"Ojciec pokochał młynarstwo". Rodzinna opowieść spod Opatowa

Ostatnia aktualizacja: 28.03.2021 14:23
W rodzinie Małkiewiczów z Drygulca na Sandomierszczyźnie tradycje przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Dziad młynarz, ojciec młynarz, syn serowar, natomiast wnukowie robią wino i kiszonki… Mariusz Małkiewicz opowiada w Programie 1 Polskiego Radia o tym, jak pielęgnuje się pamięć o swoich przodkach.
zdj. ilustracyjne
zdj. ilustracyjneFoto: Jacek Sakowicz/shutterstock

staruszka free 1200.jpg
Samotność znika, gdy pojawia się drugi człowiek. Jak pomóc?
Posłuchaj
06:23 Jedynka/Czas pogody - 28.03.2021 - młynarstwo Mariusz Małkiewicz nie ukrywa, że nadal nie jadł chleba, który smakowałby przynajmniej porównywalnie do tego, co spod ręki ojca (Jedynka/Czas pogody)

- To jest świadectwo majstrowskie wydane przez namiestnika rosyjskiego w 1816 roku. Dziadek Jan Małkiewicz dostał je do ręki bodajże w 1912 roku, z kolei ojciec otrzymał już malutki dyplomik, który znaczył to samo, ale to była już inna kultura dyplomów. Dziadek Małkiewicz był sprytnym człowiekiem, bo ożenił się z dziewczyną herbową, czyli posażną panną, która kupiła majątek w postaci młyna w Dwikozach - opowiada Mariusz Małkiewicz.

Gość Jedynki przyznaje, że "młynarstwo przed wojną było najbardziej intratnym zawodem, który można było mieć. To było jedzenie, a mąka miała ogromne poszanowanie". Równie cenione były wtedy zawody piekarza i lekarza.

Młyn zabrali po wojnie

- Powiedzieć, że ojciec był miłośnikiem młynarstwa, to mało. Był człowiekiem, który ukochał młynarstwo. Młyn oczywiście zabrali mu po wojnie. Dlatego ojciec dał wujkowi złoty zegarek ze złotą bransoletką, który został mu, jak wrócił z obozu, żeby załatwił, aby nie zabierali młyna. Wujek stwierdził jednak, że lepiej niech młyn zabiorą, ale załatwił ojcu, żeby mógł być kierownikiem we własnym młynie. Takie "dobrodziejstwo", ale ojciec i tak cieszył się - wspomina Mariusz Małkiewicz.

Mariusz Małkiewicz nie ukrywa, że nadal nie jadł chleba, który smakowałby przynajmniej porównywalnie do tego, co spod ręki ojca. - On tę mąkę dopasował do chleba, bo dobrze wiedział, co bierze. Szczególnie razowca, który piekł, dziś nawet nie da się przyrównać. Po ciemku poznałbym jego smak, kubki smakowe pamiętają - dodaje.

- Pomimo że ojciec nic nie pobudował, bo komuna nie dała i pracował w tym zabranym młynie, tak naprawdę nie przebiłem ojca. Miał 20 hektarów gospodarstwa, nie znał się na roli i nienawidził pola, ale umiał zarządzać (…). Bardziej w młynie nie mógł sobie dać rady, bo tych młynarczyków miał pijoków - słyszymy.

Czasy są inne

Mariusz Małkiewicz przyznaje, że rodzinne tradycyjne są kontynuowane, ale w obecnych czasach zwycięża jednak materializm.

- Ojciec zahartował mnie do życia. Dlatego jak widzę wnuczki, czy to moje czy nie moje, powtarzam: "Nie głaskało mnie życie po głowie. Nie pijałem ptasiego mleka. Wiem, że tak jest na zdrowie i tak wyrasta się na człowieka". To jest jedna z moich dewiz. Wydaje mi się, że mam rację, ale życie cały czas idzie do przodu i nie rozumiem tego świata. Dlatego warto zadawać się z tymi osobami, z którymi mamy podobne myślenie, bo wtedy nie będziemy się stresować - zauważa gość Jedynki.

Czytaj także:

***

Tytuł audycji: Czas pogody

Prowadzi: Zbigniew Krajewski

Materiał: Małgorzata Raducha

Gość: Mariusz Małkiewicz

Data emisji: 28.03.2021

Godzina emisji: 11.22

DS

Czytaj także

Aleksander Doba nie żyje. Przypominamy wywiad ze słynnym podróżnikiem

Ostatnia aktualizacja: 23.02.2021 15:00
Najpopularniejszy kajakarz świata do świątecznego studia "Czasu pogody" przyniósł książki "Opowiedz mi, Babciu" oraz "Opowiedz mi, Dziadku". Stało się to pretekstem do snucia wspomnień o przodkach. Rozmowa odbyła się w 2016 roku na falach radiowej Jedynki. 
rozwiń zwiń

Czytaj także

Życie na gruzach piekła. "Ostatnia więźniarka Auschwitz"

Ostatnia aktualizacja: 21.02.2021 14:30
Ponad 75 lat po wyzwoleniu obozu w Auschwitz okazuje się, że za jego drutami, w jednym z esesmańskich bloków, mieszka kobieta, która do dziś jest "więźniarką" tego miejsca i jego historii.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Francuski Frank Sinatra, czyli Charles Aznavour

Ostatnia aktualizacja: 07.03.2021 12:55
Wśród wielu gwiazd francuskiej piosenki wyróżniał się przydomkiem "francuski Frank Sinatra". Naprawdę nazywał się Szahnur Aznavurian i pochodził z rodziny ormiańskich emigrantów, a świat pokochał go za takie przeboje jak "Isabelle", "La boheme", "La mamma" czy "She".
rozwiń zwiń