Inżynier na miarę XXI wieku

Ostatnia aktualizacja: 11.05.2015 12:07
Czy potrafisz sobie wyobrazić uczenie się praktyki w teorii? Większość z tych, którzy skończyli szkołę średnią, musiała. „Jeśli dolejemy do roztworu zasadowego fenoloftaleiny, ciecz w zlewce zabarwi się na malinowo. Zanotujcie, narysujcie” – mówiła pani z chemii.
Michał Bajerski prezentuje działanie frezarki trzyosiowej
Michał Bajerski prezentuje działanie frezarki trzyosiowejFoto: Fot. Polskie Radio

„Elektroforeza żelowa – technika analityczna wykorzystywana między innymi w testach na ojcostwo.” Bierzemy zakreślacz i podkreślamy w podręczniku do biologii. Dopiero idąc na studia, wszystko, o czym czytaliśmy, możemy zobaczyć na własne oczy. Do dziś pamiętam, jak drżała mi ręka, kiedy test na zgodność DNA mogłam zrobić sama. Wielką pipetą w małą komórkę umieszczoną w żelu wkliknąć jakąś kompletnie niezauważalną gołym okiem ilość materiału. Jeśli pamiętam, że jakiś roztwór zabarwił się na zielono, a coś ulotniło się po dodaniu czegoś innego, to tylko dlatego, że o mało nie wybuchło mi to w rękach. Praktyki nie da się przecenić. To nie żadne odkrycie: każdy z nas wolałby, żeby leczyli nas ludzie, którzy potrafią, gotowali dla nas ci, którzy mają do tego talent, a mosty budowali tacy, którzy wiedzą, jak to dobrze robić. Właśnie dlatego powstał projekt „Inżynier na miarę XXI wieku”.

– Chcieliśmy wykształcić fachowców – tłumaczy profesor Jacek Stadnicki, dziekan Wydziału Budowy Maszyn i Informatyki na Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej.
– A także zachęcić młodzież do studiowania na kierunkach technicznych, które wydają się zwykle mniej atrakcyjne i mniej interesujące – dodaje dr inż. Dorota Więcek, prodziekan ds. studenckich i kierownik projektu. – Faktycznie, kierunki techniczne wymagają więcej pracy, ale zapewniamy stypendia motywacyjne, odpłatne staże w zakładach pracy, zajęcia wyrównawcze, kursy i szkolenia kończące się certyfikatami, wyjazdy na międzynarodowe targi. Stworzyliśmy także laboratorium.

Laboratorium to chluba wydziału. Wyposażono je w sprzęt wart około 800 tysięcy złotych.
– W jednym pomieszczeniu stoją: minifabryka, drukarka i skaner 3D, roboty, laser pomiarowy, a do tego komputery z potrzebnym specjalistycznym oprogramowaniem – wylicza dr inż. Jacek Rysiński, jeden z opiekunów koła naukowego „Inżynier XXI wieku”.

Co jest w tym najważniejsze? To, że jest to sprzęt, który służy tylko studentom. W tej sali nie prowadzi się zajęć, nie stoi nieczynna. Wręcz przeciwnie! O każdej porze, w godzinach otwarcia uczelni, studenci mogą wziąć klucz i pracować.

– Zanim powstało laboratorium, nasze możliwości były dużo mniejsze. Teraz możemy stworzyć właściwie wszystko, co ktoś sobie wymyśli – dodaje dr Rysiński.
A wymyślają cuda. Mateusz Bonder stworzył model dłoni.

– Wydrukowałem go na drukarce 3D. Do modelu dopasowana jest także rękawiczka i używając różnych czujników, możemy sprawić, że model odwzoruje ruch – tłumaczy autor pracy. I dodaje: – Taki model mógłby w przyszłości ułatwić życie komuś bez ręki, pomóc w chwytaniu i wykonywaniu różnych czynności. Może być także dłonią robota w zakładach przemysłowych, sięgać w trudno dostępne miejsca albo chwytać gorące przedmioty.

Takich projektów w sali znajduje się kilkanaście, w ogóle powstało ich kilkadziesiąt.
– Tutaj mamy model robota dwunastonożnego. Nazwałem go Duodeped – tłumaczy absolwent uczelni, Bartłomiej Gola. – Porusza się w tempie 1,5 km/h, może pracować kilka godzin, steruje się nim przez telefon lub komputer. Dodatkowo, bez problemu może panią przewieźć.
Już po chwili robot kroczy, a ja próbuję utrzymać na nim równowagę.

– Właśnie taki jest współczesny dobry inżynier – mówi prof. Jacek Stadnicki. – Powinien mieć ugruntowaną wiedzę z przedmiotów inżynierskich i dużą kreatywność, żeby to, czego się nauczył, potrafił wykorzystać. Na razie studenci tworzą modele, żeby nie powiedzieć zabawki, ale w ten sposób się uczą.

