Legendarny MS Batory. Transatlantyk, który służył także na wojnie

Ostatnia aktualizacja: 02.10.2020 13:00
Wspomnienia z podróży tym liniowcem do dziś budzą silne emocje. - W "Batorym" najważniejsza była jego magia i legenda. Mimo że nie możemy go już zobaczyć, nadal jest żywy we wspomnieniach tak wielu pasażerów - mówi Aleksandra Karkowska, współautorka książki "Marsz, marsz Batory". Co stało się z jednym z pierwszych polskich transatlantyków?
MS Batory w porcie w Helsinkach
MS Batory w porcie w HelsinkachFoto: NAC

Posłuchaj
17:25 PR1_MPLS 2020_10_02-09-20-43.mp3 MS Batory - statek, który przynosił szczęście (Jedynka/Cztery pory roku)

Transatlantyki już pod polską banderą zaczęły wypływać z portu w Gdyni w 1930 roku, kiedy Polacy przejęli duńską linię Baltic America Line. Po zwiększeniu biało-czerwonego kapitału, mieliśmy do dyspozycji pierwsze trzy statki pasażerskie: SS Polonia, SS Kościuszko i SS Pułaski.

- W 1933 roku okazało się, że tymi starymi statkami nie jesteśmy w stanie przejąć rynku, który zmieniał się dość dynamicznie. Podróżowali nie tylko migranci, ale też turyści i ludzie, którzy oczekiwali czegoś więcej od morskiej podróży. Podpisaliśmy umowę z Włochami na zbudowanie dwóch nowoczesnych transatlantyków: MS Piłsudski i MS Batory. Pierwszy wodowany był w 1935 roku, a drugi w 1936 toku - opowiada Grzegorz Rogowski, autor książki "Pod polską Banderą przez Atlantyk".

Ciekawostką jest, że Polacy zapłacili za oba statki nie pieniędzmi, tylko… węglem.


Wygodny, nowoczesny…

MS Piłsudski i MS Batory były do siebie bardzo podobne. "Piłsudski" był jednak mało stateczny i na "Batorym" starano się to poprawić.

- Wszyscy podkreślali, że ten statek (MS Batory - red.) był bardzo swojski i czuli się na nim bardzo dobrze, mimo że pomieszczenia załogowe nie były zbyt duże czy luksusowe. Załoga była zintegrowana i lubiła ten statek. Wspominała, że na przykład MS Batory trzeszczał i tego brakowało im na następcy. Nawet pieszczotliwie nazywali go "starą stodołą" - twierdzi Grzegorz Rogowski.

Także pasażerowie wielokrotnie podkreślali, że podróże MS Batory był komfortowe i wygodne. Rejsy do Nowego Jorku był w tamtych czasach spełnieniem marzeń dla wielu osób.

- MS Batory był dla pasażerów jednym wielkim muzeum i jednym wielkim domem. Bardzo dziwili się, że kiedy wsiadali na "Batorego" i był tam zapach amerykańskich papierosów, pomarańczy i dobrej wody kolońskiej, to nie mogła być to ta sama Polska. Było to w ciężkich latach komuny, kiedy większość pasażerów, z którymi rozmawiałyśmy, a było to 50 osób, myślało, że wyjeżdżają już na zawsze poza Polskę - przybliża już powojenną magię polskiego transatlantyku Aleksandra Karkowska.

Aleksandra Karkowska dodaje, że MS Batory charakteryzował się elegancją. Orkiestra, srebrne sztućce, porcelana czy białe obrusy to tylko niektóre elementy, które pozytywnie szokowały pasażerów. Sam rejs do Stanów Zjednoczonych trwał około 10 dni. Często też zdarzało się, że pasażerowie szmuglowali spirytus lub suszone grzyby. Ukrywali również dolary, m.in. górale w ciupagach.

Na służbie u brytyjskiej marynarki

Historia "Batorego" to też II wojna światowa. Wiadomość o wybuchu wojny dotarła do polskiej załogi w czasie rejsu do Nowego Jorku. - Tam natychmiast został wyczarterowany przez marynarkę brytyjską, gdzie służył przez cały okres II wojny światowej - potwierdza Grzegorz Rogowski.

MS Batory nosił wówczas przydomek "Lucky Ship". Okazało się bowiem, że był bardzo szczęśliwym statkiem. Omijały go wszystkie bomby oraz torpedy, mimo że wypływał nawet na silny front do Norwegii. Do dziś określa się jego podróż z dziećmi do Australii też jako legendarną. Mimo że inne statki z dziećmi tonęły podczas podobnych podróży, "Batoremu" udało się wykonać misję.

- Rejs odbył się w wielkiej tajemnicy (…). Była to ewakuacja angielskich dzieci na terytorium zamorskie Wielkiej Brytanii. Australia była uznawana na względnie bezpieczne miejsce - mówi Grzegorz Rogowski.

Złomowanie w Hongkongu

Obecnie po MS Batory pozostały tylko wspomnienia. Niestety nie miał tego szczęścia, żeby swoją "emeryturę" spędzić w muzeum. Jeszcze w 1969 roku pełnił funkcję hotelu i znajdował się przy Skwerze Kościuszki w Gdyni, ale z czasem stwierdzono, że jego utrzymanie jest zbyt kosztowne.

- Nie było środków, żeby dalej go utrzymywać i 1971 rok był końcem jego legendy - dodaje gość Jedynki.

11 marca 1971 roku, wbrew protestom wielu miłośników morza, sprzedano go na złom stoczni Yau Wing Metal Junk w Hongkongu. 30 marca wyszedł w swój ostatni rejs do stoczni złomowej, gdzie zawinął 11 maja. 26 maja nastąpiło osadzenie statku na brzegu stoczni złomowej, a 2 czerwca opuszczenie bandery i rozpoczęcie procesu złomowania.

***

Tytuł audycji: Cztery pory roku 

Prowadzili: Roman Czejarek i Sława Bieńczycka

Goście: Aleksandra Karkowska (współautorka książki "Marsz, marsz Batory"), Grzegorz Rogowski (autor książki "Pod polską Banderą przez Atlantyk")

Data emisji: 2.10.2020 

Godzina emisji: 9.00-10.00

DS

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Stocznia Gdańska - świadek wielkich wydarzeń historycznych

Ostatnia aktualizacja: 28.08.2020 19:10
Tradycja budowy statków w tym miejscu sięga XIX wieku. Do 1945 roku funkcjonowały tu dwie stocznie: Cesarska (po 1918 roku przekształcona w Danziger Wert) i prywatna Stocznia Schichaua, gdzie zwodowano większość niemieckich okrętów - zarówno wojennych jak i handlowych.
rozwiń zwiń