Podhalańskie złóbcoki i teatry amatorskie

Ostatnia aktualizacja: 27.06.2021 06:00
Co je łączy? Na pewno element oczekiwania - na kolejną odsłonę Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu, który w tym roku znów, odbędzie się w sierpniu, oraz na uroczystą galę rozdania Nagród im. Oskara Kolberga!
Audio
  • Spotkanie z Łukaszem Murzańskim i prof. Lechem Śliwonikiem (Jedynka/Kiermasz pod kogutkiem)
zdj. il.
zdj. il.Foto: Shutterstock

W audycji te dwa światy połączyliśmy dzięki spotkaniom z Łukaszem Murzańskim z Bańskiej Niżnej, laureatem Baszty na zeszłorocznym Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierz oraz z prof. Lechem Śliwonikiem, laureatem Nagrody im Oskara Kolberga w roku 2020. 


Łukasz Murzański  na OFKiŚL w Kazimierzu, 2020. Łukasz Murzański na OFKiŚL w Kazimierzu, 2020.

Łukasz Murzański na 54. Ogólnopolskim Festiwalem Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą w roku 2020 zdobył Basztę, czyli nagrodę główną jako solista instrumentalista, grając na złóbcokach. - Trza to lubić - mówi o muzyce góralskiej, zdradzając, z jak wielkim szacunkiem podchodzi do starszego pokolenia muzykantów podhalańskich. Nie kończył żadnej szkoły muzycznej, gra chałupniczo, uczył się głównie z płyt i nagrań takich muzyków, jak Władysław Trebunia-Tutka, Jan Karpiel-Bułecka, Dziadońka, Stanisław Nędza-Chotarski. 

- Jedyna okazja zagrać na złóbcokach to jak nie występ, to przegląd taki jak tu, w Kazimierzu. To instrument na którym nie da się zagrać w kapeli z basami i z gęślami, bo ma mniejsze pudło i jest cichszy. Nie wszyscy lubią jego dźwięk, a trzeba go jednak polubić – mówił w "Kiermaszu pod kogutkiem" Łukasz Murzański. - Złóbcoki zrobił mój przyjaciel, Andrzej Kalata i już drugi rok gram na tym instrumencie. Zawsze się starałem i będę się starał, żeby góralską muzykę grać.

Lech Śliwonik i historia wiejskich teatrów amatorskich

W oczekiwaniu na kolejna odsłoną Nagrody im. Oskara Kolberga za zasługi dla kultury ludowej - uroczysta gala już 1 lipca 2021!, przypominamy jednego z zeszłorocznych jej laureatów, prof. Lecha Śliwonika.

Teatrolog, profesor Akademii Teatralnej w Warszawie, prezes Zarządu Głównego Towarzystwa Kultury Teatralnej, badacz i znawca polskiego teatru amatorskiego, ludowego oraz dokumentalista sejmików wiejskich teatrów tatrami wiejskimi zajmuje się już 40 lat. - Koncepcja teatru ludowego zrodziła się już 80, 90 lat temu, w Związku Teatrów Ludowych. Ale nie było to tożsame z teatrem wsi. Teatr ludowy to odmowa utrzymania pojęcia teatru amatorskiego, synonimu naśladownictwa, małpowania. Jest coś takiego jak kultura wsi polskiej i ona powinna być źródłem teatru, tak jak jest źródłem zagadek, pieśni, opowieści, że w tym tkwi potencjał teatralny.

Konkretny na horyzoncie pojawiły się w 1970 roku w okolicy Stoczka Łukowskiego w Mazowieckiem, gdzie narodziła się idea spotkań wiejskich teatrów. Na rejonowy sejmik zjeżdżali się ludzie z okolic, przywozili to, co grali. - Najczęściej był to repertuar, którzy koledzy określali sztuczkami. To była pseudoludowość, na ogół tandeta dla prostego ludu. Trzeciorzędni pisarze, grafomani tworzyli sztuczydła na wzór komedii czy dramatów, ułatwione i proste. Ludzie to grali, bo była szansa na humor, przebranie się, kulturę dla wszystkich - wspominał prof. Śliwonik.

Lech Śliwonik i jego koledzy powzięli sobie za cel przekonywanie ludzi wsi tworzących teatr, aby przypomnieli sobie i innym, że na wsi był już wcześniej inny teatr, ludowy. Chcieli też nadać temu wymiar ogólnopolski i stąd narodziła się idea sejmików teatrów wsi polskich.

W 1984 roku w początkach ruchu Polskę pokryła sieć regionalnych sejmików (wtedy pięć). - Dużo tam było bylejactwa, sejmiki nie były konkursowe, ale przyjeżdżali tam oprócz zespołów specjaliści, etnolodzy, muzykolodzy, scenografowie. Przeprowadzali rozmowy z występującymi, przekonując ich, żeby bardziej grali siebie - wspominał prof. Śliwonik. - Dzięki temu nastąpił renesans teatru ludowego. Na scenie pojawiły się obrzędy, zwyczaje, wesela, chrzciny, Wielki Piątek, prace domowe i rolne, kopanie kartofli, kiszenie kapusty, rwanie pierza, wszystko, co organizuje życie wsi.

Takie podejście to teatru wsi zwracało uwagę na problem zanikania kultury chłopskiej, w której tak ważny był związek człowieka, miejsca i przyrody. Istota zaś wiejskiego życia, tzn. schodzenie się i rozmawianie, zaczęła odchodzić w niepamięć, ciągnąc za sobą właśnie pamięć - zastępowaną przez twory, półprodukty kultury quasi-ludowej. - Twórcy teatru ludowego wiejskiego, kiedy już uwierzyli, że kultura wiejska, obyczaje i robota są tym, co jest im najbliższe i że mogą się tym zająć, zaprzyjaźnili się z nią!

Więcej o tym, co z tego wynika dziś dla wsi i teatrów amatorskich - w nagraniu rozmowy.

***

Tytuł audycji: Kiermasz pod kogutkiem

Prowadził: Kuba Borysiak

Data emisji: 27.06.2021

Godzina emisji: 5.05