Rozmowa dnia: dr inż. Piotr Orleański

Ostatnia aktualizacja: 16.02.2015 15:20
Audio
  • Dr Piotr Orleański - kierownik Laboratorium Satelitarnych Aplikacji FPGA Centrum Badań Kosmicznych PAN o polskim programie kosmicznym (Jedynka/Popołudnie z Jedynką)

Marek Mądrzejewski: Dr inż. Piotr Orleański, wicedyrektor Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk, jest naszym gościem. Witamy serdecznie.

Dr inż. Piotr Orleański: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.

Panie doktorze, promocja polskich badań kosmicznych w pierwszej kolejności winna dotyczyć naszego społeczeństwa, które przekonywane jest takimi codziennymi zdarzeniami, że to, co nowoczesne, przychodzi do nas z Zachodu. Najprostsza rzecz – potrzebujemy pociąg na miarę XXI wieku, kupujemy Pendolino, a jest to wyjątkowo niesprawiedliwe wobec myśli technicznej zrodzonej nad Wisłą. Co pan sądzi o takiej tezie?

Jest to niesprawiedliwe, rzeczywiście, to znaczy moim zdaniem my jakoś tak jako społeczeństwo niepotrzebnie deprecjonujemy swoje możliwości. To jest społeczeństwo o bardzo wielkich... Ja mówię w tej chwili o technicznych możliwościach czy o w ogóle pomysłowości ludzi, możliwości adaptacji do konkretnej sytuacji. Chyba nie ma drugiego takiego społeczeństwa w Europie, które by miało takie możliwości adaptacyjne, technologiczne i pomysłowe, i było tak zmotywowane. Ja mam pełen szacunek dla szczególnie młodych ludzi, którzy potrafią naprawdę wymyśleć szalenie ciekawe rzeczy, a jednocześnie jeśli się da im możliwość, to zrealizować te rzeczy w sposób profesjonalny.

Słyszeliśmy w tym materiale poprzedzającym naszą rozmowę, co młodzi wymyślają, a ja chciałbym troszeczkę przejść na pańskie podwórko. Centrum Badań Kosmicznych działa od 38 lat. W jakich najważniejszych projektach uczestniczą jego pracownicy?

Ojej! [śmiech]

Dobrze, naprawdę najważniejszych.

Siedemdziesiąt różnych misji, instrumentów latających w kosmosie, od mniej więcej 2000 roku prawie wszystkie duże naukowe misje kosmiczne Europejskiej Agencji Kosmicznej, począwszy od właśnie Rosetty, która była tu niedawno wymieniona, od satelity INTEGRAL, który lata od 2002 roku i jest bólem głowy ESY, bo się nie może zepsuć, a my mamy tam nasz duży kawałek elektroniki, satelity, który był przeznaczony na pracę przez 8 lat, a w tej chwili wiadomo, że będzie latał do 18 roku, czyli dwukrotnie dłużej, poprzez misję rzędu 1,5 mln km od Ziemi, tak jak Herschel, teraz robimy misję do Słońca, robimy misję do Jowisza. To jest całe spektrum różnego rodzaju instrumentów i przyrządów, plus, oczywiście, te dwa nasze małe satelity BRITE.

Czyli ten „Lem” i „Heweliusz”.

Tak, „Lem” i „Heweliusz”, w których żeśmy troszkę zmienili swoje podejście do pracy, już nie budowaliśmy całych satelitów od nowa, a nauczyliśmy się, jak je składać z podzespołów, jak je testować, jak je używać na orbicie.

Nanosatelita to jakiej to jest wielkości? Pół bochenka chleba czy...?

No, 10 kilo i 20 na 20 na 20 centymetrów. Mniej więcej takiej wielkości, jak kiedyś się złotą rybkę trzymało w takiej kuli w domu, prawda? Ten jest sześcienny, nie okrągły.

A na czym cały ten pomysł austriacko–kanadyjsko–polski polega?  Na jakiej wysokości są te satelity?

