Mali tułacze. Polskie dzieci z Pahiatua

W dzieciństwie przeżyli koszmar, utracili najbliższych, skazani na tułaczkę trafili na drugi kraniec świata. Chociaż byli skazani przez totalitarny system na zagładę, z labiryntu historii wyszli obronną ręką.
Nowa Zelandia. Zdjęcie ilustracyjne
Nowa Zelandia. Zdjęcie ilustracyjneFoto: Shutterstock/Anton Balazh
O Audycji

17 września 1939 roku Armia Czerwona wtargnęła w granice Rzeczpospolitej Polski pod pozorem ochrony mniejszości ukraińskiej i białoruskiej przed agresja niemiecką. Niebawem na zajętych terenach swoje rządy rozpoczął Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych NKWD, organizując wywózki Polaków w głąb Rosji.

Deportacje dotknęły najpierw mężczyzn w wieku poborowym a potem osoby starsze, kobiety i dzieci. W dzisiejszym "Labiryncie historii" mówiliśmy o niezwykłych, wstrząsających losach tysięcy polskich dzieci, z których kilkaset znalazło opiekę i ocalenie na drugim końcu świata, w Nowej Zelandii. Nowy dom - oddalony 20 tys. kilometrów od Polski.

- Były to dzieciaki, które należały do rodzin inteligenckich, wojskowych, nauczycieli - mówi Ilona Gosiewska, prezes stowarzyszenia Odra-Niemen.

Polskie osierocone dzieci dotarły do Nowej Zelandii na początku listopada 1944 roku, po 5 latach pełnej tragicznych wydarzeń tułaczki. Żona polskiego konsula Maria Wodzicka, przy pomocy pomocy swego męża oraz dzięki wsparciu Janet Frazer, żony nowozelandzkiego premiera Petera Frazera, przekonała rząd i parlament, aby zorganizować ośrodek dla małych polskich uchodźców oraz ich opiekunów, w którym mogli mieszkać na koszt rządu nowozelandzkiego.

- Były to przewiewne baraki, ale było w nich ciepło. Nie było tam zim. Było jedynie mokro czasami, jak deszcze padały. Każdy miał swoje łóżeczko, koc, była jadalnia i bardzo smaczne jedzenie. Pytano nas nawet, jaki chleb wolimy: biały czy ciemny. Była dobra opieka a dzieci się uczyły, co było najważniejsze - wspomina Anna Załuska z domu Bednarska.

Obdarowani kiedyś przez zupełnie obcych im ludzi wciąż trzymają się razem. Dziś, mimo zaawansowanego wieku, wciąż są pełni pomysłów na przyszłość. W Nowej Zelandii wciąż tworzą Małą Polskę – inspirując Polaków i Nowozelandczyków. Dzieci z Pahiatua. 

Co działo się przez te 5 lat, zanim polskie dzieci dotarły do Nowej Zelandii? Dlaczego USA odmówiły przyjęcia Polaków? Zapraszamy do wysłuchania całego nagrania.

***

Tytuł audycji: Labirynt historii

ProwadziJacek Raginis-Królikiewicz

Goście: Ilona Gosiewska (prezes stowarzyszenia Odra-Niemen), Aneta Hoffmann (historyk), Eugenia Smolińska, Dominik Rozpędowski (Stowarzyszenie Odra-Niemen), Anna Załuska z domu Bednarska (nagranie archiwalne), Wanda Ellis z domu Pelc, Kamila Gosiewska (stowarzyszenie Odra-Niemen)

Wykorzystane utwory: Złe Psy "Urodziłem się w Polsce"; 4P "Mam biało-czerwone serce"

Data emisji: 26.11.2017

Godzina emisji: 14.16

kh/ac

Playlista
  • Zbigniew Moskal, - Dwie Ojczyzny. Polskie dzieci w Nowej Zelandii. Tułacze wspomnienia
  • Złe Psy, Harfa Gospel Choir, - Urodziłem się w Polsce