Brutalne tłumienie protestów w Birmie. Patryk Kugiel: armia już traci cierpliwość

Ostatnia aktualizacja: 29.03.2021 19:05
Z rąk birmańskich sił bezpieczeństwa, które w sobotę otworzyły ogień do prodemokratycznych demonstrantów w różnych częściach Birmy, zginęło 140 osób - informuje birmański portal Myanmar Now. Wśród ofiar są dzieci. Kraje Zachodu ostro potępiają działania birmańskiej junty, a protesty trwają od połowy lutego. 
Siły zbrojne Mjanmy przygotowują się do rozprawienia się z pokojowymi demonstrantami
Siły zbrojne Mjanmy przygotowują się do rozprawienia się z pokojowymi demonstrantamiFoto: Shutterstock/Robert Bociaga Olk Bon

Mjanma PAP-663.jpg
Wojskowy zamach stanu w Birmie. Chiny odrzucają oskarżenia o wspieranie puczu

"76. obchody Dnia Sił Zbrojnych zostaną zapamiętane jako dzień terroru i hańby. Zabójstwa nieuzbrojonych cywilów, w tym dzieci, to czyny nie do obrony" - ogłosiła na Twitterze i na Facebooku ambasada UE w Birmie. 

Do rozprawienia się z demonstrantami doszło w dniu sił zbrojnych, gdy przywódca rządzącej junty generał Min Aung Hlaing zapewniał, że wojsko będzie chronić ludzi i dążyć do demokracji.

- Z pewnością armia traci już cierpliwość. Wydawało im się, że uda im się szybciej uporać z protestami, gdyż na początku reakcja armii nie była tak radykalna - mówi w Programie 1 Polskiego Radia Patryk Kugiel z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. - Dość długo pozwalano na pokojowe manifestacje, później powoli zaczęto pacyfikować pojedyncze grupy w pojedynczych miejscach w Birmie i to nakręcało spiralę. Po kolejnych zgonach protestujących coraz więcej osób wychodziło na ulicę. Nie udało się zastraszyć ludzi, którym pucz wojskowy się nie podobał - ocenia ekspert. 

Czytaj również: 

Masowe protesty i strajki

Od ponad miesiąca trwają masowe protesty i strajki przeciwko wojskowej juncie, która 1 lutego obaliła demokratycznie wybrany rząd Narodowej Ligi na rzecz Demokracji i aresztowała jej przywódczynię, laureatkę Pokojowej Nagrody Nobla Aung San Suu Kyi. Wojskowe władze postawiły jej szereg zarzutów kryminalnych.

Demonstranci, wychodząc na ulicę, uzbrajali się m.in. w kaski czy ochraniacze z procami. - Protestujący protestują bez użycia broni palnej, zabezpieczają siebie tym, co mają pod ręką -mówi gość audycji. - Co jest ciekawe, to to społeczeństwo nie daje się tak łatwo zastraszyć i wydaje mi się, że eskalacja przemocy w sobotę miała być ostatecznym pokazaniem ze strony armii, że żarty się skończyły i będzie bardzo brutalna pacyfikacja. To pokazuje, że wcześniejsza strategia zawiodła i teraz armia już przekroczyła pewien Rubikon i będzie coraz bardziej brutalna - uważa Patryk Kugiel. 

Ponadto w audycji:

- O bezzwłoczne udzielenie pomocy lekarskiej w więzieniu opozycjoniście Aleksiejowi Nawalnemu zaapelowała grupa rosyjskich lekarzy w liście otwartym. Ocenili oni, że bóle, które dokuczają Nawalnemu, mogą świadczyć o powikłaniach po próbie otrucia. W apelu skierowanym do służb więziennych i do władz Rosji medycy oceniają, że Nawalnego powinni zbadać specjaliści, w tym lekarze szpitala Charite w Berlinie. Opozycjonista był tam leczony po próbie otrucia w sierpniu zeszłego roku. Nawalny ma silne bóle kręgosłupa i problemy z prawą nogą. O problemach ze zdrowiem, które zaczęły się u opozycjonisty w areszcie i kolonii karnej, poinformowali najpierw jego współpracownicy. Adwokaci, którzy widzieli się z nim w czwartek, ostrzegli, że jego stan jest "nadzwyczaj niekorzystny". Gościem audycji był Marek Menkiszak z Ośrodka Studiów Wschodnich. 

- Premier Armenii Nikol Paszynian zadeklarował, że w kwietniu ustąpi ze stanowiska, by w kraju mogły odbyć się przedterminowe wybory. Aby głosowanie mogło się odbyć, premier musi podać się do dymisji. Jeśli parlamentowi dwukrotnie nie uda się wybrać nowego szefa rządu, zostanie automatycznie rozwiązany, po czym rozpisane zostaną wybory. Nowego premiera wskazuje większość parlamentarna. Wybory mają pomóc w rozwiązaniu kryzysu politycznego, który ma miejsce w kraju po przegranym przez siły ormiańskie starciu z Azerbejdżanem. Korespondencja Macieja Jastrzębskiego. 

- Co najmniej 14 osób zostało rannych w zamachu samobójczym przed katolickim kościołem w indonezyjskim mieście portowym Makassar, stolicy prowincji South Sulawesi. Jak informuje indonezyjska policja, jeden ze sprawców ataku związany był z ugrupowaniem, które w 2018 roku dokonało zamachu na Filipinach. W 2018 roku w indonezyjskim mieście Surabaja doszło do serii ataków bombowych na kościoły chrześcijańskie. Za zamachami samobójczymi stali islamscy terroryści z JAD, organizacji powiązanej z tak zwanym Państwem Islamskim. W atakach na kościoły w 2018 roku zginęło ponad 30 osób. Więcej w felietonie Magdaleny Skajewskiej. 

Zapraszamy do wysłuchania całej audycji. 

    ***

    Tytuł audycjiWięcej świata 

    Prowadził: Michał Strzałkowski 

    Goście: Marek Menkiszak (OSW), Patryk Kugiel (PISM)

    Data emisji: 29.03.2021

    Godzina emisji: 17.31

    IAR/ans