Kiedyś było takie powiedzenie, że małe jest piękne, prawda?

Tak, to prawda.

Że bardzo wiele rzeczy można zmieścić, bardzo wiele idei można zmieścić w małych rzeczach i za pomocą bardzo takich prostych środków. Tu akurat jest taka sama sytuacja. Naukowcy wymyślili eksperyment, którego nie da się zrealizować za pomocą potężnych teleskopów typu Hubble’a, do którego są potrzebne właśnie takie małe satelity, które mają to do siebie, że są nasze własne i to my możemy decydować, gdzie one przez cały czas patrzą.

A na jakiej wysokości one są?

Około 600–800 kilometrów. To jest typowa orbita okołoziemska.

Czyli one wylatują po prostu, żeby ominąć te zanieczyszczenia atmosfery, tak?

Tak.

I porobić piękne fotografie gwiazd.

One po pierwsze muszą opuścić atmosferę po to, żeby widzieć dokładnie gwiazdy bez drgań atmosfery, po drugie – nie są za wysoko, bo to i koszty, i przede wszystkim radiacja, która jest w kosmosie trochę wyżej. No i latają sobie w tej chwili, pięć tych satelitów lata i po kolei...

Pięć czy sześć?

Jednego kanadyjskiego nie udało się uwolnić od rakiety, w związku z tym ten start kanadyjski był tylko w połowie udany, no ale w tej chwili wszystkie pozostałe pięć, czyli jeden kanadyjski, dwa austriackie, dwa polskie, są w fazie operacyjnej i już – przepraszam za kolokwializm – produkują dane naukowe, obserwują, obserwują gwiazdy.

16 miliardów dolarów to USA, miliard to Niemcy, ponad 170 milionów to Hiszpania. Mówię o wydatkach na badania w przestrzeni kosmicznej...

To już euro chyba, nie... No tak...

No, możliwe, ale chyba było to wszystko przeliczone na dolary. Jak przejdziemy na złotówki, to dopiero zacznie się przepaść. 20 milionów euro z racji członkostwa w ESA, w Europejskiej Agencji Kosmicznej, tyle wpłaca Polska mniej więcej, no i teraz 5 do 10 milionów  złotych przeznaczone na funkcjonowanie POLSY, czyli Polskiej Agencji Kosmicznej. To są nasze wydatki. Jak zestawić tamte, o których mówiłem, i te, no to właściwie by trzeba było zadać tylko jedno pytanie: w czym powinniśmy się specjalizować? Bo z takimi pieniędzmi nic innego poza specjalizacją nam nie pozostaje.

No i to właśnie... Znaczy ja bym chciał w tej chwili abstrahować od zagadnień naukowych, gdzie mamy swoje kawałki czy takie przestrzenie, w których jesteśmy dobrzy i w których naprawdę możemy robić ciekawe eksperymenty, i nas zapraszają do każdej misji praktycznie...

Amerykanie też, NASA też.

Tak, tak, oczywiście, Amerykanie, Rosjanie, Europejska Agencja Kosmiczna...

A Chińczycy?

Też, oczywiście. Natomiast to tak naprawdę na świecie jest margines, to znaczy wszystkie eksperymenty naukowe w kosmosie to jest margines w porównaniu z komercyjnością kosmosu, z normalnym wykorzystaniem przestrzeni kosmicznej, przemysłu kosmicznego do tego, żeby zarabiać, żeby przynosić dochody.

Zarabiać na komunikacji, na przewidywaniu pogody, na...

Zarabiać na wszystkim, zarabiać na dostarczaniu zdjęć, na łączności satelitarnej, na komunikacji w sensie telewizji czy telefonii, na używaniu tych zdjęć do różnego rodzaju celów, na... no, już nie mówię wręcz o takich bardzo zamkniętych kawałkach przestrzeni kosmicznej typu programy wojskowe czy obserwacje, to możemy pominąć. Natomiast rzeczywiście na kosmosie firmy zarabiają i to, w czym my się będziemy specjalizować, bo powiedzmy sobie szczerze, nie otwiera się programu kosmicznego albo nie wstępuje się do ESY po to, żeby robić prace naukowe. Przede wszystkim po to się wstępuje do ESY, żeby móc rozwinąć przemysł, który jest szalenie technologiczny, szalenie nowatorski i który pozwala na wykorzystanie tych właśnie najlepszych cech w każdym społeczeństwie młodych ludzi.

Ale bezpieczeństwo jednak jest problemem...

Bezpieczeństwo jest ważne, oczywiście, że tak.

...coraz ważniejszym, zważywszy choćby na tę destabilizację, której jesteśmy świadkami na Wschodzie. I tutaj Europa jednak postanowiła zbudować niezależny system nawigacji satelitarnej, zyskać lepszy dostęp do danych na temat zmian klimatu, ochrony środowiska, bezpieczeństwa. I to wszystko w tych dwóch projektach flagowych – Galileo i Copernicus.

Tak.

Jaki Polaków udział będzie w tych projektach?

Więc te projekty się, niestety, zaczęły przed tym, zanim żeśmy weszli do ESA, w związku z tym one mają...

Ale mają być realizowane od przyszłego roku.

One już są od dawna realizowane, przez satelity Galileo już są wystrzeliwane satelity dla Copernicusa, czyli dawnego GMES, on też już w tej chwili jest w bardzo zaawansowanej fazie budowy, co nie oznacza, że w przyszłości polskie firmy nie mogą w to wejść. I ja chciałem po prostu powiedzieć – trzeba od czegoś zacząć, trzeba dać polskim firmom możliwość odnalezienia się nawet w kawałku tej technologii kosmicznej. Ja nie mówię od razu, że będziemy budowali całe wielkie rakiety i wielkie satelity telekomunikacyjne. Niech znajdzie się kilka, kilkanaście firm, które będą w stanie pojedyncze podsystemy albo pojedyncze kawałki satelitów dostarczać na warunkach rynkowych. To jest bardzo dużo, to będzie naprawdę poważny, poważny postęp w tym, co się dzieje do tej pory.

Czy POLSA  pomaga w koordynacji działań?

Będzie pomagała, POLSA się w tej chwili organizuje, tak że trudno powiedzieć, czy będzie, ale to jest jej podstawowy obowiązek – ona ma koordynować te działania.

I te pieniądze, które zostały przez rząd na nią przeznaczone, to są wystarczające pieniądze?

Zależy, jak do tego podejść. Jeżeli potraktujemy POLSĘ jako biuro, które zajmuje się koordynacją i organizacją, to na początek prawdopodobnie tak. Jeżeli będziemy chcieli mieć Polską Agencję Kosmiczną podobną do Francuskiej Agencji Kosmicznej, czyli CNES-u, albo niemieckiego DLR-u, już nie mówię o NASA, no to wtedy te agencje mają swoje duże zaplecza technologiczne, tam, gdzie powstają nowe konstrukcje, nowe idee. I wtedy to tych pieniędzy jest zdecydowanie za mało.

Czy Polska kiedyś pośle w kosmos takiego satelitę nie nano, tylko takiego pełną gębą?

Pośle dość szybko.

To znaczy?

W tej chwili, w zeszłym roku NCBiR ogłosił konkurs na studio wykonalności na dwa duże satelity obserwacyjne. W tej chwili kończymy pisać studium wykonalności dla takich satelitów, czyli jest duża szansa, że w tym roku ten program ruszy. W tym momencie taki pierwszy satelita to jest 5–7 lat i jest operacyjny satelita na orbicie. Mówimy już w tym momencie o dużym satelicie rzędu kilkuset kilogramów, który ma rzeczywiste zdolności operacyjne na orbicie.

Dziękuję bardzo. Dr inż. Piotr Orleański, wicedyrektor Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk, był naszym gościem.

Dziękuję bardzo.

(J.M.)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak