Żołnierze Wyklęci. "Ludzie, którzy stanęli przed dramatycznym wyzwaniem"

Ostatnia aktualizacja: 03.03.2021 11:50
Pamięć o nich miała nie istnieć, a jednak w ostatnich latach stają się wzorem patriotyzmu. Walka i poświęcenie Żołnierzy Wyklętych, bo o nich mowa, to fundament wolnej Polski. Jak mówić o ich zmaganiach? Jak pielęgnować tę tradycję? Wreszcie, czy dziś ich etos jest naprawdę żywy?
Tablica na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie upamiętniająca Żołnierzy Wyklętych. Na samym dole wymieniony Majdan Kozic Górnych, w którym poległ Józef Franczak ps. Laluś
Tablica na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie upamiętniająca Żołnierzy Wyklętych. Na samym dole wymieniony Majdan Kozic Górnych, w którym poległ Józef Franczak ps. LaluśFoto: Krzysztof Sitkowski / KPRP / prezydent.pl

żołnierze PAP 1200.jpg
"Ich celem była walka o niepodległość Polski". Jan Józef Kasprzyk o Żołnierzach Wyklętych

Posłuchaj
42:10 Jedynka/Gdzie jest Pan Cogito - 2.03.2021 Czy Żołnierze Wyklęci stali się fundamentem walki o wolną Polskę? (Jedynka/Gdzie jest Pan Cogito)

- Pamięć o Żołnierzach Wyklętych wpisała się w sposób bardzo trwały w funkcjonowanie społeczeństwa i rocznic państwowych. Ma to różne płaszczyzny, w tym najbardziej ludyczną, czyli chociażby słynne patriotyczne koszulki, a skończywszy na programach publicystycznych czy nawet popularyzujących pamięć poprzez na przykład pieśni - mówi prof. Przemysław Waingertner z Uniwersytetu Łódzkiego.

Zdaniem gościa Jedynki, depozytariuszem tradycji Żołnierzy Wyklętych powinno stać się całe społeczeństwo. - Być może jest recepta, aby wydarzenia, procesy i zjawiska związane z pamięcią o Żołnierzach Wyklętych miały swoją dynamikę i po prostu żyły. Dla mnie tą receptą jest wskazywanie na dość oczywisty fakt, tj. my nie mówimy o historii zamkniętej. Należałoby pamiętać, że historia toczy się przez cały czas i warto byłoby pokazywać Żołnierzy Wyklętych jako naszych oraz rówieśników młodzieży, którzy podejmowali pewne dramatyczne decyzje. To oczywiście będzie skłaniało do zadania pytań: dlaczego oraz jak my zachowalibyśmy się w tych okolicznościach? - wyjaśnia prof. Przemysław Waingertner.

- Trzeba ich pokazywać jako ludzi, którzy stanęli przed bardzo dramatycznym wyzwaniem. Nie mówimy tutaj o spiżowych posągach czy o ludziach, którzy tylko i wyłącznie są zamknięci w szufladzie z napisem "historia". Tylko pytamy się, skąd pojawiały się u nich takie decyzje, dlaczego taki sposób życia wybierali, co ich do tego skłaniało, jakie były ich wybory, co je powodowało? Wydaje mi się, że to jest wstępem do tego, że każdy sam może na te pytania odpowiedzieć i dojrzeć w "pomnikach" ludzi, którzy byli rzuceni w wyjątkowo dramatyczny okres naszej przeszłości - dodaje.

Żołnierze Wyklęci kontynuacją Armii Krajowej

Prof. Jacek Reginia-Zacharski z Uniwersytetu Łódzkiego zwraca uwagę na pewien rozdział II wojny światowej - kojarzonej z Armią Krajową - od czasów powojennych.

Młodzi Niezłomnym.png
Koncert "Młodzi Niezłomnym" - zobacz WIDEO

- Nie jest to szczególnie dobrym rozwiązaniem, ponieważ jest zaznaczeniem podziału. Przecież gdybyśmy przyjrzeli się ponad 100 tysiącom osób, które są klasyfikowani jako tzw. Żołnierze Wyklęci czy Niezłomni, to w przeważającej części byli żołnierzami Armii Krajowej i innych formacji zbrojnych z czasów walki z III Rzeszą i później ze Związkiem Sowieckim. W związku z tym jest to pewna kontynuacja. Zatem nie bardzo rozumiem, jak doszło do tego, że mamy pewien podział na dwie sekwencje, które z założenia są nienaturalne - ocenia prof. Jacek Reginia-Zacharski.

Ekspert Jedynki zauważa, że "ci ludzie, których określamy jako Żołnierze Wyklęci czy Żołnierze Niezłomni, przecież składali przysięgi wojskowe". - Oczywiście nie wszyscy, ale tak naprawdę ich dzieło po 1945 roku było głównie bądź bardzo często kontynuacją ich wcześniejszych wyborów. Dlatego pewna ciągłość fundamentu myślenia o Polsce oraz fundamentu patriotycznego powinna być podkreślana - twierdzi prof. Jacek Reginia-Zacharski.

Jak dbamy o pamięć?

- Wydaje mi się, że oddolne dbanie o pamięć w środowiskach wolontariuszy, rodzin, stowarzyszeń i troska o pamięć w środowiskach samorządowym, instytucjonalnym, a także rządowym są istotnymi elementami pewnej dobrej całości - uważa Janusz Kotowski, dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce.

Janusz Kotowski jako przykład podaje Ostrołękę, miasto na północno-wschodnim Mazowszu. - W Ostrołęce wiele spraw wyrosło od dołu, czyli z kręgów młodzieży i rodzin. Później wspomógł to samorząd. W efekcie drużyny harcerskie przyjmowały na patronów Żołnierzy Niezłomnych, natomiast miasto bardzo wcześnie weszło w zmianę nazewnictwa ulic. Zanim pojawiły się wszelkie ustawy, to w Ostrołęce komunistyczni zdrajcy zniknęli z ulicznych tablic, a pojawili się na nich Żołnierze Niezłomni - słyszymy.

- W środowisku samorządowym oraz różnych stowarzyszeń przygotowaliśmy pomnik, który jest także symboliczną mogiłą, ponieważ jak wszyscy wiemy, wielu naszych bohaterów nie ma grobu. Pomnik odsłonił prezydent Lech Kaczyński (…). Pojawił się również pomysł budowy Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Jako samorząd poprosiliśmy o pomoc rządową, ale minister Zdrojewski (minister kultury i dziedzictwa narodowego w latach 2007-2014 - red.) powiedział, że w żadnym wypadku, ponieważ to nie zgadza się z polityką historyczną państwa. Dostaliśmy wtedy zero punktów w klasyfikacji. Potem premier Morawiecki i premier Gliński postanowili mocno wesprzeć naszą inicjatywę i w ten sposób muzeum powstaje - dodaje Janusz Kotowski.

Czytaj także:

***

Tytuł audycji: Gdzie jest Pan Cogito

Prowadziła: Małgorzata Raczyńska-Weinsberg

Goście: prof. Przemysław Waingertner (Uniwersytet Łódzki), prof. Jacek Reginia-Zacharski (Uniwersytet Łódzki), Janusz Kotowski (dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce)

Data emisji: 2.02.2021 

Godzina emisji: 21.07

DS

Czytaj także

Stanisław Kasznica – ostatni komendant NSZ

Ostatnia aktualizacja: 02.03.2021 05:55
73 lata temu, 2 marca 1948 roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał na karę śmierci ppłk. Stanisława Kasznicę, komendanta Narodowych Sił Zbrojnych
rozwiń zwiń