Wyprawa Selmy zakończona. Jacht dopłynął do mety

Ostatnia aktualizacja: 06.04.2015 08:55
Jacht Selma Expeditions dobiła do kei w argentyńskim porcie Mar del Plata 4 kwietnia 2015 wieczorem - czasu polskiego. To był dla załogi - pierwszy port i pierwsze spotkanie z ludźmi - po 80 dniach od wypłynięcia z portu Hobart na Tasmanii.
Audio
Selma Expedition już w porcie w Mar del Plata
Selma Expedition już w porcie w Mar del PlataFoto: Selma Expeditions.com

Radiowa Jedynka towarzyszyła załodze Selmy w podróży wokół Przylądka Horn oraz 70. Regatach Sydney-Hobart .

Także podczas wyprawy na Morze Rossa - oraz powrotnego rejsu do Argentyny - na antenie Radiowej Jedynki słuchać można relacji z pokładu. O łączność i najświeższe informacje dbał nasz naczelny reporter-żeglarz Krzysztof Horwat.

Selma zdobyła Antarktydę bijąc rekord świata w żegludze pod żaglami i bezwzględny rekord świata w dotarciu drogą wodną na Południe - cz. 1 RELACJI (etap Hobart - Morze Rossa) >>>

***

c. d. RELACJI Z WYPRAWY SELMA - ANTARKTYDA - WYTRWAŁOŚĆ:

6.04.2015. Yate Club Argentino - Mar del Plata.

Stoimy w porcie. Na jachcie - twórczy chaos. Pod pokładem nie ma jak się przecisnąć. Wszyscy pakują Selmę. Jacht trzeba zaopatrzyć na dalszą drogę, w kolejny rejs, w który wyruszy - już z nową załogą - najbliższej doby.

Tymczasem my - Załoga Rossa - kończymy Wyprawę. Skończyła się przygoda. Można ją podsumować w datach, milach: od Hobart - 80 dni i 9 172 mile (ok. 17 tys. km); od początku wyprawy w Ushuaia, rok bez 2 dni, 10 kolejnych załóg, 22 934 mile (42 474 km); w stopniach szerokości geograficznej "Najdalej na Południe" (78º43'926 S)... Ale najważniejsze jest chyba to co przeżyliśmy na tym stalowym, bezpiecznym jachcie, żeglując razem po najzimniejszych i najbardziej niedostępnych morzach na Ziemi. To co w sobie odkryliśmy. Relacje które wytworzyły się na tym rejsie będą pewnie jeszcze analizowane przez psychologów i socjologów (w ramach towarzyszącego programu naukowego - co tydzień wypełnialiśmy specjalnie przygotowane ankiety). Prawie trzymiesięczny rejs, przy jedenastu tak różnych typach osobowości... Taka mieszanka w zamkniętej przestrzeni - razem. Wydawało się to, co najmniej ryzykowne. Można było spodziewać się tarć, niesnasek czy wręcz otwartych konfliktów. W sytuacji takiego rejsu - nie ma gdzie wyjść ani opcji: spakować się i wyjechać. Ale daliśmy radę. A teraz wszyscy odczuwają żal na myśl o zakończeniu naszej przygody.

Załoga
Załoga Selma Expeditions

Dlatego największym osiągnięciem Wyprawy Selma-Antarktyda-Wytrwałość jest chyba stworzenie grupy wzajemnie wspierających się przyjaciół. Wszystkie pozostałe cele zostały osiągnięte dzięki takiej właśnie atmosferze - wzajemnego zrozumienia i wsparcia.

Dzisiaj żegnamy się  z jachtem, ale także z naszym skipperem. Kapitan - ma pracę do wykonania, a jacht - już kolejne zadanie: rejs z nową załogą do Recife i na Barbados. Kolejni załoganci już dotarli. Zaczynają pisać nową opowieść - ich własną przygodę.

My tymczasem pojedziemy transportem lądowym - ok. 400 km (ok. 220 mil morskich) do Buenos Aires, razem. Tam spędzimy wspólnie jeszcze jeden czy dwa dni. Jesteśmy Załogą... Aby w pełni podsumować nasz rejs potrzeba czasu i nabrania do niego dystansu. Teraz mamy jeszcze zbyt wiele wspomnień, myśli, obrazów. To nie pomaga... Ta wyprawa jest już za nami, ale na zawsze pozostanie w naszych sercach i głowach. W duszy, płyniemy dalej...

Jako załoga finalnego etapu Wyprawy Selma-Antarktyda-Wytrwałość - żegnamy się i dziękujemy za zainteresowanie, za wsparcie i za wszystkie uwagi przekazywane na jacht. Bardzo nam pomagały. Dziękujemy także naszym rodzinom i bliskim, byliście z nami Wytrwali!!!

Żegnamy wieloryba Zenka, czapelkę, sokoła wędrownego, albatrosy, orki, delfiny, pingwiny i walenie.

Wyprawa Selma-Antarktyda-Wytrwałość właśnie się zakończyła.

Z pokładu Selmy w Mar del Plata żegnają się: Piotr, Jacek, Duszan, Tomek, Luby, Artur, Kris, Leon, Damian, Wifi i Krzysiek.