Model pionowego parkingu to dzieło Łukasza Kuwika.
– Samochód wjeżdża na platformę, przyciskamy przycisk depozyt, i pojazd jest transportowany na wolną przestrzeń. Zaparkowanie w centrum miasta to trudna rzecz. Dzięki pionowym parkingom, na miejscu dwóch samochodów może zaparkować nawet 16. W Polsce taki parking ma np. jedna z firm w Mikołowie, ale sprowadziła go z Korei. Sam system nie jest nowy, jednak interesowało mnie sterowanie przy pomocy czujników optycznych, które wykrywają pojazdy na platformach, i czujników indukcyjnych, odpowiedzialnych za wykrywanie położenia danych platform. Kiedy chcemy odjechać swoim pojazdem, naciskamy przycisk, a system sprowadza go najkrótszą możliwą drogą.

– Zastanawialiśmy się, czy napisać projekty oddzielne dla każdego kierunku, czy w jednym projekcie ująć trzy kierunki, i doszliśmy do wniosku, że musimy przygotować młodzież do pracy, w której mogą się pojawić problemy z różnych dziedzin technicznych. Dlatego powstał projekt integrujący studentów różnych kierunków. Spotykają się w jednym laboratorium, wymieniają doświadczeniami i poszerzają swoją wiedzę – mówi dr Więcek.
I wymyślają maszyny, które mogą się przydać, np. frezarkę pięcioosiową, służącą innym do nauki.

– Mamy na naszej uczelni tokarkę sterowaną numerycznie. Możemy pisać na niej programy, ale nie możemy zobaczyć, jak ten program jest realizowany przez maszynę. Na tym stanowisku studenci mają taką szansę – mówi konstruktor maszyny, Daniel Bielenin.
Maciej Kot zbudował stanowisko do badania regulatora PID. Nie pytajcie mnie, czym jest regulator PID. Mogę tylko powiedzieć, że stanowisko wygląda jak wiatraczek, i piszczy. Na tyle rozumiem to ja – biolog. Ale dowiedziałam się, że regulatory te są często wykorzystywane w przemyśle, np. do regulacji temperatury. I na tym przykładzie można się nauczyć, jak je ustawiać.

Kamil Maślanka pokazuje mi wahadło odwrócone na ruchomej platformie. I wyjaśnia: – To stanowisko pokazuje możliwości układów regulacji. To jak patyk na dłoni – balansując ręką, chcemy utrzymać go w pionie. Pokazujemy tu, że elektronika i układy regulacji potrafią zrobić to samo.

Kiedy pytam, ile czasu spędzają nad projektami, mówią, że codziennie kilka godzin, że trzeba na to poświęcić ostatni rok studiów, że czasem prawie rozkładali namioty w sali, żeby uzyskać oczekiwane efekty. Ale dodają też, że bez tego miejsca nie byłoby ich projektów. Bez możliwości spróbowania, jak to wszystko działa, nie umieliby tego, co dziś potrafią.
Mariuszowi Kózce kroku dotrzymuje Arbito. To model tańczącego robota, który nie tylko zebrał nagrody na międzynarodowych konkursach, ale także jeszcze w trakcie studiów zapewnił autorowi pracę.

– W ostatnim semestrze już udało mi się to pogodzić. Pracodawca poszedł mi na rękę, pracowałem trzy dni w tygodniu, dwa byłem na uczelni. Może właśnie dzięki temu, że pokazałem się z tym robotem? – pyta, jak sądzę, retorycznie.

Wielu studentów, jeszcze ucząc się, nawet jeśli nie pracuje, odbywa praktyki.
– W Bielsku, nazywanym miastem stu przemysłów, jest na tyle dużo różnych firm, że możemy z nimi stale współpracować – mówi prof. Stadnicki. – Przedsiębiorcy włączają się w proces edukacji często już na początku studiów. Czasem firma zgłasza, jakich umiejętności oczekuje od absolwenta, a ten kształci się właściwie na konkretne stanowisko.

Dzięki temu projektowi osiągnęliśmy cel – mówi dr Więcek. – Założeniem było, by na kierunki techniczne zgłaszało się więcej chętnych. I tak się stało. Ich liczba wzrosła, a teraz – pomimo iż kierunki te już nie są zamawianymi i większość uczelni dotknął niż demograficzny – utrzymuje się na tym samym poziomie. Robiłam badania na zlecenie ministerstwa, które wykazały, że większość naszych absolwentów znalazła pracę, i jest to praca zgodna z ich wykształceniem.
Właściwie się nie dziwię. Muszę przyznać, że mówili, jakby wiedzieli o czym. Ja im wierzę.

 

Katarzyna Pilarska

Zobacz więcej na temat: NAUKA
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak