Ekspert OSW: na Białorusi mamy stan przedrewolucyjny

Ostatnia aktualizacja: 17.03.2017 20:30
Sytuacja może wymknąć się władzom spod kontroli. Reżim się wypalił i nie ma pomysłu, jak rozmawiać z ludźmi - straszy ich Rosją, Majdanem. Dochodzi do brutalnych zatrzymań po protestach - to może wywołać oburzenie ludzi i doprowadzić do ruchów na większą skalę - o tym mówił Kamil Kłysiński, ekspert OSW, w rozmowie z Agatą Kasprolewicz, komentując protesty antyrządowe na Białorusi.
Audio
  • Wizyta sekretarza stanu USA w Azji i sytuacja na Białorusi (Więcej świata/Jedynka)
Protest niedarmozjadów w Mińsku 15 marca
Protest niedarmozjadów w Mińsku 15 marcaFoto: PAP/EPA/TATYANA ZENKOVICH

Na Białorusi trwają protesty antyrządowe. - Ludzi rozgniewał dekret o zapobieganiu pasożytnictwu społecznemu. Nazwa brzmi archaicznie, siega starych sowieckich tradycji walki z tzw. bumelanctwem, czyli unikaniem obowiązku pracy – tłumaczył badacz sytuacji politycznej i społecznej na Białorusi, Kamil Kłysiński z Ośrodka Studiów Wschodnich. Jak dodał, że władze białoruskie w ten sposób chcą nakłonić ludzi do powrotu do legalnej pracy czy jej podjęcia, jest to forma walki z szarą strefą. Ci którzy tego nie robią – muszą zapłacić rocznie około 200 dolarów.

"Dekret wyzwolił w ludziach odwagę"

Kamil Kłysiński odkreślił, że dekret to tylko pretekst, który wyzwala w ludziach odwagę, by mówić, jak im jest źle i jak pogorszyła się sytuacja w ostatnich latach.

I stąd na demonstracjach padają teraz wciąż hasła antyrządowe. "Dość", "odejdź", oprócz żądań poprawy sytuacji gospodarczej, godnych warunków, pracy.

"Stan jest przedrewolucyjny"

- Mamy do czynienia z mechanizmem przedrewolucyjnym. Nie jest to rewolucja - nie mamy setek tysięcy ludzi na ulicach, barykad, stan jest przedrewolucyjny. Teraz wiele zależy od zachowania władz i innych czynników – mówił ekspert Kamil Kłysiński.

Badacz dodał, że jest taki  klasyczny mechanizm dla rewolucji, fali protestów społecznych, kiedy wszystko zaczyna się od kwestii socjalnych, a dochodzą do tego w spontaniczny sposób postulaty polityczne, nie zawsze jest to wpływ opozycji białoruskiej – mówił.

Kamil Kłysiński powiedział, że mamy tu do czynienia z autentycznym oburzeniem ludzkim. Ludzie widzą, że nie dzieje się dobrze, do haseł odnoszących się do kwestii bytowych, socjalnych, dołączają postulaty demokratyzacji, wyborów lub mówią Łukaszence "odejdź".

Gość Jedynki zgodził się, że sytuacja może się wymknąć władzom spod kontroli, jeśli te będą drażniły ludzi swymi wypowiedziami. Ekspert zaznaczył, że z wypowiedzi ludzi na manifestacjach wynika, że nie ufają władzom. A protesty ogarniają cały kraj, również małe miejscowości - komitet organizacyjny protestów "Nie jesteśmy darmozjadami" organizuje protesty i w niedużych miastach. Na ulice wychodzą ludzie, którzy nie zajmowali się opozycją, ani polityką.

Władzom deklarują, że postępują adekwatnie w tej sytuacji - niby demonstracji się nie rozpędza. Jednak potem następują brutalne zatrzymania. Ludzie widząc je, oburzają się. Od takiego poczucia oburzenia na brutalność władze zaczynają się większe rewolucje - mówił ekspert.

Czy Moskwa nie wykorzysta tej sytuacji? Ekspert mówił, że to pytanie trzeba sobie zadawać. Relacje Mińska z Moskwą są w ostatnim czasie napięte bezprecedensowo. - Może być bardzo nerwowo - mówił ekspert. Wiele jest napięcia, niejasności wobec manewrów Zapad, które będą jesienią - zaznaczył. Czy Rosja będzie chciała je wykorzystać dla swoich celów? - Nie jest to wykluczone, mówił ekspert, bo Rosja może próbować to robić przy pomocy mediów czy finansowanych przez siebie organizacji. Podkreślił, przy tym stanowczo że nieśmiałe próby rozpalenia prorosyjskich nastrojów na wiecach są tłamszone, albo nie znajdują zwolenników, operator rosyjskiej telewizji został zakrzyczany, wołano "hańba". Tak było na demonstracji 15 marca.

A co na to wszystko Unia Europejska? - Obserwuje te wydarzenia ostrożnie i z uwagą - mówił ekspert. Jak zaznaczył, jeśli represje będą się nasilać, mogą zmienić formę relacji UE i Białorusi.

Ekspert OSW opowiedział też o tym, że w telewizji pokazuje się materiały operacyjne KGB, które mają sugerować rzekome machinacje po stronie opozycji.

Więcej w audycji Jedynki. Zachęcamy serdecznie do wysłuchania rozmowy.


***

W programie była mowa też o wizycie sekretarza stanu USA w Azji. Komentował ją znawca Azji Rafał Tomański (TVP Info).

Rafał Tomański, fot. Jacek Konecki Rafał Tomański, fot. Jacek Konecki

***

Tytuł audycji: "Więcej świata"

Prowadzi: Agata Kasprolewicz

Goście: Kamil Kłysiński (Ośrodek Studiów Wschodnich), Rafał Tomański

Data emisji: 17.03.2017

Godzina emisji: 18.15

agkm/gs

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Białoruskie media: po co Rosji 4 tysiące wagonów na manewry na Białorusi?

Ostatnia aktualizacja: 30.11.2016 18:13
Podczas wcześniejszych podobnych ćwiczeń o kryptonimie "Zapad" (Zachód) do przewozu żołnierzy i uzbrojenia wykorzystywano od pięćdziesięciu do stu dwudziestu pięciu wagonów kolejowych - twierdzą białoruskie media niezależne.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Białoruś: spotkanie wiceszefów MSZ krajów V4 i Partnerstwa Wschodniego

Ostatnia aktualizacja: 15.03.2017 12:00
Z inicjatywy Polski i Białorusi odbyło się w środę w Mińsku spotkanie wiceministrów spraw zagranicznych państw Grupy Wyszehradzkiej (V4) i Partnerstwa Wschodniego. Główne tematy to współpraca transportowa, edukacyjna i regionalna. 12 kwietnia w Warszawie ma się odbyć spotkanie szefów MSZ.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Polska i Białoruś w historycznym momencie. Białoruś wrze. "Teraz stanowisko Polski jest kluczowe dla Białorusi”

Ostatnia aktualizacja: 17.03.2017 22:00
Białoruś ma szansę stać się krajem demokratycznym, stanowisko Polski jest w tej kwestii kluczowe, zwłaszcza w obliczu agresji Rosji  – o tę świadomość apelował b. wiceszef dyplomacji Białorusi Andrej Sannikau. Polska powinna powiedzieć Europie, że trzeba przygotować się do zmian na Białorusi - mówił. Rezygnacja z programów pomocowych dla Białorusi to błąd – mówił z kolei b. wiceszef MSZ Paweł Kowal. Zwrócił uwagę na podwójne standardy w polskiej polityce, których ofiarą pada społeczeństwo Białorusi.
rozwiń zwiń