SKŁAD ZAŁOGI - Etap Morze Rossa: Piotr Kużniar - skipper (kapitan) jachtu Selma Expeditions, Wrocław; Michał Gawron, członek załogi, Chorzów; Dusan Jamny, członek załogi, Czech, Praga; Krzysztof Jasica, co-skipper, zastępca kapitana, Warszawa; Piotr Lubaczewski, członek załogi, Żyrardów; Tomasz Łopata, co-skipper, zastępca kapitana, Kraków; Krzysztof Pełka, członek załogi, Warszawa; Leszek Rychlik, członek załogi, Warszawa; Artur Skrzyszowski, oficer żaglowy, Gliwice; Damian Święs, członek załogi,  Warszawa; Jacek Załuski, członek załogi, Gliwice

- 4 kwietnia 2015 -
Stoimy przycumowani w Yate Club Argentino - Mar del Plata. Od ostatniego portu (Hobart na Tasmanii) przepłynęliśmy 9 172 mile (ok. 17 tys. km). Od dnia 06.04.2014 r., daty rozpoczęcia naszej Wyprawy SELMA-ANTARKTYDA-WYTRWAŁOŚĆ, w argentyńskim Ushuaia, przepłynęliśmy łącznie 22 934 mile (42 474 km).
To już koniec, ale jest ciąg dalszy!

Wczoraj nic nie zapowiadało, a na pewno nie prognozy pogody, że ostatnie 100 mil (185 km) pokonamy tak szybko. Przygotowaliśmy się do spędzenia Wielkanocy na jachcie - na oceanie. Teraz druga połowa Świąt będzie na jachcie, ale już w marinie. Po prostu nagle przyszedł nieoczekiwany silny wiatr - z dobrego kierunku. I nie przestawał wiać. Szybko osiągnęliśmy prędkość 8-9 węzłów (ok. 16 km/h). W kilkanaście godzin doskoczyliśmy do cywilizacji. Nad ranem, bez przesadnej radości, zobaczyliśmy nocne światła miasta, a kilka godzin potem - samo miasto - już w dzień.

W okolice portu Mar del Plata dopłynęliśmy - jak na szczęściarzy przystało - z przypływem - "na wysokiej wodzie". Żagle w dół. Dotarliśmy. 10.30 (15.30 czasu polskiego) rzucamy cumy! Stoimy !!! Koło jachtu mamy stały ląd, miasto, cywilizację. Po 80 dniach - to dla nas spora nowość :-)

Selma
Selma Expeditions juz w porcie

Zgłaszamy się do 4 odpraw: Imigraciones, Prefectura, Sanitarna i Celna! Musimy czekać - to wszystko trwa i wcale nie jest proste. Tutaj nikt się nie śpieszy. Czekamy, spokojnie - nic nas już nie goni... Ciepło, 21 stopni Celsjusza.
Cała załoga pozostanie na Selmie do poniedziałku - 6 kwietnia. Wtedy się pożegnamy. Na razie siedzimy na pokładzie i rozmawiamy. Kapitan zniósł zakaz spożywania alkoholu. Robi się towarzysko! Wspominamy rejs, my - weterani... :-). Jest miło, planujemy ciąg dalszy... Tymczasem - docierają do nas gratulacje, szampan, znowu szampan, itd. Przed nami jeszcze wymarzony prysznic (yes, yes, yes!!!) i kolacja, już "na mieście".
Z przycumowanej, "uziemionej" Selmy pozdrawiają wszystkich Bliskich i Dalekich:
Piotr, Jacek, Artur, Damian, Duszan, Kris, Krzysiek, Wifi, Luby, Leon i Tomek.
Skład załogi - Etap Morze Rossa: Piotr Kuźniar - skipper (kapitan) jachtu Selma Expeditions, Wrocław; Michał Gawron, członek załogi, Chorzów; Dusan Jamny, członek załogi, Czech, Praga; Krzysztof Jasica, co-skipper, zastępca kapitana, Warszawa; Piotr Lubaczewski, członek załogi, Żyrardów; Tomasz Łopata, co-skipper, zastępca kapitana, Kraków; Krzysztof Pełka, członek załogi, Warszawa; Leszek Rychlik, członek załogi, Warszawa; Artur Skrzyszowski, oficer żaglowy, Gliwice; Damian Święs, członek załogi,  Warszawa; Jacek Załuski, członek załogi, Gliwice
W czasie właśnie zakończonej Wyprawy - załoga Selmy - wzięła udział w grudniu 2014 - w słynnych regatach: ROLEX SYDNEY HOBART YACHT RACE 2015, zdobyła 12 lutego 2015 roku - żeglarski rekord świata - "Najdalej na Południe" (osiągając pozycję: 78º43'926 S) i dotarła na szczyt jedynego aktywnego wulkanu na Antarktydzie (EREBUS - 3 794 m npm.) oraz pokonała zamarzające - antarktyczne Morze Rossa. Żeglarski rekord świata dokonany przez załogę Selmy - został odnotowany przez wszystkie światowe organizacje żeglarstwa wyprawowego i polarnego oraz przez wszystkie najważniejsze media w Polsce i w Czechach. Specjalne gratulacje na ręce kapitana przekazał Pan Prezydent Bronisław Komorowski i Kardynał Dominik Duka - arcybiskup Pragi.
Rekord świata dla jachtu Selma Expeditions został zweryfikowany także przez organizację sail-word.com, która zbiera żeglarskie rekordy wyprawowe.
Jednocześnie informujemy, że oficjalne powitanie załogi wyprawy SELMA-ANTARKTYDA-WYTRWAŁOŚĆ - w Polsce zostało zaplanowane przy okazji odsłonięcia Wystawy Fotograficznej prezentującej najciekawsze zdjęcia z Wyprawy i Rejsu na Morze Rossa, współorganizowanej przez Selma Expeditions i Muzeum Sportu w Centrum Olimpijskim w Warszawie - w dniu 16 maja (sobota).

- 3 kwietnia 2015 -

Za rufą Selmy - licząc od startu Wyprawy w Ushuaia 6 kwietnia 2014 roku - 22 810 mil (ok. 42 245 km). Od startu etapu na Morze Rossa, czyli od wypłynięcia z Hobart na Tasmanii w dniu 15.01.2015 - 9 048 mil (16,757 km). Do mety Wyprawy, czyli Mariny Yate Club Argentino w Mar del Plata jeszcze ok. 110 mil (204 km).

Jesteśmy już na końcówce 40. stopni szerokości geograficznej. W dalszym ciągu kierujemy się na Północ. Płyniemy i nie płyniemy. Albo ostro do przodu, albo cisza. Po zmierzchu, na horyzoncie szalała wielka burza, ale całkowicie bezgłośna. Widać było potężne rozbłyski, które rozciągały się na  60 stopni przed dziobem. Odczucie jakbyśmy wpływali w oko cyklonu. W tym czasie trudno było utrzymać kurs, bo wiatr kompletnie ucichł. Przepiękny zachód słońca zapalający ogniem chmury na niebie. Było czerwono, potem granatowo, biało, a na końcu gwieździście i księżycowo - w pełni! Pięknie, tylko bezwietrznie... Pogoda wyżowa, słońce i słabe wiatry ze zmiennych kierunków.

Wg prognozy powinien pojawić się w najbliższym czasie wiatr 2-3 B z SSE skręcający w lewo na NNE. Jeśli pogoda się utrzyma będziemy w Mar del Plata 4 kwietnia po południu lub wieczorem UTC. Ale na morzu nigdy nie ma pewnych dróg. Wieczorem nieoczekiwanie zaczęło wiać i nie przestaje. Płyniemy cały czas na żaglach.

Stół
Stół wielkanocny

Przygotowujemy się do Świąt Wielkanocnych. Sprzątanie, wypieki - zupełnie jak w domu. Myślimy o bliskich i planujemy - co zrobimy najpierw - kiedy wreszcie dotrzemy do cywilizacji. Jak na razie na pierwszym miejscu jest - gorący prysznic.

 

Wielkanocne
Wielkanocne Pozdrowienia od załogi SelmaExpeditions

 

Z pokładu życzymy Wesołych Świąt i żeby nie zabrakło Wam wody na śmigusa dyngusa!

Piotr, Jacek, Leon, Damian, Wifi, Tomek , Luby, Kris, Duszan, Krzysiek i Artur.

/

Przywitanie jachtu zapowiedziała Polska Ambasada w Buenos Aires.

 

Jednocześnie informujemy, że oficjalne powitanie załogi wyprawy SELMA-ANTARKTYDA-WYTRWAŁOŚĆ - w Polsce zostało zaplanowane przy okazji odsłonięcia Wystawy Fotograficznej prezentującej najciekawsze zdjęcia z Wyprawy i Rejsu na Morze Rossa, współorganizowanej w dniu 16 maja (sobota) przez Selma Expeditions i Muzeum Sportu w Centrum Olimpijskim w Warszawie. Wystawa po pokazie w Warszawie w maju br., zaproszona została także do BYDGOSZCZY - w czerwcu 2015 (w ramach miejskiego festiwalu "STER na BYDGOSZCZ") oraz w lipcu do IŁAWY (w ramach obchodów 710 lat istnienia miasta), a w sierpniu do kolejnych miast.

W swoich dotychczasowych rejsach i wyprawach jacht Selma Expeditions wielokrotnie odwiedził położoną na południe od Ameryki Południowej - Cieśninę Drake'a, burzliwe wody wokół Przylądka Horn i Ziemi Ognistej, Antarktydę, lodowate Morze Weddella oraz Południową Georgię i Wyspę Słoniową.

- 24/25 marca 2015 -

Przylądek Horn, Ziemia Ognista, Chile (Tierra del Fuego)

W nocy z 24 na 25 marca (wg czasu polskiego) jacht s/y Selma Expeditions, dowodzony przez kpt. Piotra Kuźniara opłynął Przylądek Horn z Pacyfiku na Atlantyk docierając do swojej własnej pozycji z 8 kwietnia 2014 r., zamykając w ten sposób wielką pętlę wyprawy Selma-Antarktyda-Wytrwałość.


Sztorm zbliżający się do Cieśniny Drake'a osłabł i zwolnił. W łagodnych (korzystnych) warunkach mijamy Horn zamykając pętlę wyprawy "Selma-Antarktyda-Wytrwałość". Wygląda na to, że korzystne wiatry pozwolą nam szybko sforsować cieśninę Le Maire między wyspą Stanów a Ziemią Ognistą. Nasz przebieg od Hornu do Hornu to: 21 595 mil (39 994 km). Ostatnie miesiące to był fantastyczny kalejdoskop wydarzeń i przygody. Widzieliśmy rzeczy niecodzienne. Zajrzeliśmy do wnętrza wulkanu, widzieliśmy zamarzające błyskawicznie morze, forsowaliśmy pak lodowy, żeglowaliśmy w mrozie i sztormie wzdłuż Wielkiej Bariery Lodowej Rossa, byliśmy w Zatoce Wielorybów i przy chacie Shackletona, zdobyliśmy wulkan Erebus. Daliśmy radę. Ale to nie koniec. Musimy jeszcze bezpiecznie dopłynąć do portu Mar del Plata i obłożyć cumy. Dopiero wtedy będziemy świętować...

