Czarno-Czarni & Holly Shepherd "An English Film"

Ostatnia aktualizacja: 11.02.2013 17:10
Piosenki będzie można posłuchać na antenie Jedynki we wtorek w "Sygnałach dnia" ok. godz. 8.05, w "Czterech porach roku" ok. godz. 11.10, w "Muzycznej Jedynce" ok. godz. 14.10 i w "Popołudniu z Jedynką" o 17.05.
Czarno-czarni
Czarno-czarni Foto: facebook.com/CzarnoCzarni

Wtorkowa Piosenka dnia Jedynki to drugi singiel promujący najnowszą płytę zespołu Czarno-Czarni & Holly Shepherd, zatytułowaną "The Power Of The Dance Floor".
Historia albumu zaczęła się w listopadzie 2009 roku, kiedy to ukazała się ostatnia płyta zespołu "Nudny świat" z gościnnym udziałem Ani Rusowicz, Urszuli i amerykańskiej wokalistki Holly Shepherd.
Ten krążek dał początek polsko-amerykańskiemu mariażowi  muzycznemu. Rok po premierze albumu grupa zdecydowała się na nagranie kolejnego longplaya z udziałem Holly. Prace nad albumem rozpoczęły się w pierwszych miesiącach 2012 roku. W maju pierwszy singiel z płyty utwór „Day lovely Day” miał premierę na antenie Radiowej Jedynki. Do tej piosenki powstał także teledysk. Prace nad anglojęzycznymi wersjami utworów zakończyły się tuż przed rozpoczęciem letniej trasy koncertowej w 2012 roku zespołu Czarno-Czarni, co znacznie opóźniło wydanie krążka. W październiku grupa ponownie weszła do studia i zakończyła prace nad albumem.
Na płycie znajduje się jedenaście premierowych utworów, dwa z nich to wersje instrumentalne. Kompozycje to przede wszystkim klimatyczne ballady i rockandrollowe, energetyczne utwory.
Czarno-Czarni wciąż poruszają się w brzmieniach lat 60’. Utwór „An English film” powstał jako jeden z pierwszych. „Holly weszła do studia i w kilkanaście minut piosenka była gotowa.”- mówi Jarek Janiszewski, autor słów. To utwór o przewrotności losu, o trudnych sytuacjach i sposobie na ich błyskawiczne rozwiązanie. „Wiem, że to nie łatwe, smutek zamienić w śmiech. Jeśli tego nie zrobisz, żywcem pożre cię stres. To nasze motto. – dodaje artysta.”
Obecność wokalistki z Nashville wydobyła na wierzch szpiegowskie napięcie i gangstersko lodowaty niepokój. Holly Shepherd od lat współpracuje z grupami takimi jak Scorpions, Sugar Daddies ,czy Jim Belushi Blues Brothers.
Płyta prowadzi bezbłędnie poprzez klimatyczne ballady i żwawo podskakuje na wybojach rockandrolla, nie wypadając ze swingu. Narkotyczny urok głębokiego jak czarne jezioro głosu Holly opiera się pewnie na doskonale zagranych i wyprodukowanych dźwiękach, za które odpowiada czarno-czarny gang producentów. Słuchając brzmienia gitary, odruchowo można zmrużyć oczy i zacząć żuć zapałkę. Saksofon snuje historie o zgorzkniałych detektywach, sekcja podkręca temperaturę, klawisze błyskają skradzionymi diamentami.
Muzycznie, najnowsze  jest doskonałym, zupełnie na poważnie zrobionym materiałem z lat 60-tych, nie stroniącym od nostalgii, czasem zmysłowym, czasem wariacko - wesołym, zawsze gorącym.  Jest w tym wszystkim coś filmowego, jakby się oglądało Crime Story i przeżywało Cudowne Lata. 11 utworów przywołuje plastyczne wizje, oddziaływujące na wyobraźnię i w 100% rasowe. Po trzech utworach zapomina się po prostu, że płyta nagrana została teraz,  a właściwie,   zapomina się który dziś rok.

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak