Już blisko do Jordanu

Ostatnia aktualizacja: 15.01.2022 18:50
W audycji „Z muzyką po Kresach” rozmawialiśmy o sposobach popularyzacji Lwowa i Kresów w Warszawie. Poznaliśmy także tajemnice święta Jordanu na Białorusi. Wedle kalendarza juliańskiego obchodzone jest ono 19 stycznia.
Audio
  • Już blisko do Jordanu (Jedynka/Z muzyką po Kresach)
Proboszcz parafii prawosławnej ksiądz Michał Wasilczyk nad brzegiem Bugu w Sławatyczach. Zgodnie z kalendarzem juliańskim prawosławni oraz wierni innych obrządków wschodnich, w tym grekokatolicy, obchodzą 19 stycznia święto Chrztu Pańskiego, zwane inaczej świętem Jordanu. To jedna z dwunastu najważniejszych uroczystości w roku liturgicznym.
Proboszcz parafii prawosławnej ksiądz Michał Wasilczyk nad brzegiem Bugu w Sławatyczach. Zgodnie z kalendarzem juliańskim prawosławni oraz wierni innych obrządków wschodnich, w tym grekokatolicy, obchodzą 19 stycznia święto Chrztu Pańskiego, zwane inaczej świętem Jordanu. To jedna z dwunastu najważniejszych uroczystości w roku liturgicznym. Foto: PAP/Wojciech Pacewicz

Mały Lwów w Warszawie. O Towarzystwie Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich

Stanisława Stańczyk-Wojciechowicz – wiceprezes Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich (Oddział Stołeczny) mówiła o działalności swojej organizacji w Warszawie. Pochodząca ze Lwowa, Pani Stanisława już przeszło 20 lat mieszka w stolicy Polski, gdzie w różny sposób popularyzuje miejsca swojego dzieciństwa i młodości.

- Przyjechałam do Warszawy w 1997 roku. Za chlebem. W Warszawie spotkałam swojego męża i tu zostałam – opowiadała Stanisława Stańczyk-Wojciechowicz. – Wkrótce poznałam lwowian zrzeszonych w Towarzystwie Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. Utworzyli je z tęsknoty za swoim miastem. Sama organizacja ma długą historię. Tu, w Warszawie jesteśmy tylko oddziałem. Główna siedziba jest we Wrocławiu. Wiadomo, że we Wrocławiu mieszkał cały przedwojenny Lwów.

Towarzystwo działa ponad 33 lata. Głównym celem jest pomoc rodakom we Lwowie, także młodym osobom w szkołach oraz dbanie o pamięć zmarłych na cmentarzach: Łyczakowskim i Janowskim. Organizacja wydaje także „Lwowski Biuletyn Informacyjny” – pismo traktujące o obecnym, jak i historycznym życiu we Lwowie.

W roku 2023 będziemy obchodzić 100. Rocznicę urodzin Witolda Szolgini – lwowskiego architekta i piewcy tego miasta. Towarzystwo już w tym roku szykuje się do obchodów tego jubileuszu, m.in. poprzez projekt wmurowania tablicy pamiątkowej w domach lwowskim i warszawskim, w których mieszkał architekt.

 

święto jordanu PAP 510.jpg
Przeczytaj także:
Święto Jordanu

Święto Jordanu na Białorusi

Jesteśmy przed ostatnim świętem z cyklu bożonarodzeniowego w tradycji wschodniej, a mianowicie – Jordanem, czyli Chrztem Pańskim, które według kalendarza juliańskiego jest obchodzone 19 stycznia. Białoruska etnograf, folklorystka Alena Laszkiewicz przybliżyła tradycje, związane z tym czasem…

- 18 stycznia u nas to już była trzecia Kutia: trzecia Wigilia. Pierwsza była 6 stycznia, druga – 13, a trzecia – 18. Kutią nazywamy obrzędową kolację. Ta trzecia też była postna, jak pierwsza – Wigilia, bo druga była nie postna, a Bogata. Tę Kutię 18 stycznia nazywamy „trzecią Wigilią” lub „Chudą Kutią”, „Wodną”. Te nazwy wskazują na to, że na stole są postne potrawy – mówiła Alena Laszkiewicz.

Z „Wodnej Kutii” płynnie wchodzimy w 19 stycznia – święto Chrztu Pańskiego – gdy święci się wodę. Dawniej robiono to nad rzekami, ale i dziś się to zdarza. Na zamarzniętej rzece wycinano krzyż z lodu i polewano go sokiem z buraka, by uzyskać czerwoną barwę. Jak podkreślała rozmówczyni Mariany Kril, wskazywało to na znaczenie tego święta, będącego także świętem wody. Popularne w Polsce ostatnimi laty „morsowanie” jest już świecką tradycją święta Jordanu, choć Laszkiewicz zaznacza, że ten zwyczaj był wcześniej mało popularny. Zdarzał się jako forma rytuału – kolędnicy uważali, że w tym dniu powinni oczyścić się po okresie kolędowania, wchodząc do zimnej wody. Obecnie morsowanie i mroźna kąpiel są po prostu modne.

Jordan był na Białorusi czasem zakończenia kolędowania. Niemniej, zdarzały się lokalne tradycje, w których czas kolędowania wydłużany był nawet do południa 22 stycznia. Te dni nazywano „poobied-koliada”, czyli kolęda po obiedzie.

- Istniał też zwyczaj ciągnięcia kolędy „na dęba”. To wyglądało tak, że na dąb lub inne wysokie drzewo, które stało gdzieś w polu, wyciągali jakiś przedmiot, który symbolizował kolędę. To mógł być snop, garnek z kaszą, mogła być lalka albo snop ubrany w lalkę czyli lalka-motanka – tłumaczyła folklorystka. – Do dębu ciągnięto sanki, na których siedziała prawdziwa kobieta, trzymając ten przedmiot. Kiedy kobieta na saniach, trzymająca snop czy garnek z kaszą, już podjeżdżała do drzewa, to grupa osób dosłownie wyrzucała ją z sani na śnieg, by kasza rozsypała się. To symbolizowało zasiew pola. A następnie snop-kolędę wyciągali na drzewo. Przy tym też była śpiewana odpowiednia pieśń. W ten sposób ludzie żegnali się z kolędą w danym roku.

Przeczytaj także: Jordan. Święto Chrztu Pańskiego

***

Tytuł audycji: Z muzyką po Kresach

Prowadziła: Mariana Kril

Data emisji: 15.01.2022

Godzina emisji: 18.10