Horn.
Horn. Fot. Selma Expeditions.com

W ciągu 351 dni Wyprawy - Selma z kolejnymi załogami przemierzyła Pacyfik, dotarła do Australii, wzięła udział w legendarnych, 70. Regatach Sydney - Hobart. Z obecną załogą wypłynęła w połowie stycznia 2015 roku z Hobart na Tasmanii, dopłynęła na najzimniejszy akwen na Ziemi - do Zatoki Wielorybów na antarktycznym Morzu Rossa, gdzie ustanowiła żeglarski rekord świata w żegludze "Najdalej na Południe". Na wyspie Rossa załoga odwiedziła chatę Sir Ernesta Shackletona i zdobyła szczyt aktywnego wulkanu Erebus (3794 m). Potem uciekając przed zamarzającym Morzem Rossa dotarła na Pacyfik i żeglując wzdłuż Antarktydy, po 68 dniach od ostatniego portu dotarła w pobliże skalistych brzegów Przylądka Horn (Cabo de Hornos 55°59' S, 67°16'W); najdalej na południe wysunięty punkt Ameryki Południowej, należący do chilijskiego archipelagu Ziemi Ognistej). "Południk Hornu" uznawany jest za granicę między Pacyfikiem a Atlantykiem, a nazwę temu miejscu nadał 399 lat temu holenderski żeglarz Willem Schouten z miasta Hoorn, który pierwszy opłynął go 29.01.1616.
W okolicy Przylądka, podobnie jak przy starcie wyprawy w kwietniu 2014 roku, tak i teraz wiatr wyraźnie osłabł i znane z tylu ponurych opowieści miejsce przywitało polskich żeglarzy niezwykłym spokojem. Do finalnego portu Wyprawy załoga ma jeszcze kilkanaście dni żeglugi non stop wzdłuż kontynentu Ameryki Południowej - na północ aż do argentyńskiego miasta Mar del Plata.

 

Pomnik
Pomnik Albatrosa na wyspie Horn. Fot. Selma Expeditions.com

- 22/23 marca 2015 -

"Pożegnanie z Antarktyką i sir Drake"

Ocean Południowy. Żeglujemy już - można powiedzieć, w okolicach przylądka Horn.

Do Skały pozostały nam nie więcej niż dwie doby.  Prawie czujemy zbliżający się ląd. Żeglujemy po w miarę spokojnym oceanie cały czas z prędkościami 7-8 węzłów (około 15 km/h). Robi się na tyle ciepło, że pod pokładem wygasiliśmy już kominek - było za gorąco. Termiczna odzież powoli chowana jest do worków.  Płyniemy już po "cieplejszym morzu". Strefa konwergencji antarktycznej (pas wód powierzchniowych pomiędzy 47°S a 62°S - gdzie stykają się zimne wody płynące od Antarktydy i cieplejsze wody z północy) została przekroczona kilka dni temu.

"Bezludne sześćdziesiątki" pozostawiliśmy za plecami, a "wyjące pięćdziesiątki" przywitały nas jak starych dobrych znajomych. Pogoda rewelacyjna, dzisiaj wieczorem kolejna aleja gwiazd. Znowu gwieździste niebo nad nami, ale tym razem można je obserwować bez ryzyka przemarznięcia na kość. Wachty schodzą z bólem w karku - każdy gapi się w niebo...

- Jacek.

Dwa
Dwa fulmary/fot. T.Łopata SelmaExpeditions.com

Tym razem to już naprawdę koniec. Koniec obmarzania, koniec gór lodowych, koniec wacht z „okiem” (czyli dodatkowym obserwatorem). Pojawił się za to deszcz, bardzo niemiły, ale stosunkowo ciepły. Naczynia można zmywać bez podgrzewania wody na gazie i wszyscy zrzucili co najmniej jedną warstwę ubrań. Fajnie? No niby tak, bo przed nami Horn, co niezmiennie kojarzy nam się z domem. A potem jeszcze trochę i będziemy ściskać najbliższe nam osoby.

Ale jednak gdzieś tam żal się kołacze. No bo, jak to tak – wachta, bez choćby jednej góry lodowej? Jakoś się tak pusto zrobiło... tylko szare fale i szary, zamglony horyzont. Godzina mija za godziną. Cieśnina Drake'a owiana złą sławą jest dla nas na razie łaskawa i nawet udało się zrobić doskonały, dobowy przebieg 214 mil (prawie 400 km w 24 godziny), ale jakby czegoś brak... Biała Kraina została zdecydowanie za rufą. Lodowa Królowa już o nas zapomniała, odwróciła swą twarz na południe, i zamraża zimowym oddechem swój pałac.

Pozostaje odwrócić głowę i już nie oglądając się za siebie, płynąć naprzód. Postawiliśmy jeden z naszych największych żagli. Ogromna genua - doskonała na słabe wiatry. Wnikliwie analizujemy przychodzące prognozy pogody i robimy korekty kursu. Czasem najszybsza droga do celu, wcale nie jest najkrótszą. Zupełnie jak w życiu...

- Tomek.

