Debata polityczna Jedynki - wychowanie seksualne w szkołach

Ostatnia aktualizacja: 22.04.2014 17:30
Audio

Przemysław Szubartowicz: Zapraszam na Debatę. Od razu przedstawię naszych gości: Aleksandra Popławska, Twój Ruch...

Aleksandra Popławska: Dzień dobry.

Przemysław Szubartowicz: Bartłomiej Bodio, Polskie Stronnictwo Ludowe...

Bartłomiej Bodio: Witam serdecznie.

Przemysław Szubartowicz: Paulina Piechna-Więckiewicz, Sojusz Lewicy Demokratycznej...

Paulina Piechna-Więckiewicz: Witam serdecznie.

Przemysław Szubartowicz: I Andrzej Romanek, Solidarna Polska.

Andrzej Romanek: Dzień dobry, witam państwa.

Przemysław Szubartowicz: A porozmawiamy dzisiaj, proszę państwa, o edukacji seksualnej, o wychowaniu seksualnym. Przytoczę na początek naszego spotkania wyniki raportu Grupy Edukatorów Seksualnych „Ponton”: „W szkołach powinny być organizowane spotkania z ginekologami. Niezbędna jest też poprawa jakości usług świadczonych przez ginekologów, szczególnie w kontakcie z nastolatkami, osobami niepełnosprawnymi i homoseksualnymi. Wiemy, że „Ponton” przeprowadził to badanie na podstawie ankiet zebranych od 13 lutego do 28 maja 2013 roku, teraz opracowanie wraz z postulatami trafi do ministra zdrowia. Ale niewątpliwie to badanie pokazuje, że ludzie, którzy brali udział w tym badaniu, chcieliby, aby w szkole mówiono o sprawach związanych z edukacją seksualną, mówiono o problemach, które dotyczą osób młodych, szczególnie młodych, które dopiero wchodzą w życie. A tymczasem w Sejmie jest projekt, który wprowadzałby do szkół wiedzę o seksualności człowieka, bo dokładnie ten przedmiot tak miałby się nazywać, jest po pierwszym czytaniu, jest po pracach w komisji, ale skądinąd wiadomo, że prawdopodobnie, proszę państwa, jednak nie zostanie uchwalony, a to z tego względu, że negatywne stanowisko rządu w sposób jasny jest określone, ale także komisja rekomenduje, aby ten projekt odrzucić. No i teraz powstaje zasadnicze pytanie. Może zapytam panią Paulinę Piechnę-Więckiewicz, bo politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej gremialnie się podpisali pod tym projektem. Proszę powiedzieć, dlaczego ten projekt już dzisiaj budzi takie emocje?

Paulina Piechna-Więckiewicz: Wydaje się, że w ogóle na polskiej scenie politycznej już słowo seks, seksualność budzi wielkie emocje w każdym wydaniu. I powiem niestety, ponieważ ten projekt jest ważny, jest ważne, żeby dzieci uczyć od pierwszej klasy już szkoły podstawowej na początkowym etapie nauczania, czym jest właśnie seksualność człowieka, chronić dzieci przed niewiedzą, bo niewiedza oznacza niechciane ciąże, niewiedza oznacza możliwość zakażenia HIV, chorowania na AIDS, ale przede wszystkim chodzi o to, żeby uchronić dzieci też od tej złej wiedzy, wiedzy z Internetu. I o tym mówią często edukatorki seksualne z grupy „Ponton”, o tym, że dzieci wszystkiego dowiadują się w Internecie. Ktoś, kto twierdzi, że można zablokować dzieciom dostęp do Internetu, do tego publicznego przekazywania, szeptania na przerwach w szkole o tych możliwościach, np. o tym, że w czasie,  że jeżeli się nie miało w trakcie miesiączki i po miesiączce, dni płodne, dzieci nie wiedzą, co to jest i nie wiedzą, z czym to się wiąże, i ktoś, kto twierdzi, że można dzieci uchronić w ten sposób przed wcześniejszą inicjacją seksualną, nie wprowadzając od początkowego nauczania wiedzy o do seksie chociażby, po prostu myli się, bo ta wiedza i tak zostanie nabyta, tylko że to będzie zła wiedza, czyli chronić przed niewiedzą i chronić przed wiedzą, która z wiedzą nie ma nic wspólnego.

Przemysław Szubartowicz: W tej decyzji rządowej, o tym, aby jednak odrzucić to stanowisko, mowa jest o skutkach finansowych wprowadzenia do ramowych programów nauczania tego nowego przedmiotu wiedza o seksualności człowieka i tak naprawdę to jest jeden z podstawowych argumentów. Mówi się o tym, że to po prostu będzie bardzo dużo kosztować, bo na przykład szacunkowy koszt dla budżetu państwa tylko w zakresie wynagrodzeń nauczycieli wyniesie około 550 mln zł. Czy te argumenty nie przemawiają do osób, które popierają ten projekt?

Paulina Piechna-Więckiewicz: Znaczy ja jestem ciekawa, czy rząd policzył koszty społeczne, niechciane ciąże, chorowanie, tego, że nie wspiera się profilaktyki HIV-AIDS i tego, że też są koszty społeczne, a właśnie to jest wspieranie profilaktyki HIV-AIDS. Nigdy w Polsce się nie liczy kosztów społecznych i mówi się o pieniądzach, które już nie chce się wydać, a nie mówi się o tych pieniądzach, które trzeba będzie wydać, żeby zwalczać patologie powstające w wyniku niewiedzy chociażby właśnie.

Przemysław Szubartowicz: To były argumenty, Sojusz Lewicy Demokratycznej. Andrzej Romanek, Solidarna Polska. Panie pośle, nie przemawiają do pana takie argumenty?

Andrzej Romanek: W pierwszym rzędzie chciałem zaznaczyć, że szersza edukacja o rodzinie, o seksualności przecież w szkole jest już prowadzona od IV-V klasy szkoły podstawowej, poprzez gimnazjum, a potem szkołę średnią, trzy lata szkoły średniej, wychowanie do życia w rodzinie. To jest szerokie pojęcie, też w którym mieszczą się elementy seksualności, biologicznej seksualności, kwestie poczęcia. W związku z powyższym jeżeli chcemy mówić o edukacji, to mówimy o tej edukacji od lat, bo od 99 roku. To jest pierwszy bardzo ważki argument, na który chciałem zwrócić uwagę. Ale teraz drugi bardzo ważki argument (...)

Przemysław Szubartowicz: To, panie pośle, ja teraz zacytuję może z tego uzasadnienia tej ustawy dwa zdania, dlatego że pan mówi o tym, że już to istnieje, natomiast skoro jest projekt, to znaczy, że  musi być jakieś uzasadnienie. Projekt ustawy sprowadza się do wprowadzenia nowoczesnego, aideologicznego, fachowego przedmiotu szkolnego z zakresu wiedzy seksualnej i rodzicielskiej, a tym samym stanowi odpowiedź na potrzeby zgłaszane przez społeczeństwo, w szczególności rodziców, młodzież oraz organizacje pozarządowe. Myślę, że nowoczesność, aideologiczność i fachowość to są te trzy słowa, które mają być novum, jeśli chodzi o ten projekt.

Andrzej Romanek: Ale jak to mówi stare przysłowie, papier przyjmie, panie redaktorze,  wszystko. Można różnych sformułowań używać, tylko pytanie, co pod tymi sformułowaniami my chcemy, czyli projektodawcy chcą przekazać. Ale wracając do bardzo istotnego aspektu, bo mówi się o tym, że właśnie ta edukacja na wczesnym etapie powoduje, że mamy mniej aborcji, bo młodzież czy dzieci są lepiej przygotowane, mamy mniej chorób wenerycznych. Ja tylko podam badania w Wielkiej Brytanii, gdzie właśnie ta edukacja, o której się mówi, czyli seksualna, jest bardzo głęboka i od wczesnych lat. Otóż w 2010 roku 38 ponad tysięcy aborcji, ludzie bardzo młodzi, które... aborcja powoduje bardzo poważne zniszczenie czy psychologiczne, czy moralne dla tych osób i one się z tym zmagają. Ponad 38 tysięcy aborcji wśród młodych ludzi. Co wiecie, wzrosło np. zachorowanie na choroby weneryczne w niektórych rodzajach chorób wenerycznych, np. syfilis, o tysiąc procent. (...) to nie jest argument...

Przemysław Szubartowicz: Ale to dlatego, że jest edukacja seksualna w szkole?

Andrzej Romanek: Dlatego mówię, że to nie jest argument, o którym tutaj mówiono, że edukacja seksualna będzie temu zapobiegać. Są dowody, fakty, które świadczą wprost o tym przeciwnie. I oczywiście można różnych ideologicznych mniej lub bardziej sformułowań…używać, nowoczesnych, pięknych sformułowań, tylko pytanie, co pod tym pojęciem się kryje. Podkreślam jeszcze raz, skoro mamy już od kilkunastu lat, od 99 roku właśnie tą edukację, wychowujemy do życia w rodzinie, bo przecież o to chodzi, o to chodzi, nie uczmy technologii, ale mówmy o rodzinie, co jest też istotą rzeczy życia seksualnego, to po co to zmieniać?

Przemysław Szubartowicz: No dobrze...

Andrzej Romanek: Możemy, jeżeli komuś to nie odpowiada, możemy to udoskonalać...

Przemysław Szubartowicz: ...panie pośle, to zapytam przedstawicielkę...

Andrzej Romanek: ...ale to jest dobre rozwiązanie.

Przemysław Szubartowicz: ...przedstawicielkę partii, która także ten projekt mocno wspiera – Aleksandra Popławska, Twój Ruch. Pan poseł mówi, że... i powołuje się na badania, że tam, gdzie jest edukacja seksualna, owszem, jest, ale to nie oznacza, że to przekłada się na zmniejszenie na przykład właśnie liczby aborcji albo zachorowań na choroby związane z aktywnością seksualną.

Aleksandra Popławska: A może warto byłoby się zastanowić, czy może to wykrywalność jest po prostu większa, może świadomość własnego ciała młodych ludzi, może to, że wiedzą, jak rozpoznawać te choroby, może wiedzą, jak rozpoznawać reakcję swojego ciała na pewne rzeczy, które uczy się właśnie na takich lekcjach. Bo tutaj się zgadzam w jedynej sprawie z panem, szczerze mówiąc, to znaczy nie uczmy technologii, bo to nie o to chodzi, bo sprowadzanie tych lekcji, o których mowa, tylko i wyłącznie do technologii, to jest bzdura jakby z każdej strony, dlatego że to nie chodzi tylko o to, że będziemy uczyć dzieci, chociaż pewnie też na którymś etapie tej edukacji tej technologicznej strony antykoncepcji czy też może, nie wiem, konkretnych spraw dotyczących współżycia seksualnego, ale to jest całe spektrum spraw, które tak naprawdę ta prawa strona sceny politycznej pomija, bo chodzi też nie tylko o to, jak uprawiać seks, ale jak się do tego przygotować, jak... czym jest asertywność chociażby, która jest bardzo istotna w młodym wieku, ponieważ tak jak tu powiedziała pani Piechna-Więckiewicz, niestety, dzieci dowiadują się głównie większości rzeczy z filmów pornograficznych, gdzie niestety również nie widzimy, jak tak naprawdę... nie mamy kontroli nad tym, co nasze dzieci oglądają, w jaki sposób uczą się tego, jak wygląda życie seksualne. Przecież ten świat jest absolutnie przekłamany. Oczywiście w Internecie można znaleźć bardzo wiele treści pozytywnych, merytorycznych, ale młodzi ludzi zazwyczaj trafiają jednak mimo wszystko na te strony, które są atrakcyjne pod względem troszkę mimo wszystko szokowania, troszkę atrakcyjności i różnorodności, inności pewnej, które się nie dowiadują po prostu od rówieśników i w szkole.

Andrzej Romanek: Przepraszam...

Aleksandra Popławska: Co więcej, chciałam się, przepraszam, jeszcze odnieść do tego, że te lekcje są prowadzone. Oczywiście, że nie są i 40% szkół rzeczywiście, to też są dane z któregoś z raportów „Pontonu”, 40% szkół tych lekcji nie ma, ponieważ one nie są obowiązkowe i dyrektorzy szkół po prostu tego nie robią. Co więcej...

Andrzej Romanek: Nieprawda, to jest przekłamanie. Są obowiązkowe, tylko rodzice mogą...

Aleksandra Popławska: Nie są obowiązkowe.

Andrzej Romanek: ...w oświadczeniu na piśmie albo osoba, która jest już pełnoletnia, powiedzieć, że nie chce w tym uczestniczyć, ale to nie znaczy, że one nie są obowiązkowe.

