Tropem Juliusza Verne’a, czyli w rok dookoła świata

Ostatnia aktualizacja: 08.02.2013 14:54
Michał Przybysz z żoną Moniką udał się tydzień po ślubie w podróż dookoła świata. - To była nasza największa wyprawa. Wspólne marzenia, decyzja, przygotowania, a później przeżycia - powiedział gość "Czterech pór roku".
Audio
  • Audycja "Cztery pory roku" - rozmowa z Michałem Przybyszem
Tropem Juliusza Vernea, czyli w rok dookoła świata
Foto: Glow Images/East News

Książka "Goniąc Marzenia” to zapis ich wyprawy. Jak mówił Michał Przybysz, kwintesencją takiej podróży jest brak planu, spontaniczność i parcie do przodu. - Z drugiej strony przygotowywaliśmy się mentalnie i finansowo przez 2 lata - dodał.

- Nasza podróż trwała dokładnie rok, a wyjechaliśmy tydzień po ślubie. Bardzo często zmienialiśmy plany, poruszaliśmy się lokalnymi środkami komunikacji - wspominał gość Jedynki. Nakreślił także trasę, którą przebył wspólnie z żoną. - Wyruszyliśmy przez Amerykę na Pacyfik, gdzie żeglowaliśmy jachtem przez trzy miesiące. Potem przemieściliśmy się przez Australię do Azji, a na sam koniec polecieliśmy do Ameryki Południowej, gdzie m.in. dwa miesiące spędziliśmy w Peru - powiedział.

Według Michała Przybysza najciekawsze miejsca znajdują się na Pacyfiku. - Mieliśmy szczęście poruszać się jachtostopem. Trafiliśmy na Wyspy Salomona, gdzie praktycznie nie ma turystów - powiedział. - Za wszystko płaciliśmy z zaoszczędzonych pieniędzy. Wybieraliśmy egzotyczne kraje, bo są z reguły dużo ciekawsze i tańsze - zauważył.

to