"Dopóki śmierć nie rozłączy". Weselne tradycje na Łemkowszczyźnie

Ostatnia aktualizacja: 02.08.2020 06:00
Dawniej na Łemkowszczyźnie o ślubie nie decydowała znajomość ani nawet miłość, tylko rodzice i majątki. Wasyl Bawolak, muzykant i pasjonat kultury tradycyjnej, na podstawie przekazów i własnych obserwacji zawarł opis tamtejszych zwyczajów ślubnych w książce "Wesele łemkowskie w Świątkowej Wielkiej".
Audio
  • Dawne weselne tradycje łemkowskie w Świątkowej Wielkiej (Jedynka/Kiermasz pod kogutkiem)
Wesele z Jaworek na Rusi Szlachtowskiej, lata 30.
Wesele z Jaworek na Rusi Szlachtowskiej, lata 30.Foto: Z Archiwum Łemkowskiego Zespołu Pieśni i Tańca "Kyczera" w Legnicy

W najbliższej audycji „Kiermasz pod kogutkiem” poznamy elementy i tradycje łemkowskiego wesela w Świątkowej Wielkiej w Środkowej Łemkowszczyźnie w latach międzywojennych.

- Zwyczaje weselne opisane w książce niestety już nie są praktykowane obecnie, to zostało razem z dwoma przesiedleniami utracone. Ale są rodzinne przekazy ustne, własne obserwacje, i dzięki temu powstała książka - opowiadał jej autor.  


Młoda para z Rymanowa Młoda para z Rymanowa

- Mówiono nawet, że majątki się żenią ze sobą. Nigdy bogaty nie żenił się z biedną ani biedna nie wychodziła za bogatego - opowiadał Wasyl Bawolak. - Przed weselem były „wywidyny”, czyli wywiad, spotkanie rodziców potencjalnej pary młodej, a negocjatorem w tych rozmowach był „rajko”, osoba na wsi, która umiała się dogadywać. Musiał być wygadany, elokwentny, żeby jakoś nakłonić rodziców młodej, żeby zgodzili się na takiego a nie innego kandydata na zięcia. Nawet bywało tak, że młodzi się wcale nie znali.

Łemkowie byli bardzo przesądni i zabobonni, wierzyli w czary. Stąd było kilka elementów szczególnie ważnych w obrzędzie weselnym. Na przykład za nieszczęście uważano spotkanie po drodze do cerkwi księdza albo konduktu pogrzebowego. Jeśli zając czy pies przebiegł drogę weselników idących do cerkwi, albo jeśli młodzi usłyszeli krakanie wrony - to wróżyło nieszczęście. O szczęściu zaś decydowało to, czy paliły się świece cerkiewne, które młodzi trzymali w rękach.

W audycji odwiedziliśmy też Zagrodę maziarską w Łosiu, w tym malutkim skansenie za tydzień odbędzie się bowiem 10. Święto Maziarzy Łosiańskich. W tym malutkim skansenie za tydzień odbędzie się dziesiąte Święto maziarzy łosiańskich. Poznamy tradycję maziarzy i ich rzemiosło.


Zagroda maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem. Zagroda maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem.

- Maziarze jeszcze żyją, w Łosiu jeszcze jest dwóch żyjących maziarzy, choć oni już się nie zajmują tych rzemiosłem. Maziarze handlowali mazią i smarami. To rzemiosło wywodzi się z drugiej połowy XIX wieku, kiedy to na terenie Łemkowszczyzny zaczął się rozwijać przemysł naftowy. W Łosiu chłopi zaczęli destylować ropę na swój własne użytek i na handel obwoźny. Robili mazie, których używano do smarowania wozów drewnianych. Ale z czasem stali się bardziej handlarzami niż producentami, sprzedawali je w różnych krajach Europy - opowiadała kierownik Zagrody Maziarskiej w Łosiu z cerkwią w Bartnem Klaudia Zbiegień.

Usłyszeliśmy też utwory z niedawno wydanej drugiej płyty i zarazem projektu polsko-słowackiego „Śpiewy naszego rodu” oraz dużo muzyki łemkowskiej z Polski, Słowacji i Ukrainy.

***

Tytuł audycji: Kiermasz pod kogutkiem

Prowadziła: Mariana Kril

Data emisji: 2.08.2020

Godzina emisji: 5.05

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak