Moim braciom Żydom polskim

Ostatnia aktualizacja: 16.04.2013 10:00

W 70. rocznicę dramatu warszawskiego Getta przypominamy niezwykły projekt sprzed kilkunastu lat. Dziękujemy pani Gołdzie Tencer-Szurmiej, inicjatorce wystawy, za udostępnienie materiałów. 

Jestem aktorką żydowskiego teatru. Urodziłam się po wojnie. Echo Holocaustu towarzyszy jednak mojemu dzieciństwu. Wracało w środku nocy krzykiem ojca, który we śnie raz jeszcze widział to wszystko, co musiał przeżyć - w getcie, w obozie zagłady. Zdjęcia składające się na album "I ciągle widzę ich twarze" są dla mnie scenami tragicznego spektaklu napisanego przez historię. Wkraczającą do ludzkich domów. Niszczącą to, co było małym zabieganym życiem pokoleń Żydów polskich.

Na kliszach pamięci ocalały ich postacie. Przetrwały przedmioty i sprzęty. To, co filozof nazwał kiedyś "łzami rzeczy". Jest to płacz nie tylko po garnuszku z obtłuczonym uszkiem, krzywym płocie galicyjskiego miasteczka, butach wędrowca, czapce wiejskiego handlarza. Jest to płacz - po tamtym świecie, który wraca dziś jedynie na starych fotografiach. Przypominając zamienionych w Wielką Liczbę - jako żywych, obecnych wśród nas, pytających: jak to było możliwe, czekających na odpowiedź pod niebem prześwitującym między gontami dachów. Na tym niebie są znieruchomiałe obłoki. Wiatr, bo on również został sfotografowany - przynosi echa głosów. Dawno, bardzo dawno już umilkłych.

W wierszu polskiej poetki Wisławy Szymborskiej przez okupacyjną noc - jadą w wagonie imiona żydowskie, których już nikt nie będzie pamiętał. One także zostały skazane na zagładę. Razem z tymi, co je nosili. 

Fotografie nadsyłane po ogłoszonym w 1994 roku apelu, aby ocalić pamięć Żydów polskich to przypomnienie imion: spalonych w ruinach gett, zastrzelonych na ulicy, zesłanych do obozów zagłady, wydanych przez szmalcowników, wybierających samobójczą śmierć, kiedy ludzie okazali się słabi i Niebo zawiodło.

Na zdjęciach, przynajmniej na większości z nich (a nadesłano ich ponad siedem tysięcy) - światło pada na twarze wolne jeszcze od przerażenia i lęku. Widzimy spokojny namysł, radość z rodzinnego szczęścia, uśmiech, zrodzony z przekonania, że świat jest przyjazny.

Codzienna krzątanina, odświętne pozy, podpatrzone scenki rodzajowe - układają się w opowieść na wpół sentymentalną, na wpół dramatyczną o dawnym życiu, zastygłym w formach określonych przez tradycję, odwieczny rytm przyrody, mądrość  Księgi, która powiada, że "na oddechu dzieci idących do szkoły opiera się nasz świat”; planeta wirująca wśród innych planet na prowincji Kosmosu.
Ci na zdjęciach nie wiedzą jeszcze, że już wkrótce ich domy opustoszeją, na ulice miasteczek czarnym śniegiem padać zacznie puch rozprutych pierzyn, mądrość Księgi nikogo nie zdoła ocalić. Wszystko, co pozostanie po nich, gdy odjadą wagonami biblijne imiona - da się zamknąć w szufladzie, schować na strychu, zagrzebać wśród rupieci.

Tak to fotografie mające zatrzymać chwilę - dokumentują epokę. Oprócz zdjęć do Fundacji przysyłano również grypsy z getta, pocztówki wydawane z okazji świąt religijnych przez żydowskich drukarzy, wiersze, pamiętniki, ba, nawet szklane klisze – poszukiwane przez zbieraczy pradziejów sztuki fotograficznej. Dostaliśmy także bezcenny kolorowy slajd - płonące warszawskie getto. Z całej Polski, z najmniejszych wsi i miasteczek, jak również z zagranicy - Izraela, Kanady, Włoch, USA, Argentyny, płynęły te dary serc, które nigdy nie pogodziły się z tym, że nie ma już żydowskich sąsiadów, znajomych i nieznajomych. I nawet obdarzony największą wyobraźnią pisarz nie zaryzykuje dziś twierdzenia, że "Wisła szemrze po żydowsku." Najstarszy ofiarodawca zdjęć ma lat dziewięćdziesiąt. Najmłodszy - dwanaście: w tym wieku przeszukiwanie zakamarków domu to przygoda dzieciństwa. Motywy, kierujące tymi, którzy odpowiedzieli na nasz apel...

Pewną orientację dają załączone listy:

"Pomyślałam sobie - niech te zdjęcia zobaczy więcej ludzi. Może w Izraelu jest ktoś z Leżajska? I zdjęcia te wzbudzą w nim dobre i czułe wspomnienia z czasów do 1939 roku. A ja jeszcze dlatego wysyłam te zdjęcia, pomyślałam sobie bowiem "tak trzeba" i "powinnaś" - Maria Fijałkowska.
"Moja matka przyjaźniła się z tą rodziną. Kiedy mieli ich wywozić Niemcy z Opatowa, dali matce te zdjęcia, aby przechowała, że może ktoś przeżyje, to będzie pamiątka" -  Józef Kaczmarczyk.
"Niech młode pokolenia żydowskie zobaczą jak wyglądała ulica w Lubartowie przed 1939 rokiem" - Renata Zaykowska.

"Uprzejmie zawiadamiam, że jestem w posiadaniu kilku fotografii znalezionych w ruinach byłego Getta Żydowskiego" - Czesław Zygmunt Wunsch.

"Jestem w posiadaniu zdjęcia kobiety narodowości żydowskiej z małym dzieckiem, oni oboje uciekli z getta w Łowiczu, na noc się u nas zatrzymała i pozostawiła mi to zdjęcie...'' - Anna Maj.

"Proszę przyjąć ode mnie wspomnienia z przeszłości, ze świata mojej młodości dla uczczenia znanych mi Żydów z Bogucic w dawnym województwie krakowskim"- Janina Walaszek.

Nie mogę oderwać się od tych zdjęć. Nie potrafię zapomnieć o ich losach. Sprawiedliwymi są nie tylko ci, co ratują choćby jedno życie. Na to miano zasługują także ci, co ratują pamięć. Pamięć o tych, którzy mówić już nie mogą zamienieni w popiół, zagłuszeni zgiełkiem współczesnych wydarzeń. I to właśnie sprawia, że pragnę, w imieniu własnym, w imieniu Fundacji  złożyć im podziękowanie za ten bezcenny dar. Z wydaniem albumu i otwarciem wystany nic się nie kończy: dostajemy i na pewno będziemy dostawać nadal przesyłki z tamtego brzegu lat. Sprawdza się to, co dawno napisano: "Światło pamięci przywraca życie". Od nas dzisiaj zależy, by to światło nie zgasło.

Gołda Tencer

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak