W pieśni odkryć siebie

Ostatnia aktualizacja: 17.10.2021 06:00
Nieoczywisty skarb, znak żywej tradycji, dziedzictwo, lament, znak oporu. W dzisiejszej audycji rozmawialiśmy przede wszystkim o pieśniach ukraińskich i białoruskich. O tym, jak ważką rolę pełnią w życiu naszych bohaterów dowiedzieliśmy się m.in. od Ludmiły Wostrikowej [UA] i Siarhieja Douhuszewa [BLR].
Audio
  • W pieśni odkryć siebie (Jedynka/Kiermasz pod kogutkiem)
Białoruska Kapela Na Taku
Białoruska Kapela Na TakuFoto: Kapela Na Taku

Ludmyła Wostrikowa

- Jeśli mam mówić o początkach miłości do pieśni, to nie mogę powiedzieć, że polubiłam je bardzo wcześnie. Kiedy byłam mała, źle reagowałam na śpiew rodziców, szczególnie, kiedy śpiewali głośno. Miałam wrażenie, jakby płakali. To nie było przyjemne. Chowałam się wtedy, uciekałam od tego, żeby nie słuchać. Dla dzieci emocja, przekazywana poprzez ten śpiew, jest niezrozumiała.

Ludmiła Wostrikowa to znana wśród polskich miłośników pieśni tradycyjnych śpiewaczka, kierowniczka zespołu „HoRYna”, badaczka kultury muzycznej Polesia. Muzyka towarzyszyła jej od zawsze. Wydaje jej się, że śpiewać zaczęła wcześniej, niż mówić. A muzykę słyszała wszędzie. Śpiewało się co tydzień, czasem kilka razy w tygodniu. Pieśni rozbrzmiewały w domu lub na dworze, u sąsiadów, na weselach, wśród ludzi.

Ludmyła Wostrikowa pochodzi ze wsi Rokitne w obwodzie rówieńskim, Polesie. Do dziś w jej rodzinnych stronach jest od kogo czerpać muzykę tradycyjną. Obrzędowość zanika, ale pieśni żyją. Młodzież na wsiach zaczyna nasłuchiwać ich od starszych, interesować się śpiewem i uczyć się.

- To bardzo ważne, żeby intonacja, gwara w śpiewie były naturalnie dziedziczone. Bo kiedy człowiek z miasta się uczy, to tę gwarę trzeba przeanalizować, trzeba wytłumaczyć mu i dopiero za tym idzie muzyka, a przecież gwara to też melodia i śpiew – zauważa Ludmyła Wostrikowa.

Ludmyła Wostrikowa Ludmyła Wostrikowa

Sama śpiewaczka chłonęła intonację i rytmikę organicznie – słuchając śpiewu wokół siebie. Towarzyszył on codziennym czynnościom. Prawdopodobnie sama Wostrikowa nie przypuszczała, że te drobne, pozornie nieznaczące działania, będą miały znaczący wpływ na jej przyszłość…

- Pamiętam, jak raz zbierałam z mamą jagody w lesie. Nauczyła mnie „petriwki” [pieśń wykonywana w okresie postu przed świętem Piotra i Pawła – red.]. Pojechałam z tą pieśnią na egzamin wstępny do Instytutu Kultury. Wydawało mi się, że w ogóle mogę się tam nie dostać. Zaśpiewałam pieśń tak, jak śpiewała moja mama. Wtedy mój przyszły nauczyciel, Wasyl Pawluk, powiedział: „Czy Pani rozumie, co Pani śpiewa? Czy Pani jest świadoma, jaki to skarb?”. Później poznał moich rodziców. I zawsze powtarzał mi: „Nie musisz się uczyć niczego więcej, tylko naucz się śpiewać tak, jak Twoi mama i tato”. Choć nawet teraz mam wątpliwości, czy śpiewam tak, jak mama. Jeszcze wiele nie umiem, nie znam.

To Wasyl Pawluk z Instytutu Kultury w Równym był założycielem zespołu, który teraz prowadzi Ludmyła Wostrikowa. „Horyna” oznacza czerwoną, palącą się nić, ale i pas poleski. Pawluk pokazał, jak wielki skarb znajduje się tuż pod nosem Wostrikowej – zwrócił uwagę śpiewaczki na śpiew jej rodziców. Ten sam, który wywoływał w niej nieprzyjemne emocje w dzieciństwie.

- Rodzice sami nie byli świadomi tego, co posiadają. To byli zwykli ludzie ze wsi, którzy kochali śpiew. Ale jak oni śpiewali! Teraz to sobie uświadamiam. Mama miała bardzo czystą intonację, miała piękną naturalną barwę głosu, bardzo mocną. Ojciec też był śpiewakiem znanym w całej wsi. Teraz mam tego świadomość, a kiedyś dla mnie to było coś zwyczajnego. Wydawało mi się, że tak jest w każdej rodzinie, że ludzie sobie po prostu śpiewają – przyznaje Ludmyła Wostrikowa.

To, co charakteryzuje poleski śpiew, to gęste, wielowymiarowe barwy głosu. Górny głos, jest bardzo dynamiczny, niczym ludzki płacz. Tak wyraża się emocje, dramatyzm, kobieta śpiewająca górnym głosem prawie lamentuje.

- Jest takie zjawisko „hołosinnia” (lament). Kobiety w pieśniach często lamentują. W poleskim śpiewie są bardzo ciekawe melotypy – typy melodii – obrazy rytmiczne, które są zupełnie nierówne w kontekście improwizacji, wariantywności. Ta wokalna kultura Polesia jest niezwykle ciekawa.      

Żywa muzyka Białorusi

Zanim zapoczątkowany został cykl spotkań w Warszawie, środowisko muzyczno-artystyczne spotykało się w Mińsku na Białorusi. Gdy rok temu na Białorusi zaczęły się protesty Siarhiej Douhuszew zainicjował spotkania śpiewacze pt. „Spiwne schody”.

- W zeszłym roku zbieraliśmy się w Mińsku. Imprezy odbywały się każdego tygodnia w dużej sali, do której przychodziło nawet kilkaset osób! Wszyscy tańczyli, śpiewali. I to był swoisty ruch, mocny klimat odrodzenia tradycji białoruskiej. Wtedy nie myśleliśmy, że nie będziemy mogli już tak na spokojnie spotykać się na Białorusi i organizować takie wieczory. Większość moich znajomych muzyków, artystów, obecnie przebywa poza Białorusią. Kultura żyje tam, gdzie są Białorusini – tłumaczył Douhuszew – Chcemy, by kultura, tradycja Białorusi żyła. Dlatego nazwaliśmy ten cykl „Żywa muzyka Białorusi”.

Siarhiej Douhuszew wspólnie z Karoliną Podrucką, Darią Bucką i Jagną Knittel wymyślili spotkania z białoruską muzyką w Warszawie, w Ambasadzie Muzyki Tradycyjnej, na Jazdowie. Każde spotkanie ma być poświęcone innym wątkom białoruskiej muzyki, na każdym będą inni goście. Uczestnicy będą mieli możliwość nauczenia się tańców czy pieśni białoruskich, które przedstawi właśnie Douhuszew.

- Marzą mi się wspólnotowe spotkania śpiewacze. Niekoniecznie warsztaty emisji, ale właśnie spotkanie wszystkich, którzy z Białorusi trafili do Warszawy, jak i ci, którzy interesują się tradycją białoruską i chcieliby poznać pieśni. Dodaliśmy do tego „weczerynki”, które często odbywały się na ulicach w Mińsku. Teraz takie spotkania taneczne mogą odbywać się tutaj. Połączyliśmy te dwie aktywności. W październiku mamy trzy terminy, kiedy możliwe będą wspólne spotkania – mówiła Karolina Podrucka.

- Białoruskie pieśni są bardzo różnorodne. Jak na Ukrainie, tak i na Białorusi na jednej wsi można spisać nawet 300 bardzo różnych pieśni. Ludzie mają swoje pieśni na każdą porę. A tradycja jest bardzo zróżnicowana. Na północy Białorusi usłyszymy jednogłosowy śpiew i kanony, a niżej, bliżej Ukrainy, spotyka się wielogłos – tłumaczył białoruski gość Mariany Kril.

- Ja też teraz odkrywam muzykę Białorusi. Teraz realizuję projekt Gaude Polonia, którego celem jest poszukiwanie muzyki z pogranicza polsko-białoruskiego – mówiła Daria Bucka. – Myślę, że te spotkania mogą być ciekawe zarówno dla Białorusinów, jak i całego towarzystwa muzyki tradycyjnej w Polsce. Te kultury mają wiele wspólnego.

Podczas pierwszego spotkania z „Żywą muzyką Białorusi” poznaliśmy także kulturę taneczną tego kraju. A to za sprawą kapeli Na Taku. Kilka lat temu grupa wydała płytę z muzyką do 30 tańców białoruskich z dołączonym dvd instruktażowym, jak dane tańce tańczyć! Czy tańce te są wciąż obecne w żywym przekazie? Czy zatańczymy je na wsiach? O tym mówił badacz kultury, folklorysta i członek zespołu Na Taku – Ihor Zhotkow.

***

Tytuł audycji: Z muzyką po Kresach

Prowadziła: Mariana Kril

Data emisji: 17.10.2021

Godzina emisji: 5.05