Polak, Węgier, dwa bratanki... . Skąd wziął się ten fenomen?

Ostatnia aktualizacja: 20.09.2014 12:49
- Istnieją w Europie dwa narody, które mówią absolutnie obcymi sobie językami i mają bardzo podobną mentalność. Podobnie jednak myślimy o sprawach świata i o własnych losach - tłumaczył w radiowej Jedynce dr Janos Tischler, dyrektor Instytutu Węgierskiego w Warszawie.
Audio
  • Janos Tischler o fenomenie polsko-węgierskiej przyjaźni (Lato z Radiem/Jedynka)
  • Bożena Hirling z Narodowego Przedstawicielstwa Turystyki Węgierskiej o atrakcjach turystycznych Węgier (Lato z Radiem/Jedynka)
  • Szef warszawskiej restauracji "Borpince" Zoltán Trón o węgierskiej kuchni (Lato z Radiem/Jedynka).
Stefan Batory pod Pskowem. Obraz Jana Matejki
Stefan Batory pod Pskowem. Obraz Jana MatejkiFoto: Wikipedia/Public Domain

Polacy i Węgrzy znają się co najmniej od średniowiecza i zawsze się przyjaźnili. Przejawem tej sympatii jest  historyczne przysłowie, które występuje w języku polskim i węgierskim: "Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki".

Janos Tischler przypomniał, że Polacy i Węgrzy przez prawie 900 lat mieli wspólną granicę, ale wojen ze sobą prawie nie toczyli. - Ostatnia miała miejsce w XVII wieku. Nasza wyprawa na Polskę zakończyła się niepowodzeniem - powiedział. Wcześniej walczyliśmy ze sobą o Ruś Halicką, a na początku XX. zaiskrzyło między nami w sporze o Morskie Oko.

Polacy zawdzięczają Węgrom m.in. jednego z najlepszych królów w swojej historii, który był księciem Siedmiogrodu. - Ironia losu polega na tym, że Budapeszcie znajduje się Plac Bohaterów, a wśród najwspanialszych władców i królów zabrakło miejsca dla Stefana Batorego - mówił gość audycji Lato z Radiem. Jak tłumaczył, pomnik powstawał pod koniec XIX wieku, w czasach Monarchii Austro-Węgierskiej, gdzie nie mogło być pomnika króla, który z powodzeniem walczył z Habsburgami. - Pomnika nie można było mu również  wystawić w czasach komunizmu, bo polskie wojska pod dowództwem Batorego równie skutecznie wyprawiały się na wschód, na wojny z Rosją  - dodał dyrektor Instytutu Węgierskiego w Warszawie.

/ 900 lat wspólnej historii zobowiązuje. Dyrektor Instytutu Węgierskiego w Warszawie przyznał, że byłby nieskromny, gdyby miał powiedzieć, czego Polacy mogą się nauczyć od Węgrów. Wie jednak, co Węgrzy mogliby przejąć od Polaków. - Dla Polaka nie ma sytuacji beznadziejnej, bez wyjścia. Gdy upada jego firma to następnego dnia zakłada kolejną. Dla Węgra oznacza to koniec świata - przyznał w rozmowie z Małgorzatą Raduchą. Janos Tischler podkreślał też, że zawsze jest pod wrażeniem, jak pięknie i godnie Polacy czczą pamięć swoich bohaterów. Jak zapewniał, nie chodzi przy tym o pozory, ale o mocne, wewnętrzne przeżycia.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

tj/ag

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Anna Jagiellonka – ostatnia z wielkiego rodu Jagiellonów

Ostatnia aktualizacja: 13.12.2014 06:20
W opinii współczesnych była wprawdzie zdolną hafciarką, ale przede wszystkim nudną i zdewociałą starą panną, powszechnie uznawaną za brzydką.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Stefan Batory – król legenda

Ostatnia aktualizacja: 12.12.2020 05:45
Król Stefan Batory to dobra marka u potomnych za sprawą błysku miecza przeciwko Rosji – twierdzą historycy, goście Polskiego Radia. 12 grudnia przypada 434. rocznica jego śmierci.
rozwiń zwiń