/opr. JJC/

- Z obserwatorium astronomicznego Selma pozdrawiają:

Piotr, Jacek, Artur, Leon, Duszan, Wifi, Damian, Luby, Krzysiek, Kris i Tomek.

Analiza sytuacji pogodowej: 22 do 27 marca 2015

Pędzimy żeby uciec przed wyżem. Chociaż zwykle staramy się omijać niżowe sztormy, których w tych szerokościach jest bez liku, ale tym razem gnamy by przejechać szybko koło Hornu i nie wpaść w strefę ciszy w rozległym "oku" wyżu. Wszystko po to, by 120 mil dalej (220 km) przepłynąć Cieśninę La Maire z korzystnym wiatrem z południa. To miejsce również bywa bardzo groźne. Płytka i wąska cieśnina pomiędzy najdalej na południowy - wschód, wysuniętym cyplem kontynentu Ameryki Południowej i Wyspą Stanów, potrafi być niebezpieczna nawet dla małych statków. Występuje tu wyjątkowo silny prąd pływowy, który ściera się z falami Oceanu Południowego i Atlantyku wytwarzając fale określane w literaturze morskiej jako "fenomenalne". Lepiej ich nie doświadczyć. A ponieważ, zaraz po zapowiadanym na środę wyżem, idzie prawdziwie diabelski sztorm, warto by... żeby nas tam już nie było. Na Selmie trwa kolejna rozgrywka w oceaniczne szachy.

Humbak
Humbak żegna/fot.T.Łopata SelmaExpeditions.com

Pożegnanie z Antarktyką

Dzień po wypłynięciu z cienia wyspy Piotra I odbyło się jeszcze nasze pożegnanie z wielorybami. Raczej - dalekie spotkanie z humbakami  (walenie Megaptera novaeangliae ). I to jakie! Otóż, te kilkunastometrowe olbrzymy "popisywały się" wyskakując całe nad wodę i z ogromnym pluskiem wpadając do niej. Mieliśmy wrażenie, że to spektakl tylko dla nas: "Na otarcie łez'. Gdy w końcu jeden z nich zdecydował się przypłynąć bliżej, pomachał przez tylko płetwą na pożegnanie i zniknął. Kiedy żeglowaliśmy kilka miesięcy temu w kierunku Antarktydy - wtedy powitanie zgotował nam petrel śnieżny, śliczny, biały ptaszek wielkości mewy, który mieszka i gniazduje tylko tutaj. A teraz pożegnały nas skaczące wieloryby. Za to przy ostatniej widzianej górze lodowej latały jeszcze fulmary, kojarzące mi się głównie z jesienią na Ziemi Ognistej, gdy setki tych ptaków przylatuje na Kanał Beagle'a.

- 18/19 marca 2015 -

Kierunek Horn. FINAŁ WYPRAWY BLISKO

... Żeglujemy ciągle na północ. Ciemności dopadają nas już po 21.00. Planujemy - noc w miarę bezpiecznym - dryfie. Ale warunki wiatrowe zmieniają nasze plany. Stanąć się nie dało. Na samym małym kliwrze, rozwiniętym (licząc po jego dolnej krawędzi) na 120-130 cm, płyniemy z prędkością 4-4,5 węzła! (ponad 8 km/h). Oczywiście wystawiamy wachty - sterową i oko.
Trwa normalna walka z czasem i przestrzenią. Wiatr z silnymi szkwałami. Do tego co jakiś czas wpływamy w leżące na wodzie chmury. I tak ciągle, aż do świtu. Za każdą z tych chmur może czekać góra lodowa lub pole growlerów. Ale cały czas jesteśmy bardzo ostrożni i szczęście nas nie opuszcza.
Za dnia spokojna żegluga. Liczymy mijane góry lodowe - to pozwoli nam to ocenić ich zagęszczenie i podpowie sposób pływania nocą. Póki się da płyniemy na wszystkich żaglach, ale po zmroku, żagle w dół i znowu stajemy dryf...
Przeszliśmy juz koło podbiegunowe. Od razu zrobiło się cieplej... Na razie mentalnie! Tego ocieplenia, po prawie 3 miesiącach pływania w lodach trochę się obawiamy. Będzie esencjonalnie...
Ciągle do przodu... Nasz kierunek - Przylądek Horn. Zaczynamy osiągać niezłe prędkości. Płyniemy 7-8 węzłów (prawie 15 km/h) przez cały dzień i tym razem nie zwalniamy nocą. Mijamy 63ci stopień (szerokości geograficznej Południowej). Znowu liczymy góry lodowe, ale tym razem od świtu do południa tylko 3! Zaczyna się bezpieczniejsze pływanie - bez obmarzania i bez gór lodowych. Dziwnie to brzmi, bo przed nami cieśnina Drake'a i Przylądek Horn, a to przecież najniebezpieczniejsze wody na świecie. Znamy je dobrze i wiemy czego można się po tych okolicach spodziewać...
Robi się naprawdę cieplej. Ostatniej nocy usłyszeliśmy pierwsze, nieśmiałe uderzenie. W pierwszej chwili - zabrzmiało to jakbyśmy najechali burtą na growlera (lodową krę). Po chwili następne uderzenie i pooooszło. Stuka. Wali nawet, tak, że czasami Selma aż podskakuje. Wygląda na to, że mamy własną górę lodową - wewnątrz - zbiorniku wody pitnej, który zamarzł w czasie żeglowania po Morzu Rossa. Pozostaje nam cierpliwie poczekać, aż się rozpuści... Niebawem przywrócimy dostawy wody pitnej ze zbiorników, tymczasem pijemy wodę z growlerów spod wyspy Piotra I... Na pewno jest lepsza!
Życie na jachcie trwa. Świętujemy kolejne urodziny. Tym razem to Wifi (Michał) - postarzał się nam o kolejny rok... W prezencie dostał torcik przygotowany przez Tomka (pyszny, zjedliśmy go natychmiast), a kapitan dorzucił buteleczkę wina (jedną na 11-tu, ale zawsze ;-), a Duszan podarował prezent wzbudzający zazdrość pozostałych załogantów - całą paczkę odświeżających chusteczek dla niemowląt. Solenizant podzielił torcik, rozlał wino i poczęstował chusteczkami. Wszyscy z zadowoleniem wytarli swoje szczęśliwe i uśmiechnięte, brodate twarze. Meldujemy: jesteśmy napojeni, nakarmieni i z czystymi twarzami. Zapachniało jak w szpitalu położniczym, na sali noworodków...
Życzenia dla Wifiego można składać przez następne dwa dni. Numer znacie...
I tak to sobie spokojnie przemy do celu...
Z Selmy - płynącej na Horn - pozdrawiają:
Piotr, JaceK, Wifi, Tomek, Kris, Damian, Artur, Duszan, Krzysiek, Leon i Luby.

