Rozmowa z Jackiem Protasiewiczem

Ostatnia aktualizacja: 16.04.2012 07:15

Roman Czejarek: Przenosimy się teraz do wrocławskiego studia Polskiego Radia, Jacek Protasiewicz, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. Dzień dobry, witamy.

Jacek Protasiewicz: Dzień dobry panom, dzień dobry państwu.

Krzysztof Grzesiowski: Dzisiaj, panie pośle, o jedenastej werdykt Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, skarga rodzin katyńskich, chodzi o traktowanie rodzin ofiar zbrodni katyńskich przez władze rosyjskie. Może doprecyzujmy za dzisiejszą choćby prasą, że Trybunał wyda orzeczenie, czy Rosja narzuciła Europejską Konwencję Praw Człowieka. Skargę do Trybunału złożyło piętnaścioro krewnych rodzin ofiar zbrodni NKWD z 40 roku, którzy oskarżyli władze Rosji o nierzetelne śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej. Sprawa jest głośna, tym bardziej w związku z czwartkową publikacją w dzienniku Moskowskije Nowosti. Otóż piszą Rosjanie, dziennikarze rosyjscy, że Rosja nie odpowiada za zbrodnię katyńską, a Polacy proces przegrali. Taki przeciek podobno się w ogóle jeszcze nie zdarzył w historii działalności Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

J.P.: No dokładnie, tu chciałem wyraźnie zaznaczyć, że te rewelacja Moskowskich Nowosti to są informacje mniej więcej tyle warte, ile publikacje każdego tego typu dziennika, który goni za sensacją, bardziej bulwarowego niż informacyjnego, bowiem proszę mi wierzyć, że te europejskie standardy prawnicze, w tym orzekania w tak skomplikowanych sprawach jak ta, z którą zwróciły się rodziny katyńskie, ma inne zupełnie standardy niż sądownictwo europejskie, a więc już w piątek przewidywanie, jaki będzie wyrok Trybunału w poniedziałek, nie mieści się w tych strasburskich czy europejskich standardach. I proszę mi wierzyć, że jestem przekonany, iż te rewelacje  prasy rosyjskiej to był zupełny blef, blef, o których wielu komentatorów mówi, próbuje przykryć to, czego się Rosjanie obawiają, obawiają się, że dzisiejszy wyrok będzie dla nich niekorzystny, bo też i fakty są takie. Niestety, cokolwiek mówić o odpowiedzialności Rosji, czy ona jest w sensie prawnym czy politycznym zbrodnią reżimu stalinowskiego, to sposób, w jaki ówczesne... współczesne władze rosyjskie podeszły do prośby ofiar zbrodni katyńskiej, sposób, w jaki śledztwo zostało przeprowadzone, a w zasadzie nieprowadzone, utajnienie tego śledztwa, brak dostępu do akt, do dokumentów świadczy... znaczy urąga tym europejskim standardom prowadzenia procesów i urąga tej Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, która została podpisana m.in. przez Rosję jako... już po rozpadzie Związku Radzieckiego. A więc dobrze, że rodziny ofiar zamordowanych w Katyniu wystąpiły do Trybunału strasburskiego, dobrze, że rząd polski wsparł tę prośbę, czyniąc z tego wniosku postulat dużo silniejszy niż tylko i wyłącznie skarga obywatelska i liczymy, że dzisiejszy wyrok będzie wyrokiem sprawiedliwym, a więc takim, który wyraźnie stwierdzi:  Rosjanie w tej sprawie mataczą.

K.G.:  Według prawników, ekspertów dzisiejsze orzeczenie, dzisiejszy werdykt ma stwierdzić naruszenie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka przez Rosję, poniżające traktowanie krewnych ofiar zbrodni podczas śledztwa, odmowa rehabilitacji prawnej oficerów czy też wreszcie brak należytej współpracy z Trybunałem. Ale wszystko wskazuje na to, że bez względu na to, jaki ten werdykt będzie, to i tak trafi do Wielkiej Izby Trybunału, czyli drugiej ostatecznie już do instancji.

J.P.: Należy zauważyć, że w przypadku...

K.G.:  Odwołamy się albo my, albo Rosjanie. Proste.

J.P.: Tak, należy założyć, że... Tak jest, to prawda, że albo my, albo Rosjanie, przyjmując nawet tę dużo bardziej optymistyczną, ale też i bardziej prawdopodobną wersję wydarzeń dzisiaj, korzystną dla strony zasądzającej, czyli dla rodzin ofiar, dla naszej polskiej strony, to możemy być więcej niż pewni, że Rosjanie będą odwoływali się do izby wyższej Trybunału, do II instancji, ale proszę mi wierzyć, że ja jestem przekonany, że w tej sprawie fakty są oczywiste i dowody są niezbite. Rzeczywiście to jest prawda, że nie potraktowano rodzin, tej sprawy nie potraktowano tak z należytą powagą, jaka jej powinna być poświęcona. Rodzin katyńskich jako reprezentantów już nieżyjących polskich oficerów nie traktowano w sposób taki, w jaki wymagają europejskie standardy prawa, a nawet jak wymaga ta właśnie Konwencja, której Rosja jest stroną. No i wreszcie stwierdzając, że mord katyńskich był zbrodnią, ale nie zbrodnią wojenną ani zbrodnią w rozumieniu ludobójstwa, de facto naruszono ja bym powiedział zdrowy rozsądek na taką racjonalną ocenę tej całej sytuacji. I jestem przekonany, że sędziowie w Strasburgu dzisiaj podzielą tę polską opinię na temat sposobu, w jaki śledztwo było prowadzone i że Rosjanie będą próbowali znaleźć... przedłużyć ostateczny wyrok, odwołując się do drugiej instancji, ale druga instancja powinna podzielić ten wyrok, to dzisiejsze orzeczenie.

K.G.:  I potwierdzić wyrok pierwszej. Panie przewodniczący, i jeszcze jeden temat, sprawa panu bliska, tylko musimy się cofnąć o dni jedenaście, 5 kwietnia, narada rządowa z udziałem prezydenta Aleksandra Łukaszenki, rzecz dzieje się na Białorusi, wtedy zapowiedział on, że w bliskiej przyszłości może podjąć decyzję w sprawie (i tu cytat) „osób zwanych na Zachodzie więźniami politycznymi”. Minęło kilka dni i oto zostali uwolnienie z więzień Andriej Sannikow, były kandydat na prezydenta Białorusi, i Źmicier Bandarenko, który był mężem zaufania Sannikowa w kampanii wyborczej, jest koordynatorem projektu „Europejska Białoruś”. Czy to uwolnienie tych dwóch polityków to efekt sankcji ekonomicznych nałożonych przez Unię Europejską?

J.P.: Tak, ja nie mam wątpliwości, że twarda postawa wobec reżimu białoruskiego, a zwłaszcza dwa miesiące temu rozpoczęcie procedury wdrażania sankcji ekonomicznych, stopniowe, powolne, ale jednak wprowadzanie tych sankcji spowodowało po raz pierwszy taką reakcję, jakiej byśmy oczekiwali w Mińsku, czyli władze białoruskie po takim naprężeniu muskułów, po wyproszeniu ambasadorów polskie i unijnego poszły po rozum do głowy i najpierw złagodziły swoje stanowisko wobec ambasadorów, twierdząc, że chętnie by ich z powrotem widzieli w swojej stolicy, a po drugie zaczęto wreszcie wypuszczać tych najbardziej głośnych, najbardziej pokrzywdzonych więźniów politycznych, no bo nie ma wątpliwości, że ktoś taki, jak Andriej Sannikow, który został skazany głównie za to, że ostro krytykował Aleksandra Łukaszenkę w czasie kampanii wyborczej i że miał śmiałość wystąpić jako jego konkurent w tych wyborach prezydenckich w 2010 roku, no to się inaczej nie kwalifikuje jak więzień sumienia, więzień polityczny, cokolwiek by o tym władze białoruskie mówiły. No i uwolnienie jego, uwolnienie Bandarenki, czyli ważnego członka jego sztabu, to jest pierwszy krok do tego, ażeby sytuacja na Białorusi zaczęła normalnieć, a w konsekwencji mogą też zacząć normalnie wyglądać relacje unijno-białoruskie, na czym Białorusi zależy.

K.G.:  Obaj ci politycy mieli zwrócić się z prośbą do prezydenta Łukaszenki o ułaskawienie, ale tymczasem w więzieniach przebywa jeszcze kilkanaście osób, także więźniów politycznych czy więźniów sumienia i m.in. Mikoła Statkiewicz, także były kandydat na prezydenta, czy Aleś Bialacki, szef organizacji praw człowieka „Wiasna”. Oni z taką prośbą się nie zwrócili. To znaczy że w tych więzieniach będą siedzieć, czy mimo wszystko Aleksandr Łukaszenka zmieni zdanie, jak pan sądzi?

J.P.: Warunki ze strony Unii Europejskiej są Aleksandrowi Łukaszence znane. Jeśli chce dialogu z Europą politycznego, dyplomatycznego, ale w konsekwencji nie chodzi wyłącznie o wymianę uprzejmości i kontakt, ale chodzi o możliwości korzystania z kapitału europejskiego, czy to tego publicznego, który jest w bankach zarządzanych przez Unię Europejską, czy tego prywatnego, który mógłby inwestować na Białorusi, a dzisiaj nie inwestuje, obawiając się, że sytuacja polityczna i relacje białorusko-unijne mogą być zagrożeniem dla tych prywatnych pieniędzy tam inwestowanych, jeżeli tego Białorusini potrzebują od Europy, muszą wypuścić wszystkich więźniów politycznych. Unia Europejska nie będzie prowadziła współpracy ze swoim sąsiadem, jeśli tam w taki elementarny sposób będą łamane prawa człowieka. To jest warunek minimum wypuszczenie więźniów, od którego można rozpocząć dialog i rozmowy, natomiast to, czy ta współpraca będzie się układać dobrze czy nie, zależeć będzie również  od tego, jak wyglądać będą wybory parlamentarne, które są jesienią tego roku zapowiedziane na Białorusi. No i to jest doświadczenie z 2010 roku, czyli z wyborów prezydenckich, nakazuje dużą ostrożność w relacjach z władzami białoruskimi. Już dzisiaj wiemy – nie wystarczą deklaracje, muszą iść za tymi deklaracjami czyny. Nie wystarczą obietnice, muszą być fakty. Dlatego będziemy oczekiwali dalszych zwolnień. Myślę, że skoro został zrobiony pierwszy krok, to jest szansa na kolejne bez względu na to, czy ci więźniowie, o których panowie mówili, napiszą prośbę o ułaskawienie, czy nie.

K.G.:  Dziękujemy za rozmowę i za spotkanie. We wrocławskim studiu Sygnałów dnia wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Jacek Protasiewicz.

J.P.: To ja dziękuję za zaproszenie, miłego dnia.

(J.M.)