Reportaż "Liczą się więzi". Niezwykła pomoc dla potrzebujących rodzin

Ostatnia aktualizacja: 18.01.2022 16:13
W Majdanie Starym pod Biłgorajem ludziom w potrzebie pomaga się na niespotykaną skalę. Angażują się w to chórzyści, przedsiębiorcy i miejscowy ksiądz. Kiedy w pobliskim Smólsku owdowiała młoda matka z dwójką małych dzieci, wybudowali jej dom, bo o tym marzył jej tragicznie zmarły mąż. Kilkanaście lat wcześniej pomogli też innej rodzinie.
W pomoc potrzebującym sąsiadom zaangażowana jest cała społeczność
W pomoc potrzebującym sąsiadom zaangażowana jest cała społecznośćFoto: wolfness72/shutterstock
  • 19 października 2020 roku, w tragicznym wypadku w drodze do pracy w Biłgoraju, zginął Daniel Naklicki. Jego żona została sama z dwójką małych dzieci. Społeczność parafii Majdan Stary zobowiązała się pomóc rodzinie w budowie domu
  • Kilkanaście lat wcześniej miejscowi chórzyści i przedsiębiorcy pomogli w budowie domu innej rodzinie
  • W pomoc potrzebującym sąsiadom zaangażowana jest cała społeczność

- Majdan Stary to bardzo ciekawa miejscowość. Dzieją się tam rzeczy niezwykłe. Okazuje się, że w trudnej sytuacji (mieszkańcy - red.) potrafią pomagać i to w sposób nieprawdopodobny. Oto grupa chórzystów organizuje pomóc. W tym reportażu skupiamy się tylko na dwóch miejscach i na dwóch rodzinach, w których na skutek różnych losowych wypadków, w tym drogowych, zginęły osoby bardzo ważne dla tych rodzin - opowiada autorka reportażu Czesława Borowik.

Chórzyści - pod kierunkiem Jerzego Rymarza - pomogli dwóm rodzinom. W pierwszym przypadku uratowali dzieci przed pójściem do domu dziecka, w drugim zaś ocalili kobietę z dwójką małych dzieci, załamaną po stracie męża. Na czym polega ich niezwykłość? - Potrafią pozyskać tyle osób, że mogą nawet wybudować rodzinie dom - wyjaśnia Czesława Borowik.

Pomoc rozpoczął kierownik chóru

Chór o nazwie Klucz ma na swoim koncie wiele nagród oraz wyjazdów krajowych i zagranicznych. Panowie śpiewali m.in. dla papieża Benedykta XVI. Bardzo szybko pasji śpiewania zaczęła towarzyszyć pasja pomagania, a zaczęło się od tego, że sąsiadów - obecnie nieżyjącego - kierownika chóru Felka Wryszcza dotknęło nieszczęście. Zmarła matka, ojciec został sam z sześciorgiem dzieci.

Rodzina mieszkała wówczas w przybudówce. Pan Felek, jako właściciel zakładu stolarskiego, dał pracę ojcu osieroconych dzieci. - Jedno wiem. Te dzieci nie mogą pójść do domu dziecka, bo one są ze sobą tak zżyte, że dla nich to byłaby tragedia. I tak się zaczęło - wspomina żona pana Felka.

Po sześciu latach od śmierci matki, na przejściu dla pieszych, zginął ojciec dzieci. Najstarszy z nich, Daniel, jako pełnoletni, podjął się prawnej opieki nad rodzeństwem. Przez lata zaś udało się zaadaptować przybudówkę na budynek mieszkalny. Najpierw rodzinie pomagał Felek Wryszcz, później Jerzy Rymarz.

- W 2003 roku, kiedy tej rodzinie pomogliśmy zrobić z obory dom, przejąłem się tym niesamowicie. Na łożu śmierci obiecałem kierownikowi chóru, że dokończę tę budowę. W pół roku z obory zrobiliśmy dom z dwoma łazienkami, w pełni wyposażony, z meblami i z komputerami dla dzieci. Z zewnątrz był ocieplony, miał nową dachówkę i do tego kanalizacja - mówi Jerzy Rymarz.