Aleksandra Popławska: Co więcej, 20% z tych lekcji, które są prowadzone, prowadzą katecheci. I oczywiście rozumiem, że pan nie będzie miał nic przeciwko, natomiast ja jako matka, ale też polityk wolałabym, żeby te lekcje prowadzone były przez osoby do tego wykształcone odpowiednio. W tym projekcie Wandy Nowickiej jest również mowa o tym, że to mają być osoby, które ukończyły odpowiednie studia w tym kierunku, a nie kursy przygotowawcze, bo najczęściej w tej chwili z oszczędności zwykłej prowadzą to... całkiem dobrze jest, jeśli nauczyciele biologii, no ale niestety ja się nie zgadzam, żeby to robili katecheci.

Andrzej Romanek: Na czym to novum będzie polegało? (...)

Przemysław Szubartowicz: Panie pośle, za chwilę będzie pan mógł zabrać znów głos. Chciałbym, żeby przedstawiciel koalicji także się wypowiedział na ten temat, szczególnie że tak jak powiedziałem, stanowisko rządu jest takie, aby odrzucić ten projekt, stanowisko komisji zresztą też. No ale nie wiadomo, bo to wszystko rozstrzygnie się w głosowaniach, czyli na tym posiedzeniu Sejmu, czyli pewnie w piątek. Ale autorzy tej ustawy w uzasadnieniu powołują się na badania, np. na badania przeprowadzone w 2011 roku przez TNS OBOP, z których wynika, że 88% Polaków uważa, że zajęcia z wychowania seksualnego w szkole są potrzebne, 3% raczej nie i 3% zdecydowanie nie. Ale są także badania także przytoczone w uzasadnieniu z 2007 roku, z kolei CBOS takie badania realizował, 84% Polaków uważa, że w szkołach powinny odbywać się zajęcia, na których młodzi ludzie mogliby poznać różne metody zapobiegania ciąży. To może Bartłomiej Bodio, dlaczego tak jest, że ten projekt nie ma poparcia koalicji, rządu?

Bartłomiej Bodio: Jednym z głównych powodów są przyczyny finansowe, o których pan redaktor wspomniał w trakcie roku budżetowego, uchwalenie takiego prawa rozwaliłoby całkowicie ustawę budżetową i to, co tutaj powiedział mój szanowny przedmówca o tym, że edukacja prowadzi do zwiększenia liczby aborcji, to ja osobiście... Ja osobiście chciałem się...

Andrzej Romanek: Ja nie powiedziałem tego. Ja powiedziałem, że edukacja seksualna wcale nie zmniejsza liczby aborcji, proszę nie przekłamywać (...)

Bartłomiej Bodio: Ale jestem przeciwnego zdania. I edukacja moim zdaniem zmniejsza liczbę aborcji i trzeba wprowadzić taką ustawę, wprowadzić taką edukację, takie lekcje naprawdę na odpowiednim poziomie, żeby...

Przemysław Szubartowicz: No tak, ale żeby wprowadzić, a jednocześnie to się nie udaje, bo pan mówi tak, że pan mówi o skutkach finansowych, to jak to zrealizować, skoro ten projekt był przedmiotem dyskusji, było pierwsze czytanie, była praca w komisjach, była opinia rządu, czyli właściwie przechodzi drogę legislacyjną, no ale na koniec być może nic z tego nie wyjdzie.

Bartłomiej Bodio: Jest to jakby pierwszy krok, zasygnalizowanie problemu i będziemy szukali w następnym budżecie środków, które umożliwią, aby kolejna ustawa budżetowa mogła udźwignąć tego typu obciążenia z korzyścią dla całego społeczeństwa, przede wszystkim dla dzieci, dla młodzieży, która będzie uczona odpowiedzialnego, świadomego rodzicielstwa, macierzyństwa, ojcostwa, a także postępowania z noworodkami, niemowlętami i tym podobnych bardzo potrzebnych rzeczy.

Andrzej Romanek: Ale (...)

Bartłomiej Bodio: Ale sam pan zauważył, być może nie dość intensywnie.

Przemysław Szubartowicz: Proszę państwa, chciałbym jeszcze spytać w takim razie Paulinę Piechnę-Więckiewicz jak pani odpowiada na tego typu zarzut, a właściwie odpowiedź na ten projekt, odpowiedź rządową między innymi, w sytuacji, gdy od 1 września 2014 roku planowane jest objęcie obowiązkiem szkolnym około połowy rocznika dzieci 6-letnich, może to spowodować trudności w niektórych szkołach podstawowych z salami lekcyjnymi, a w konsekwencji spowodować dodatkowe koszty związane z zapewnieniem nowych pomieszczeń. Jednocześnie nierealny jest przewidziany w przedmiotowym projekcie termin wejścia w życie planowanych przepisów. Tutaj chodzi o to, żeby było to szybko zrealizowane.

