Męski świat weteranów wesel

Ostatnia aktualizacja: 18.07.2021 06:00
W "Kiermaszu pod kogutkiem" zapraszamy na muzyczne opowieści zaprawionych w bojach muzykantów weselnych: to skrzypek Tadeusz Mocarski z Brzezinek, ś.p. harmonista Julian Jarząb z kapeli Opocznianka, Bolesław Mocarski (bratanek Tadeusza), kapela harmonisty Stanisława Kotkowskiego ze Strzałkowa ze skrzypkiem Tadeuszem Wójcikiem z Zakrzewa oraz Andrzej Malik ze Skrzyńska
Audio
Tadeusz Mocarski
Tadeusz MocarskiFoto: Kuba Borysiak

Określenie "męska muzyka" świetnie pasuje do charakteru dawnej instrumentalnej muzyki na weselach czy zabawach. Nie było tam miejsca na delikatność czy uprzejmości, reguły był twarde, a ci, którzy ich nie przestrzegali i najsłabsi nie tylko muzycznie, ale i fizycznie, szybko odpadali z wyścigu o pieniądze i prestiż w okolicy.

Świat dla twardzieli

Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że bycie muzykantem na wsi było ciężką fizyczną pracą! Weselnicy, którzy zamawiali kapelę, nie mieli litości dla zmęczonych muzyków, którzy po skończonym graniu często spali gdzie popadnie, by po krótkim czasie jechać ogrywać kolejną zabawę. 
Na weselach często dochodziło do rękoczynów, nieprzewidzianych zwrotów akcji, a nawet porachunków. W tym świecie kobiety muzykantki należały do rzadkości, a jeśli już decydowały się na to zajęcie, jak np. harmonistka Wiesława Gromadzka, pozostawały pod czujnym okiem mężczyzn z rodziny czy kapeli.

- Ja pamiętam, jak mój ojciec na zabawie tańcował oberka. Jak stukał podkówkami, to leciały iskry! - mówił Stanisław Kujawiak z Błotnicy, członek Kapeli Stanisława Kotkowskiego ze Strzałkowa. - Jak przyszło na weselu o zakład, to cztery godziny na okrągło było grać. I grać, co się zaśpiewa. Jak jaki muzykant nie umiał - to za drzwi z nim! Bo co to za muzykant, co nie umie wygrać. Zdarzało się przeklinanie innych muzykantów, dopiero jak nastały bierzmowania, to się to skończyło.

Jego kolega z kapeli Tadeusz Wójciak z Zakrzewa żalił się, że muzyka z tych tradycyjnych wesel przestała być modna. - Nie można było sobie darować, że tak się czasy zmieniły, że ta muzyka poszła wniwecz. Kiedyś to pięknie śpiewano, nieraz z wesela się odchodzić nie chciało, a dzisiaj co młodzież jest na weselu, to tak jak na pogrzebie. Kiedyś dziewuchy i kobity śpiewały, aż miło było posłuchać! Dzisiaj to umarło, młode się wstydzą tak śpiewać. I  melodie już nie te, by tak zatańcować. Stary Kołazińki (ojciec Wiesławy Gromadzkiej, przyp. red.) opowiadał, że raz całe wesele grał jednego i tego samego oberka!

Plusy i minusy

Wiejscy muzykanci musieli liczyć się z agresją, awanturami, spuchniętymi palcami, skrajnym zmęczeniem, a nawet zniszczeniem instrumentu w ferworze zabawy. Jak wspominał harmonista Andrzej Malik z Bąkowa koło Skrzyńska, wesela były ciężkim fachem, ale wciągały. Jego jako muzyka porwał żywiołowy charakter harmonii trzyrzędowej, na której grał od młodości.

Z kolei Tadeusz Mocarski z Brzezinek, skrzypek weselny i brat Stanisława Mocarskiego, tłumaczył, że ten fach wymagał samozaparcia, ale też uwagi ze strony rodziny. - Muzyki to trzeba pilnować, jak się nie pilnuje, to szkoda pracy. Jak się muzykant pilnuje swojej żony, to i idzie, ale jak się nie pilnuje, to... - przestrzegał, mając prawie czterdziestoletnie doświadczenie w graniu na weselach wiejskich. 

- Nie było letko. Jak się chodziło po wioskach, to się chodziło przez dwa dni, nagrać trzeba się było, darmo nic nie było. A czy się szanowało muzykantów? To zależy. Chłopy na wsiach to dokuczały porządnie. Wszystko trzeba było grać, co śpiewali. Jeść, pić i graj! Człowiek się poświęcił, żeby parę złotych zarobić. Po wojnie i po wyzwoleniu ciężko było o robotę. Do grania trzeba mieć słuch, chęć i zamiłowanie - wspominał z kolei bratanek Tadeusza Bolesław Mocarski.

***

Tytuł audycji: Kiermasz pod kogutkiem

Prowadziła: Magdalena Tejchma

Data emisji: 18.07.2021

Godzina emisji: 5.05

Zobacz więcej na temat: kultura ludowa folklor