Ich marzeniem był dom

Ks. Adam Sobczak funkcję proboszcza w parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Majdanie Starym objął w 2018 roku. Już w momencie przybycia do parafii Jerzy Rymarz poprosił go o współpracę i jeśli będzie potrzeba, to także o pomoc.

- Jest 19 października, godziny poranne, jest jeszcze ciemno i Daniel Naklicki jedzie do pracy w piekarni, żeby zarobić pieniądze dla żony, dwójki małych dzieci i spełnić ich marzenia. Chce wybudować dom dla swojej rodziny (…). Na drodze ze Smólska do Biłgoraja jest kilka zakrętów, jest też las, na niektórych fragmentach jest sucho, a za chwilę na zakręcie jest szron. Wpadł w poślizg, roztrzaskał się o drzewo i zginął. Została młoda żona i dwoje małych dzieci bez domu. Wszystkie marzenia padły - zdradza ks. Adam Sobczak.

W niedługim czasie miejscowa społeczność ruszyła z pomocą i pomogła wdowie w budowie wymarzonego domu. Dziś w niewykończonym jeszcze wnętrzu może ona napalić w kominku. Tempo budowy zdumiewało.

- Działkę pomogli mi kupić teściowie, bo obiecali jeszcze mężowi, że pomogą finansowo, a na dom odkładaliśmy. Ksiądz proboszcz na pogrzebie postawił puszkę, żeby wspomóc rodzinę i to były pierwsze pieniążki. Otrzymaliśmy wtedy siedem tysięcy złotych. To już był start, że mogłam coś zacząć. Później była otwarta zbiórka, gdzie uzbieraliśmy około 30 tysięcy złotych. Sołtys Smólska puścił zrzutkę i również mieszkańcy tej miejscowości bardzo pomogli, ponieważ uzbierałam ponad 10 tysięcy złotych. Dla mnie to były ogromne pieniądze - twierdzi pani Monika.

Ksiądz otworzył konto parafialne, na które zaczęły napływać wpłaty z różnych części Polski. - Nie ukrywam, że trochę rozpropagowaliśmy, co chcemy zrobić, ile pracy jeszcze przed nami i jakie będą koszty. Wpłaty były różne: od 10 do kilku tysięcy złotych. Kwota wyniosła ponad 40 tysięcy złotych, ale wciąż wpłacane są jakieś drobne pieniądze. Każdy widzi naszą pracę, że te pieniądze są dobrze ulokowane, a efekty są widoczne każdego dnia - mówi przedstawiciel chóru.

Posłuchaj
43:15 Jedynka/Reportaż w Jedynce - 18.01.2022 Reportaż "Liczą się więzi". Niezwykła pomoc dla potrzebujących rodzin (Jedynka)

Posłuchaj także:

***

Tytuł reportażu: "Liczą się więzi"

Autorka: Czesława Borowik (Polskie Radio Lublin)

Data emisji: 18.01.2022 

Godzina emisji: 02.09

DS

Czytaj także

"Fotografia pamięta" - reportaż Joanny Bogusławskiej [POSŁUCHAJ]

Ostatnia aktualizacja: 05.01.2022 13:04
Anna Beata Bohdziewicz studiowała archeologię polską, a następnie etnografię na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 1974-1980 pracowała w Przedsiębiorstwie Realizacji Filmów, początkowo jako asystentka na planie filmowym.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Gdy osoba niepełnosprawna się zakocha. "Prawo do wolności" - reportaż Grażyny Preder [POSŁUCHAJ]

Ostatnia aktualizacja: 11.01.2022 11:43
Pan Paweł zmaga się z ciężką chorobą, jest całkowicie niesamodzielny. Gdy niespodziewanie się zakochał i postanowił wyprowadzić się od rodziców, którzy opiekowali się nim "od zawsze", do ukochanej Anity, doszło do kłótni. Rodzice nie wykazali zrozumienia. Według nich kobieta nie ma wobec ich syna czystych intencji.
rozwiń zwiń