Paulina Piechna-Więckiewicz: Ale ja odpowiem tak, że nawet pan poseł z Solidarnej Polski się ze mną zgodzi, to znaczy to jest problem ministerstwa, które źle przeprowadziło reformę, że nie można jakiegokolwiek przedmiotu wprowadzić ze względu na to, że będzie za mało sal, bo to jest problem ministerstwa, które sobie nie radzi z tymi salami po prostu, jeżeli już miałabym tak odpowiadać ministerstwu bezpośrednio...

Przemysław Szubartowicz: No tak, ale argumenty takie, że trzeba przygotować nauczycieli, że trzeba przygotować szkoły, że trzeba przygotować program nauczania, trzeba przygotować...

Paulina Piechna-Więckiewicz: No trzeba. Można też napisać w kilka miesięcy podręcznik...

Przemysław Szubartowicz: ...tych, którzy będą się tym zajmować. To nie są dobre argumenty?

Paulina Piechna-Więckiewicz: ...elementarz w kilka miesięcy przez jedną osobę, napisać go w dwa miesiące i uważać, że to wspaniały pomysł. I jak widać, można. Myślę, że są osoby przygotowane już w tej chwili do tego, żeby taki przedmiot wykładać, są specjaliści, a jeżeli powołuje się na to ministerstwo, które powołuje się  również na to, że przecież już jest ten przedmiot, to znaczy, że już chyba ma tych specjalistów, którzy mogliby ten przedmiot wykładać. I okazuje się, że jednak widocznie nie ma tych specjalistów. Dlaczego tak ważne jest, żeby ten przedmiot zaczynał się od już w nauczaniu na etapie nauczania początkowego? Ja mam czteroletnią córeczkę, ona już mnie pyta, skąd się biorą dzieci, a wszyscy wiemy, że te pytania padają, właściwie dziecko uczy się mówić, widzi brzuch u kobiety w ciąży i już trzeba o tym rozmawiać, tak? Więc etap piątej klasy szkoły podstawowej to już jest stanowczo za późno, żeby rzeczywiście nauczyć dziecko żyć z tą swoją seksualnością w taki sposób, żeby rzeczywiście wszystko wiedziało i miało... Dzieci uczą się też najszybciej na początku i to też jest kolejny ważny argument.

Przemysław Szubartowicz: No tak, ale zaraz może paść argument, że taką informację powinni udzielać rodzice.

Paulina Piechna-Więckiewicz: No tak, tylko że niektórzy rodzice tego nie robią i potem ci sami rodzice wyrzucają z domu nieletnie matki, które zaszły w ciążę. I to też się zdarza, bo w domu nie było zwyczaju, potem jak się rozmawia z tymi dziewczynami, bo w domu nie było zwyczaju rozmawiać o seksie, bo seks to był temat tabu. Pan powiedział, pan poseł powiedział o technologii. No, mi technologią to technologia drewna się przede wszystkim kojarzy jakoś tak, natomiast to jest po prostu uczenie odpowiedzialności i tak jak powiedziałam...

Andrzej Romanek: Ale ja zaraz na to pytanie odpowiem.

Przemysław Szubartowicz: Dobrze, to...

Paulina Piechna-Więckiewicz: ...to jest kwestia też szacunku do drugiej osoby i rozumienia, czym jest seksualność, i wrażliwości na seksualność drugiego człowieka, właśnie nie chodzi o technologię, chodzi o to, żeby chłopcy wiedzieli, że to nie jest tak jak w filmie pornograficznym. Tak że to nie jest (...)

Andrzej Romanek: Szanowna pani...

Przemysław Szubartowicz: Dobrze, pan poseł Romanek teraz i za chwilę pani Popławska.

Andrzej Romanek: Oczywiście, sfera intymna jest sferą ważną każdego człowieka, to nie ulega najmniejszych wątpliwości, tylko pytanie: czy całe życie dotyczące właśnie między innymi seksualności, ale też i rodziny, i kwestia wychowania młodych ludzi mamy sprowadzać do jednego aspektu – seksualności? Bo tu o tym wspomniałem, o czym pani tu czyni mi z tego tytułu zarzut. Bo jeżeli zobaczymy na zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia, zobaczymy, jak ma wyglądać ta edukacja, którą wy tak szczytnie nazywacie edukacją seksualną, która ma tym młodym ludziom pomóc. Proszę zauważyć, piąty, szósty rok ma być nauka masturbacji między innymi...

Aleksandra Popławska: Ależ to jest bzdura (...)

Andrzej Romanek: Ale to są informacje ze Światowej Organizacji Zdrowia. Proszę to przeczytać, ja to czytałem, można to zerknąć. W związku z powyższym do czego zmierzam? Otóż oczywiście edukować trzeba, to nie ulega najmniejszych wątpliwości. Zgadzam się z panią, że wszystkie rodziny o tym mówią...

Przemysław Szubartowicz: Ale panie pośle, czy pan... bo to jest też oczywiście ciekawy element tej rozmowy, czy rzeczywiście jest tak, że tego typu ustawa wprowadza zajęcia, na których będzie się uczyło techniki albo sposobu wykonywania pewnych czynności związanych z seksualnością, czy raczej chodzi o to, aby uświadamiać młodych ludzi, edukować, jeśli chodzi o tę sferę życia, która jest nieodzowną sferą, jak wiadomo...

Andrzej Romanek: Ale podkreślam, to, że (...)

Przemysław Szubartowicz: ...i pojawia się w dyskursie, i pojawia się w debacie, i pojawia się w myśleniu, i pojawia się po prostu w życiu.

Andrzej Romanek: Ale właśnie ten aspekt seksualności, rodziny, poczęcia już dzisiaj jest edukowany w szkołach właśnie wychowania do życia w rodzinie. I do czego zmierzam (...)

Przemysław Szubartowicz: Dobrze, to ja zapytam o te badania. Skoro są takie badania przeprowadzane społeczne, czy nie ma głodu społecznego, aby te zajęcia, które są dzisiaj, bo i o tym mówi również odpowiedź rządu, że rzeczywiście ustawa przewiduje zajęcia związane z tego typu tematyką, ale czy nie ma głodu społecznego, żeby było inaczej, więcej?

Andrzej Romanek: Ale to nie znaczy, że mamy wprowadzać wychowanie, edukację seksualną. Edukacja do życia w rodzinie to jest pojęcie szersze, to, co powiedziałem na samym początku, tego uczmy dzieci, a nie tylko edukacji seksualnej, bo edukacja seksualna, jak by pani zapytała przeciętnego człowieka, który nas dzisiaj słucha, powiedziałby: no, oczywiście, jemu się kojarzy to z jedną rzeczą – z seksem. A z czym się pani seks kojarzy? Przecież to oczywista rzecz ...

Bartłomiej Bodio: Ale zapytano, że 88%...

Andrzej Romanek: Ale proszę mi pozwolić. Jeszcze jedną rzecz, na którą chcę zwrócić uwagę. To, co państwo mówicie, aideologiczne. Ja państwu powiem z własnego doświadczenia. W ósmej klasie szkoły podstawowej, ja już jestem dojrzałym bardzo człowiekiem, o edukacji seksualnej dowiedziałem się najwięcej na lekcjach religii, bo właśnie ksiądz w szkole w ósmej klasie nas tego uczył. Między innymi, ale uczył nas to w sposób rozważny i rozsądny. I na te lekcje wbrew temu, co się wam wydaje, że tylko aideologiczne wychowanie cokolwiek wprowadzi lepszego niż dzisiaj, jest nieprawdą, bo ja się tak właśnie między innymi wychowałem.

Przemysław Szubartowicz: Dobrze, to teraz pani Aleksandra Popławska, ale zanim oddam pani głos, to... bo pan poseł mówi o tym, że to już jest, to ja powiem, że rzeczywiście jest tak, że artykuł 4 ustawy z 7 stycznia 93 roku o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, ten artykuł do programów nauczania szkolnego wprowadza wiedzę o życiu seksualnym człowieka, zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, wartości rodziny, wartości życia w fazie prenatalnej, metodach i środkach świadomej prokreacji. To jest zapisane w ustawie. To jest za mało?

Andrzej Romanek: I do tego jest, przepraszam, rozporządzenie wykonawcze, które jest... program nauczania w tym zakresie.

Aleksandra Popławska: Najwyraźniej (...) bo przede wszystkim, tak jak już mówiłam, w większości albo w dużej części szkół ta edukacja seksualna nie jest prowadzona, w sporej części szkół, jak wynika z badania „Pontonu”, który też przytoczyliśmy na początku tej rozmowy, ta edukacja seksualna czy to wychowywanie do życia w rodzinie, jest prowadzona w sposób nieodpowiedni, ponieważ badano osoby, które są jakby po tym kursie, tak? To znaczy młodych ludzi, którzy edukację swoją zakończyli na pewnym etapie i rozmawiali o tym, czy też wypełniali ankiety na ten temat, jak to było przeprowadzane w ich wypadku. Ja sama jestem rocznikiem eksperymentalnym, za którego czasów było wprowadzane to wychowanie do życia w rodzinie. To było jakoś pod koniec podstawówki, dość dawno temu. Ja pamiętam, jak to było przeprowadzane, to znaczy niestety to bardzo daleko odbiega od tego, co zakłada projekt marszałkini Nowickiej. I jakby co innego tutaj założenia najwyraźniej, a co innego widocznie słowo-klucz, czyli obowiązkowa edukacja seksualna.

I druga sprawa, o której już mówiłam, czyli przygotowanie tych osób, które tę edukację seksualną będą prowadzić, bo najwyraźniej nie wszyscy się do tego po prostu zwyczajnie nadają. No i jest to na tyle delikatna materia, że też to, o czym mówiliśmy przed chwilą, o tym, że to rodzice powinni wziąć na siebie całą odpowiedzialność za edukację seksualną własnych dzieci. Szczerze powiedziawszy, dobrze, oczywiście w sferze wartości, w sferze ideologii tak, natomiast ja szczerze powiedziawszy zastanawiam się, czy każdy rodzic jest na tyle przygotowany psychologicznie, wiedzowo do tego, żeby wiedzieć doskonale, kiedy z córką cztero-, pięcio-, siedmio- czy dziesięcioletnią o czym rozmawiać, kiedy można pewne rzeczy wprowadzać, jak rozmawiać, bo to nie jest proste. Przecież to nie jest tylko tak, że to dzieci czują się skrępowane w takich rozmowach i nie pytają. Bardzo często jest tak, że to rodzic się czuje skrępowany. To rodzic nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, które zadają własne dzieci, bo nie wie, bo boi się powiedzieć za dużo, nie wie, czy może w ogóle cokolwiek powiedzieć, tak naprawdę tą merytorykę i tą edukację powinny brać na siebie właśnie osoby przygotowane do tego merytorycznie i wykształcone odpowiednio.

Tu jeszcze tylko jedną rzecz chciałabym powiedzieć, bo już pan do głosu się rwie, oczywiście już oddaję, natomiast jeszcze á propos kosztów. No, mnie się troszeczkę wydaje śmieszny argument kosztów, bo tu, tak jak powiedziała pani Paulina Piechna-Więckiewicz, w ogóle nie bierze się pod uwagę konsekwencji tego braku edukacji, a druga sprawa – jest jeden przedmiot w szkole, którego bardzo wiele osób chętnie by się...

Andrzej Romanek: Już wiem, co chce pani powiedzieć.

Aleksandra Popławska: ...chętnie by się pozbyło i w to miejsce wprowadziło coś...

Andrzej Romanek: Aideologiczne wychowanie seksualne.

Aleksandra Popławska: ...coś bardzo wartościowego, natomiast oczywiście nie chcę być monotematyczna, w związku z tym tylko napomknę, że jest taki przedmiot i można by się zastanowić, czy przypadkiem np. zamiast dwóch lekcji katechezy z szkole tygodniowo nie pozostawić w drodze kompromisu jednej i jednej godziny edukacji seksualnej.

Andrzej Romanek: Ja panią zapytam... Panie redaktorze,  jedno zdanie.

Przemysław Szubartowicz: Jedno zdanie, panie pośle, bo czeka...

Andrzej Romanek: Czy to słowo aideologiczne, to wychowanie do życia w rodzinie, czy jak pani chce określić, wychowanie seksualne, ma być bez podbudowy wartości?

Przemysław Szubartowicz: Panie pośle, teraz Bartłomiej Bodio, Polskie Stronnictwo Ludowe. Proszę powiedzieć, jak będzie głosowało Polskie Stronnictwo Ludowe  w tej sprawie? Bo rozumiem, że stanowisko rządu to jest stanowisko rządu, stanowisko posłów to jest stanowisko posłów.

Bartłomiej Bodio: W Polskim Stronnictwie Ludowym nigdy nie było i nie będzie dyscypliny w sprawach światopoglądowych.

Przemysław Szubartowicz: No właśnie, i teraz rozumiem, że wszystko zależy od PSL-u, tak?

Bartłomiej Bodio: Myślę, że nie, bo głosuje cały Sejm. My będziemy głosowali każdy ze swoją najlepszą wiedzą i ze swoim sumieniem. Ja jestem gorącym zwolennikiem tego typu rozwiązań, uważam, że 88% społeczeństwa skoro się wypowiada i informuje o tym rządzących, że ich dzieci potrzebują edukacji seksualnej, to należy się nad tym pochylić. Ja jednak chciałem zaznaczyć, że obecny rok dla Ministerstwa Edukacji jest wyjątkowo przełomowy, wprowadzamy 6-latki do szkół, wprowadzamy darmowy podręcznik, co w ogóle tutaj krytyka ze strony lewicowego polityka to jest dla mnie niezrozumiała...

Paulina Piechna-Więckiewicz: To jest krytyka, panie pośle, trybu, a nie idei.

Bartłomiej Bodio: ...darmowy... Okay, ale zauważcie państwo, ile zmian w tym roku w edukacji wprowadzamy. Kolejna zmiana i jeszcze na takim poziomie, to byłaby już istna rewolucja i tego system mógłby naprawdę nie wytrzymać.

Przemysław Szubartowicz: Czyli rozumiem, że pan mówi: tak, ale później.

Bartłomiej Bodio: Pracujemy nad tym, trzeba doprowadzić, żeby to wszystko było dobrze zorganizowane, żeby miało to ręce i nogi, żeby były zapewnione środki finansowe. Wprowadzenie w kwietniu, w środku roku budżetowego tego typu przepisu nie ma szansy się powieść, nie ma szansy się powieść z przyczyn prawnych.

Andrzej Romanek: Solidarna Polska jest zdecydowanie przeciw. Ale ja jeszcze do jednej rzeczy wrócę. Pani szanowna, gdyby pani zapytała młodzież kończącą szkołę, czy się dobrze czuje przygotowana z matematyki, z chemii, z fizyki, pewnie odpowiedziałaby tak samo w sprawach dotyczących wychowania, o którym pani wspomniała. W związku z powyższym to nie jest żaden argument te badania, o których pani wspomniała, bo gdyby przeciętnego ucznia szkoły średniej zapytać, jak się czuje przygotowany chociażby w aspekcie zdawania na studia z matematyki, z chemii, z fizyki, z historii, to powiedziałby tak, 40% powiedziałoby: nie czujemy się dobrze przygotowani, a może i 60%. W związku z powyższym to, co pani powiedziała jako argument rzekomy, że 40% Polaków czy młodych ludzi nie czuje się przygotowana do życia seksualnego, jest argumentem absolutnie chybionym.

Aleksandra Popławska: Ja nic takiego tego nie powiedziałam.

Andrzej Romanek: Pani powiedziała, że badania... 40%...

Aleksandra Popławska: Powiedziałam tylko, że 40% szkół nie obejmuje w ogóle edukacji seksualnej.

Paulina Piechna-Więckiewicz: Są trochę inne konsekwencje niezdania matematyki a zajścia w niechcianą ciążę. (...)

Andrzej Romanek: Ale powiedziałem to jeszcze raz, edukacja seksualna wcale nie zapobiega zachodzeniu w ciążę, przecież to są badania brytyjskie. Dlaczego pani uparcie twierdzi, że jest inaczej? Oni to od wszystkich najmłodszych lat... najmłodszych lat...

Paulina Piechna-Więckiewicz: Ale uparcie prawica we wszystkich programach podaje jeden przykład Wielkiej Brytanii, jeden. I to jest zawsze jeden i ten sam (...)

Andrzej Romanek: Ale to jest argument kluczowy.

Przemysław Szubartowicz: Proszę państwa, jak widać, temat jest, no, gorący, temat budzi emocje i będzie przedmiotem dyskusji politycznej niedługo już, a to dlatego, że będzie głosowanie dotyczące projektu ustawy o edukacji seksualnej. Zobaczymy ostatecznie, jakie będą tego efekty. Bardzo dziękuję za dzisiejszą rozmowę. Aleksandra Popławska, Bartłomiej Bodio, Paulina Piechna-Więckiewicz i Andrzej Romanek. Przemysław Szubartowicz, dziękuję państwu, do usłyszenia.

(J.M.)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak