Rozmowa dnia: Mariusz Błaszczak

Ostatnia aktualizacja: 09.09.2013 07:15

Krzysztof Grzesiowski: Szef klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości, pan poseł Mariusz Błaszczak. Witamy, panie pośle, w Sygnałach, dzień dobry.

Mariusz Błaszczak: Dzień dobry.

Już po wyborach na Podkarpaciu. Przypomnijmy, wybory uzupełniające do Senatu, w pięciu powiatach tego województwa według wyników przedstawionych przez Okręgową Komisję Wyborczą w Rzeszowie po podliczeniu głosów ze wszystkich obwodowych komisji wyborczych wygrał kandydat właśnie Prawa i Sprawiedliwości Zdzisław Pupa, zdobył 60,84% głosów. Kandydat koalicji PO-PSL Mariusz Kawa 21,33 i kandydat Solidarnej Polski na trzecim miejscu Kazimierz Ziobro 11,9%. Krótko mówiąc, niespodzianki nie było.

To jest rzeczywiście wielki sukces Prawa i Sprawiedliwości, dlatego że wynik jest lepszy niż był 2 lata temu w wyborach w roku 2011. Wtedy dzisiejszy marszałek województwa podkarpackiego, senator Prawa i Sprawiedliwości Władysław Ortyl uzyskał 49% poparcia, teraz 60. Ten wynik byłby jeszcze lepszy, gdyby nie rozbicie prawicy, gdyby nie ambicje indywidualne pewnych środowisk, ten wynik byłby jeszcze lepszy. O czym on świadczy? Świadczy on z jednej strony o tym, że Prawo i Sprawiedliwość jest konkretne, bo przecież my przedstawiamy konkretne rozwiązania, alternatywne wobec koalicji PO-PSL, świadczy on o tym, że kandydat PO-PSL, bo to był wspólny kandydat, pan Mariusz Kawa otrzymał bardzo nikły wynik. Zresztą ja się nie dziwię, w związku z tym, że premier Donald Tusk nie pojechał na Podkarpacie, bo nie pojechał, chociaż zapowiadał swoją wizytę. Pojechał za to prezydent Komorowski, no i widać, że pomoc prezydenta Komorowskiego okazała się...

A to zachęcał do głosowania na pana Mariusza Kawę prezydent?

Nie, wprost nie, rzeczywiście wprost nie, natomiast obecność prezydenta Komorowskiego w województwie podkarpackim w piątek, a więc w ostatnim dniu kampanii wyborczej może być tak odczytywana. Okazało się, że to było nieskuteczne. I jeszcze jest też kolejna rzecz bardzo istotna: to był kandydat oficjalnie koalicji PO-PSL, ale nieoficjalnie mówiło się na Podkarpaciu, ja tam byłem kilkakrotnie, że jest wspierany również przez SLD i Palikota, a więc to jest porażka tych wszystkich, którzy się zaangażowali w popieranie pana Mariusza Kawy. Ja chciałem serdecznie podziękować wszystkim tym mieszkańcom tych pięciu powiatów województwa podkarpackiego, którzy zagłosowali na kandydata Prawa i Sprawiedliwości. Rzeczywiście warto. Zachęcam też warszawiaków do tego, żeby poszli na referendum w sprawie odwołania pani Gronkiewicz-Waltz, zastępczyni Donalda Tuska. W Polsce potrzebna jest zmiana. Ja przedwczoraj byłem w województwie lubelskim, trzy spotkania: w Hrubieszowie, w Tomaszowie Lubelskim, w Zamościu. I z tych spotkań przesłanie jedno zasadnicze jest takie oto: dość rządów niekompetentnych i aroganckich koalicji PO-PSL. W Polsce konieczna jest zmiana.

Panie pośle, frekwencja w wyborach na Podkarpaciu wyniosła 15,84%. Uprawnionych do głosowania było 375 tysięcy osób. Wynik pana Zdzisława Pupy, owe niespełna 61% mówi, że z tej grupy 375 tysięcy 60 tysięcy głosów było właśnie na niego oddanych. I jak się policzy dalej, to wychodzi na to, że można zostać senatorem w sytuacji, kiedy niespełna 10% uprawnionych pójdzie na wybory.

Rzeczywiście frekwencja była niska. Tak jest w wyborach uzupełniających, ale być może na wysokość tej frekwencji wpływ mają wypowiedzi tych, którzy dziś Polską rządzą, w końcu prezydent Rzeczpospolitej Bronisław Komorowski, premier Donald Tusk oficjalnie na przykład zniechęcają warszawiaków do tego, żeby poszli na referendum, bo bronią swoje koleżanki.

Wszystko to prawda, ale gdyby pan przełożył pan ten wynik na wynik wyborów parlamentarnych, ogólnopolskich, jak pan sądzi, jak będzie za dwa lata przy tym poziomie zainteresowania?