- 17/18 marca 2015 -

Pozycja 68°48.S, 090°50.W.  Okolice Wyspy Piotra I.
62 dni po opuszczeniu Hobart na Tasmanii - Selma dotarła do Wyspy Piotra. I. na antarktycznym Morzu Bellingshausena.

Obecnie na wyspie też jest bardzo trudno wylądować z morza. Brzegi wyspy to lodowe, 40-to metrowe pionowe ściany i skalne klify. W locji jest opisane tylko jedno miejsce do lądowania - w zatoczce Sandefjordbukta. Na wyspie znajduje się automatyczna chilijska stacja meteorologiczna, ale jej obsługa raz w roku - prowadzona jest przez techników przylatujących helikopterami.

Bialo-czerwona
Bialo-czerwona i Wyspa Piotra I w tle. Fot. T. Łopata/ Selma Expeditions.com

 

Noc przebujana w dryfie. Ciemno. Całkowicie. Wachty obserwacyjne do godziny 0500. Potem przyszła szarówka, żagle w górę i o 8-ej rano jesteśmy u brzegów wyspy. Podchodzimy od zawietrznej strony - chroniąc się przed napierającym wiatrem. Z pozostałych stron wiatry wieją z prędkością 75 węzłów (prawie 140 km/h). Z daleka wygląda to malowniczo. Długa i wysoka fala malowniczo rozbija się o brzegi. Dookoła pochmurno ale my jesteśmy po zawietrznej -  słonecznej stronie wyspy. Chmury rozchodzą się omywając malowniczo wyspę z dwóch stron. Pozostaje pas bezchmurnego nieba, a to wszystko za sprawą panujących tu silnych wiatrów i szczytu rozbijającego te wiatry na dwie strugi. Ciekawe zjawisko pogodowe, zwłaszcza, że z drugiej strony gęste, kłębiaste, szaro-granatowe chmury leżą na wodzie i ciągną się za wyspę na kilka mil. Wyglądają jakby były wycięte w miejscu gdzie przechodziły koło lądu.
Sama wyspa robi wrażenie monumentalnej i chyba taka jest! Cała wyspa pokryta jest śniegiem i lodowcami. Brzegi niemalże pionowo opadają do wody potwierdzając opisaną w locji niedostępność. Tak - to jest niedostępna wyspa. O strome, wysokie, lodowe brzegi uderzają fale przyboju rozbijając się z olbrzymią siłą i wyskakując w powietrze na ponad 5 metrów! Nieliczne półki skalne są niewielkie - mają 5-6 metrów długości a nad nimi wiszą olbrzymie nawisy śniegu i lodowych seraków (wielotonowe bryły lodu tworzące się w wyniku pękania lodowca).

Na jedynej plaży, na której wg locji można zejść na ląd - w zatoczce Sandefjordbukta - widzimy wielkie fale przyboju. Kilka razy wyższe od naszego pontonu. W kipieli kłębią się wielkie bryły kry lodowej. Przy takiej fali i wiejących dzisiaj wiatrach nie jest dostępna. Decyzja kapitana - "Bezpieczeństwo najważniejsze, nie lądujemy." W tym samym czasie jesteśmy świadkami oberwania się olbrzymiego seraka zalegającego wysoko na skałach. Uderzenie o wodę rozbiło go w drobny mak, a wielka chmura pyłu wodno-śnieżnego unosiła się w tym miejscu przez następne kilkanaście minut.
Zajmujemy się nie tylko obserwacją dramatycznych zmagań lodu, wiatru i wody. Na pokład Selmy dotarła - po raz kolejny - proza życia. Stałe zapasy wody w zbiornikach dalej są zamarznięte i czekają na cieplejsze szerokości. A nasza jachtowa odsalarka przy temperaturze wody poniżej 0°C produkuje wodę lekko słoną. Znowu musimy uzupełnić zapasy słodkiej wody i upolować kilka growlerów (duże bryły pływającego w wodzie lodu). To ogromne, zmrożone ładunki słodkiej wody :) Trzeba je tylko wydobyć z wody, a potem rozmrozić. Łowcy growlerów ponownie w akcji!  Mimo, że robimy to nie pierwszy raz - teraz zadanie okazuje się trudniejsze. Wysoka fala zawiesiła wysoką poprzeczkę. Trochę to trwało - ale z dumą możemy poinformować o kolejnym zwycięstwie! Nałowiliśmy zapasy słodkiej wody na pozostałą część rejsu. Powinny nam starczyć aż do Hornu. Tam woda oceanu będzie cieplejsza i zbiorniki powinny już rozmarznąć...

Wyspa
Wyspa Piotra I. Fot. T. Łopata/Selma Expeditions

 

- 14 marca 2015 -

Selma Expeditions na Wielkim Oceanie Południowym. Bezksiężycowe noce na szerokości 69° S.
Ciemności bezdenne, głębokie, wszechotaczające. To jakby zamknąć oczy i próbować płynąć po omacku. Ale czy można sterować w ten sposób u brzegów Antarktydy, na wodach pełnych gór lodowych? Oczywiście nie. Stajemy w dryf i do 4 rano czekamy na świt. Wtedy - żagle w górę i dalej w drogę...
Jesteśmy coraz bliżej do wyspy Piotra I odkrytej i nazwanej 194 lata temu w trakcie rosyjskiej wyprawy Fabiana Gottlieba von Bellingshausena. W 1820 roku był to najdalszy na Południe ląd - znany ludziom. Wtedy lądowanie na wyspie okazało się niemożliwe z  powodu szerokiego na 25 km pierścienia paku lodowego. Odkrycie Rosjan potwierdziła 90 lat później francuska ekspedycja Jean-Martin Charcota, ale i oni nie dotarli bliżej niż 5 km od lądu.

02.02.1929
02.02.1929 r. Pierwsze lądowanie na Wyspie Piotra I. Nils Larsen ii Ola Olstad wraz z załogą Drugiej Wyprawy Norweskiej. Fot. Wikimedia/domena publiczna.

Pierwszymi ludźmi na wyspie byli i to dopiero - 2 lutego 1929 roku - Norwegowie - szukający miejsca dla nowej bazy wielorybniczej. Przy okazji wbili flagę i w ten sposób przejęli władanie nad tą bezludną wyspą na rzecz Norwegii. Miejsce okazało się jednak bardzo nieprzyjazne, a ciągle napierające lody uniemożliwiły założenie bazy na dłużej niż kilka dni. Obecnie na wyspie znajduje się automatyczna chilijska stacja meteorologiczna, ale jej obsługa prowadzona jest przez techników przylatujących helikopterami.
Nasz zapał do zwiedzenia Wyspy Piotra I prawie ostygł. Prawie... Podczas porannego spotkania Krzysztof oznajmił: "Podobno na tej wyspie można wylądować tylko helikopterem...". No tak...  Wiecie już co dalej. Tak - odwiedziny Wyspy Piotra I - ponownie w planach wyprawy SELMA-ANTARKTYDA-WYTRWAŁOŚĆ będziemy więc, bez słowa skargi, pompować ponton, wodować go, montować silnik. A potem, jak nam się uda zdobyć niezdobyte, pakować wszystko w forpiku, układając te puzzle silnikowo-pontonowe na nowo. Mamy cel!
Dzisiaj ponad 20 gór lodowych przedefilowało przed naszym wzrokiem. W tym dwie wielkie góry stołowe. Piękny, niezapomniany widok! Po południu odkuwanie i pałowanie pokładu. Nie ma zmiłuj! Wchodzi nam to w krew. Obladzamy się w ekspresowym tempie. Posiadane środki odmrażające (czeskie - od Dusana) tylko ułatwiają skuwanie lodu. Nie usuwanie, tylko SKUWANIE!!! To trwa! Niezła zaprawa fizyczna. Musieliśmy także przesunąć niektóre liny - fały rolerów - wmarzają zbyt szybko co ogranicza manewrowanie żaglami.
Mija kolejny dzień. Po godz. 22 znowu ciemność wokoło. Ponownie zwalniamy i stajemy w dryf. Taka nasza nowa, świecka tradycja...
Pozdrawiamy z Selmy w ciemnościach:
Piotr, Jacek, Wifi, Damian, Artur, Kris, Tomek, Luby, Leon, Duszan i Krzysiek.

Odladzanie
Odladzanie pokładu Fot. Selma Expeditions.com

 

- 9 marca 2015 -

Relacja z pokładu - Ocean Południowy. Sztormowe 60-tki.
70-tki mamy już za plecami. Nasze życie zatoczyło krąg i znowu dotarliśmy do 60-tych szerokości S. Przywitały nas zmianą kierunku wiatru i gwałtowną zmiana pogody. Nad ranem - gwałtowne podmuchy i ciężka śnieżyca. Siła wiatru doszła do prawie 60 węzłów (ok. 110 km/h). Jacht ciężko pracował na fali prując wodę głęboko pochylony na lewą burtę. Załoga natychmiast pojawiła się na pokładzie. Zrzuciliśmy tylnego bezana i zwinęliśmy przedniego dużego kliwra. Zrefowaliśmy grota (zmniejszyliśmy powierzchnię głównego żagla). Na koniec - postawiliśmy na przodzie małego kliwra. Dzięki takiemu ustawieniu żagli jacht wyprostował się i pomknął do przodu. Wszystko trwało kilka minut. Od spokojnego żeglowania do piekielnej jazdy w sporym sztormie i śnieżycy! Dobrze, że na kursie nie było żadnych growlerów czy też gór lodowych. Oszczędziło nam to dodatkowych emocji. Co prawda nad ranem na horyzoncie pojawiła się góra lodowa o długości około 3 mil!!! (ok. 5.5 km). Niestety było za ciemno było na zdjęcia. Ale wielki ciemny cień na tle szarego morza pozwalał na ocenę wielkości - niezły gigancik...

Selma
Selma Expeditions żegluje na północny-wschód. Fot. Selma Expeditions.com

Teraz suniemy dalej - już w stałym wietrze wiejącym w dobrym kierunku. Podziwiamy promienie słońca baraszkujące z chmurami i kolejne góry lodowe. Zachowujemy do nich bezpieczny dystans

Dusan
Dusan steruje w 70-tkach. Fot. Selma Expeditions.com

Ze spokojnej już Selmy pozdrawiają:
Piotr, Jacek, Wifi, Damian, Leon, Artur, Tomek, Duszan, Kris, Krzysiek i Luby.

 

- 5 marca 2015 -

Wielki Ocean Południowy - Po paku!
W antarktyczne Morze Rossa nie wmarzniemy. To już pewne. Marzenia (niektórych załogantów) o zimowaniu w lodach trzeba odłożyć na inny czas. Płyniemy już po oceanie!

Szósty - finalny etap - Wyprawy SELMA - ANTARKTYDA - WYTRWAŁOŚĆ - rozpoczęty.

Spod góry lodowej, osłaniającej nas przez prawie dwie doby przed sztormem (w porywach do 70 w./130 km/h) ruszyliśmy wczesnym rankiem. Na szczęście wiatr znacznie osłabł, a pak był luźny. Końcówka na żagielkach - kliwer i bezan. Z lodowego paku wyszliśmy około południa.

***

Wyprawa "SELMA-ANTARKTYDA-WYTRWAŁOŚĆ" dedykowana pamięci Sir Ernsta Shackletona, w 100lecie Jego śmierci. Od rozpoczęcia - 6 kwietnia 2014 r. w Ushuaia, s/y Selma Expeditions przepłynęła już 20,000 mil! (37,000 km). W linii prostej trochę mniej - ale "na morzu żadna droga nie jest prosta". Licząc od ostatniego portu - Hobart na Tasmanii - od połowy stycznia 2015 - przepłynięto już ponad 6900 mil (ponad 12,750 km). Do końca wyprawy w Argentynie - pozostało jeszcze nieco ponad 3,000 mil (ponad 5,500 km). Załoga Selmy, po zdobyciu żeglarskiego rekordu świata - "Najdalej na Południe" 78º43'926 S i dotarciu na szczyt jedynego aktywnego wulkanu na Antarktydzie (EREBUS - 3,794 m npm.) - pokonała zamarzające - antarktyczne Morze Rossa i żegluje obecnie po Wielkim Oceanie Południowym - w kierunku Cieśniny Drake'a i Przylądka Horn.  Więcej informacji: www.selmaantarktyda.com.

(asz, tj, ag, pg)

Komentarze2
aby dodać komentarz
Sortuj: od najnowszegood najstarszego
casial2015-04-12 00:12 Zgłoś
Występuje tu wyjątkowo silny prąd pływowy, który ściera się z falami Oceanu Południowego i Atlantyku wytwarzając fale określane w literaturze morskiej jako "fenomenalne"(cytat). Komentarz: Pięknie brzmi to, co powyżej (w artykule), lecz (chyba) "na całe życie" nie wystarczy, na pewno nie wystarczy! Dlatego przyjdzie czas refleksji nad tym, co tutaj wydarzyło się. Kiedy zaś okrążą Ziemię więcej niż dwadzieścia razy, uznają zapewne "że dość" ( z tymi "fenomenalnościami). Oby wtedy cieszyli się zdrowiem! Oby!!! Pozrowienia (bez podtekstów).
Cien2015-03-19 21:27 Zgłoś
Załogo Selmy, pocieszcie się: w Polsce też zimno :D

Czytaj także

"Selma" kluczy w Kanale Beagle. "To po prostu przygoda!"

Ostatnia aktualizacja: 17.04.2014 08:36
Po przepłynięciu 500 mil morskich "Selma Expeditions" zbliża się do finału rejsu wokół przylądka Horn. - Jesteśmy w Kanale Magdaleny, mamy około 70 mil do Punta Arenas, a 25 do Ciesniny Magellana - opowiada Krzysztof Jasica.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Jedynka na Horn: koniec wyprawy, dobijamy do Punta Arenas

Ostatnia aktualizacja: 19.04.2014 16:01
Za nimi ponad tysiąc kilometrów żeglugi po jednych z najbardziej niebezpiecznych wód świata. Radiowa Jedynka i jacht "Selma Expeditions" już na mecie pierwszego etapu wyprawy SELMA ANTARKTYDA WYTRWAŁOŚĆ.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Selma wygrała z czasem i pogodą. "Jesteśmy po drugiej stronie bariery paku lodowego"

Ostatnia aktualizacja: 01.01.2015 07:00
Rekord świata w żegludze pod żaglami i bezwzględny rekord świata w dotarciu drogą wodną na Południe pobity! Załoga Selmy zdobyła też szczyt wulkanu Erebus, a w drodze powrotnej opuściła już zamarzające lodem Morze Rossa.