Wspominamy Krzysztofa Kowalewskiego. "Miał niebywałą zdolność do arcydzieł"

Ostatnia aktualizacja: 08.02.2021 15:24
Krzysztof Kowalewski przez całą swoją karierę zagrał tysiące ról teatralnych, telewizyjnych i radiowych. Wiele z nich określonych zostało jako wybitne. - Aktorstwo jest dla mnie jakby życiem. Cenię je i taką mam pasję. Nie rozdzielam tego od życia - mówił Krzysztof Kowalewski. A jak go wspominają przyjaciele i inni artyści?
Krzysztof Kowalewski
Krzysztof KowalewskiFoto: Archiwum Leszczyński/PAP

kowalewski teatr pap_20051217_05X 1200.jpg
Krzysztof Kowalewski nie żyje. Aktor zmarł w wieku 83 lat
Posłuchaj
44:02 2021_02_07 22_12_15_PR1_Kulturalna_Jedynka.mp3 Krzysztof Kowalewski posiadał wyczucie tego, co jest prawdą w scenie, co jest śmiesznością człowieka, co jest jego bolączką czy wadą (Kulturalna Jedynka)

Krzysztof Kowalewski zmarł w sobotę (6.02) w wieku 83 lat. Jego przyjaciołom i kolegom nadal jest trudno, mówiąc o nim, używać czasu przeszłego. Dlatego też często wspominają go w czasie teraźniejszym.

"Kocham pana, panie Sułku"

Ról, w które wcielił się ten wybitny aktor, w zasadzie nie można zliczyć. Było ich przecież tak dużo… Jedną z najbardziej kojarzonych z nim kreacji była postać pana Sułka ze słuchowiska Jacka Janczarskiego "Kocham pana, panie Sułku", w którym stworzył mistrzowski duet z Martą Lipińską.

- To jest wielkie szczęście, kiedy pracuje się z kolegą, którego tak się lubi i ceni. To nie jest przypadek. Poza tym, kiedy rozmawiamy ze sobą na różne inne tematy, okazuje się, że świetnie rozumiemy się i że mamy bardzo podobne poglądy na wiele spraw oraz podobny gust, co jest bardzo ważne w sztuce (…). Krzyś ma słodki charakter, jest spolegliwy. Z nim ugoda jest bardzo łatwa. Wzajemnie uczy się od siebie, bo on ma bardzo dobre słowo - mówiła o Krzysztofie Kowalewskim w archiwalnej rozmowie Marta Lipińska.

Marta Lipińska przyznała, że postać Sułka była całkiem inna od tego, jaki Krzysztof Kowalewski był w rzeczywistości. Sułek był bowiem abstrakcyjnym żartem i totalną zabawą.

Jego śmierć była zaskoczeniem

- Jego śmierć bardzo mnie poruszyła, ale też zaskoczyła. Zawsze myślałam o nim jako o kimś dużo młodszym. Próbowałam przeanalizować, skąd to się bierze, że ta cyfra 8 w ogóle nie kojarzy się z nim. Być może tusza Krzysia przesłaniała przez wiele lat jego wiek. W związku z tym on się nie zmieniał. Od zawsze jawi się jako ciepła, serdeczna postać, która wierci się, która jest w różnych inicjatywach, która ma pomysły i która też ochrania - wspomina Ewa Błaszczyk, aktorka i żona nieżyjącego już Jacka Janczarskiego.

Nie każdy może być aktorem

Popularność Krzysztofa Kowalewskiego zbudowały też filmy, m.in. "Miś", "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" i "Brunet wieczorową porą". Sam jednak mówił, że to teatr decyduje o wartości aktora. - Aktorstwo jest dla mnie jakby życiem. Cenię je i taką mam pasję. Nie rozdzielam tego od życia. W tej chwili aktorem może być każdy, ale tylko z nazwy… modelka, piosenkarz… Zastanawiam się, jak moglibyśmy się obronić (przed tym - red.). My, czyli ci, którzy uprawiamy teatr i wiemy, że teatr jest takim sprawdzianem, gdzie okazuje się, że nie każdy może być aktorem oraz że jest to tylko dla tych wybranych, którzy potrafią - wyjaśniał Krzysztof Kowalewski.

Talent do znajdowania smaczków

A jak go wspominają aktorzy, z którymi grał na deskach Teatru Współczesnego w Warszawie? - Nie przychodzi mi do głowy nikt inny, kto posiadałby taką pogodę ducha jak Krzyś. Naprawdę nie spotkałem drugiego takiego faceta, który miałby tyle dobrej, pozytywnej energii w sobie. On ma swoje lata, jest bardzo utytułowanym, wspaniałym, znanym i uwielbianym przez wszystkich widzów i kolegów aktorem - mówił w archiwalnej rozmowie Andrzej Zieliński.

Katarzyna Dąbrowska dołączyła do Teatru Współczesnego 30 lat później niż Krzysztof Kowalewski. Co czuła podczas pierwszych spotkań z tym wybitnym aktorem? - Oczywiście, że miałam tremę. Praktycznie została ona do końca. Zawsze miałam myśl, że jest to ten wielki Krzysztof Kowalewski. Cały czas czułam respekt. Natomiast on nigdy nie dawał odczuć, że ktoś jest młodszy. Był potwornie ciepłą osobą i mądrym człowiekiem. Mam wrażenie, że był człowiekiem, który z równą sympatią traktował każdego człowieka i z równym zainteresowaniem do niego podchodził - opowiada.

- Miał niebywałą zdolność do znajdowania smaczków we frazie i robienia z tego takich arcydzieł. Posiadał wyczucie tego, co jest prawdą w scenie, co jest śmiesznością człowieka, co jest jego bolączką czy wadą i potrafił to wspaniale oddać. Jednocześnie było to potwornie śmieszne, ale też często bardzo wzruszające. Umiał oddać taką wieloznaczną złożoność ludzkiej natury - mówi Katarzyna Dąbrowska, by dodać: - i wciągał nas zawsze na słoneczną stronę ulicy. 

Jego życie to nie tylko komedie

Jak okazuje się, jego dzieciństwo nie było łatwe. Przeżył pogrom kielecki, a uciekając z matką do Warszawy, dowiedział się, że jest Żydem. - Spytałem go kiedyś, czy tam był. Mówił, że tak. Wrócił do tej kamienicy, w której mieszkał. Przez okno widział tę kamienicę, z której wyrzucali ludzi przez okno - komentuje Juliusz Ćwieluch, autor wywiadu rzeki z Krzysztofem Kowalewskim.

- Krzysiek miał bardzo trudne życie i to nie tylko dzieciństwo. Późniejsze życie też go nie oszczędzało. Był taki moment, kiedy w zasadzie wychowywał się sam, a matka jeździła do pracy do teatru. Próbowała pozbyć się tej wojennej traumy i rzuciła się w wir pracy. Jeden z jego kolegów opowiadał, że kiedyś przyszedł do niego na wagary strasznie głodny. Jedyne, co znalazł, to taka sucha pajdka chleba. Zrobiło się strasznie głupio, ponieważ uświadomił sobie, że to jest wszystko, co on dzisiaj ma i wszystko, co ma na najbliższe dni - tłumaczy Juliusz Ćwieluch.

- Ta tragedia, która siedziała w nim gdzieś głęboko oraz takie pękniecie, można powiedzieć, że pozwalały mu patrzeć na świat z pewnym dystansem - dodaje Juliusz Ćwieluch.

Czytaj także:

W 1969 swoje premiery miały dwa filmy w reżyserii Janusza Majewskiego: "Urząd" oraz "Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię". Krzysztof Kowalewski w obu zagrał role dramatyczne. - Miał wielki talent aktorski i szczególnie komediowy. Ale zwłaszcza na początku grywał też dramatycznie. W "Urzędzie" dałem rolę, w której zagrał w sutannie. Po wielu jego rolach wyobrażamy sobie, że dlatego był w sutannie, aby być śmiesznym. A on zagrał poważną rolę… Tak samo w "Zbrodniarzu, który ukradł zbrodnię" zagrał świadka napadu bez żadnych elementów komediowy. Później zaczął iść w kierunku komedii (..). O każdej współpracy z nim i o każdej jego roli mógłbym mówić właściwie same komplementy - wspomina Janusz Majewski.

- Kiedy dowiedziałem się o jego śmieci, wróciło do mnie wspomnienie ostatniego spotkania. Odbyło się ono przypadkowo, jeszcze przed pandemią, kiedy spotkaliśmy się w galerii. On siedział na ławeczce, czekał na swoją żonę, która robiła zakupy, a ja usiadłem obok niego. Rozmawialiśmy i jednocześnie poczułem coś takiego, co jednak czuje się rzadko. Poczułem, jak bardzo uczuciowo jestem z nim związany i jak bardzo lubimy się wzajemnie - zdradza Janusz Majewski.

***

Tytuł audycji: Kulturalna Jedynka

Prowadziła: Anna Stempniak

Data emisji: 7.02.2021 

Godzina emisji: 22.12

DS

Czytaj także

"Był też wybitnym aktorem dramatycznym, nie tylko komediowym". Wspomnienie o Krzysztofie Kowalewskim

Ostatnia aktualizacja: 06.02.2021 21:01
- Krzysztof Kowalewski zagrał w niezliczonych ilościach filmów i w wielu wybitnych przedstawieniach teatralnych - wspominał na antenie Polskiego Radia 24 dr Mikołaj Mirowski, historyk i publicysta.
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Komediowość bardzo szczególnego rodzaju". Prof. Osterloff o Krzysztofie Kowalewskim

Ostatnia aktualizacja: 06.02.2021 20:56
- Krzysztof Kowalewski był aktorem, który potrafi łączyć w rolach komediowych takie środki, które budzą śmiech na widowni, radość z elementami dramatu – powiedziała o zmarłym artyście Krzysztofie Kowalewskim prof. Barbara Osterloff, wykładowca Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza.
rozwiń zwiń