier Waldemar Pawlak zapowiada, że w czerwcu ceny żywności spadną. Podpisze się pan pod tym zdaniem?

M.S.: Z pewnością będzie sezonowy spadek cen, natomiast trzeba sobie jasno powiedzieć, że ceny żywności na świecie, w tym w Europie, rosną, to ma kilka... związek z kilkoma sprawami, przede wszystkim z jednej strony wzrost cen na surowce i spekulacje na rynkach światowych, ale z drugiej strony chyba jednak również brak reformy wspólnej polityki rolnej w Unii Europejskiej, bo przez kilkanaście lat wspólna polityka rolna nastawiona jest na hamowanie produkcji, na redukcję produkcji w związku z wcześniejszymi problemami z nadprodukcją i na takie płacenie za gotowość produkcyjną.

I kiedy wczoraj mieliśmy dużą konferencję w Warszawie na temat właśnie systemów wsparcia, z tym płatności bezpośrednich, bardzo mocno podkreślam naszym partnerom z dużych państw unijnych, że wspólna polityka rolna wymaga głębokiej reformy, że owszem, rolnicy muszą mieć płatności bezpośrednie jako ten gwarant stabilizacji dochodów, ale z drugiej strony trzeba znacznie więcej pieniędzy przeznaczyć na rozwój, na modernizację, na inwestycje, na budowanie rolnictwa konkurencyjnego. Nie może być tak, że rolnikowi płaci się za odchodzenie od produkcji, bo przecież widać, że żywności na świecie będzie potrzeba coraz więcej.

Więc mam nadzieję, że dzisiaj także spotkanie z szefami grup politycznych w Warszawie przyczyni się do tego, że o tej reformie będziemy mogli rozmawiać i że polska prezydencja, która niebawem się zaczyna, jednak wyciśnie piętno i zmieni kształt tej wspólnej polityki rolnej, bo to nie jest kwestia tylko wyrównania poziomów płatności. One są ważne, ale to jest kwestia zmiany sposobu uprawiania tej polityki, ale właśnie przestawienia jej z polityki defensywnej, z polityki gotowości produkcyjnej na politykę konkurencji i rozwoju.

K.G.: Pan, panie ministrze,  zdaje się stał się ostatnio mocno krytyczny wobec działań Komisji Europejskiej w obszarze rolnictwa. Sprawa ta sama, ale dwa wątki: po pierwsze rekompensaty dla rolników, którzy ponieśli straty w wyniku bakterii E.c., tak to uprośćmy, czyli w wyniku tego zakażenia. Polskie straty to mniej więcej 50 milionów euro, tak pan to oblicza?

M.S.: Z pewnością zdecydowanie więcej.

K.G.: Nawet. Tymczasem propozycja odszkodowań jest na poziomie 210 milionów euro i nie dotyczy tylko i wyłącznie Polski oczywiście, tylko o wiele więcej krajów, choćby zwłaszcza Hiszpania.

M.S.: Dwa lata temu przeznaczyliśmy z rezerwy wspólnej polityki rolnej 2,5 miliarda euro na budowę satelity. W tej chwili widać wyraźnie, że jest głęboki kryzys i że rolnicy nie z własnej winy stracili ogromne pieniądze, mogą niektórzy nie odbudować własnej produkcji i w Unii Europejskiej nie ma woli, żeby te rekompensaty miały charakter rekompensat pełnych. Ja dziwię się, że tak zbiurokratyzowana struktura, kompletnie nie odczuwa czy nie rozumie tego, co dzieje się w produkcji. I dlatego m.in. nasz przedstawiciel na komitecie sterującym dostał zalecenie głosowania przeciw, zresztą podobnie głosowała Francja, Hiszpania, bo są to państwa, które poniosły bardzo wysokie straty.

I co gorsze w tym rozporządzeniu, którego jeszcze nie ma, ale w propozycjach rozporządzenia, bo mam nadzieję, że dziś, jutro Komisja Europejska to napisze, tam jest przygotowany system płatności czy system zwrotu odszkodowań skierowany głównie do rolników, którzy od dziesięcioleci są dobrze zorganizowani w systemach spółdzielczych i poprzez korporacje można będzie ten mechanizm zwrotu wycofywania produktów z rynku, a więc zwrotu pieniędzy realizować. My przygotowujemy, ja dzisiaj będą miał już gotowe dokumenty i rozporządzenie na podstawie tych informacji, które mam, ale też proszę zwrócić uwagę – Komisja dwa tygodnie pracuje nad tym i nadal nie mamy rozporządzenia, a więc nadal nie możemy aktywnie wyjść w teren, nie możemy rolnikom tym, co potracili swoje dochody, powiedzieć, na jakich zasadach, w jakich warunkach będą składali wnioski po to, żeby przynajmniej część strat odzyskać.

K.G.: No tak, ale zdaje się, że ponad połowa unijnych krajów nie korzysta z tego, co nazwał pan instrumentem wycofania produktów z rynku.

M.S.: No i to jest problem...

K.G.: Właśnie.

M.S.: ...właśnie na to zwracałem uwagę. W związku z tym zamiast tego instrumentu wycofania będzie tzw. instrument niezebrania plonu czy ewentualnie przeznaczenia plonu na paszę, takie zdarzenia w Polsce mają miejsce i były realizowane i po prostu musimy w ramach tych rozwiązań prawnych, zresztą chorych, sztywnych, skostniałych, niedostosowanych do bieżących potrzeb, po prostu się poruszać.

Więc widać wyraźnie, jak głęboko potrzebna jest reforma, bo tam zbyt dużo rzeczy jest zbyt mocno opisanych, zbyt mocno zbiurokratyzowanych, życie jest bogatsze niż rozwiązania prawne i potem okazuje się, że w konkretnych warunkach trudno się w stare ramy prawne zmieścić. A zmiana prawa to jest i Parlament, i Komisja Europejska, i to trwa dwa lata.

K.G.: I druga sprawa związana z epidemią E.c., tym razem dotycząca rosyjskiego embarga na żywność produkowaną w krajach unijnych. Pan zarzuca Komisji Europejskiej, że ona powinna rozmawiać z Rosją i nie dopuścić do embarga, wiedząc wcześniej o takim zamiarze.

M.S.: Przede wszystkim Rosja zastosowała oczywiście embargo w sposób zbyt mocno restrykcyjny, bo Rosja także doskonale wie, że ta Escherichia coli nie jest w całej Europie, tylko są określone ogniska. Z drugiej strony Komisja Europejska mogła się spodziewać. Dla Komisji Europejskiej rynek rosyjski jest ważny, bo to jest jeden z istotniejszych rynków eksportowych. I Komisja mogła się spodziewać, że Rosja wykorzysta tę sytuację do tego, żeby wnieść restrykcje, żeby podnieść swój, że tak powiem, status negocjacyjny w ramach Światowej Organizacji Handlu.

Nie było przeciwdziałań, mało tego, kiedy rozmawiałem z minister rolnictwa nieco ponad tydzień temu Rosji, ona także nie miała wiarygodnych informacji co do stanu obecnego. I kiedy zwrócono się do Komisji Europejskiej o to, żeby przedstawić certyfikaty, to trzeba było takie dokumenty przygotować. My to robiliśmy trzy lata temu i można się z Rosją dogadać. Więc jeśli jest ze strony służb sanitarnych rosyjskich zapotrzebowanie na określony dokument, ten dokument trzeba przygotować i trzeba to robić znacznie szybciej, nie czekać na komitety, nie czekać na zespoły. Są osoby odpowiedzialne, więc niech to wykonują.

K.G.: A czy z pana słów wynika, że będziemy się dogadywać z Rosją indywidualnie?

M.S.: Jeśli będą inne państwa się dogadywały, to niezależnie od tego, co piszą komisarze, my też nie będziemy czekali w ogonie, bo trzeba dzisiaj jasno powiedzieć: albo Unia Europejska zacznie działać dynamicznie i podejmować decyzje, albo państwa będą te sprawy rozwiązywały same.

K.G.: To duża kwota z tytułu strat, nie eksportując żywności do Rosji?

M.S.: Dotychczasowa nie, dotychczasowa na szczęście nie, może to być w granicach 3–4 milionów euro, ale nas czeka sprzedaż kapusty pekińskiej, sprzedaż jabłek i jeśli to embargo nie będzie zdjęte, to straty dopiero przed nami.

K.G.: Z jabłkami to mamy jakąś aferę, zdaje się, drobną, panie ministrze.

M.S.: Znów?

K.G.: Przy okazji eksportu jabłek do Rosji jest jakaś instytucja, która ma monopol na...

M.S.: Nie ma takiego monopolu, jest to (...)

K.G.: Pisze o tym dziś Puls Biznesu. Kiedyś była afera mięsna, teraz będzie jabłkowa w stosunkach z Rosją?

M.S.: Myślę, że jest to małe środowisko, które jest w miarę nieźle zorganizowane i widzę, że pięknie kupuje informacje w mediach. Nie ma to środowisko  żadnego pozwolenia na własną certyfikację, próbowali się na własną rękę z Rosjanami dogadywać. Minister rolnictwa Rosji przestrzegła szefa służb sanitarnych rosyjskich, że takich rzeczy robić nie wolno. Więc ja przestrzegam również przed tego typu działaniami, bo to jest niezgodne z prawem.

K.G.: No i teraz już tak w weekendowy nastrój wejdźmy, panie ministrze,  na koniec. Także za naszą sprawą, bo mamy patronat nad tym wydarzeniem, w ogrodach SGGW, Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie będziemy mieli piknik pod tytułem „Poznaj dobrą żywność”...

M.S.: I wszystkich warszawiaków, wszystkich Polaków zapraszamy na ten piknik, bo tam rzeczywiście będzie tradycyjna ekologiczna, zdrowa, smaczna, pachnąca polska żywność. Tam będzie można posmakować, tam będzie można zrobić zakupy. To jest kolejna już impreza, trzeci raz organizowana w ogrodach SGGW. Pan rektor jest bardzo gościnny Alojzy Szymański, więc korzystając z tej gościny i dziękując także za patronat Polskiemu Radiu, z Latem z Radiem będziemy promowali polską dobrą żywność, bo tej promocji nigdy za wiele. Ja ciągle podkreślam: mamy wspaniałą, dobrą żywność, mamy wspaniałą, dobrą agroturystykę, mamy piękne morze, więc dzisiaj w dobie kryzysu starajmy się te nasze polskie pieniądze obracać właśnie między własnymi przedsiębiorstwami, między własnymi firmami, dawać sobie nawzajem zarabiać, wtedy z tego kryzysu światowego będziemy wychodzili obronnie.

Wiesław Molak: Panie ministrze,  dobrą...

K.G.: Swoją drogą takie mam wrażenie, jeśli pozwolisz, tylko jedna kwestia takiego powrotu do koalicji SLD–PSL ostatnio, bo to było bodaj w zeszłym tygodniu, w jednym serwisie pan gryzł polskie jabłko i je zachwalał, Grzegorz Napieralski też gryzł polskie jabłko i je zachwalał.

M.S.: Powiem szczerze, że jeśli chodzi o dobrą jakość polskich produktów, to ja wiem, że jest koalicja wszystkich sił politycznych w Polsce na rzecz promocji, na rzecz wspierania właśnie aktywizacji tego wzajemnego wykorzystywania potencjału gospodarczego i rolniczego, i pozarolniczego.

W.M.: Panie ministrze,  dobrą i drogą polską żywność?

M.S.: Otóż trzeba sobie jasno powiedzieć, że w dobie zagrożeń, z jakimi mamy do czynienia, bezpieczeństwo konsumenta, bezpieczeństwo żywności jest najważniejsze, a to bezpieczeństwo kosztuje, też trzeba sobie zdawać z tego sprawę. Z pewnością, tak jak wcześniej powiedziałem, jeśli wspólną politykę rolną przestawimy na politykę aktywną, na politykę konkurencji, jest szansa na spadek cen żywności w Europie. Jeśli będzie to nadal polityka gotowości i rezygnacji z produkcji, to z pewnością importowana żywność jest droższa.

K.G.: Marek Sawicki, minister rolnictwa i rozwoju wsi, gość Sygnałów Dnia. Dziękujemy za wizytę, panie ministrze.

M.S.: Dziękuję bardzo.

(J.M.)