Janusz Steinhoff: Polska potrzebuje dywersyfikacji źródeł energii

Ostatnia aktualizacja: 28.01.2014 13:39
Wszystkie raporty są alarmujące. Już wkrótce Polsce może zabraknąć prądu, tym bardziej, że Unia Europejska jest niechętna rozbudowie energii pozyskiwanej z węgla.
Audio
  • Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki o problemach energetycznych Polski (Z kraju i ze świata/Jedynka)
Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki
Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarkiFoto: Jacek Konecki/PR

Rada Ministrów zajmuje się projektem uchwały w sprawie przyjęcia Programu Polskiej Energetyki Jądrowej. Ma to być mapa drogowa pokazująca co trzeba zrobić, by w Polsce wdrożyć energetykę jądrową.

Według Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, wprowadzenie energii jądrowej wymaga ponad 10 lat prac przygotowawczych. Zdaniem Janusza Steinhoffa, byłego wicepremiera i ministra gospodarki, jest to jednak gra warta świeczki.

- Taką decyzję podjęto już kilka lat temu, jeszcze w czasach poprzedniego rządu, przyjmując dokument Polityka Energetyczna Państwa, gdzie wpisano budowę elektrowni atomowych - powiedział. - Osobiście uważam, że ta decyzja oparta była na racjonalnych przesłankach, czyli na potrzebie dywersyfikacji nośników energii w polskiej elektroenergetyce, która jest zdominowana paliwami stałymi - dodał.

Jak wyjaśnił, jest to inwestycja droga, bo 1 MW mocy kosztuje 2-3 razy więcej niż w energetyce węglowej, natomiast koszty produkcji energii są zdecydowanie niższe. Niższa jest też emisja dwutlenku węgla, a tę musimy ograniczać ze względu na unijne wymogi.

Tymczasem ekolodzy uważają, że atom to przeżytek i przyszłość jest w odnawialnych źródłach energii. Janusz Steinhoff zwrócił uwagę, że w przypadku takich źródeł koszty energii są zdecydowanie wyższe niż w przypadku atomu, węgla i gazu.

Były minister gospodarki podkreślił też, że w Polsce od kilku lat istnieje potrzeba modernizacji istniejących bloków wytwórczych i rozbudowa ich mocy. Sprawność większości naszych bloków energetycznych jest o 8-10 proc. niższa niż tak nowoczesnych jak ten, który został zbudowany w Bełchatowie. Niższa o 10 proc. sprawność oznacza, że aby wytworzyć jednostkę energii elektrycznej musimy spalić o 10 proc. więcej węgla, czyli wyemitować również dużo więcej dwutlenku węgla do atmosfery.

Janusz Steinhoff odniósł się też do propozycji Komisji Europejskiej, by do 2030 roku unijne kraje ograniczyły emisję CO2 o 40 proc. - Uważam, że Komisja Europejska powinna wyjść naprzeciw oczekiwaniom polskiego rządu, który sugeruje, aby tempo redukcji emisji dwutlenku węgla było dostosowane do tego, co zrobi świat, czyli jaki będzie ostateczny wniosek wynikający z konferencji klimatycznych. Bo to jest problem globalny, a nie lokalny. Jeżeli w efekcie tego przeniesie się jedynie emisja CO2 z Europy do innych krajów, to efekt środowiskowy będzie zerowy - wyjaśnił były wicepremier.

Ekspert skomentował ewentualny wpływ konfliktu na Ukrainie na bezpieczeństwo energetyczne Polski. - Zapasy gazu są bardzo wysokie ze względu na aurę, która panowała przez cały okres jesienno-zimowy - powiedział. Dodał też, że punkty odbioru gazu mamy na granicach z Litwą i Białorusią.

Rozmawiał Przemysław Szubartowicz.

>>>Zapis całej rozmowy

"Z kraju i ze świata" na antenie Jedynki od poniedziałku do piątku w samo południe.

bk/ag

Czytaj także

Czy Polsce zabraknie energii za kilka lat?

Ostatnia aktualizacja: 08.01.2014 18:26
- To całkiem realny scenariusz - mówili goście radiowej Jedynki Tomasz Chmal, ekspert energetyczny Instytutu Sobieskiego, oraz były główny geolog kraju Michał Wilczyński.
rozwiń zwiń