Ja myślę, że... jestem tego pewien, że w wyborach ogólnopolskich frekwencja będzie wyższa. Tak było zawsze i jestem przekonany, że będzie też tak...

No, od 16% miejmy nadzieję, że będzie.

Tak, w wyborach uzupełniających ta frekwencja jest niestety niższa, no ale tak jest. Natomiast warto spojrzeć na tendencję wzrostową poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości. A więc jeszcze raz to powtórzę: chęć wyraźna, dążenie społeczeństwa do zmiany. W wyborach uzupełniających w Rybniku, w których wygrał kandydat Prawa i Sprawiedliwości Bolesław Piecha, wcześniej tam senatorem był polityk PO, uzyskaliśmy trzydzieści kilka procent poparcia. W wyborach samorządowych, one trochę inną logiką się rządzą, w Elblągu, ponad 50% nasz kandydat na prezydenta, teraz jest ponad 60%. Jeszcze raz to podkreślam: gdyby nie to, że była lista konkurencyjna, że po raz kolejny w Elblągu też tak się stało, że kandydaci Solidarnej Polski odebrali poparcie Prawu i Sprawiedliwości, nie zostali radnymi, gdyby nie to, to Prawo i Sprawiedliwość miałoby przewagę w Radzie Miasta Elbląga, teraz również, mimo tego, że wystawiono polityka o identycznym nazwisku, jakie nosi przewodniczący Solidarnej Polski, mimo tych billboardów, widać je było wszędzie w województwie podkarpackim z podkreślaniem właśnie tego nazwiska, a więc gdzieś tam w podtekście może było tak, że liczyli autorzy tego zabiegu marketingowego na to, że niektórzy z odbiorców nie będą do końca wiedzieli, czy Ziobro to jest ten Zbigniew Ziobro kandydujący, czy też inny Ziobro. Mimo tego uzyskali wynik, który nie jest wynikiem dobrym, a gdyby nie ten kandydat, to wynik Zdzisława Pupy byłby zdecydowanie lepszy, a więc zwycięstwo byłoby jeszcze wyższe.

Ów kandydat, czyli pan Kazimierz Ziobro, miał być nawet członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, ale jak się okazało, nie był. Może nie trzeba było stosować takich chwytów...

No, to pytanie, panie redaktorze,  do mediów.

Teraz trzeba przepraszać, wpłacać pieniądze.

To jest pytanie do mediów, a nie do nas, to po pierwsze. A po drugie ja czytałem właśnie ten tekst, ten tekst był oparty o dokumenty Instytutu Pamięci Narodowej. No ale wyrok rzeczywiście sądu był taki, o jakim mówi pan redaktor.

Może trzeba było spytać po prostu Kazimierza Ziobrę, czy był, czy nie był, on chyba najlepiej wie.

To jest pytanie do mediów, a nie do nas.

A skoro o mediach, czy pan poseł jest po lekturze dzisiejszego Wprost?

Właśnie...

Artykuł Anny Gielewskiej: „PiS, czyli Picie i Swawole”...

No właśnie w korytarzu, tak...

...reportaż z pobytu w hotelu „Rado” czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości przy okazji wizyty na Podkarpaciu.

Obok miałem okazję przekartkować ten tekst. Tam po pierwsze... Ale czytałem go również w Internecie w tej wersji krótszej w Internecie. Po pierwsze zadziwia zaangażowanie autorów, bo przecież żeby nagrać taką rozmowę, należało wykorzystać jakieś urządzenie szpiegowskie, jakiś mikrofon taki, który pozwala na nagranie z dużej odległości rozmowy. A więc zaangażowanie, paparazzi w krzakach. No, to rzeczywiście dość dziwne. A po drugie, no cóż, kiedyś Wprost był tygodnikiem opinii, a teraz zdaje się, że nakład niski, sprzedaż mała, a więc goni za sensacją, schodzi do poziomu tabloidalnego.

Ale biorąc pod uwagę to, co tygodnik pisze, biorąc pod uwagę te zdjęcia, to było tak, czy tak nie było, panie pośle, tak jak jest tu napisane? Kwestia zaangażowania...

Ja rozmawiałem z Adamem Hofmanem, Adam Hofman wyda oświadczenie, w którym stwierdzi, że będzie pozywał tygodnik Wprost, szczególnie za okładkę, na okładce jest stwierdzenie, które narusza...

Kulisy partyjnego wyjazdu PiS, eksperci: to, co robi Adam Hofman jest molestowaniem seksualnym...

No więc to narusza dobra osobiste, a więc, no cóż, musimy się przygotować na to, że wtedy, kiedy będziemy zagrażać układowi władzy, a on jest rzeczywiście nawet szerszy niż tylko PO-PSL, to tego rodzaju ataki będą miały miejsce. No i tak to będzie wyglądało.

A co będzie, jeśli to wszystko się potwierdzi?

Czekamy, czekamy na orzeczenie sądu.

Swoją drogą, panie pośle, jeśli prawdą jest to, co miał powiedzieć poseł pana partii pan Tomasz Kaczmarek, ten fragment, który tu jest publikowany, jeśli to jest prawda... Nie będę go cytował, bo przez chwilę musiałbym nic nie mówić, bo jest tyle wyrazów, których nie wypada używać...

Tak, tam, wie pan... No, to jest takie zejście do poziomu niskiego. Są też takie tezy, które np. mówią o tym, że posiedzenie klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości... na tym posiedzeniu nie było istotnych uchwał, stanowisk. Ja pytam: czy nieistotnym stanowiskiem jest podjęte przez Prawo i Sprawiedliwość... podjęcie decyzji o złożeniu wniosku o odwołanie ministra rolnictwa, ministra Kalemby? To nie jest istotne stanowisko? A więc pogoń za sensacją, zejście do poziomu tabloidu. No, tak to będzie wyglądało.

Czyli będzie sprawa w sądzie.

Tak, będzie pozew.

I jeszcze jedna kwestia, którą będziemy żyli, i to przez jakiś czas, kwestia bardzo ważna, czyli kwestia naszej przyszłości, nas emerytów. Pan już decyzję podjął, do czego pan się przyznał w radiowej Trójce w sprawie...

Tak.

...wyjścia z otwartego funduszu emerytalnego, w którym pan jest w tej chwili.

Tak, za mnie podjęto decyzję... uniemożliwiono mi podjęcie decyzji wcześniej, przypisano mnie do OFE z urzędu. Uważam...

Znaczy wcześniej w 1999 roku.

Tak. Uważam, że to było nie fair. Poza tym sprawa funduszy kapitałowych. Na świecie ten system się nie sprawdził. W Chile dwie trzecie osób zapisanych do tego systemu nie uzbierało na najniższą emeryturę. Zresztą same otwarte fundusze emerytalne mówią o tym, że stopa zastąpienia, czyli relacja między ostatnią pensją a pierwszą emeryturą będzie wynosiła 30, w przypadku pań nawet niepełne 30%. W systemie tradycyjnym, tym solidarnościowym wynosi 60%. Nie tak dawno szefowie towarzystw emerytalnych stwierdzili, że będą wypłacać z OFE emerytury przez 10, góra 15 lat, a potem... A potem co? A więc nie ma zgody na to, żeby tworzyć z emerytów klientów pomocy społecznej, bo ten system do tego doprowadza.

Czyli popiera pan tę propozycję rządową.

Propozycja Prawa i Sprawiedliwości jest trochę inna. Po pierwsze...

Ale trochę.

Tak, znaczy może nawet zasadniczo, zobaczymy, bo nie widzimy jeszcze projektu rządowego. A więc przede wszystkim wybór. My mówiliśmy o tym konsekwentnie, wybór między ZUS-em a OFE, niech każdy zdecyduje, czy chce uzależnić wysokość swojej emerytury od gry rynkowe. Po drugie czas, tu zdecydowanie uważamy, że trzy miesiące to jest zbyt krótki czas na podjęcie świadomej decyzji. Ten czas powinien być dużo dłuższy, powinna być zorganizowana...

Jak bardzo?

...zorganizowana kampania informacyjna.

Ale mówimy o kwestii pół roku, roku?

No, przynajmniej, przynajmniej, przynajmniej. Kampania informacyjna, tak, żeby każdy mógł podjąć świadomie decyzję w tej sprawie. I trzecia rzecz niezwykle istotna – system solidarnościowy naszym zdaniem jest systemem lepszym, ale żeby on funkcjonował, co jest niezbędne, polityka prorodzinna, i to realna, nie hasłowa. Donald Tusk ogłosił, że rok 2013 jest Rokiem Rodziny, no ale czym się szczyci? Wprowadzeniem dłuższego urlopu macierzyńskiego. Tylko panie, które są zatrudnione na umowy śmieciowe, z tego urlopu skorzystać nie mogą. A przecież młodzi ludzie w dzisiejszej Polsce są zatrudniani na umowy śmieciowe, nie ma szansy, żeby założyć rodzinę, żeby kupić mieszkanie. To jest zadanie dla państwa, żeby stwarzać warunki do tego, żeby młodzi ludzie nie byli zmuszani do emigracji z Polski, a tak jest. Pod rządami Donalda Tuska młodzi ludzie są zmuszani do emigracji.

Otwarte fundusze emerytalne, jak powiedziałem, to temat chyba rzeka nawet. Do czasu podjęcia ostatecznych decyzji będziemy do sprawy oczywiście wracać. Tymczasem pięknie dziękujemy za rozmowę.

Dziękuję bardzo, miłego dnia życzę.

Poseł Mariusz Błaszczak, szef klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości w Sygnałach dnia.

(J.M.)