"Międzysłowiańska" Kukawica

Ostatnia aktualizacja: 08.08.2021 06:00
- Każda z nas od jakiegoś czasu była związana ze środowiskiem śpiewu i tańców tradycyjnych. Wszystkie z nas miały w sobie twórczą energię, którą chciały zrealizować. W odpowiednim czasie spotkałyśmy się w tym pragnieniu. O pragnieniu tworzenia własnej muzycznej mozaiki opowiadały w „Kiermaszu pod kogutkiem” artystki grupy Kukawica.
Audio
Zespół Kukawica
Zespół Kukawica Foto: Katarzyna Szyffer

Słowo „kukawica” oznacza kukułkę i jest do dziś powszechnie używane na obszarze serbo-chorawckich Bałkanów. Jednak znane jest także w Ukrainie, a dawniej i w Polsce. To „międzysłowiańskie” słowo, łączące obszary wschodniej, południowej i centralnej Słowiańszczyzny doskonale obrazuje założenie repertuarowe grupy Kukawica.

Kukawica przebiera w repertuarze z całej Słowiańszczyzny (i nie tylko!), a każda z członkiń lubuje się w innym słowiańskim zakątku. Rita Udovichenko wnosi do zespołu pieśni ukraińskie i rosyjskie. Maria Podlacha – bałkańskie, Joanna Musiatowicz i Maja Błaszczyk przynoszą pieśni polskie – lubelskie i roztoczańskie.

- Mamy także pieśni: łotewską, estońską, pieśń z pogranicza Turcji i Gruzji. To utwory z regionów, z którymi nie łączy nas nic, poza tym, że bardzo nam się podobają – dodaje Joanna Musiatowicz – Nie ograniczamy się geograficznie. Jeśli coś chwyta nas za serce, nie wahamy się włączyć go do naszego repertuaru.

Źródła repertuaru są wielorakie: od zapisków Kolberga i jemu podobnym po nagrania archiwalne. Rzadko są to żywe spotkania z depozytariuszami pieśni tradycyjnych. Choć same tego nie robią, artystki doceniają prace zespołów, które ograniczają swój repertuar do jednego konkretnego regionu. Same zaś starają się nie odwracać od tradycji, m.in. poszczególnych emisji: wykonując pieśni bałkańskie czy ukraińskie starają się naśladować ich charakterystyczną emisję.

„Crudo” nie jest natomiast instrumentarium pojawiające się w Kukawicy. Grupa wykorzystuje m.in. shruti box czy violę da gamba. Jak zauważa Joanna Musiatowicz, niełatwo też byłoby wprowadzić całe oryginalne etnicznie instrumentarium do utworu, który łączy pieśni z czterech różnych regionów.

- Nie trzymamy się ściśle instrumentarium regionu, z którego pochodzi dana pieśń, wzbogacamy to o instrumenty, na których gramy. Dobrze się czujemy, kiedy dodamy gdzieś bębny czy shruti – zauważa Maja Błaszczyk – wydobywamy z tego smaczki. Nie wyobrażam sobie Kukawicy bez klarnetu, liry korbowej, bębnów, tego cudownego trójgłosu dziewczyn! Kiedy śpiewają, widzę, że żyją, to jest pasja! – mówi skrzypaczka zespołu. – Chcemy, żeby nasza publiczność dobrze się czuła z tymi piosenkami. Chcemy pobudzić ludzi do wspólnego śpiewania, tańca, działania, które jeszcze do niedawna było niemożliwe.

- Przy wyborze repertuaru, swobodnie podchodzimy do tego, jak był wykonywany oryginalnie. Na przykład mamy kilka pieśni, które pierwotnie wykonywali tylko mężczyźni. Bardziej kierujemy się wartością muzyczną – mówi Joanna Musiatowicz. Maria Podlacha dodaje, że w pieśniach aranżowanych przez Kukawicę ważne są uczucia, które się w nich kryją. – Wydobywamy uniwersalne wartości z pieśni z różnych regionów i staramy się ten właśnie aspekt zaakcentować w naszych aranżacjach.

Jak wygląda proces aranżacyjny? Przeróżnie! Czasem pojawia się tylko piosenka, którą trzeba opatrzeć w całe instrumentarium, do której dorabia się też dodatkowe głosy. Niekiedy ktoś przychodzi z gotowym pomysłem. Zdarza się też, że pewne pieśni są przearanżowane, a ich spokojna nuta zmienia się w ostrą i dynamiczną. Jak mówią członkinie grupy, sam proces twórczy – i zawarte w nim spotkania, dyskusje, recenzje bliskich osób – wywołuje wiele przyjemności wśród samych członkiń Kukawicy. Tę energię oddają publiczności w czasie swoich koncertów.

LILIA

O muzykowaniu młodych członków kapeli Lilia z Ełku opowiadali instruktorzy zespołu: cymbalista Piotr Karpuk i Przemysław Stępkowski. Jak zauważył jeden z nich, w muzyce ludowej przekaz muzyczny to tak naprawdę nauka grania utworów. Tak też wygląda to w kapeli Lilia, gdzie nauka odbywa się międzypokoleniowo. Nie jest to nauka formalna, jak w przypadku np. cymbałów białoruskich.

- Kapela się rodziła – śmieje się Stępkowski – wszystkie dzieciaki z kapeli znają się między sobą, trzymają. Nie są z różnych światów. To kapela rówieśnicza. Widzę, jak przekłada się to na brzmienie kapeli! Oni się rozumieją!

Młodzi artyści Kapeli Lilia otrzymali II nagrodę na 54. Ogólnopolskim Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym w kategorii Mistrz i Uczeń.

SABAŁOWE BAJANIA

W Bukowinie Tatrzańskiej kończą się dziś Sabałowe Bajania. Zajrzeliśmy na chwilę do Domu Ludowego, by zamienić kilka słów z multiinstrumentalistą i propagatorem kultury podhalańskiej – Piotrem Hazą. Haza to twórca ludowy, uczeń Bolesława Trzmiela. Gra m.in. na kozie, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia. Jak mówi, wiele lat zajęło mu, by grać „po mistrzowsku”. Jednak dzięki ciekawości i uporowi osiągnął cel.

- Świętej pamięci Bolesław Trzmiel, którego nazywają Leonardem da Vinci, przekazywał mi tą typową wiedzę dudziarską. Uczył mnie, jak robić stroiki, jak kozę zbudować. Zrobiłem ją po części z moimi kolegami – wyjaśniał Piotr Haza. Bolesław Trzemiel był jednym z pierwszych dudziarzy podhalańskich, który postanowił zmienić stroiki trzcinowe na plastykowe. Starał się wprowadzać do kozy podhalańskiej coraz to nowe ulepszenia.

***

Tytuł audycji: Kiermasz pod kogutkiem

Prowadził: Piotr Dorosz

Data emisji: 8.08.2021

Godzina emisji: 5.05