Dziennik pokładowy - dzień 3: Ushuaia

Ostatnia aktualizacja: 07.04.2014 10:00
El fin del mundo - głosi napis na tablicy w porcie Ushuaia. Miasto uznawane jest za najdalej na południe wysunięte miasto świata. Już lot nad Ziemią Ognistą i lądowanie na lotnisku położonym niemal na wodzie robią wrażenie.
Krzysztof Horwat przy tablicy informacyjnej w porcie Ushuaia
Krzysztof Horwat przy tablicy informacyjnej w porcie UshuaiaFoto: Krzysztof Horwat/Polskie Radio

Miasto położone jest nad Kanałem Beagle, w którym cumują duże statki wycieczkowe, jachty i małe żaglówki. W kolorowych domach na zboczach górskich wpadających łagodnie do wody żyje ponad 70 tysięcy ludzi.

Czasu na zwiedzanie mamy niewiele, jednak spacer wąskimi uliczkami w godzinę wyczerpuje pulę atrakcji. Jest kilka muzeów. Jedno z nich mieści się w dawnym więzieniu. Ze względu na trudne warunki panujące na Ziemi Ognistej, w Ushuaia była kolonia karna. I tu polski ślad! argentyński anarchista - Polak z pochodzenia, Szymon Radowicki trafił do tutejszego więzienia, po tym jak zabił szefa policji w Buenos Aires.

Jedynka na Horn - śledź wyprawę >>>

Po drugiej stronie Kanału Beagle zacumował nasz jacht. Docieramy tam, by przywitać się resztą załogi. Polsko-czeskie spotkanie na końcu świata. W sumie jest nas 9 osób: Piotr, Krzysztof, Beata, Petr, Pavel, Janusz, Jakub, Piotr i ja. Selma Expeditions jest prawie gotowa do wypłynięcia. Musi tylko uzupełnić zapasy. Mąka, jajka, mięso, warzywa, owoce, herbata - wszystko w ogromnych ilościach. Trzeba też załatwić formalności - opuszczamy przecież Argentynę.

W Ushuaia wieczorem turyści schodzą się do lokalnych restauracji, gdzie serwuje się steki wołowe, jagnięcinę i owoce morza... Korzystamy i my. Trzeba zjeść porządnie! Następna kolacja już w mesie na jachcie...

Krzysztof Horwat
Polskie Radio Program 1

Czytaj także

Dziennik pokładowy - dzień 1: duszno!

Ostatnia aktualizacja: 05.04.2014 06:50
A może to jet lag (z ang. zespół nagłej zmiany strefy czasowej)? Po 15 godzinach w powietrzu i cofnięciu wskazówek zegara o 5 godzin organizm może zwariować. Od końca świata wciąż dzieli mnie ponad 2,5 tysiąca kilometrów.
rozwiń zwiń